PEONIA pisze: ↑czw maja 28, 2026 7:30 pm
Bo zazwyczaj tak jest - Ci z "dystansem" mają go w jedną stronę, odpłać im ich monetą to jest "płacz"
W dodatku są jakieś standardy. Może Ci nie przeszkadzać, ze w domu sobie z mężem np. bekacie i pierdzicie, macie z tym luz ale wsród ludzi się jakoś trzeba zachować a nie pierdziec i się dziwić, ze "francuskie pieski". Z żartami jest to samo.
Poza tym to jest kolejny temat: do pracy idziesz PRACOWAĆ. to nie kawiarnia czy klub, mam wrażenie że po prostu ludziom trochę się w dupach poprzewracało od tego luzu i 'bycia sobą zawsze i wszędzie'. W robocie głównie masz pracować, a nie wygłaszać swoje mądrości czy "cięte żarty', praca to nie jest miejsce do wyrażania siebie, chyba że to twoja firma. jesteś w grupie z najróżniejszymi ludźmi, o najróżniejszych przekonaniach, pochodzeniu, opiniach, którzy tak jak ty znaleźli się tutaj raczej przez system w jakim przyszło nam żyć, a nie bo chcą, do tego 8h dziennie. Sama mam w pomieszczeniu typa który ględzi swoje antyszczepowe mądrości i opinie niemal o eksterminacji osób z nadwagą/otyłością i raz na jakiś czas jeszcze puścisz pomimo uszu, ale kilka godzin dziennie 5 dni w tygodniu przez kilka lat to naprawdę męczy - i to samo może być z tym "ciętym' żartem, że dla ciebie jest śmieszny, ale wszyscy dookoła mogą mieć dość.
Co do dresscode'u w pracy to sama nie wiem - z jednej strony fajnie, że się wyrażasz, ale nie możesz jednak po pracy?

nie wiem, mnie po prostu dziwi brak umiejętności dobrania przez ludzi ubioru do sytuacji ;p w sensie miej sobie kolorowe włosy, kolorowy makijaż i jakieś śmieszniutkie ubranko, ale nie dziw się, że ludzie nie traktują cię poważnie - bo ubiór mówi o nas i o naszym charakterze, ale też częsciowo o tym jak działamy; nie wyobrażam sobie, że ktoś kto chodzi w pogniecionych ubraniach i tłustych włosach jest zorganizowany i dba o detale np.