Nie naginaj pod siebie. Napisala co napisala. Niepełnosprawności to niepelnosprawbosc kropka. Widocznie brzydzą ja wszyscy niepelnosprawni bez dyskryminacji
A ty wypowiadaj sie za siebie...
Nie naginaj pod siebie. Napisala co napisala. Niepełnosprawności to niepelnosprawbosc kropka. Widocznie brzydzą ja wszyscy niepelnosprawni bez dyskryminacji
Pamiętajmy też jaką burzę spowodowało jedzenie. Już jechała Policja przetrzepywać lodówki, a noszenie świątecznych bluzek w kwietniu było normalizowaniem patologii. :p
Dokładnie.agbmrctorakwin pisze: ↑czw kwie 16, 2026 9:48 am Ale tak naprawdę po co obca osoba ma nam się tłumaczyć? Prawda jest taka, że ludziom się nie dogodzi. Gdy ktoś ukrywa swoje znajomości, a nawet nie tyle co ukrywa co po prostu o nich nie mówi - to zaraz jest obgadywanie, że ktoś coś ukrywa, rżnie głupa i że powinien się przyznać (mimo że i tak wszyscy wiedzą). A gdy przyznaje to wprost to zaraz dostaje łatkę banana, kogoś kto się obnosi swoimi kontaktami albo kogoś kto traktuje innych z wyższoscią. Uważam, że do póki taka osoba która dostała pracę po znajomości wykonuje swoje obowiązki i nie wywyższa się nad innymi to nie ma w tym nic złego. Ja sama mam dziewczynę w pracy która zna szefa, w pracy mówi do niego na pan, poza pracą na ty i wcale przez to, że się znają osobiście nie ma żadnych forow, wręcz przeciwnie czasami pracuje za kilku, jest zawalona obowiązkami, zostaje po godzinach i głupio jej odmówić. Wiadomo, że sytuacje są różne i zdarzają się też nie fair zachowania i faworyzowanie ale może też być odwrotnie - że na osoby zatrudnione przez znajomości jest nakładana większa presja i oczekiwania.
Chyba to troszkę odebrane,bo też uważam,że żalenie się w miejscu pracy jest nie na miejscu. Ale już nie chce mi się rozdrabniać co autor miał na myslilalisa pisze: ↑czw kwie 16, 2026 9:40 am W pracy się takich rzeczy nie mówi i to każdej radzę. Morda w kubeł w temacie swoich traum z dzieciństwa, ciężkich rodziców, zdrad męża czy leczenia u psychiatry. Sama kiedyś paplałam co popadnie wierząc, że koleżanki z pracy mnie słuchają i wspierają, ale się w końcu dotkliwie nauczyłam. To było na początku kariery na szczęście.
Jeśli pracujesz w profesjonalnym środowisku, to takie tematy są po prostu nie na miejscu i mogą zaszkodzić w karierze. Ludzie cię raczej nie wyśmieją, ale swoje sobie pomyślą. Można ewentualnie bardzo ogólnie wspomnieć, że rozumiesz jakiś problem, ale to tyle. Natomiast w nieprofesjonalnym środowisku pracy typu jakaś gównorobota jest to jeszcze bardziej niebezpieczne, bo tam plociuchy będą gadać i roznosić otwarcie brudy. To do ciebie szybko wróci.
Jak masz potrzebę pogadać z kimś o alkoholizmie czy przemocy, to znajdź do tego odpowiednie miejsce. Nie jest nim praca.
O widzisz. Ja miałam na myśli osoby, z którymi się spotykam i jestem w bardziej zażyłych relacjach. Nie miałam kompletnie na myśli osób z pracy, bo uważam, ze akurat to sa ostatni ludzie, którym należy cokolwiek mówić. Miałam na myśli osoby, od których oczekuje szczerości a nie robienia ze mnie idiotki, że wierzę w to co mówią. Jesli się z nimi spotykam w jakichś celach towarzyskich, zazwyczaj w grupie to liczę, że ludzie dorośli będą szczerzy.agbmrctorakwin pisze: ↑czw kwie 16, 2026 9:48 am Ale tak naprawdę po co obca osoba ma nam się tłumaczyć? Prawda jest taka, że ludziom się nie dogodzi. Gdy ktoś ukrywa swoje znajomości, a nawet nie tyle co ukrywa co po prostu o nich nie mówi - to zaraz jest obgadywanie, że ktoś coś ukrywa, rżnie głupa i że powinien się przyznać (mimo że i tak wszyscy wiedzą). A gdy przyznaje to wprost to zaraz dostaje łatkę banana, kogoś kto się obnosi swoimi kontaktami albo kogoś kto traktuje innych z wyższoscią. Uważam, że do póki taka osoba która dostała pracę po znajomości wykonuje swoje obowiązki i nie wywyższa się nad innymi to nie ma w tym nic złego. Ja sama mam dziewczynę w pracy która zna szefa, w pracy mówi do niego na pan, poza pracą na ty i wcale przez to, że się znają osobiście nie ma żadnych forow, wręcz przeciwnie czasami pracuje za kilku, jest zawalona obowiązkami, zostaje po godzinach i głupio jej odmówić. Wiadomo, że sytuacje są różne i zdarzają się też nie fair zachowania i faworyzowanie ale może też być odwrotnie - że na osoby zatrudnione przez znajomości jest nakładana większa presja i oczekiwania.
W duzej mierze tez chodzi o to, zeby nie podążać ślepo za moda i nie kupować czegoś tylko dlatego, ze jest modne, a nam sie srednio podoba, a po sezonie to wyrzucimy. Albo zaczniemy kupować masełkowe bluzki chociaż nie pasuje nam ten kolor. Ale ogólnie to sie zgadzam 100%.Jennifer pisze: ↑czw kwie 16, 2026 8:09 pm Niepopularna opinia modowa: nie kumam wyśmiewania tego, co jest aktualnie modne oraz uporczywego wmawiania ludziom, że każdy musi wyglądać oryginalnie. Nie pojmuję toku rozumowania osób, którym podoba się dana rzecz, ale nie kupią jej, bo co druga laska w tym chodzi. Jezu, podoba ci się, to sobie kupuj i nie patrz na innych. Nie jestem fanką ślepego podążania za trendami, ale tak samo nie pochwalam usilnych prób wybicia się z tłumu, byle by nie wyglądać jak inni. Oglądam sporo kontentu krytykującego sieciówki, fast fashion i tam ciągle pojawia sie argument, żeby nie kupować w Zarze i na Shein, bo trzeba koniecznie mieć własny styl i się wyróżniać. Nie, nie trzeba.
Dokladnie. Nie dla każdego moda to pasja, tez nie uwazam,ze kazdy musi miec styl. Bardziej: niech kazdy nosi to,w czym sie dobrze czuje i mu wygodnieJennifer pisze: ↑czw kwie 16, 2026 8:09 pm Niepopularna opinia modowa: nie kumam wyśmiewania tego, co jest aktualnie modne oraz uporczywego wmawiania ludziom, że każdy musi wyglądać oryginalnie. Nie pojmuję toku rozumowania osób, którym podoba się dana rzecz, ale nie kupią jej, bo co druga laska w tym chodzi. Jezu, podoba ci się, to sobie kupuj i nie patrz na innych. Nie jestem fanką ślepego podążania za trendami, ale tak samo nie pochwalam usilnych prób wybicia się z tłumu, byle by nie wyglądać jak inni. Oglądam sporo kontentu krytykującego sieciówki, fast fashion i tam ciągle pojawia sie argument, żeby nie kupować w Zarze i na Shein, bo trzeba koniecznie mieć własny styl i się wyróżniać. Nie, nie trzeba.
Za wczasu napiszę, zanim ktoś mnie zmiesza z błotem - z tym shein to był tylko przykład, po prostu obecnie jest chyba w czołówce najpopularniejszych sklepów z ciuchami. Sama się tam nie ubieram, bo właśnie dojrzałam do tego etapu, by kupować ubrania po zapoznaniu się ze składem.julygirl pisze: ↑czw kwie 16, 2026 8:30 pm W duzej mierze tez chodzi o to, zeby nie podążać ślepo za moda i nie kupować czegoś tylko dlatego, ze jest modne, a nam sie srednio podoba, a po sezonie to wyrzucimy. Albo zaczniemy kupować masełkowe bluzki chociaż nie pasuje nam ten kolor. Ale ogólnie to sie zgadzam 100%.
Co do nie kupowania na shein i patrzeniu na składy ubrań to chodzi o to, ze np. Możemy kupić tańszy plastikowy płaszcz modny w którym bd sie pocić lub upolować droższy z wełny w klasycznym kroju, który będzie grzał i bedzie na lata. Czasem bogatszy z perspektywy czasu mniej wyda na ubrania, bo kupi buty i bedzie w nich chodzić kilka lat, a nie zmienia co sezon.
No po prostu ważny jest umiał i zdrowy rozsądek, tyle
Bo to właśnie o to chodzi, żeby kupować to, co nam pasuje, a nie, to co jest modne. Podam przykład - rok temu były na topie długie letnie koszule, czasem asymetryczne. Ja dobrze w takich wyglądam, umiem je stylizować i na wakacje do shortów i na miasto. Dlatego kupiłam sobie zapas jednego modelu w róznych kolorach. Na lata. Za to fatalnie wyglądam w tych kurtkach z szerokimi ramionami. Choćby tylko takie były w sklepach i były najmodniejsze na świecie, to żadnej nie kupię.Jennifer pisze: ↑czw kwie 16, 2026 8:39 pm Za wczasu napiszę, zanim ktoś mnie zmiesza z błotem - z tym shein to był tylko przykład, po prostu obecnie jest chyba w czołówce najpopularniejszych sklepów z ciuchami. Sama się tam nie ubieram, bo właśnie dojrzałam do tego etapu, by kupować ubrania po zapoznaniu się ze składem.
Odkąd zaczęłam interesować się analizą kolorystyczną, okazało się, że kolorem, w którym wyglądam najlepiej jest m.in. mega popularny ostatnio brąz : D kupiłam brązową kurtkę, w której chodzi połowa dziewczyn z mojego miasta, ale mam totalnie na to wybimbane, bo ja patrzę w lustro i widzę typiarę 10/10 (w ogóle polecam wszystkim analizę kolorystyczną, to żaden pic na wodę).
o hejka chcesz coś z Avonu?
Jest jeszcze cos pomiedzy :D Makijaż wyjściowy typu ślubny potrafi być zarówno trwały, jak i wyglądać naturalnie. Miałam taki kilkukrotnie robiony u dobrej makijażystki i nie czułam na twarzy „tapety”, z wyjątkiem rzęs których na co dzień nie noszę więc potrzebowałam chwili żeby się przyzwyczaić, ale to też nie były jakieś łopaty ;) Poza tym chyba źle dobrano Ci podkład skoro była tak widoczna różnica koloru po podrapaniu się.Pilu pisze: ↑pt kwie 17, 2026 9:02 am Nie rozumiem makijazow slubnych.
Dlaczego jest taka presja na nalozenie pol butelki fluidu, pudru, rozu, brazera i przyklepanie tego jakas maka czy czyms takim?
Slyszalam juz opinie, ze to lepiej na zdjeciach wyglada. No, ale slub i wesele to nie sesja zdjeciowa tylko zycie, interakcje z innymi ludzmi, jedzenie, taniec...Ja wole wygladac lepiej na zywo niz na zdjeciach, i czuc sie swobodnie. Jak naloze troche mniej podkladu to przeciez nie oznacza, ze na zdjeciach wyjde jak jakis koslawy gremlin.
Kolejna argument to taki, ze dluzej sie trzyma. No nie wiem. Po makijazu probnym, wracajac do domu podrapalam sie delikatnie po nosie. Po powrocie do domu zobaczylam, ze caly podklad na nosie mi sie rozmazal i widac bylo moj naturalny odcien skory.
Nie rozumiem, nie akceptuje i nie zgodze sie na taka ciezka tapete w dniu, w ktorym chce moc normalnie pocalowac swojego meza i czuc sie na luzie.
Kolor podkladu byl akurat dobrze dobrany. Chodzilo mi o to, ze bylo go tak duzo, ze po potarciu widac bylo nie tyle co naturalny kolor skory, co po prostu skore bez podkladu.mariaow pisze: ↑pt kwie 17, 2026 9:34 am Jest jeszcze cos pomiedzy :D Makijaż wyjściowy typu ślubny potrafi być zarówno trwały, jak i wyglądać naturalnie. Miałam taki kilkukrotnie robiony u dobrej makijażystki i nie czułam na twarzy „tapety”, z wyjątkiem rzęs których na co dzień nie noszę więc potrzebowałam chwili żeby się przyzwyczaić, ale to też nie były jakieś łopaty ;) Poza tym chyba źle dobrano Ci podkład skoro była tak widoczna różnica koloru po podrapaniu się.
Po prostu trzeba szukać kogoś kto zrobi faktyczny makijaż upiększający a nie makijaż do wstawienia na insta, żeby pochwalić się swoją pracąPilu pisze: ↑pt kwie 17, 2026 9:45 am Kolor podkladu byl akurat dobrze dobrany. Chodzilo mi o to, ze bylo go tak duzo, ze po potarciu widac bylo nie tyle co naturalny kolor skory, co po prostu skore bez podkladu.
Makijaz byl bardzo ladny, tylko tyle tego tynku...i to mnie zmartwilo.
Dalam sie namowic na doczepiane rzesy, ale taka malutka i cieniutka kepke na sam bok oka. Bylam zaskoczona, bo to naprawde dobrze i naturalnie wyglada i do tego swietnie podkresla oko.

Lo rany boskie! No nie wiem co napisac...to jest przegiecie.lalisa pisze: ↑pt kwie 17, 2026 10:47 am Ja zawsze jestem przerażona takimi makijażami i uważam, że to wygląda bardzo źle. Jeśli ktoś tak lubi i taki ma styl, to zajebiście i jego sprawa. Przykro tylko jak jakaś dziewczyna przyszła myśląc, że dostanie topowy upiększający makijaż, a wyszła wyglądając tak.
![]()
Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam, clue twojej wypowiedzi, ale brak znajomości języka angielskiego w dzisiejszych czasach u osób poniżej 40 roku życia powinien być powodem do wstydu.staratwoja pisze: ↑pt kwie 17, 2026 10:52 am W ogóle mi to nie przeszkadza jak ktoś wrzuca angielskie (poprawnie użyte) słowa/zdania do wypowiedzi, natomiast uważam że jest to praktyka wykluczająca, sygnalizująca przynależność do pewnej grupy (osoby które czują się z tym językiem swobodnie, osoby rozeznane w gen z socjolekcie) i czasami spruta idzie bardziej o to niż o czystość języka polskiego
Sure, tylko że angielski komunikatywny typu B1 to jeszcze nie swoboda posługiwania się tym językiemmalloryknox pisze: ↑pt kwie 17, 2026 11:14 am Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam, clue twojej wypowiedzi, ale brak znajomości języka angielskiego w dzisiejszych czasach u osób poniżej 40 roku życia powinien być powodem do wstydu.
A moja niepopularna opinia jest taka, że nie każdy musi znać język angielski i to jeszcze na jakimś bardzo wysokim poziomie, ponieważ niektórym nie jest on do niczego potrzebny. Nie każdy chce podróżować czy pracować w korpo, niektórzy wolą przesiedzieć całe życie na swojej wiosce i to też jest okej.malloryknox pisze: ↑pt kwie 17, 2026 11:14 am Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam, clue twojej wypowiedzi, ale brak znajomości języka angielskiego w dzisiejszych czasach u osób poniżej 40 roku życia powinien być powodem do wstydu.
Każdemu angielski prędzej czy później będzie potrzebny. Zawężanie posługiwania się nim do korpo czy podróżowania to bardzo płytkie myślenie.xoseraphina pisze: ↑pt kwie 17, 2026 11:32 am A moja niepopularna opinia jest taka, że nie każdy musi znać język angielski i to jeszcze na jakimś bardzo wysokim poziomie, ponieważ niektórym nie jest on do niczego potrzebny. Nie każdy chce podróżować czy pracować w korpo, niektórzy wolą przesiedzieć całe życie na swojej wiosce i to też jest okej.