Ale przecież do restauracji możesz też pójść sama. Tak samo wyjechać gdzieś solo- w tamtym roku byłam na dwóch dłuższych wyjazdach z mężem i na jednym city breaku sama i to był super wybór, będę powtarzać solo wyjazdy przy zachowaniu wakacji z mężem. Mój mąż też pojechał sam do kraju, który mnie totalnie nie interesuje, kuchnia tegoż jest (dla mnie) okropna i byłabym tam kulą u nogi.malloryknox pisze: ↑śr sty 28, 2026 10:24 am Sama jestem w wieloletnim, szczęśliwym związku, ale nie zgadzam się z tym, że dobry partner nie stanowi ograniczenia. Zawsze będzie to w pewien sposób ograniczenie, tylko że te słowo brzmi raczej pejoratywnie, więc wolimy udawać, że dobry partner = całkowita wolność. Nie pojedziesz na wakacje gdzie i kiedy chcesz, tylko musicie dogadać się do do terminu urlopu i miejsca. Nie weźmiesz go na imprezę do osób, których nie lubi. Nie pójdziesz zjeść obiadu do restauracji, w której nic mu nie smakuje. Nie zaczniesz sprzątać mieszkania, jeśli on odsypia po imprezie. Można te przykłady mnożyć. Tak, wiem, że jest coś takiego jak kompromis, jako osoba w związku akceptuję te małe niedogodności. Ale nie mówmy o tym, że życie w związku to totalna wolność.
Związek to nie jest tylko czas spędzany ze sobą (bardzo ważny i niezbędny dla udanego związku!), ale też chwile spędzane osobno. Wiem jednak, że dla niektórych to jest nie do wyobrażenia- nie piję tutaj do autorki cytowanego przeze mnie posta, ale przez niektórych znajomych (dalszych, nei przyjaciół ;)), którzy dziwią się, że średnio raz w roku ja i mąż jedziemy gdzieś osobno. To samo dotyczy odwiedzin rodziców- nie zawsze jeżdżę do teściów, kiedy mąż jedzie ich odwiedzić, tak samo mąż nie zawsze jedzie ze mną do moich rodziców. Na uroczystości, święta- jasna sprawa, ale nie musimy zawsze jeździć razem tylko dlatego, że mam ochotę zobaczyć się z moimi rodzicami (i vice versa).
Lubię zarówno randki z mężem, jak i solo wyjścia do kawiarni czy restauracji- polecam