To chyba ja byłem takim zyebem któremu szkoda było "inwestować" w spotkania w restauracjach, pubach itp.
Wprawdzie się tym nie chwaliłem , ale wolałem zaprosić dziewczynę na spacer w słoneczku, ładnej scenerii wśród natury a jak się fajnie rozmawiało to wpaść po drodze do kawiarenki na kawę, ciastko, sok, lody czy nawet piwo. Tak bardziej naturalnie.
Szukałem dziewczyny która lubi spędzać czas aktywnie a nie przesiadywać w knajpach (na to był czas później).
Ze swoją aktualną partnerką na pierwsze spotkanie umówiliśmy się na ... przejażdżkę rowerową. Po kilku razach okazało się że ona nie posiada roweru - wypożycza od znajomych ze studiów z którymi mieszkała - rower stawał się niedostępny. Zaproponowałem jej że kupię jej porządny sprzęt żeby miała na czym jeżdzić (to była jej pierwsza praca po studiach na pół etatu , słabo płatna). Nie zgodziła się. W końcu uzgodniliśmy że pożyczę jej kasę a odda do roku czasu. Zwróciła po 3-4 miesiącach. Po roku jej znajomi zrezygnowali ze wspólnego mieszkania , przeprowadziła się do mnie. A rower...okazał się nie do zdarcia. Do tej pory przy ładnej pogodzie jeździ nim do pracy. Na weekendowe wypady używamy oczywiście już zupełnie innego sprzętu. Selavi.