Prawda jest taka, że wprowadza ona głośny folklor organizacyjny. Bo ona musi być: głośna, wszechobecna, i wiedząca wszystko najlepiej. A na tym traci grupa. Można ją ustawić do pionu i robią to celnie mężczyźni u nas z zespołu. W formie, żartów. Bo skoro ona np. ma czelność komentować, że "partnerka np. zgarnia Xa z grupowego piwa jak dzieciaka czy pantofla" to nie pozostają jej dłużni. Kończy się to tymczasowym fochem i oburzeniem. A oni- faceci i tak- robią to kulturalnie, serio.
Wg mojej opinii jest to kobieta o niskim poczuciu własnej wartości, umniejszanie innym o tym świadczy. Jest mało refleksyjna społecznie, o braku empatii nie wspominając.
Moją metodą na nią/na tego typu osobę to przybranie przy niej formy "skały". Czyli: tylko neutralne rozmowy, bez szczegółów, przytyki obracam w żart, również taki by poczuła.
Spiełyśmy się bezpośrednio kilka razy. Kłótnie, rozmowę konczyła " uczyli mnie, że starsi powinni mlodszym ustępować" lub " zobaczysz, mądrość życiową będziesz mieć wraz z wiekiem".
Mocne riposty lub zwykłe " nie mów tak do mnie" ona odbiera jako atak na nią, a przecież "ona jest starsza i trzeba jej okazywać szacunek, bo ona to robi/mówi w dobrych intencjach". Tu nie ma miejsca na refleksję.
Ręce opadają. Serio.
I tak... kiedyś chętnie potraktowałabym ją z liścia. Na ten moment uważam, że nie warto tracić swojej energii na chore, niedowartościowane babsko. Tym bardziej, że klienci również widzą z kim mają do czynienia.
A zespół w takim układzie nie traktuje poważnie tego, co taka osoba mówi. To raczej „szum w tle". Tym bardziej, że jak zaczyna mówić to trzy pierwsze zdania są neutralne, a potem wchodzi w ten swój głośny, dominujący ton.