Tak jak moda zatacza koło - kiedyś kicz, później basic i clean girl, później znowu kicz i tak w kółko - tak w tym aspekcie też tak będzie. Dzisiejsze pokolenie też kiedyś będzie czyimiś przełożonymi, managerami i szefami. Sami będąc niezdyscyplinowani poczują na własnej skórze, czym jest brak kontroli i autorytetów. Dzisiejszy model partnerski, którym szczycą się nowoczesne korporacje de facto nie ma nic wspólnego z partnerstwem. Bo taki model powinien działać w dwie strony - pracodawca idzie pracownikowi na rękę, a on nie wykorzystuje tego i nie osiada na laurach, tylko robi to, co do niego należy - pracuje.terrible pisze: ↑sob sty 17, 2026 9:59 pm 2. Najlepszą metodą współpracy z nami jest niestety zamordyzm i kij, a nie marchewka + ciągła kontrola. Mówię to jako osoba, która przez kilka lat swoim podwładnym w korpo dawała "ludzkie traktowanie" czyli np. pozwalałam czytać gdy robota jest zrobiona czy pisać pracę magisterską. Kończyło się tak, że prędzej czy później, albo praca nie była wykonywana, albo była wykonywana po łebkach byle by móc zająć się "rozrywką". Szczególni niestety dostrzegam to w Gen Z, bo starsi mieli jakieś poczucie obowiązku i wstydu. Po prostu nie jesteśmy nauczeni partnerskiego traktowania
Nie wiem, jak jest za granicą, ale w Polsce wielu ma w genach kombinowanie i cwaniactwo, co wykorzystuje w takich właśnie sytuacjach. Pracowałam w środowisku, gdzie szef był mega cool fajnym ziomkiem, co pozwalał ludziom na zbyt wiele, to weszli mu na głowę i koleś poleciał, bo dawał podwładnym tyle luzu, że w końcu coś musiało się nie udać. Obecnie moja szefowa jest prawdziwą profesjonalistką, która wiele wymaga od pracowników, ale kiedy trzeba, to idzie na rękę i ludzie czują do niej taki respekt, że nikomu ani się śni to wykorzystywać. Prawda jest taka, że to, co jest uczciwą pracą, dzisiejsze pokolenie nazywa zamordyzmem, a w praktyce jest to korzystne zarówno dla pracodawcy, jak i dla pracownika. Tylko że do tego wniosku niestety trzeba dorosnąć.