Dodałabym jeszcze do tego braku perspektywy jakąś taką manię rozmówcy " że skoro tego nie widział, nie przeżył, " to tego nie ma.Orchidea2103 pisze: ↑wt wrz 22, 2026 10:18 pm Przecież nawet tutaj, na wielu wątkach, jak się napisze parę zdań o czymś, żeby przedstawić szerszy kontekst albo inny punkt widzenia, to zaraz lecą teksty typu, że ktoś nie będzie tego „dogłębnie analizował” (xD). Cóż, dla mnie dogłębna analiza to raczej studia nad danym zagadnieniem, czytanie odpowiednich książek i publikacji naukowych czy prowadzenie badań, a nie przeczytanie kilku zdań przedstawiających szerszy kontekst.
Albo gdy ktoś wyraża odmienną opinię, może nawet trochę kontrowersyjną, to od razu jest wyzywany od idiotów, osób mało inteligentnych albo słyszy, że pisze bzdury (xD).
Więc o jakich potencjalnych rozmowach my tu mówimy, skoro jest tyle osób, które nawet nie są otwarte na możliwość, że ktoś może mieć inną perspektywę? Dla niektórych wygląda to tak: jeśli czyjaś perspektywa nie zgadza się z ich własną, to ta osoba automatycznie jest idiotą. Dla mnie właśnie ludzie, którzy tak podchodzą do dyskusji, sami wychodzą na kompletnych imbecyli, bo nawet hipotetycznie nie potrafią dopuścić do siebie myśli, że być może to oni nie mają racji.
A najlepsze jest jeszcze to, że kiedy podaje się logiczne argumenty i fakty, to większość nawet nie potrafi się do nich odnieść. I wtedy zaczynają się personalne wycieczki. Także ja spotykam coraz mniej osób, z którymi można normalnie porozmawiać i podyskutować na różne tematy, nawet mając kompletnie odmienne poglądy. Chodzi właśnie o takie podejście: „Aha, okej, może faktycznie jeszcze nie patrzyłam na to z tej strony”.
A jak ktoś ciągle nawija o pracy, to też nie chce mi się tego słuchać. Ile można? Mam takie osoby w swoim otoczeniu. Jedna z nich za każdym razem gada praktycznie tylko o swojej pracy, a nigdy, przenigdy sama z siebie nie zapytała o moją. Pozostałe jej tematy to gadanie o innych ludziach, których kompletnie nie znam i chusteczkę mnie to obchodzi, albo o chorobach. Dlatego po prostu nie znoszę z nią rozmawiać.
Przykład - np. korki na mieście podczas jakiegoś wydarzenia, słabo zoorganizowane oznaczenia, parkingow, itp. I ja tłumaczę, że było slabo to rozwiazane, a ktoś kto mieszka np. blisko miejsca od tego wydarzenia, mówi mi, że przeszedl sobie z "bloku, skrotami, oplotkami, i w ciagu 20 min i byl na miejscu, i nie bylo tak źle, ludzie dopiero byli tam na miejscu.
A potem dodaje, że "ludzie tumoki stali godzine, hehehe, i sobie nie obczaili dojazdu". - no nie kolego. Jadąc na wydarzenie kieruje sie tym co jest napisane na oficjalnych komunikatach, kieruje sie w miejsce gdzie organizator mial zapewnic parking, jedzenie itp. A że przy imprezie masowej przeliczyl sily na zamiary swiadczy to tylko o nim, i o źle przyjetej kalkulacji i rangi wydarzenia.