Ze wsią zawsze jest różnica. Chodzi mi o Warszawę a inne duże polskie miasta. Bo porównania padały do Wrocławia, Krakowa itd.PEONIA pisze: ↑sob cze 06, 2026 3:22 pm I tu jest właśnie zaskoczenie.
Jestem typowym słoikiem z wiochy godzina drogi od Warszawy wiec sorry ale mam porównanie. Warszawiacy są specyficzni ale mimo wszystko bardziej otwarci i kulturalni serio.
Wydawać by się mogło, ze odwrotnie ale serio jest inaczej. W Warszawie często się zdarza, ze ktoś do mnie zagadnie, zaczepi. że mam ładne buty itp. a to babka na kasie w sklepie się uśmiechnie i coś skomentuje. Jakby tak zrobić u mnie w rodzinnym zadupiu to popatrzą jak na wariata i po karetkę z kaftanem zadzwonią.
I jednak poziom kultury jest wyższy - na moim rodzinnym zadupie Ci wjadą wózkiem w tyłek w sklepie, czy wpadną na Ciebie i jak to mówiła moja babcia "ani dzień dobry ani pocałuj mnie w tyłek" w Warszawie to się naprawdę rzadko zdarza, ze jak ktoś na mnie wpadnie czy mnie popchnie i nie przeprosi. Serio - nawet krzyknie i poleci dalej. A mogło by się wydawać , ze odwrotnie będzie.
I też mental ludzi, tu jak sobie zrobisz przerwę w karierze na rok by sobie nie wiem, świeczki sojowe wyrabiać czy zmieniasz pracę co dwa lata to nikt uwagi nie zwróci. W małym mieście - o Boże skoczek! Nikt Cie nie zatrudni teraz i co to będzie.
Ludzie mają większy też luz na różne drogi życiowe i pomysły na siebie.
Niepopularne opinie o życiu
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherryRe: Niepopularne opinie o życiu
A no to może faktycznie przesada. . Trzeba jednak przyznać, ze każde miasto mam swój klimat. Np. niby o Warszawiakach się mówi, że są snoby a dla mnie gorsze snoby fleksujace się wszystkim alternatywnym i intelektualnym to Krakusy. Warszawa też jest jednak specyficzna i jedyna w swoim rodzaju i nie każdemu to będzie pasować.
Ja nie widzę żadnych różnic jeśli chodzi o jakość życia pomiędzy Warszawą a miastem wojewódzkim, w którym mieszkam od prawie 10 lat. Uważam, że jedyne co różni te dwa miasta to to, że mieszkańcy Warszawy to buce i snoby uważający, że stolica odstaje od reszty kraju i że mają inny mental, bo statystycznie zarabiają więcej, zapominając przy tym, że koszty życia też mają przy tym wyższe.PEONIA pisze: ↑sob cze 06, 2026 2:26 pm A ja uważam, ze zdecydujcie się...
bo jak ktoś coś napisze to wyskakujecie z pretensjami, żeby spojrzeć za Warszawską babeczkę i właśnie o Warszawskim zapaleniu opon mózgowych i o odklejeniu i nie wszędzie jest ja w Warszawie
ALE
jednocześnie jak ktoś napisze, ze Warszawa odstaje poziomem życia od reszty kraju i właśnie jest inaczej i nie można porównywać Warszawy do reszty kraju to od tych samych osób następuje trzask dup, ze różnicy nie ma i milion reakcji hahaha że wcale nie i w czym niby![]()
To jak moje drogie, jak w koncu jest. Warszawskie zapalenie opon czy jednak niczym się nie różni
Mnie tylko wkurza w warszawiakach/ludziach mieszkających w Wawie to, że im się wydaje, że żyją w jakiejś enklawie, w której nie istnieje żaden inny świat poza Warszawą i to zdziwienie, że w mieście x to coś tam..."A to w ogóle takie miasto istnieje/co to za miasto?" - taka jest często reakcja, jakby poza warszawską "wyspą" nie funkcjonował żaden inny świat.
Ale może nie ma się co dziwić, bo trudno żeby miasto, którego liczba mieszkańców dochodzi prawie do 2 mln i wszystkie najważniejsze instytucje/jednostki/główne siedziby firm się tam mieszczą, nie miało syndromu własnego mikroświata.
A co do mentalności, to nic nie poradzę na to, że najbardziej znani mi forumowo warszawiacy z dziada pradziada (kobieta i mężczyzna) to faktycznie były... takie snoby, który nosa spoza Warszawy nie wynurzyły, na wszystko i wszystkich patrzyły z góry, a ta kobieta miała obsesję, że jakaś panna z INTERIORU przypuści atak na jej życiowego partnera, bo to jest nadrzędnym celem "dziewczyn z prowincji";))). I z jej strony to ciągle możesz usłyszeć jacy to ludzie z innych części Polski są gorsi, mają jakieś tam negatywne cechy x, z. Bardzo dyskryminujące podejście pełne ignorancji.
Albo jeszcze jeden przypadek - poznałam laskę z Wawy na Instagramie, ona mi pomogła w czymś i ja jej pomogłam w czymś, gadamy kilka dni i nagle przy tematach dotyczących pracy, ona wypala: "Bo wy (przyjezdni) zabieracie nam pracę, obniżacie stawki, pogarszacie warunki pracy". Aż mnie ścięło jak to usłyszałam i to do tego stopnia, że niestety nie byłam w stanie nic jej odpowiedzieć. Odebrałam to jako rzut frustracji, ale bardzo mi się nie podobało, że z automatu zostałam ujęta w jakąś gorsza grupę, która postępuje nie fair i nieuczciwie i artykułuje się w moim kierunku pretensje. A ja nie mieszkam i nie pracuję w Warszawie, nie rywalizuje z mieszkańcami Warszawy o stanowiska pracy, więc o co chodzi? Dodam tylko, że ta dziewczyna miała kiepsko płatną pracę bez żadnych benefitow i była tam jedna z nielicznych osób z Wawy, pośród prawie samych przyjezdnych. Ale już tego, że to jej własna wina, że jest w takim a nie innym miejscu, w ogóle nie widziała. "Wszystkiemu" byli winni nieszczęśni przyjezdni.
I weź tu się kiepsko nie nastawiaj...
Ale może nie ma się co dziwić, bo trudno żeby miasto, którego liczba mieszkańców dochodzi prawie do 2 mln i wszystkie najważniejsze instytucje/jednostki/główne siedziby firm się tam mieszczą, nie miało syndromu własnego mikroświata.
A co do mentalności, to nic nie poradzę na to, że najbardziej znani mi forumowo warszawiacy z dziada pradziada (kobieta i mężczyzna) to faktycznie były... takie snoby, który nosa spoza Warszawy nie wynurzyły, na wszystko i wszystkich patrzyły z góry, a ta kobieta miała obsesję, że jakaś panna z INTERIORU przypuści atak na jej życiowego partnera, bo to jest nadrzędnym celem "dziewczyn z prowincji";))). I z jej strony to ciągle możesz usłyszeć jacy to ludzie z innych części Polski są gorsi, mają jakieś tam negatywne cechy x, z. Bardzo dyskryminujące podejście pełne ignorancji.
Albo jeszcze jeden przypadek - poznałam laskę z Wawy na Instagramie, ona mi pomogła w czymś i ja jej pomogłam w czymś, gadamy kilka dni i nagle przy tematach dotyczących pracy, ona wypala: "Bo wy (przyjezdni) zabieracie nam pracę, obniżacie stawki, pogarszacie warunki pracy". Aż mnie ścięło jak to usłyszałam i to do tego stopnia, że niestety nie byłam w stanie nic jej odpowiedzieć. Odebrałam to jako rzut frustracji, ale bardzo mi się nie podobało, że z automatu zostałam ujęta w jakąś gorsza grupę, która postępuje nie fair i nieuczciwie i artykułuje się w moim kierunku pretensje. A ja nie mieszkam i nie pracuję w Warszawie, nie rywalizuje z mieszkańcami Warszawy o stanowiska pracy, więc o co chodzi? Dodam tylko, że ta dziewczyna miała kiepsko płatną pracę bez żadnych benefitow i była tam jedna z nielicznych osób z Wawy, pośród prawie samych przyjezdnych. Ale już tego, że to jej własna wina, że jest w takim a nie innym miejscu, w ogóle nie widziała. "Wszystkiemu" byli winni nieszczęśni przyjezdni.
I weź tu się kiepsko nie nastawiaj...
Siedziałam kiedyś w tramwaju z koleżanką, niedaleko siedział jakiś dziad 70+. Z naszej rozmowy, której się przysłuchiwał, dowiedział się, że nie jesteśmy z Warszawy (coś tam o studiach gadałyśmy) i powiedział nam, że słychać, że mamy OBCY AKCENT i dopytywał, czy pochodzimy z Podlasia, bo słychać PROWINCJONALNOŚĆ w naszej mowie. Ja pochodzę z kuj-pom, od prawie dekady mieszkam w Poznaniu, koleżanka pochodzi z łódzkiego... Więc no, podlaski akcent jak cholera.Push pisze: ↑sob cze 06, 2026 4:48 pm A co do mentalności, to nic nie poradzę na to, że najbardziej znani mi forumowo warszawiacy z dziada pradziada (kobieta i mężczyzna) to faktycznie były... takie snoby, który nosa spoza Warszawy nie wynurzyły, na wszystko i wszystkich patrzyły z góry, a ta kobieta miała obsesję, że jakaś panna z INTERIORU przypuści atak na jej życiowego partnera, bo to jest nadrzędnym celem "dziewczyn z prowincji";))). I z jej strony to ciągle możesz usłyszeć jacy to ludzie z innych części Polski są gorsi, mają jakieś tam negatywne cechy x, z. Bardzo dyskryminujące podejście pełne ignorancji.
I wielokrotnie spotkałam się w Warszawie z takim przeświadczeniem, że jak nie pochodzisz z Wawy to jesteś gorsza i prowincjonalna, a już historia od koleżanki o tym jak to na Żoliborzu wszyscy mają daleko do Biedry, bo się Żoli nie może skalać istnieniem supermarketu to historia wybitna oddająca ten mental.
Ja naprawdę po każdym moim pobycie w Warszawie muszę iść dotknąć trawy, dobija mnie to miasto. Fajnie czasami pojechać na koncert czy do teatru, ale później odpoczywam od Warszawki mentalnie dwa razy tyle, ile trwał mój pobyt w stolicy.
To są kompleksy i moim zdaniem takie osoby nic w życiu nie osiągnęły i jedyne co mogą o sobie powiedzieć, to że są z WarszawyPush pisze: ↑sob cze 06, 2026 4:48 pm Mnie tylko wkurza w warszawiakach/ludziach mieszkających w Wawie to, że im się wydaje, że żyją w jakiejś enklawie, w której nie istnieje żaden inny świat poza Warszawą i to zdziwienie, że w mieście x to coś tam..."A to w ogóle takie miasto istnieje/co to za miasto?" - taka jest często reakcja, jakby poza warszawską "wyspą" nie funkcjonował żaden inny świat.
Ale może nie ma się co dziwić, bo trudno żeby miasto, którego liczba mieszkańców dochodzi prawie do 2 mln i wszystkie najważniejsze instytucje/jednostki/główne siedziby firm się tam mieszczą, nie miało syndromu własnego mikroświata.
A co do mentalności, to nic nie poradzę na to, że najbardziej znani mi forumowo warszawiacy z dziada pradziada (kobieta i mężczyzna) to faktycznie były... takie snoby, który nosa spoza Warszawy nie wynurzyły, na wszystko i wszystkich patrzyły z góry, a ta kobieta miała obsesję, że jakaś panna z INTERIORU przypuści atak na jej życiowego partnera, bo to jest nadrzędnym celem "dziewczyn z prowincji";))). I z jej strony to ciągle możesz usłyszeć jacy to ludzie z innych części Polski są gorsi, mają jakieś tam negatywne cechy x, z. Bardzo dyskryminujące podejście pełne ignorancji.
Albo jeszcze jeden przypadek - poznałam laskę z Wawy na Instagramie, ona mi pomogła w czymś i ja jej pomogłam w czymś, gadamy kilka dni i nagle przy tematach dotyczących pracy, ona wypala: "Bo wy (przyjezdni) zabieracie nam pracę, obniżacie stawki, pogarszacie warunki pracy". Aż mnie ścięło jak to usłyszałam i to do tego stopnia, że niestety nie byłam w stanie nic jej odpowiedzieć. Odebrałam to jako rzut frustracji, ale bardzo mi się nie podobało, że z automatu zostałam ujęta w jakąś gorsza grupę, która postępuje nie fair i nieuczciwie i artykułuje się w moim kierunku pretensje. A ja nie mieszkam i nie pracuję w Warszawie, nie rywalizuje z mieszkańcami Warszawy o stanowiska pracy, więc o co chodzi? Dodam tylko, że ta dziewczyna miała kiepsko płatną pracę bez żadnych benefitow i była tam jedna z nielicznych osób z Wawy, pośród prawie samych przyjezdnych. Ale już tego, że to jej własna wina, że jest w takim a nie innym miejscu, w ogóle nie widziała. "Wszystkiemu" byli winni nieszczęśni przyjezdni.
I weź tu się kiepsko nie nastawiaj...
Serio słuchajcie poznałam masę osób i wiecie co - co ciekawe tzw. banany czy ogólnie ludzie z osiągnięciami nigdy nie nazwali mnie np. słoikiem. Zazwyczaj to właśnie pochodzi od jakiś ludzi co nic w życiu nie osiągnęli. Bo to działa tak - patrzy taka Twoja koleżanka, ze przyjeżdżają ludzie zarabiają, kupują mieszkania, dobrze żyją a ona nie i żal dooope ściska. Wiec musi sobie coś wymyślić
A prawda jest taka, ze taka przysłowiowa "Marysia"z "Pażdziewa Dolnego" miała gorsze możliwości a dała radę bo była pracowita i zacięta. Musiała się przyłożyć do nauki (sorry ale poza Warszawą jest gorszy poziom często w liceach itp. ja sama mam porównanie bo ze względów zdrowotnych chodziłam jakiś czas do Warszawy do szkoły bo leżałam w szpitalu) by iść na studia , musiała wyjechać z tego rodzinnego paździewa - zapłacić sobie grube pieniądze za wynajem czy to pokoju czy kawalerki. dojść do dobrych zarobków też musiała się wysilić. Marysia miala też o wiele gorszy dostęp do zajęć dodatkowych czy innych rozrywek niż w Warszawie.
Patrzy na to Krysia, która od urodzenia mieszka w Warszawie i ją trafia. Tylko sorry Krycha - nawet jak pochodzisz właśnie z biednej rodziny miałaś dostęp do lepszych szkół - mogłaś iść sobie np. Do Hoffmanowej czy do Batorego do liceum nikt nie stawiał zapór. Miałaś dostęp do wielu zajęć dodatkowych i sportów za darmochę ( W Warszawie nawet jak nie masz kasy to zawsze się gdzieś wkręcisz bo tego jest multum) Mogłaś iść dziennie na studia na SGH czy UW i mieszkać u rodziców zamiast wydawać na to kupę kasy by mieć gdzie mieszkać. Potem zamiast wynajmować mogłaś skorzystać z tego że masz rodziców i odłożyć spokojnie na wkład własny,. Czyja to jest wina, ze z tych udogodnień nie skorzystałaś Krysiu - ano Twoja ale najlepiej to zrzucić na kogoś innego.
W Warszawie nawet jak nie masz kasy to zawsze w jakimś domu kultury itp na coś ciekawego się wkręcił
A co to za historia z Biedrą?Clarion pisze: ↑sob cze 06, 2026 5:16 pm Siedziałam kiedyś w tramwaju z koleżanką, niedaleko siedział jakiś dziad 70+. Z naszej rozmowy, której się przysłuchiwał, dowiedział się, że nie jesteśmy z Warszawy (coś tam o studiach gadałyśmy) i powiedział nam, że słychać, że mamy OBCY AKCENT i dopytywał, czy pochodzimy z Podlasia, bo słychać PROWINCJONALNOŚĆ w naszej mowie. Ja pochodzę z kuj-pom, od prawie dekady mieszkam w Poznaniu, koleżanka pochodzi z łódzkiego... Więc no, podlaski akcent jak cholera.
I wielokrotnie spotkałam się w Warszawie z takim przeświadczeniem, że jak nie pochodzisz z Wawy to jesteś gorsza i prowincjonalna, a już historia od koleżanki o tym jak to na Żoliborzu wszyscy mają daleko do Biedry, bo się Żoli nie może skalać istnieniem supermarketu to historia wybitna oddająca ten mental.Albo niedawna inba o Dino na Wilanowie.
Ja naprawdę po każdym moim pobycie w Warszawie muszę iść dotknąć trawy, dobija mnie to miasto. Fajnie czasami pojechać na koncert czy do teatru, ale później odpoczywam od Warszawki mentalnie dwa razy tyle, ile trwał mój pobyt w stolicy.
Na Żoliborzu są biedronki i różni ludzie robią tam zakupy. Serio. Nawet Ci instagramowi i zarabiający dużo pieniędzy wręcz bym powiedziała, ze z reguły to jest tak, ze po masło po promocji to pierwsi stoją Ci z wypłatami 5 cyfrowymi +. Mój szef robi tez zakupy w biedrze a do biednych nie należy i ma dom na Żoliborzu oficerskim. Prawda jest niestety taka, ze w tych osiedlowych warzywniakach i fancy stoiskach to tez wszystko z Bronisz (taka giełda i magazyn pod Warszawą) jedzie. Tak samo jak do Biedry.
A imba o Dino to rozdmuchany wymysł i moim zdaniem specjalnie by właśnie nakręcić hejt na pewne środowiska polityczne kojarzone ze stolicą i obśmiać bo przecież wiadomo, ze pewne środowisko polityczne sobie kupi w lidlu bo niemiecki się dobrze niesie . Komu miałby sklep przeszkadzać? Jeszcze na zawadach, którym do prestiżu daleko
Dopytam: a jakie to niby są „prestiżowe” lokalizacje? Według mnie to nie ma czegoś takiego, bardziej zależy kto czego oczekuje od miejsca zamieszkania. Zawady też są spoko, spokojna okolica, bardzo fajne miejsce. A dino jest w Warszawie - na targowej.
Jak moja znajoma przeprowadziła się na Żoliborz w okolice Placu Inwalidów to jej sąsiedzi, oczywiście warszawiacy z dziada pradziada, chwalili się jej, że z najbliższych sklepów to tylko Carrefour Express, a te Biedronki i inne Lidle to z 1.5km dalej, bo to sklepy dla <biedoty> a tutaj to jest Żoliborz, nie ma tutaj miejsca na takie sklepy dla takich ludzi. Z 2-3 lata temu to było.PEONIA pisze: ↑sob cze 06, 2026 5:45 pm A co to za historia z Biedrą?
Na Żoliborzu są biedronki i różni ludzie robią tam zakupy. Serio. Nawet Ci instagramowi i zarabiający dużo pieniędzy wręcz bym powiedziała, ze z reguły to jest tak, ze po masło po promocji to pierwsi stoją Ci z wypłatami 5 cyfrowymi +. Mój szef robi tez zakupy w biedrze a do biednych nie należy i ma dom na Żoliborzu oficerskim. Prawda jest niestety taka, ze w tych osiedlowych warzywniakach i fancy stoiskach to tez wszystko z Bronisz (taka giełda i magazyn pod Warszawą) jedzie. Tak samo jak do Biedry.
A imba o Dino to rozdmuchany wymysł i moim zdaniem specjalnie by właśnie nakręcić hejt na pewne środowiska polityczne kojarzone ze stolicą i obśmiać bo przecież wiadomo, ze pewne środowisko polityczne sobie kupi w lidlu bo niemiecki się dobrze niesie . Komu miałby sklep przeszkadzać? Jeszcze na zawadach, którym do prestiżu dalekoJa właśnie żałuje, ze nie ma Dino w Warszawie bo dobre mięso mają i wiele fajnych rzeczy.
I okej, może sami potem lecą do Biedry po masło w promocji, ale sam fakt, że istnieje taki dyskurs, jest dla mnie obrzydliwe.
Z tymi prestiżowymi lokalizacjami to w ogóle beka, jak Żabkę otworzyli w Starym Browarze to wszyscy się w Pozku nabijali, że Graża Kulczyk pewnie płacze, że sprzedała i tak jej zabawkę zeszmacili.
- Wercia20_20
- ZdalnaFanka
- Posty: 462
- Rejestracja: pt lis 15, 2024 8:13 pm
Dziewczyny, nie ma co się nabijać z sytuacji marketowej w Polsce, bo to jest dramat że zostały u nas tylko Lidle, Biedronki i Kauflandy. Nie ma Almy, Bomi, P&P. Niestety społeczeństwo przemówiło i jesteśmy skazani na przeciskanie się między półkami w
, czy innych discountach. Błagam, niech ktoś otworzy delikatesy z prawdziwego zdarzenia! 
A kogo będzie stać, by tam kupować?Wercia20_20 pisze: ↑sob cze 06, 2026 7:59 pm Dziewczyny, nie ma co się nabijać z sytuacji marketowej w Polsce, bo to jest dramat że zostały u nas tylko Lidle, Biedronki i Kauflandy. Nie ma Almy, Bomi, P&P. Niestety społeczeństwo przemówiło i jesteśmy skazani na przeciskanie się między półkami w, czy innych discountach. Błagam, niech ktoś otworzy delikatesy z prawdziwego zdarzenia!
![]()
i am a god
- Wercia20_20
- ZdalnaFanka
- Posty: 462
- Rejestracja: pt lis 15, 2024 8:13 pm
Masz na myśli tę samą silną klasę średnią, która w Biedrze kupuje masło w promocji na 4 różne karty moja biedronka?Wercia20_20 pisze: ↑sob cze 06, 2026 8:18 pm W Polsce jest silna klasa średnia, myślę że w większych miastach, typu Warszawa, Gdańsk, Poznań delikatesy na pewno znajdą chętnych na zakupy.
Ja sądzę, że inflacja i dramatyczny wzrost kosztów życia bardzo przyzwyczaiły Polaków do zakupów w oparciu o gazetki promocyjne. Alma i reszta nie upadły bez powodu.
Czytam te wywody o Warszawce i tak myślę że tu nie chodzi o miejsce, tylko o ludzi. Ja znam typa, który mieszka w 3 tysięcznym „miasteczku”, które powstało poprzez złączenie ze sobą 6 pobliskich wsi, który ma swoje niepisane zasady jak „nie wsiądę do audi” czy też „nie wchodzę do sklepów spożywczych”. Wszędzie można znaleźć odmieńców jak i normalnych Kowalskich którzy wiedzą ile kosztują jajka xd
No tak. Kosztują więcej niż się wydaje. Ale w dalszym ciągu każdy może mieć psa/kota tylko dlatego, że go chce. A dobra luksusowe, z założenia nie są dostępne dla wszystkich.Liii pisze: ↑sob cze 06, 2026 9:16 am Są dobrem luksusowym, ale o tym właściciele często dowiadują się dopiero przy pierwszych kłopotwch zdrowotnych czworonoga, gdy trzeba nagle wyskoczyć z kilku bądź nawet kilkunastu tysięcy złotych. A jeśli ktoś chce zwierzę karmić dobrze to i same codzienne wydatki kumulują się do wysokiej kwoty.
Smutne jest to, że dzisiaj dziś wiele osób ocenia, czy stać je na samochód - bo benzyna, przegląd, ubezpieczenie, a jeśli chodzi o zwierzę, to jakoś to będzie.
„Twój umysł odda ci dokładnie tyle, ile w niego włożysz.”
We Wrocławiu jest EPI, delikatesy, które przetrwały wszystkie Almy, Lidle i BiedronkiWercia20_20 pisze: ↑sob cze 06, 2026 7:59 pm Dziewczyny, nie ma co się nabijać z sytuacji marketowej w Polsce, bo to jest dramat że zostały u nas tylko Lidle, Biedronki i Kauflandy. Nie ma Almy, Bomi, P&P. Niestety społeczeństwo przemówiło i jesteśmy skazani na przeciskanie się między półkami w, czy innych discountach. Błagam, niech ktoś otworzy delikatesy z prawdziwego zdarzenia!
![]()
Nieprawda. To by było - "obnoszą się swoim gejostwem" i "mi oni nie przeszkadzają, ale niech się nie obnoszą". Z całym szacunkiem, ale społeczeństwo francuskie czy brytyjskie jednak w tych kwestiach bardzo się różni od polskiego. Ale samo środowisko lgbt i lewica często odwalają takie ruchy na swoją własną niekorzyść, że głowa mała i to nas właśnie jeszcze bardziej oddala od zalegalizowania czegokolwiek. Bo ludzie patrzą na to i myślą: boże, co za odklejeńcy i dziwacy, ja tego nie chcę.nulka09 pisze: ↑czw cze 04, 2026 2:37 pm Ok, superniepopularna opinia i wiem ze mnie pewnie zjecie za to. Sama jestem lesbijka, a nie znosze obnoszacych sie ze swoja homoseksualnoscia facetow, szczegolnie takich ktorzy sobie zawlaszczaja kobiecosc, mowia o sobie per ''girl'' chociaz nie sa transseksualni etc. Uwazam, ze gdyby w Polsce osoby homoseksualne nie mialy takich ''sprzymierzencow'' tak bardzo znanych (Jacykow...) to juz dawno by byly malzenstwa zalegalizowane, podobnie jak w UK, gdzie konserwatywna partia prorodzinna zalegalizowala malzenstwa osob tej samej plci, wlasnie dlatego, ze, jak mowila, ich glowna wartoscia jest rodzina i rodziny chca wspierac. Gdyby bylo wiecej widocznosci ''normalnych'' rodzin homoseksualnych i zwykli ludzie, jak ja, nie baliby sie w pracy w Polsce powiedziec ''z zona bylysmy na wakacjach w Hiszpanii, super bylo, pyszne jedzenie, fajna plaza'', to by bylo duzo mniej problemow. Ale niestety nasza reprezentacja to takie obsypane brokatem *** i nie dziwie sie ze to ludzi a.dziwi i b.irytuje, bo mnie tez.
A ja ostatnio słyszałam opinię, że jeśli facet się przebiera za babę i coś na przykład parodiuje, to "zniża się do poziomu kobiety" - i to jeszcze laska powiedziała. Myślałam, że mnie zatka. Tym samym ona wyraziła swoje podświadome zdanie na temat kobiet, czyli też samej siebie. Ogólnie masakra. Ja myślę, że to jest właśnie to, co leży u podłoża wielu feministek - niechęć do własnej płci i do samej siebie. No bo skoro tak o sobie myślisz. Ja na większość tych rzeczy typu feminatywy itd mam wyje... bo to jest jakaś rozmowa zastępcza, żeby nie zabierać się w przestrzeni publicznej za naprawdę trudne tematy, typu NFZ i co z tym zrobić. Co nie znaczy, że nie ma np. dyskryminacji płacowej kobiet. Ale to wszystko należy rozwiązywać konstruktywnie, a nie z hasłami na sztandarach, za którymi mało co idzie.mallam pisze: ↑czw cze 04, 2026 4:22 pm Wlasnie mnie najbardziej dziwi to ze mam wrazenie ze wszystko co związane z kobiecością = superanckie i yassss queen a wszystko co związane z męskością = toksyczne, zle, zaborcze i w ogole najlepiej wszystkich "męskich mezczyzn" spalić na stosie...
Przykład w formie żartu ale myślę ze jest to trafna metafora - mowic formami męskimi typu "kandydat", "pracownik", itp to fuj ble i dyskryminacja, ale używanie form "osoba kandydujaca", "osoba pracujaca" jest juz super cool - a są to formy jednak żeńskie "ta osoba, ona" ;)
I wiem wiem ze to sie pewnie jakos pokrętnie wywodzi z feminizmu ze kobiety musiały walczyć o swoje prawa itp ale nigdy nie zrozumiem dlaczego facet jesli nagle zaczyna być bardziej "kobiecy", ubiera sie w sukienki i maluje to nagle jest to ikona i idol TYLKO dlatego ze wlasnie te kobiece atrybuty przywdziewa
Mam nadzieję ze ma to sens bo w mojej głowie ma![]()
Osób w kryzysie rozumu jest niestety bardzo wielu i dlatego jest jak jestmallam pisze: ↑czw cze 04, 2026 6:25 pm Tak, zgadzam sie 100%. Może to też kontrowersyjna opinia ale określenia "osobowe" typu "osoba w kryzysie bezdomnosci", "osoba w kryzysie wagi" dla mnie sa tak idiotyczne, czemu nie możemy nazywać rzeczy po imieniu (bezdomny, otyly)? Czy naprawdę jestesmy az tak wrażliwi ze zwykle okreslenia nas urażają? Nie wmowicie mi ze to jest "inkluzywnosc"... Skonczy sie na tym ze zamiast "niski, brzydki, glupi, biedny" beda określenia "osoba w kryzysie wzrostu, w kryzysie urody, w kryzysie wiedzy, w kryzysie finansowym" no litości
Mi kiedyś ktoś powiedział, jak dotarłam w te okolice, a było to na Bielanach, że tam jest biedronka, a jak chcę bardziej "światowo", to tam jest leclerc. Poczułam tak wsiowy cringe, że do dziś pamiętam. Światowo xd, tak mówią tylko ludzie, dla których Warszawa się wydaje "wielkim światem"Clarion pisze: ↑sob cze 06, 2026 5:58 pm Jak moja znajoma przeprowadziła się na Żoliborz w okolice Placu Inwalidów to jej sąsiedzi, oczywiście warszawiacy z dziada pradziada, chwalili się jej, że z najbliższych sklepów to tylko Carrefour Express, a te Biedronki i inne Lidle to z 1.5km dalej, bo to sklepy dla <biedoty> a tutaj to jest Żoliborz, nie ma tutaj miejsca na takie sklepy dla takich ludzi. Z 2-3 lata temu to było.
I okej, może sami potem lecą do Biedry po masło w promocji, ale sam fakt, że istnieje taki dyskurs, jest dla mnie obrzydliwe.
Popieram. Poza tym fakt, że wszystkie te markety, oprócz Dino, to obcy kapitał. Czy my nie umiemy sobie stworzyć sieci marketów? Na przykład w takim UK to są wszystko ich sieci.Wercia20_20 pisze: ↑sob cze 06, 2026 7:59 pm Dziewczyny, nie ma co się nabijać z sytuacji marketowej w Polsce, bo to jest dramat że zostały u nas tylko Lidle, Biedronki i Kauflandy. Nie ma Almy, Bomi, P&P. Niestety społeczeństwo przemówiło i jesteśmy skazani na przeciskanie się między półkami w, czy innych discountach. Błagam, niech ktoś otworzy delikatesy z prawdziwego zdarzenia!
![]()
- Wercia20_20
- ZdalnaFanka
- Posty: 462
- Rejestracja: pt lis 15, 2024 8:13 pm
Dokładnie, dla mnie markety brytyjskie to też właśnie wzór na to, jak powinien wyglądać ten sektor. My niestety utoniemy w Dinach (mimo, że cieszę się że to rodzimy discount).
Chociaż ja wolę obcy kapitał i godne traktowanie pracowników w Lidlu niż cały ten syf, który wypłynął w sprawie Dino ostatnio.