Jakie konkretnie spustoszenie sieją te tabletki? Jeedna użytkowniczka pytała już o badania na ten temat dwa razy i została obśmiana zamiast otrzymać odpowiedź.123wiosna123 pisze: ↑śr maja 20, 2026 9:04 am Akurat moja opinia nie ma nic wspólnego z feminizmem. Te tabletki sieją spustoszenie w organizmie. Ty piszesz o skutkach brania syropu na kaszel a ten syrop będziesz brała tak samo dlugo i regularnie jak tabletki anty? No nie. Każda tabletka ma skutki uboczne ale jakie tabletki bierzesz tak długo i regularnie jak anty? Zadne.
I nie, nie widzę nic dobrego w braniu tabletek anty i moje poglady nie wywodzą sie z żadnego feminizmu.
Tabletki antydepresyjne sa na leczenie depresji ktora moze doprowadzić nawet do samob*. A brak brania tabletek antykoncepcyjnych z jaką wielka strata sie wiąże? Z żadna.
No ale lepiej brać tabletki anty a najwyżej jak beda skutki uboczne to sie odstawić xd w czym problem xd
Niepopularne opinie o życiu
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry-
ballerinacappuccina
Re: Niepopularne opinie o życiu
-
staratwoja
- BlondDoczep
- Posty: 146
- Rejestracja: czw gru 12, 2024 1:32 pm
No a w sumie to tak nie jest? xd Antydepresanty to też spore obciążenie organizmu, istnieje sporo krytycznych głosów odnośnie przepisywania SSRI/SNRI komu popadnie i jak popadnie, szczególnie dzieciom, ale czasem to jest wybór mniejszego zła i ratowanie życia. Jeśli ktoś bierze antykoncepcję tylko po to żeby przestać używać mechanicznego zabezpieczenia, kto na tym bardziej zyskuje? Szczególnie absurdalną sytuacją jest spadek libido wywołany tymi lekami, co jest jednym z częstszych skutków ubocznych - bierzesz tabletki żeby uprawiać keks, a one sprawiają że nie masz ochoty tego robić xdballerinacappuccina pisze: ↑śr maja 20, 2026 7:28 am Śmieszą mnie reakcje strażniczek feminizmu, że uga buga, faceci chcą sie spuszczac, wiec biedne uciśnione kobiety muszą sie faszerować lekami![]()
-
staratwoja
- BlondDoczep
- Posty: 146
- Rejestracja: czw gru 12, 2024 1:32 pm
Myślę że to jasne z mojej wypowiedzi, że mówię o wykorzystaniu w celach antykoncepcyjnych? Przecież jak piszę często to nie mam na myśli "zawsze". Po co w ogóle te osobiste wycieczki i jakieś dziwne założenia na mój temat? xdballerinacappuccina pisze: ↑śr maja 20, 2026 9:23 am Tabletek nie bierze się tylko na zapobieganie ciąży, ale też na np. wyregulowanie okresu. A spadek libido nie występuje u każdego. Nie mierz wszystkich swoją miarą![]()
-
PrincessKitty
- Skarpeta Rakieta
- Posty: 81
- Rejestracja: wt lis 14, 2023 11:24 pm
Polecam książkę "Sposób na hormony" dr Sary Gottlieb- to jest kopalnia wiedzy nt. hormonów i jest tam obszerna część poświęcona progesteronowi. Na końcu książki jest bibliografia, która zawiera również odnośniki do badań naukowych. "Pop" wersją tej książki jest "W harmonii z cyklem" dietetyczki Dominiki Czajki (prowadzi ig hormonalna przestrzeń), która również ma kilkanaście stron bibliografii. Pierwsza książka jest obszerniejsza i ma bardziej „naukowy” vibe i jest skierowana zarówno do kobiet w wieku rozrodczym, jak i do tych w trakcie/po perimenopauzie/menopauzie. "W harmonii z cyklem" skupia się bardziej na kobietach w wieku rozrodczym- i nie, nie po to, żeby promować ciążę i bombelki, a mówi o znaczeniu jakościowej owulacji i dużej ilości progesteronu w kontekście zdrowia kobiety, bez względu na to, czy chce się rozmnażać, czy nie.kiciakociaaa2137 pisze: ↑śr maja 20, 2026 7:29 am Czy możesz podać jakieś badania naukowe natemat tego progesteronu? Prosiłam juz wyzej, ale dostałam wkurzone reakcje![]()
- kiciakociaaa2137
- Tritonotti
- Posty: 184
- Rejestracja: śr paź 30, 2024 1:52 pm
Obie pozycje brzmią bardzo zachęcająco. Dziękuję, zapoznam się.PrincessKitty pisze: ↑śr maja 20, 2026 10:12 am Polecam książkę "Sposób na hormony" dr Sary Gottlieb- to jest kopalnia wiedzy nt. hormonów i jest tam obszerna część poświęcona progesteronowi. Na końcu książki jest bibliografia, która zawiera również odnośniki do badań naukowych. "Pop" wersją tej książki jest "W harmonii z cyklem" dietetyczki Dominiki Czajki (prowadzi ig hormonalna przestrzeń), która również ma kilkanaście stron bibliografii. Pierwsza książka jest obszerniejsza i ma bardziej „naukowy” vibe i jest skierowana zarówno do kobiet w wieku rozrodczym, jak i do tych w trakcie/po perimenopauzie/menopauzie. "W harmonii z cyklem" skupia się bardziej na kobietach w wieku rozrodczym- i nie, nie po to, żeby promować ciążę i bombelki, a mówi o znaczeniu jakościowej owulacji i dużej ilości progesteronu w kontekście zdrowia kobiety, bez względu na to, czy chce się rozmnażać, czy nie.
𝘭𝘪𝘷𝘦, 𝘭𝘢𝘶𝘨𝘩, 𝘭𝘰𝘣𝘰𝘵𝘰𝘮𝘺
-
duppajasio
- Bagietka z szarlott
- Posty: 168
- Rejestracja: pn cze 17, 2024 4:53 pm
Zgadzam się, że ślub daje najwięcej z automatu. Notariusz też więcej kosztuje. W sumie najbardziej sensowny argument jaki słyszałam za nieformalizowaniem to chęć dystansowania się od rodzin pochodzenia, kiedy bierzesz ślub, to wchodzisz dla niektórych automatycznie w ten tryb zobowiązań rodzinnych, że się stajesz zięciem, szwagierką i dla niektórych to jest problematyczne. Sama bym brała po prostu minimalistyczny ślub za 80 zł.lalisa pisze: ↑wt maja 19, 2026 12:22 pm W takich sytuacjach zawsze mnie ciekawi, dlaczego nie ślub? Skoro ktoś jest w stanie zrobić ceregiele na sto dwa, bo spisanie tych wszystkich praw "jak małżeństwo" to nie jest cyk jedna wizyta u notariusza i pozamiatane, to dlaczego nie weźmie ślubu? Jakby mi facet wyjechał z historia "wiesz musimy teraz poświęcić kilka miesięcy na testamenty, pełnomocnictwa, upoważnienia medyczne, współwłasność, polisy... po to żeby być może udało nam się uzyskać status podobny do małżeństwa i żebym nie musiał brać z tobą ślubu", to dla mnie to jest niebranie relacji poważnie. Biorę pod uwagę, ze mogą istnieć wyjątkowe sytuacje, ale mowie o zwykłych parach. Zaraz zrobią tym chłopom pierdyliard obejść byle tylko nie wzięli z kobietą ślubu jak trzeba i żeby nic jej się nie należało. Pary LGBT walczą o śluby, a nie o wizyty u notariusza nieprzypadkowo. Bo nic nie daje takiej gwarancji jak ślub i tylu przywilejów.
- berry blast
- DramaQueen
- Posty: 2614
- Rejestracja: śr cze 11, 2025 3:48 pm
nie znoszę masek w płachcie. posiadanie na twarzy mokrej szmaty która łaskocze i do której kleją się włosy powoduje u mnie dyskomfort.
tymczasem jest na to jakiś niezrozumiały boom. idę do drogerii a tam cała sekcja jednorazowych masek zapakowanych w wielkie plastikowe opakowanie (nie wiem jak to się ma do bycia eko) w każdym możliwym smaku, zapachu a nawet kwa z brokatem (?) (który również jest nieekologiczny). i nie chodzi o to, że ja jestem jakaś super ekologiczna, ale te drogerie gdzie można to kupić twierdzą, że są. absurd.
tymczasem jest na to jakiś niezrozumiały boom. idę do drogerii a tam cała sekcja jednorazowych masek zapakowanych w wielkie plastikowe opakowanie (nie wiem jak to się ma do bycia eko) w każdym możliwym smaku, zapachu a nawet kwa z brokatem (?) (który również jest nieekologiczny). i nie chodzi o to, że ja jestem jakaś super ekologiczna, ale te drogerie gdzie można to kupić twierdzą, że są. absurd.
-
123wiosna123
- Trening padla
- Posty: 4628
- Rejestracja: śr mar 20, 2024 10:27 am
Ciekawi mnie co jest problematyczne w tym ze po ślubie nagle masz niby jakies zobowiązania rodzinne? W jakis sposób to problem? Przeciez jak nie chcesz to kto cie zmusi to spotkan rodzinych? Zwłaszcza ze obecnie ludzie np na swieta wola wyjechać na urlop niz do rodziny. Serio ciekawi mnie tej argument. Przecież jesli para nie ma ślubu, jest ze soba kilka lat to tez sa znani innym członkom rodziny wiec w sumie co miałoby to zmienić ze ktos po ślubie zostaje oficjalnie np szwagierka?duppajasio pisze: ↑śr maja 20, 2026 11:38 pm Zgadzam się, że ślub daje najwięcej z automatu. Notariusz też więcej kosztuje. W sumie najbardziej sensowny argument jaki słyszałam za nieformalizowaniem to chęć dystansowania się od rodzin pochodzenia, kiedy bierzesz ślub, to wchodzisz dla niektórych automatycznie w ten tryb zobowiązań rodzinnych, że się stajesz zięciem, szwagierką i dla niektórych to jest problematyczne. Sama bym brała po prostu minimalistyczny ślub za 80 zł.
Mi się bardzo podoba idea, że siedzisz sobie z maseczką na buzi, ogórki na oczach, w szlafroczku i po prostu się relaksujesz. Niestety mi każda taka maska pali buzię chociaż trzymam krócej niż zalecane, trzymanie czegoś na oczach jest dla mnie obrzydliwe a siedzieć i się relaksować to nie potrafię dłużej niż 3 min xdberry blast pisze: ↑czw maja 21, 2026 12:59 am nie znoszę masek w płachcie. posiadanie na twarzy mokrej szmaty która łaskocze i do której kleją się włosy powoduje u mnie dyskomfort.
tymczasem jest na to jakiś niezrozumiały boom. idę do drogerii a tam cała sekcja jednorazowych masek zapakowanych w wielkie plastikowe opakowanie (nie wiem jak to się ma do bycia eko) w każdym możliwym smaku, zapachu a nawet kwa z brokatem (?) (który również jest nieekologiczny). i nie chodzi o to, że ja jestem jakaś super ekologiczna, ale te drogerie gdzie można to kupić twierdzą, że są. absurd.
To Ty nie rozumiesz że sytuacje są różne i często ślub niczego nie ułatwia, ani niczego nie porzadkuje, a wręcz przeciwnie. I wierz mi, osoby żyjące bez ślubu naprawdę wiedzą co robią i jak działa dziedziczenie ustawowe. Co to w ogóle za argument? Ci ze ślubem ogarnięci i mądrzy, a ci bez ślubu nie rozumieją co robią? Girl, please... Każdy decyduje sam i żadna decyzja nie jest lepsza niż inna, niech każdy robi jak korzystnie dla niego.
A to akurat bardzo zależy od konkretnych rodzin, więc nie ma żadnej reguły. Za takie, które naciskają na przyprowadzanie na imprezy rodzinne drugich połówek już na etapie bycia "sympatią", a są takie gdzie dopóki nie było ślubu w ogóle nie ma nacisku nawet na poznanie tej osoby.123wiosna123 pisze: ↑czw maja 21, 2026 6:24 am Ciekawi mnie co jest problematyczne w tym ze po ślubie nagle masz niby jakies zobowiązania rodzinne? W jakis sposób to problem? Przeciez jak nie chcesz to kto cie zmusi to spotkan rodzinych? Zwłaszcza ze obecnie ludzie np na swieta wola wyjechać na urlop niz do rodziny. Serio ciekawi mnie tej argument. Przecież jesli para nie ma ślubu, jest ze soba kilka lat to tez sa znani innym członkom rodziny wiec w sumie co miałoby to zmienić ze ktos po ślubie zostaje oficjalnie np szwagierka?
Tutaj się żadnych zasad nie doszukasz, to jest totalnie idlndywidualne.
w twoim mniemaniu często, w przypadku większości ułatwia życie. nigdzie nie neguję wyjątków, ale naprawdę przeceniasz ogarnięcie życiowe ludzi. 90% ludzi nie ma sporządzonego testamentu, więc nie wmówisz mi, że jesteśmy w tej kwestii ogarniętym społeczeństwem.maml pisze: ↑czw maja 21, 2026 8:35 am To Ty nie rozumiesz że sytuacje są różne i często ślub niczego nie ułatwia, ani niczego nie porzadkuje, a wręcz przeciwnie. I wierz mi, osoby żyjące bez ślubu naprawdę wiedzą co robią i jak działa dziedziczenie ustawowe. Co to w ogóle za argument? Ci ze ślubem ogarnięci i mądrzy, a ci bez ślubu nie rozumieją co robią? Girl, please... Każdy decyduje sam i żadna decyzja nie jest lepsza niż inna, niech każdy robi jak korzystnie dla niego.
po coś jest też rozdzielność majątkowa i intercyza
i wcale nie uważam, że osoby po ślubie są mądrzejsze, po prostu większość, niezależnie od stanu cywilnego, nie ogarnia tych kwestii, ale ci ze ślubem mają łatwiej jak coś się zdarzy.
Ostatnio zmieniony czw maja 21, 2026 8:51 am przez jaskana, łącznie zmieniany 1 raz.
I to jest kluczowe. Są rodziny, gdzie twój status jako dziewczyny jest zupełnie inny niż gdy zostaniesz żoną. Ja sama nawet nieświadomie traktuję inaczej jak ktoś mi powie "moja żona" niż "moja partnerka/dziewczyna". Poważniej.maml pisze: ↑czw maja 21, 2026 8:38 am A to akurat bardzo zależy od konkretnych rodzin, więc nie ma żadnej reguły. Za takie, które naciskają na przyprowadzanie na imprezy rodzinne drugich połówek już na etapie bycia "sympatią", a są takie gdzie dopóki nie było ślubu w ogóle nie ma nacisku nawet na poznanie tej osoby.
Tutaj się żadnych zasad nie doszukasz, to jest totalnie idlndywidualne.
No wszystko spoko ale nadal: po co wmawiać ludziom co dla nich lepsze? Tak samo dużo problemów niesie bycie nieogarniętym i branie ślubu jak bycie nieogarniętym i nie branie go.jaskana pisze: ↑czw maja 21, 2026 8:48 am w twoim mniemaniu często, w przypadku większości ułatwia życie. nigdzie nie neguję wyjątków, ale naprawdę przeceniasz ogarnięcie życiowe ludzi. 90% ludzi nie ma sporządzonego testamentu, więc nie wmówisz mi, że jesteśmy w tej kwestii ogarniętym społeczeństwem.
po coś jest też rozdzielność majątkowa i intercyza
Krótko mówiąc: ogarnięty sam zdecyduje dobrze.
Tych, którzy wzięli ślub a później płaczą bo "oni nie wiedzieli że prawo tak wygląda" też jest dość sporo.
-
ballerinacappuccina
Mam wśród bliskich znajomych taką parę, która bardzo chciałaby wziąć cichy, skromny ślub w urzędzie. Pochodzą ze wsi i obie rodziny naciskają, że ma być impreza na 300 osób ze wszystkimi wieśniackimi zabawami, ślub oczywiście kościelny, bo inaczej to wstyd. Stanowisko obu rodzin jest takie, że jeśli młodzi zrobią coś wbrew ich woli, to zrywają z nimi kontakt. I tak para jest razem 15 lat bez ślubu, bo rodzina postawiła im ultimatum i wolą mieć święty spokój. Wiem, że teraz większość z was napisałaby ,,to niech zrywają kontakt i tyle'', ale znając życie nikt z was nie był w takiej sytuacji. Bardzo im współczuję, bo naprawdę się kochają, ale kochają też swoich - ośmielę się tak to nazwać - toksycznych rodziców, którzy w dupie mają ich szczęście i obchodzi ich tylko to, co ludzie powiedzą.
spoko, nikomu nie wciskam ślubu na siłę. nie będę gadać znajomym, którzy nie chcą formalizować związku, że powinni to zrobić. nie mniej uważam, że lepiej się uczyć na cudzych błędach niż swoich. a tym bardziej kobiety powinny w końcu zacząć normalnie myśleć o kwestiach finansowo-prawnych, żeby nie dać się wykiwać jakiemuś cwaniakowi. też tym z gatunku „po co ślub”, którzy nagle po roku oświadczają się innej xdmaml pisze: ↑czw maja 21, 2026 8:53 am No wszystko spoko ale nadal: po co wmawiać ludziom co dla nich lepsze? Tak samo dużo problemów niesie bycie nieogarniętym i branie ślubu jak bycie nieogarniętym i nie branie go.
Krótko mówiąc: ogarnięty sam zdecyduje dobrze.
Tych, którzy wzięli ślub a później płaczą bo "oni nie wiedzieli że prawo tak wygląda" też jest dość sporo.
akurat prowadzę badania o sytuacji ekonomicznej kobiet i historie, których słucham to jest ku*wa dramat
cholernie przykre, ale przecież mogą wziąć cywilny po cichu i rodzice się nie dowiedząballerinacappuccina pisze: ↑czw maja 21, 2026 9:01 am Mam wśród bliskich znajomych taką parę, która bardzo chciałaby wziąć cichy, skromny ślub w urzędzie. Pochodzą ze wsi i obie rodziny naciskają, że ma być impreza na 300 osób ze wszystkimi wieśniackimi zabawami, ślub oczywiście kościelny, bo inaczej to wstyd. Stanowisko obu rodzin jest takie, że jeśli młodzi zrobią coś wbrew ich woli, to zrywają z nimi kontakt. I tak para jest razem 15 lat bez ślubu, bo rodzina postawiła im ultimatum i wolą mieć święty spokój. Wiem, że teraz większość z was napisałaby ,,to niech zrywają kontakt i tyle'', ale znając życie nikt z was nie był w takiej sytuacji. Bardzo im współczuję, bo naprawdę się kochają, ale kochają też swoich - ośmielę się tak to nazwać - toksycznych rodziców, którzy w dupie mają ich szczęście i obchodzi ich tylko to, co ludzie powiedzą.
Teoria taksówki, bierzemy pierwsza lepszą, która w tej chwili potrzebujemy. Czyli przekładając na taki zwiazek: teraz jestem gotowy na ślub, jestem coraz starszy, malo czasu na założenie rodziny, presja i oświadczam sie akurat tej kobiecie z którą jestem (nawet jesli to tylko kilka miesiecy)jaskana pisze: ↑czw maja 21, 2026 9:05 am spoko, nikomu nie wciskam ślubu na siłę. nie będę gadać znajomym, którzy nie chcą formalizować związku, że powinni to zrobić. nie mniej uważam, że lepiej się uczyć na cudzych błędach niż swoich. a tym bardziej kobiety powinny w końcu zacząć normalnie myśleć o kwestiach finansowo-prawnych, żeby nie dać się wykiwać jakiemuś cwaniakowi. też tym z gatunku „po co ślub”, którzy nagle po roku oświadczają się innej xd
akurat prowadzę badania o sytuacji ekonomicznej kobiet i historie, których słucham to jest ku*wa dramat
ᴘʀɪᴍᴀᴅᴏɴɴᴀ ɢɪʀʟ, ʏᴇᴀʜ ᴀʟʟ ɪ ᴇᴠᴇʀ ᴡᴀɴᴛᴇᴅ ᴡᴀꜱ ᴛʜᴇ ᴡᴏʀʟᴅ
Pff, każda normalna, dojrzała osoba by wolała zerwać kontakt niż pozwalać mówić innym jak mają żyć.ballerinacappuccina pisze: ↑czw maja 21, 2026 9:01 am Mam wśród bliskich znajomych taką parę, która bardzo chciałaby wziąć cichy, skromny ślub w urzędzie. Pochodzą ze wsi i obie rodziny naciskają, że ma być impreza na 300 osób ze wszystkimi wieśniackimi zabawami, ślub oczywiście kościelny, bo inaczej to wstyd. Stanowisko obu rodzin jest takie, że jeśli młodzi zrobią coś wbrew ich woli, to zrywają z nimi kontakt. I tak para jest razem 15 lat bez ślubu, bo rodzina postawiła im ultimatum i wolą mieć święty spokój. Wiem, że teraz większość z was napisałaby ,,to niech zrywają kontakt i tyle'', ale znając życie nikt z was nie był w takiej sytuacji. Bardzo im współczuję, bo naprawdę się kochają, ale kochają też swoich - ośmielę się tak to nazwać - toksycznych rodziców, którzy w dupie mają ich szczęście i obchodzi ich tylko to, co ludzie powiedzą.
Był był w tej sytuacji. Ale to się nazywa samodzielność i decyzyjność. Jak masz z rodzicami jakieś powiązania, np. pomagają finansowo, jakiś kredyt czy coś - może to być problem, bo musisz na siebie zarobić. Jeżeli to kwestia obyczajowa, lub wchodzenie na głowę typu "tak cię wychowaliśmy" - to już decyzja i wybór na tu i teraz - chyba, że ktoś lubi się tłumaczyć "a bo się obrażą" "a bo co ktośtam powie...." zazwyczaj są to takie tłumaczenia samego siebie żeby nie podjąć konkretnej decyzji. Jak rodzice toksyczni, to nie ma co im tłumaczyć czy próbować się dogadywać, bo uwaga - prawdopodobnie mają w dupie i twoje zdanie i twoje dobro. Ty odpowiadasz za swoje zachowania i będziesz ponosić konsekwencje. Kochasz i jesteś odpowiedzialny to wybierasz. Za kolejne 15 lat ktoś zapyta czemu tyle lat po ślubie, po 50 lat i co powiedzą: "a bo rodzice nam nie pozwolili"?ballerinacappuccina pisze: ↑czw maja 21, 2026 9:01 am Mam wśród bliskich znajomych taką parę, która bardzo chciałaby wziąć cichy, skromny ślub w urzędzie. Pochodzą ze wsi i obie rodziny naciskają, że ma być impreza na 300 osób ze wszystkimi wieśniackimi zabawami, ślub oczywiście kościelny, bo inaczej to wstyd. Stanowisko obu rodzin jest takie, że jeśli młodzi zrobią coś wbrew ich woli, to zrywają z nimi kontakt. I tak para jest razem 15 lat bez ślubu, bo rodzina postawiła im ultimatum i wolą mieć święty spokój. Wiem, że teraz większość z was napisałaby ,,to niech zrywają kontakt i tyle'', ale znając życie nikt z was nie był w takiej sytuacji. Bardzo im współczuję, bo naprawdę się kochają, ale kochają też swoich - ośmielę się tak to nazwać - toksycznych rodziców, którzy w dupie mają ich szczęście i obchodzi ich tylko to, co ludzie powiedzą.
Ja rozumiem te chore powiązania typu "sytuacja bez wyjścia". Patrzę z boku na kolegę który bierze katolicki ślub z dziewczyną, z którą ma doświadczenia tylko z tej romantycznej strony spotkań np. po zajęciach na uczelni lub wyjazdów wakacyjnych. Nigdy z żadną dziewczyną nie mieszkał i nie wie jak może wyglądać "proza" życia. Też tłumaczy sytuację tym, że jej rodzice nie pozwolą im razem mieszkać bez ślubu (dziewczyna po liceum katolickim itd.). Tylko potem to on będzie znosił to życie, a nawet nie ma opcji sprawdzić, czy z tą dziewczyną naprawdę do siebie pasują.
Jeżeli chodzi o "nikt z was nie był w takiej sytuacji" to w mojej "nie był" opcji było to tak, że odłożyłam pieniędzy tyle, ile mogłam i sprzedałam na olx/vinted część rzeczy, których nie mogłam zabrać. Wyjechałam do innego miasta, wynajęłam z partnerem mieszkanie, znalazłam pracę na miejscu. Oboje dobrze zarabiamy i nie potrzebujemy finansowej pomocy rodziców. Rodzice w niczym mi nie pomogli i nie doradzili, nie było nawet "poradzisz sobie", bardziej podejście na zasadzie "pożyjemy zobaczymy, zawsze masz gdzie wracać".
Co do kwestii emocjonalnej - jak już się usadziłam z nowym życiem telefony i pretensje ciągnęły się jakiś czas (głównie ze strony matki). Teraz mam spokój, jakby zyli własnym życiem i o mnie zapomnieli. Tylko jest zasada, żeby nie opowiadać przypadkiem o prywatnych rzeczach typu zmiana pracy, bo rodzice-toksyki próbują od razu w swojej roli włazić na głowę "a po co, dobrze płacą to trzeba się roboty trzymać" itd., etc.
Ja tam jestem zadowolona, że się od tego odcięłam, to była najlepsza decyzja w życiu i wbrew pozorom łatwiejsza, niż się wydawało.
To niesamowicie obciaza psychicznie. Najgorzej jak rodzice wpedzaja cie w poczucie winy, bo tak sie martwia, bo nie spia po nocach i to odbija sie na ich zdrowiu. Kochasz ich i wiesz, ze przez ciebie siada im zdrowie. Dlatego nie informujesz ich o zmianach i planach, bo nie masz juz sily sluchac pretensji i nachalnych rad. Nie dochodzi do nich, ze ich dorosle dzieci chca zyc po swojemu.dumpling pisze: ↑czw maja 21, 2026 10:53 am Był był w tej sytuacji. Ale to się nazywa samodzielność i decyzyjność. Jak masz z rodzicami jakieś powiązania, np. pomagają finansowo, jakiś kredyt czy coś - może to być problem, bo musisz na siebie zarobić. Jeżeli to kwestia obyczajowa, lub wchodzenie na głowę typu "tak cię wychowaliśmy" - to już decyzja i wybór na tu i teraz - chyba, że ktoś lubi się tłumaczyć "a bo się obrażą" "a bo co ktośtam powie...." zazwyczaj są to takie tłumaczenia samego siebie żeby nie podjąć konkretnej decyzji. Jak rodzice toksyczni, to nie ma co im tłumaczyć czy próbować się dogadywać, bo uwaga - prawdopodobnie mają w dupie i twoje zdanie i twoje dobro. Ty odpowiadasz za swoje zachowania i będziesz ponosić konsekwencje. Kochasz i jesteś odpowiedzialny to wybierasz. Za kolejne 15 lat ktoś zapyta czemu tyle lat po ślubie, po 50 lat i co powiedzą: "a bo rodzice nam nie pozwolili"?
Ja rozumiem te chore powiązania typu "sytuacja bez wyjścia". Patrzę z boku na kolegę który bierze katolicki ślub z dziewczyną, z którą ma doświadczenia tylko z tej romantycznej strony spotkań np. po zajęciach na uczelni lub wyjazdów wakacyjnych. Nigdy z żadną dziewczyną nie mieszkał i nie wie jak może wyglądać "proza" życia. Też tłumaczy sytuację tym, że jej rodzice nie pozwolą im razem mieszkać bez ślubu (dziewczyna po liceum katolickim itd.). Tylko potem to on będzie znosił to życie, a nawet nie ma opcji sprawdzić, czy z tą dziewczyną naprawdę do siebie pasują.
Jeżeli chodzi o "nikt z was nie był w takiej sytuacji" to w mojej "nie był" opcji było to tak, że odłożyłam pieniędzy tyle, ile mogłam i sprzedałam na olx/vinted część rzeczy, których nie mogłam zabrać. Wyjechałam do innego miasta, wynajęłam z partnerem mieszkanie, znalazłam pracę na miejscu. Oboje dobrze zarabiamy i nie potrzebujemy finansowej pomocy rodziców. Rodzice w niczym mi nie pomogli i nie doradzili, nie było nawet "poradzisz sobie", bardziej podejście na zasadzie "pożyjemy zobaczymy, zawsze masz gdzie wracać".
Co do kwestii emocjonalnej - jak już się usadziłam z nowym życiem telefony i pretensje ciągnęły się jakiś czas (głównie ze strony matki). Teraz mam spokój, jakby zyli własnym życiem i o mnie zapomnieli. Tylko jest zasada, żeby nie opowiadać przypadkiem o prywatnych rzeczach typu zmiana pracy, bo rodzice-toksyki próbują od razu w swojej roli włazić na głowę "a po co, dobrze płacą to trzeba się roboty trzymać" itd., etc.
Ja tam jestem zadowolona, że się od tego odcięłam, to była najlepsza decyzja w życiu i wbrew pozorom łatwiejsza, niż się wydawało.
Moja niepopularna opinia jest taka, że takie osoby to życiowe melepety. Nie wyobrażam sobie jako dorosły człowiek być tak zależnym od zdania rodziny. Jest szansa, ze jakby wzięli cichy skromny ślub to rodzice by i tak w koncu to jakoś zaakceptowali i zachowali kontakt. Jeżeli przez 15 lat zwiazku żyjesz pod dyktando rodziny to nie jesteś gotowy na samodzielne tworzenie swojej rodziny z parterem (ofc rodzina to tez dwoje partnerów, czy maja dzieci to niewazne)ballerinacappuccina pisze: ↑czw maja 21, 2026 9:01 am Mam wśród bliskich znajomych taką parę, która bardzo chciałaby wziąć cichy, skromny ślub w urzędzie. Pochodzą ze wsi i obie rodziny naciskają, że ma być impreza na 300 osób ze wszystkimi wieśniackimi zabawami, ślub oczywiście kościelny, bo inaczej to wstyd. Stanowisko obu rodzin jest takie, że jeśli młodzi zrobią coś wbrew ich woli, to zrywają z nimi kontakt. I tak para jest razem 15 lat bez ślubu, bo rodzina postawiła im ultimatum i wolą mieć święty spokój. Wiem, że teraz większość z was napisałaby ,,to niech zrywają kontakt i tyle'', ale znając życie nikt z was nie był w takiej sytuacji. Bardzo im współczuję, bo naprawdę się kochają, ale kochają też swoich - ośmielę się tak to nazwać - toksycznych rodziców, którzy w dupie mają ich szczęście i obchodzi ich tylko to, co ludzie powiedzą.
ᴘʀɪᴍᴀᴅᴏɴɴᴀ ɢɪʀʟ, ʏᴇᴀʜ ᴀʟʟ ɪ ᴇᴠᴇʀ ᴡᴀɴᴛᴇᴅ ᴡᴀꜱ ᴛʜᴇ ᴡᴏʀʟᴅ
Z perspektywy czasu to relacje z takimi rodzicami, na ich warunkach - to jest prawdziwe obciążenie psychiczne. Jak już się zdecydujesz na konkretny krok to najpierw jest niepewność (czy dobrze robię) i wyrzuty sumienia, potem się cieszysz bo wyszło wszystko ok i w końcu ogarniasz dookoła siebie jak chcesz, a na koniec pojawia się rozczarowanie, bo okazuje się, że rodzice bynajmniej nie tęsknią (w normalnym rozumieniu tego słowa oczywiście). Potrzeba czasu, żeby sobie w głowie poukładać. Teraz partner jest najważniejszy i moje życie z nim tu i teraz. Jak spotykam się z rodzicami to na własnych warunkach, nie daję sobie wejść na głowę. Trzymam ich na dystans i nie opowiadam za dużo bo - jak wyżej wspomniałam - oni zawsze znajdą jakiś negatywny komentarz do moich decyzji. Jak do tej pory te moje decyzje zafundowały mi 3 lata szczęśliwego życia
Są dorośli, mogliby szukać wsparcia np w terapii. Ale pewnie wolą narzekać zamiast coś zmienić albo czerpią korzyści finansowe z "dobrych" relacji z rodzicami.Pilu pisze: ↑czw maja 21, 2026 11:10 am To niesamowicie obciaza psychicznie. Najgorzej jak rodzice wpedzaja cie w poczucie winy, bo tak sie martwia, bo nie spia po nocach i to odbija sie na ich zdrowiu. Kochasz ich i wiesz, ze przez ciebie siada im zdrowie. Dlatego nie informujesz ich o zmianach i planach, bo nie masz juz sily sluchac pretensji i nachalnych rad. Nie dochodzi do nich, ze ich dorosle dzieci chca zyc po swojemu.
Szczerze mówiąc niesamowicie irytują mnie tacy ludzie. Nie chcesz brać odpowiedzialności za swoje życie, jest ci wygodnie - ok, masz do tego prawo. Ale nie narzekaj i nie opowiadaj, że jesteś w sytuacji bez wyjścia. Bez wyjścia to mogą być osoby ciężko chore albo ofiary przemocy domowej bez zasobów i środków do życia. A i tak często takie osoby znajdują siłę żeby się usamodzielnić.
Uważam, że temat ślubu jest mocno kontrowersyjny, szczególnie w dzisiejszych czasach, gdzie liczba rozwodów z roku na rok rośnie... Powiem tak, znam ludzi, którzy są po trzech rozwodach, a znam ludzi, którzy są bez ślubu ze sobą całe życie. Chodzi o to, że zawsze znajdziemy sobie anegdotke i idealny przykład pod naszą tezę.
Wrzucę historię, która dotyczy rodziny mojej znajomej i która powinna pokazać, że nie wszystko jest takie czarno białe i w większości ludzie mimo wszystko nie są głupi i wiedzą co robią: siostra mojej koleżanki wzięła rozwód z mężem, żeby mieć status samotnej matki i pobierać więcej zasiłków od państwa :p a żyją nadal wspólnie
Poza tym moją kontrowersyjną opinią jest to, że żadna praca nie ma większego sensu, bo najważniejszym celem pracy jest zarabianie pieniędzy. Tylko ludzie dopisują sobie jakieś ambitne i wzniosłe historie do tego co robią i później kończą wypaleni i z poczuciem niesprawiedliwości, bo nauczycielka zarabia mniej od pani na kasie. Jednocześnie to, że pracujesz fizycznie, albo wykonujesz lekką pracę nie oznacza, że jesteś gorsza od jakiegoś dyrektora finansowego albo onkologa, który leczy białaczkę u dzieci. Ludzie sami wartościują niektóre zawody i robią z nich swoją jedyną tożsamość. IMO praca zarobkowa i poświęcanie się jej ma sens tylko wtedy, gdy jest to hobby, np. z powodu wykonywanej pracy znam milionerów, którzy pomimo wieku i zapewnienia bezpieczeństwa finansowego sobie i swojej rodzinie, pracują w wieku >60 lat, bo przy takim zabezpieczeniu finansowym praca to sposób spędzania ich wolnego czasu. Chodzi o to, że ludzie są tak zapracowani i zmęczeni, że na pracy budują całą swoją tożsamość i później zderzają się z rzeczywistością, że praca to nowoczesne niewolnictwo. I z tego powodu uważam, że każdy ma prawo zarabiać duże pieniądze bez względu na wykonywany zawód, bo tak naprawdę, jeśli twoje stanowisko pracy istnieje i ktoś jest w stanie za nie płacić, to znaczy, że jest jakiś sens, żeby to stanowisko istniało.
Np moi znajomi pracujący w medycynie wprost mi dają do zrozumienia, że to niesprawiedliwe, że ja pracuję full remote za świetną kasę, a oni za podobne pieniądze pracują w szpitalu i mają dyżury i o wiele większą odpowiedzialność.
Wrzucę historię, która dotyczy rodziny mojej znajomej i która powinna pokazać, że nie wszystko jest takie czarno białe i w większości ludzie mimo wszystko nie są głupi i wiedzą co robią: siostra mojej koleżanki wzięła rozwód z mężem, żeby mieć status samotnej matki i pobierać więcej zasiłków od państwa :p a żyją nadal wspólnie
Poza tym moją kontrowersyjną opinią jest to, że żadna praca nie ma większego sensu, bo najważniejszym celem pracy jest zarabianie pieniędzy. Tylko ludzie dopisują sobie jakieś ambitne i wzniosłe historie do tego co robią i później kończą wypaleni i z poczuciem niesprawiedliwości, bo nauczycielka zarabia mniej od pani na kasie. Jednocześnie to, że pracujesz fizycznie, albo wykonujesz lekką pracę nie oznacza, że jesteś gorsza od jakiegoś dyrektora finansowego albo onkologa, który leczy białaczkę u dzieci. Ludzie sami wartościują niektóre zawody i robią z nich swoją jedyną tożsamość. IMO praca zarobkowa i poświęcanie się jej ma sens tylko wtedy, gdy jest to hobby, np. z powodu wykonywanej pracy znam milionerów, którzy pomimo wieku i zapewnienia bezpieczeństwa finansowego sobie i swojej rodzinie, pracują w wieku >60 lat, bo przy takim zabezpieczeniu finansowym praca to sposób spędzania ich wolnego czasu. Chodzi o to, że ludzie są tak zapracowani i zmęczeni, że na pracy budują całą swoją tożsamość i później zderzają się z rzeczywistością, że praca to nowoczesne niewolnictwo. I z tego powodu uważam, że każdy ma prawo zarabiać duże pieniądze bez względu na wykonywany zawód, bo tak naprawdę, jeśli twoje stanowisko pracy istnieje i ktoś jest w stanie za nie płacić, to znaczy, że jest jakiś sens, żeby to stanowisko istniało.
Np moi znajomi pracujący w medycynie wprost mi dają do zrozumienia, że to niesprawiedliwe, że ja pracuję full remote za świetną kasę, a oni za podobne pieniądze pracują w szpitalu i mają dyżury i o wiele większą odpowiedzialność.