Start
Wiadomości
Ulubione
Mój profil

Niepopularne opinie o życiu

Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry
chleb_ze_smalcem
Szarlotta
Posty: 437
Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm

Re: Niepopularne opinie o życiu

Post autor: chleb_ze_smalcem »

lalisa pisze: pn maja 18, 2026 10:22 am Znam dużo kobiet, które czekały na pierścionki w długoletnich związkach i się nie doczekały. Ja też tak miałam. Nie mówię o sytuacji, że oboje nie chcą ślubu albo kobieta chce, a facet od początku mówi jasno "ja nie chcę". Mówię o mamieniu, robieniu z kobiety idiotki latami. Top wymówek męskich "zbieram na pierścionek" i "oświadczę się jak..." i tutaj np. może być remont mieszkania. Nie rozumiem, dlaczego tak obecnie jest i już nawet rodzina tych facetów nie pilnuje, żeby zrobili co trzeba. To nie jest jakaś moja bańka, bo znam kobiety z różnych światów, które są w takim zawieszeniu. Rekordzistka to moja dobra koleżanka czekająca już 15 lat. Uważam to za marnowanie kobiecie czasu, szczególnie gdy ona czeka z dziećmi do ślubu. Jakbym żyła w Ameryce i się nudziła, to bym takich dziadów pozywała za zmarnowanie lat nie po to, żeby wygrać, ale żeby się czegoś nauczyli. Uczciwości przede wszystkim, a nie korzystania z przywileju posiadania żony bez małżeństwa. A potem artykuł POLKI NIE CHCĄ RODZIĆ. No ciekawe czemu.
Z jednej strony facet mami ale z drugiej strony, kto takiemu facetowi wierzy i w imię czego zostaje z nim 15 lat? Moja opinia jest taka, że te kobiety podświadomie wiedzą, że facet ściemnia a i tak z jakiegoś powodu z nim siedzą. Później płacz, bo następnej oświadczył się po roku znajomości. Jak ci ktoś ściemnił raz, to ściemni drugi raz. Po drugim razie mówisz cześć i do widzenia. Facet się przecież magicznie nie zmieni.

W normalnych związkach oboje partnerzy podejmują ważne decyzje. Nie wyobrażam sobie żeby to tylko od faceta zależało kiedy bierzemy ślub, bo będzie zbierał na pierścionek pięć lat. Nie stać cię, to kup tańszy. Ostatecznie nikt nie sprawdza czy jest pierścionek przed wzięciem ślubu. Zaręczyny to trochę taki przeżytek i wymówka dla facetów którzy nie mają szczerych intencji w związku gdzie kobieta chce ślubu.
g_girl
LouiBag
Posty: 318
Rejestracja: pn sty 05, 2026 8:48 pm

Post autor: g_girl »

Teczka pisze: pn maja 18, 2026 11:26 am To jest śmieszne, to zaperzanie się, że ślub jest taki zbędny, wystarczy tylko podpisać x innych papierów w x innych miejsc i już się ma prawie te same prawa co małżeństwo.
Czego to ludzie nie zrobią żeby tylko nie wziąć ślubu 🤣
Teczka
LemonkowaCola
Posty: 520
Rejestracja: czw lut 19, 2026 10:01 pm

Post autor: Teczka »

lalisa pisze: pn maja 18, 2026 10:22 am Znam dużo kobiet, które czekały na pierścionki w długoletnich związkach i się nie doczekały. Ja też tak miałam. Nie mówię o sytuacji, że oboje nie chcą ślubu albo kobieta chce, a facet od początku mówi jasno "ja nie chcę". Mówię o mamieniu, robieniu z kobiety idiotki latami. Top wymówek męskich "zbieram na pierścionek" i "oświadczę się jak..." i tutaj np. może być remont mieszkania. Nie rozumiem, dlaczego tak obecnie jest i już nawet rodzina tych facetów nie pilnuje, żeby zrobili co trzeba. To nie jest jakaś moja bańka, bo znam kobiety z różnych światów, które są w takim zawieszeniu. Rekordzistka to moja dobra koleżanka czekająca już 15 lat. Uważam to za marnowanie kobiecie czasu, szczególnie gdy ona czeka z dziećmi do ślubu. Jakbym żyła w Ameryce i się nudziła, to bym takich dziadów pozywała za zmarnowanie lat nie po to, żeby wygrać, ale żeby się czegoś nauczyli. Uczciwości przede wszystkim, a nie korzystania z przywileju posiadania żony bez małżeństwa. A potem artykuł POLKI NIE CHCĄ RODZIĆ. No ciekawe czemu.
Dobra, z drugiej strony kobieta dzisiaj naprawdę nie musi "czekać na pierścionek", tylko może powiedzieć "Kochanie, zależy mi na tym, żebyśmy wzięli ślub, co ty na to?".
lalisa
Trening tenisa
Posty: 2905
Rejestracja: śr lip 07, 2021 9:59 pm

Post autor: lalisa »

chleb_ze_smalcem pisze: pn maja 18, 2026 11:40 am Z jednej strony facet mami ale z drugiej strony, kto takiemu facetowi wierzy i w imię czego zostaje z nim 15 lat? Moja opinia jest taka, że te kobiety podświadomie wiedzą, że facet ściemnia a i tak z jakiegoś powodu z nim siedzą. Później płacz, bo następnej oświadczył się po roku znajomości. Jak ci ktoś ściemnił raz, to ściemni drugi raz. Po drugim razie mówisz cześć i do widzenia. Facet się przecież magicznie nie zmieni.

W normalnych związkach oboje partnerzy podejmują ważne decyzje. Nie wyobrażam sobie żeby to tylko od faceta zależało kiedy bierzemy ślub, bo będzie zbierał na pierścionek pięć lat. Nie stać cię, to kup tańszy. Ostatecznie nikt nie sprawdza czy jest pierścionek przed wzięciem ślubu. Zaręczyny to trochę taki przeżytek i wymówka dla facetów którzy nie mają szczerych intencji w związku gdzie kobieta chce ślubu.
Masz rację, ale taką mądrość zwykle ma się po jakimś czasie. Uczucia to nie jest prosta sprawa, dochodzi syndrom gotującej się żaby. 15 lat to faktycznie gruba przesada. Mnie oświeciło szybciej i skończyłam związek. Jest na Reddit sub Waiting_To_Wed i historie pokazują, że kobiety dopiero jak z tego wyjdą, to uświadamiają sobie jak naiwne były. Ludzie potrafią być w strasznym gównie, gorszym niż brak pierścionka, latami i tego nie widzieć.

Według mnie jak facet w ciągu pierwszych 2 lat się nie oświadcza albo nie mówi konkretnie o oświadczynach (oczywiście mówimy o dojrzałym związku, a nie o parze 18-latków), to nic z tego nie będzie i trzeba się ewakuować. Ale kiedyś taka mądra nie byłam, nie umiałam tego zrozumieć. Nie znałam starszych kobiet, które by mi powiedziały prawdę.
chleb_ze_smalcem
Szarlotta
Posty: 437
Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm

Post autor: chleb_ze_smalcem »

lalisa pisze: pn maja 18, 2026 11:59 am Masz rację, ale taką mądrość zwykle ma się po jakimś czasie. Uczucia to nie jest prosta sprawa, dochodzi syndrom gotującej się żaby. 15 lat to faktycznie gruba przesada. Mnie oświeciło szybciej i skończyłam związek. Jest na Reddit sub Waiting_To_Wed i historie pokazują, że kobiety dopiero jak z tego wyjdą, to uświadamiają sobie jak naiwne były. Ludzie potrafią być w strasznym gównie, gorszym niż brak pierścionka, latami i tego nie widzieć.

Według mnie jak facet w ciągu pierwszych 2 lat się nie oświadcza albo nie mówi konkretnie o oświadczynach (oczywiście mówimy o dojrzałym związku, a nie o parze 18-latków), to nic z tego nie będzie i trzeba się ewakuować. Ale kiedyś taka mądra nie byłam, nie umiałam tego zrozumieć. Nie znałam starszych kobiet, które by mi powiedziały prawdę.
Tez nie wiadomo gdy byś posłuchała jakby ci powiedziały prawdę. Jak ktoś uparty albo zaślepiony, to można sobie gadać a to jak krew w piach.
Sama musiałam się uczyć z internetu. Byłam ciekawska nastolatka czytałam różne historie obyczajowe na forach i reddicie i powoli wyrabiałam sobie opinie o tym jaki chce związek i na co się absolutnie nie zgadzać. Na podstawie cudzych błędów. Też nie miałam w otoczeniu doświadczonych kobiet z mądrością życiową oprócz paru wyjątków. Raczej były to kobiety które zgadzały się z bardzo złe związki i odchodziły w ostateczności. To były takie czasy, że się „walczyło o związek”, co za głupie określenie. Na podstawie tych obserwacji działałam. Ten internet nie taki zły. I pokazuje też, że nie ma tzw banki, że pewne zachowania są takie same u wszystkich. Żeby nie było, też popełniłam parę błędów, wiadomo, człowiek młody i głupi był. Ale myślę, że dzięki doświadczeniom opisywanym przez tamte kobiety bardzo wielu błędów udało mi się uniknąć. I nauczyłam się szybko wyłapywać tzw red flagi.
Awatar użytkownika
MissNobody66
LouiBag
Posty: 320
Rejestracja: pn sty 08, 2024 10:09 pm

Post autor: MissNobody66 »

Cholera... Muszę powiedzieć siostrze że czas się rozwieść bo to nienormalne że była z chłopakiem/narzeczonym 11 lat (!!!) bez ślubu, po ślubie są już 10 😝 wiadomo to takie głupie żarty ale naprawdę ludzie zapominają że oprócz czerni i bieli jest cała skala szarości 🙃
Każdy jest kowalem swojego losu, ale nie każdy dostaje młotek.
Kylie
Beżowa
Posty: 600
Rejestracja: czw lip 08, 2021 7:39 pm

Post autor: Kylie »

Brida pisze: czw maja 14, 2026 3:57 pm Wszystkim się wydaje, że się znają na marketingu, a już najbardziej Januszom-założycielom polskich korpo rodem z lat 90tych :D Jak słyszę czasem opowieści jakie to kto ma super pomysły i jakby one pomogły danej marce, to zawsze mam w głowie milion pytań - jakie badania robiłeś, skąd budżet itp itd. A Janusze z kolei zamiast zatrudnić fachowców i dać im wolną rękę, to muszą oni o wszystkim decydować i potem mamy koszmarki jak np. reklamy polskich firm wędliniarskich :P
Chodzi mi ogólnie o to, że marketing wydaje się czymś lekkim i przyjemnym, takie pitu pitu, a to jest kawał roboty, dłubania w danych, podejmowanie decyzji często pod presją czasu, śledzenie konkurencji, trendów - masa rzeczy niekoniecznie lekkich i przyjemnych.
Pytanie co nazwiemy uleganiem marketingowi. Kupujemy różne potrzebne nam rzeczy, najczęściej jedzenie, kosmetyki i elektronikę. Wszystkie te produkty są w sieciówkach, chcąc nie chcąc coś musimy wybrać. Mnie jest wszystko jedno czy będzie to Rossmann czy Hebe, ale jednak ten pierwszy ma praktycznie monopol u nas w Polsce i jest ich najwięcej, więc najczęściej się z niego korzysta. Podobnie jest ze sklepami spożywczymi. Decyduje odległość a potem dostępność produktów. Kosmetyki często kupuję metodą prób i błędów (jak gadam z koleżankami też tak robią i nawzajem sobie polecamy) zaczynając od tych ze średnią ceną itd. Innego wyjścia nie ma. Ja ogólnie się nie lubię z marketingiem, bardzo uważam na to co kupuję, dla mnie to jest sztuczne napędzanie konsumpcjonizmu i kłóci się z ekologią, te wszystkie promki 2+2, 1 gratisy, przekazy podprogowe i inne – pewnie, że ulegamy, niestety, ale to jest bardzo złe bo kupujemy więcej niż nam potrzeba, wyrzucamy a marketingowcy „ha! Udało się, a mówili że się nie łapią”. Pewnie, że taki podstawowy marketing do rozpowszechnienia nowej marki jest niezbędny, pewnie że te różne procesy są czasochłonne i skomplikowane (ale marketing nie jest wyjątkiem :P), ale obecnie to wszystko zmierza w złą stronę i stąd ta postawa negatywna wobec marketingu bo ludzie już maja dość tego zalewu krzyczących i dających po oczach reklam. Kto nie miał tak, że podczas zakupów się na coś nabrał a potem w domu pomyślał, że jednak głupio zrobił, ale nie chce mu się jechać i zwracać (a niektórych rzeczy nawet nie można) niech pierwszy rzuci kamieniem. Mówię w uproszczeniu bo wiem, że marketing to nie tylko te wyżej przeze mnie wymienione rzeczy.
Awatar użytkownika
Brida
Szarlotta
Posty: 443
Rejestracja: czw gru 08, 2022 7:14 pm

Post autor: Brida »

Kylie pisze: pn maja 18, 2026 1:26 pm Pytanie co nazwiemy uleganiem marketingowi. Kupujemy różne potrzebne nam rzeczy, najczęściej jedzenie, kosmetyki i elektronikę. Wszystkie te produkty są w sieciówkach, chcąc nie chcąc coś musimy wybrać. Mnie jest wszystko jedno czy będzie to Rossmann czy Hebe, ale jednak ten pierwszy ma praktycznie monopol u nas w Polsce i jest ich najwięcej, więc najczęściej się z niego korzysta. Podobnie jest ze sklepami spożywczymi. Decyduje odległość a potem dostępność produktów. Kosmetyki często kupuję metodą prób i błędów (jak gadam z koleżankami też tak robią i nawzajem sobie polecamy) zaczynając od tych ze średnią ceną itd. Innego wyjścia nie ma. Ja ogólnie się nie lubię z marketingiem, bardzo uważam na to co kupuję, dla mnie to jest sztuczne napędzanie konsumpcjonizmu i kłóci się z ekologią, te wszystkie promki 2+2, 1 gratisy, przekazy podprogowe i inne – pewnie, że ulegamy, niestety, ale to jest bardzo złe bo kupujemy więcej niż nam potrzeba, wyrzucamy a marketingowcy „ha! Udało się, a mówili że się nie łapią”. Pewnie, że taki podstawowy marketing do rozpowszechnienia nowej marki jest niezbędny, pewnie że te różne procesy są czasochłonne i skomplikowane (ale marketing nie jest wyjątkiem :P), ale obecnie to wszystko zmierza w złą stronę i stąd ta postawa negatywna wobec marketingu bo ludzie już maja dość tego zalewu krzyczących i dających po oczach reklam. Kto nie miał tak, że podczas zakupów się na coś nabrał a potem w domu pomyślał, że jednak głupio zrobił, ale nie chce mu się jechać i zwracać (a niektórych rzeczy nawet nie można) niech pierwszy rzuci kamieniem. Mówię w uproszczeniu bo wiem, że marketing to nie tylko te wyżej przeze mnie wymienione rzeczy.
Ale przecież mój post nie jest zupełnie o tym co napisałaś :D
Napisałam nie mnie nie więcej niż to, że wielu osobom się wydaje, że są ekspertami od marketingu.
Kylie
Beżowa
Posty: 600
Rejestracja: czw lip 08, 2021 7:39 pm

Post autor: Kylie »

Brida pisze: pn maja 18, 2026 2:00 pm Ale przecież mój post nie jest zupełnie o tym co napisałaś :D
Napisałam nie mnie nie więcej niż to, że wielu osobom się wydaje, że są ekspertami od marketingu.
Hahah ok, faktycznie zrobiłam nadinterpretację i swoją opinię. Ale przyznaję Ci rację, generalnie ludziom się wydaje, że wszystko z dziedziny marketingu i nauk humanistycznych to banał i taka zabawa a nie faktyczna dziedzina nauki.
Awatar użytkownika
Brida
Szarlotta
Posty: 443
Rejestracja: czw gru 08, 2022 7:14 pm

Post autor: Brida »

Kylie pisze: pn maja 18, 2026 1:26 pm Decyduje odległość a potem dostępność produktów.
Wróciłam jeszcze raz do tego, co napisałaś, i to jest np. jedna z rzeczy, o których "laicy" nie myślą nawet. Marketing bez ogarniętej wcześniej szerokiej dostępności produktu jest przepaloną kasą, zwłaszcza w FMCG. Więc najpierw trzeba zadbać o to, żeby dany produkt był dostępny praktycznie dla każdego, a potem walić reklamy. A wcisnąć nowy produkt sklepom też nie jest tak łatwo ;)
staratwoja
BlondDoczep
Posty: 143
Rejestracja: czw gru 12, 2024 1:32 pm

Post autor: staratwoja »

Nawiązując do rozmowy o marketingu - myślę, że ludzie pracujący w tego typu działach i ogólnie w korpo znacznie przeceniają wagę swojej pracy. Jasne, nie jest to tak proste, łatwe, lekkie i przyjemne jak się niektórym wydaje, szczególnie przy niesamowicie spuchniętych strukturach organizacyjnych gdzie każda, pozornie błaha, decyzja musi przejść kilka etapów weryfikacji, ale dalej, duża część prac biurowych to tzw. fake email jobs w których nie robi się absolutnie nic pożytecznego dla społeczeństwa. Znów, prawdopodobnie jest to niepopularna opinia jedynie w kręgach, w których większość osób ma tę pracę biurową, ale całkiem dziwi mnie to że ktoś może dzień w dzień siedzieć nad jakimś nikomu niepotrzebnym serwisem służącym do wzbogacania bogatych i czuć się niesamowicie ważny bo na konto wpada 5 cyfr xd Takie stanowiska są ok jeśli traktujemy je jak maszynkę do robienia pieniędzy, ale jak spotykam kogoś kto zajmuje się rzeczami typu marketing, naprawdę wierzy w to co robi i się temu w jakikolwiek sposób osobiście poświęca to mnie to naprawdę zastanawia jak różni ludzie współistnieją na tym samym świecie - mnie się to w głowie nie mieści
Kylie
Beżowa
Posty: 600
Rejestracja: czw lip 08, 2021 7:39 pm

Post autor: Kylie »

staratwoja pisze: pn maja 18, 2026 2:35 pm Nawiązując do rozmowy o marketingu - myślę, że ludzie pracujący w tego typu działach i ogólnie w korpo znacznie przeceniają wagę swojej pracy. [...] Takie stanowiska są ok jeśli traktujemy je jak maszynkę do robienia pieniędzy, ale jak spotykam kogoś kto zajmuje się rzeczami typu marketing, naprawdę wierzy w to co robi i się temu w jakikolwiek sposób osobiście poświęca to mnie to naprawdę zastanawia jak różni ludzie współistnieją na tym samym świecie - mnie się to w głowie nie mieści
Zgadzam się i myślę, że to jest takie oszukiwanie samych siebie i wszystkich dookoła, żeby nadać sens wykonywanej przez siebie pracy, a wielu też to lubi i się w tym odnajduje więc tym bardziej chcą nadać temu coś więcej niż tylko zarabianie kasy.

Pociągnę temat, bo kwestia tzw. kariery zawodowej to jest według mnie dość śliski temat. W społeczeństwie oczywiście bycie pracującym jest preferowane i jest wartością dodaną, ale najwięcej o wartości "pracy" lubią mówić osoby, które mają tę pracę, mówiąc wprost - dość lekką, w dobrych warunkach, w cieple, w dobrych godzinach plus/minus 7-15, najczęściej przy biurku i jeszcze w dodatku dość dobrze płatna. I mówię również poniekąd o sobie. Tymczasem mnóstwo ludzi pracuje w gorszych warunkach, za niewielkie pieniądze, mają ciężką i niewdzięczną pracę. I uwaga, ktoś tę pracę wykonywać musi. I nie zawsze są super-hiper zadowoleni i mówią o jeju jak ja się spełniam, jakie tam mam wyzwania tylko pot po dupie leci, twarz czerwona, zmęczenie i wypalenie. Dlatego z przymrużeniem oka patrzę na te wszystkie osoby, które - przepraszam - chamsko upraszczam - przychodzą do pracy robią sobie kawkę, sprawdzają e-maile, odpiszą na wiadomości, poplotkują w koleżankami, trochę popracują przed kompem, zrobią tabelki (tak, trzeba do tego też trochę mózg wysilić), napiszą sprawozdanko, wykonają kilka telefonów, i inne takie, odpiszą na kilka e-maili i potem byle do końca. No tak to w UPROSZCZENIU czasem wygląda, jeszcze niektórzy mają możliwość pracy zdalnej w wybrane dni. I potem taka "pańcia" mówi jak to ona w pracy ODPOCZYWA bo w na macierzyńskim z dzieckiem był zapierdziel i nie mogła się doczekać aż wróci do pracy. No odpoczywa, tylko co ma powiedzieć nauczycielka w przedszkolu z grupą rozwrzeszczanych dzieci, opiekun medyczny na oddziale paliatywnym czy nawet kasjerka w sklepie. Ona chyba jednak nie odpoczywa... Chociaż na pewno każdemu przyda się oderwanie od domowych obowiązków po np. 2 latach siedzenia w domu. Mam tylko na myśli to, że ta "praca" wielu ludziom się kojarzy właśnie z takim korpo stylem, elegancki ubiór i wygodne krzesło i jest przez nich romantyzowana a ludzie którzy pracują na zmiany, w nocy, w zimnie, fizycznie i mają pracę mocno obciążającą - po prostu tyrają a jak się poskarżą to jeszcze im się dostaje bo pewnie są leniwi bo jak to, każdy powinien lubić pracować i chodzić do pracy, praca jest taka super, to nasz przywilej etc.
Verbena95
Kciuk
Posty: 888
Rejestracja: wt sty 20, 2026 2:23 pm

Post autor: Verbena95 »

Kylie pisze: pn maja 18, 2026 3:08 pm Zgadzam się i myślę, że to jest takie oszukiwanie samych siebie i wszystkich dookoła, żeby nadać sens wykonywanej przez siebie pracy, a wielu też to lubi i się w tym odnajduje więc tym bardziej chcą nadać temu coś więcej niż tylko zarabianie kasy.

Pociągnę temat, bo kwestia tzw. kariery zawodowej to jest według mnie dość śliski temat. W społeczeństwie oczywiście bycie pracującym jest preferowane i jest wartością dodaną, ale najwięcej o wartości "pracy" lubią mówić osoby, które mają tę pracę, mówiąc wprost - dość lekką, w dobrych warunkach, w cieple, w dobrych godzinach plus/minus 7-15, najczęściej przy biurku i jeszcze w dodatku dość dobrze płatna. I mówię również poniekąd o sobie. Tymczasem mnóstwo ludzi pracuje w gorszych warunkach, za niewielkie pieniądze, mają ciężką i niewdzięczną pracę. I uwaga, ktoś tę pracę wykonywać musi. I nie zawsze są super-hiper zadowoleni i mówią o jeju jak ja się spełniam, jakie tam mam wyzwania tylko pot po dupie leci, twarz czerwona, zmęczenie i wypalenie. Dlatego z przymrużeniem oka patrzę na te wszystkie osoby, które - przepraszam - chamsko upraszczam - przychodzą do pracy robią sobie kawkę, sprawdzają e-maile, odpiszą na wiadomości, poplotkują w koleżankami, trochę popracują przed kompem, zrobią tabelki (tak, trzeba do tego też trochę mózg wysilić), napiszą sprawozdanko, wykonają kilka telefonów, i inne takie, odpiszą na kilka e-maili i potem byle do końca. No tak to w UPROSZCZENIU czasem wygląda, jeszcze niektórzy mają możliwość pracy zdalnej w wybrane dni. I potem taka "pańcia" mówi jak to ona w pracy ODPOCZYWA bo w na macierzyńskim z dzieckiem był zapierdziel i nie mogła się doczekać aż wróci do pracy. No odpoczywa, tylko co ma powiedzieć nauczycielka w przedszkolu z grupą rozwrzeszczanych dzieci, opiekun medyczny na oddziale paliatywnym czy nawet kasjerka w sklepie. Ona chyba jednak nie odpoczywa... Chociaż na pewno każdemu przyda się oderwanie od domowych obowiązków po np. 2 latach siedzenia w domu. Mam tylko na myśli to, że ta "praca" wielu ludziom się kojarzy właśnie z takim korpo stylem, elegancki ubiór i wygodne krzesło i jest przez nich romantyzowana a ludzie którzy pracują na zmiany, w nocy, w zimnie, fizycznie i mają pracę mocno obciążającą - po prostu tyrają a jak się poskarżą to jeszcze im się dostaje bo pewnie są leniwi bo jak to, każdy powinien lubić pracować i chodzić do pracy, praca jest taka super, to nasz przywilej etc.
Że tak praca na etacie też może wyglądać. Ja jak pracowałam w biurze, miałam taki zapiernicz i stany alarmowe non stop i pożary, które trzeba było gasić (te krótko i długotrwałe), i non stop maile, które jeszcze trzeba było sformułować na podstawie wielu danych, że byłam fizycznie po mojej biurowej pracy zmęczona. Ale nigdzie nie nauczyłam się tyle, co tam i każda późniejsza praca była spokojniejsza, ale za to z kompletnym brakiem jakiegokolwiek wyzwania i adrenaliny. Dlatego też nie rozumiem, jak ktoś się może ociągać np. z odpowiedzią na proste pytanie - tam reakcja często musiała być natychmiastowa. Dlatego, jak ktoś pisze, że jest na etacie i jednocześnie tu pisze, to ja tak trochę się dziwię, jak to jest możliwe. Ale pewnie każda praca ma swoją specyfikę. Ja sobie mogę zrobić teraz przerwę albo jednocześnie coś robię i piszę, ale też są momenty, gdzie muszę się ostro skupić. To nie byłoby możliwe na tamtym stanowisku (a też nie było to stanowisko nie wiadomo jak wysokie w porównaniu z tym, co potem było).
Oprócz tego zgadzam się z tym, co piszesz odnośnie tych stereotypów na temat pracy. Powinniśmy pamiętać, że bez wielu podstawowych, ale codziennych i potrzebnych prac nasze społeczeństwo by nie funkcjonowało i należy docenić pracę tych ludzi.
Awatar użytkownika
Brida
Szarlotta
Posty: 443
Rejestracja: czw gru 08, 2022 7:14 pm

Post autor: Brida »

Oczywiście, ja bardzo szanuję ludzi wykonujących prace niekoniecznie przyjemne, ale niezbędne dla społeczeństwa. Sama idealnie wpisuję się w opisany model "korposzczura", natomiast nie dorabiam do swojej pracy żadnej ideologii 😅 jak ktoś pyta, co robię, to mówię, ale bez przesadnej ekscytacji. Jedyne, co podkreślam, to że zawsze chciałam dla tej firmy pracować i nie zawiodłam się - pod absolutnie każdym względem jestem na 100% zadowolona. Moja praca nie musi mieć sensu dla każdego jednego człowieka. Ważne, że ma dla tego, kto mi płaci 😉
staratwoja
BlondDoczep
Posty: 143
Rejestracja: czw gru 12, 2024 1:32 pm

Post autor: staratwoja »

Wkurwia mnie też to że w dziedzinach, w których ludzie pracują raczej z pasji/powołania niż tylko dla pieniędzy normą jest wyzysk, przemoc i niska płaca. A kiedy ktoś mówi o tym głośno, zawsze znajdzie się nieproszona opinia że w sumie to te osoby same są sobie winne że wybrały tak a nie inaczej bo przecież można było skończyć studia po których zarabia się powyżej średniej. Po czym okazuje się że większość "korposzczurów" w sumie to nie wierzy w to co robi i traktuje pracę stricte wyrobniczo xd Skąd w takim razie sądy o większej wartości i prestiżu biurowych stanowisk? (wiem skąd, nie musicie odpowiadać :( )
Aleksandra_18
Skarpeta Rakieta
Posty: 86
Rejestracja: pt sty 31, 2025 7:39 pm

Post autor: Aleksandra_18 »

Często widzę opinie facetów, że oni jak tylko znaleźli dziewczynę/wzięli ślub to wokół nich pojawiło się "mnóstwo" kobiet chętnych na romans - w kontekście redpillowego pierdu pierdu, że kobiety to k**wy i są niesolidarne. Może i tak było w ich przypadku, ale uważam że u kobiet dzieje się podobne zjawisko. Miałam o wiele mniejsze powodzenie jako singielka, a w trakcie mojego związku nie zaliczyłam żadnego glow up; w sumie to wręcz przeciwnie, przez te lata miałam spore skoki wagi i mocne pogorszenie stanu psychicznego, które odbiło się na twarzy. Z tego co rozmawiałam z moimi bliższymi koleżankami, to miały to samo, nagle po rozpoczęciu związku zaroiło się wokół nich pełno dziwnych, nachalnych "kolegów".
Moim zdaniem takie zachowania to nie kwestia płci, a charakteru. Zawsze znajdą się osoby, dla których ktoś w związku to atrakcyjne wyzwanie dla podbicia ego.
lalisa
Trening tenisa
Posty: 2905
Rejestracja: śr lip 07, 2021 9:59 pm

Post autor: lalisa »

Mimo że przeszłam przez stanowiska specjalistyczne i kierownicze, to wciąż uważam, że moja najtrudniejsza praca to było wszystko, co robiłam na początku. Duże projekty, jakieś zarządy, deadline'y i inne pierdolety to jest nic przy stresie codziennego przychodzenia do gównoroboty na magazynie, w call center albo w sklepie sieciowym w galerii. Przynajmniej dla mnie. Pamiętam powroty z płaczem i kombinowanie co tu zrobić, żeby nie iść jutro do call center (w 99% przypadkach i tak szłam). Zawsze jakieś zyebane kierowniczki z koziej dupy, klienci też okropni i ogromne nerwy codziennie. Brak przerw praktycznie, a jak przerwa to wyliczona co do minuty. Nigdy nie miałam ambicji naukowych, ogarnęłam studia i pięłam się po szczeblach tylko po to, żeby nie musieć być ganiana batem w gównorobocie do końca życia. W dodatku pracowałam zawsze w miejscach, gdzie panowała zasada "klient nasz pan" i nawet jak klient obrażał, to trzeba było mu całować dupę. A ja tego nie umiałam robić i zbierałam ochrzan.
Snatolina
Mokra Włoszka
Posty: 73
Rejestracja: wt mar 17, 2026 3:11 pm

Post autor: Snatolina »

• Dojście do średniej krajowej i spokojnego życia na niej zaczynając od rodziny gdzie jest bieda i bliski zeru kapitał kulturowy to dużo większy sukces i powód do dumy niż większa kariera mając wsparcie i kapitał

• osoby takie jak wyżej mimo godne podziwu niestety zostają w pewnym mentalu na którym tracą

• nie warto pchać się do nisko płatnej i nierozwojowej pracy do 25 roku życia jeśli ma się swobodną możliwość rozwoju
duppajasio
Bagietka z szarlott
Posty: 161
Rejestracja: pn cze 17, 2024 4:53 pm

Post autor: duppajasio »

jaskana pisze: ndz maja 17, 2026 8:05 pm nie wierzę w długie związku bez ślubu i wcale nie chodzi mi o romantyczną otoczkę, białą suknię i wesele. niestety w polsce po śmierci partnera nie przysługuje żadna pomoc od państwa a wdowa ma chociaż szansę na zasiłek. i takich praktycznych aspektów jest więcej. naprawdę warto wydać te 80 złotych w urzędzie
Ja wierzę, ale trzeba iść do notariusza. Spisać testament, uprawnić do decydowania w razie wypadku i choroby. Kto się boi notariusza, ten nie traktuje tej relacji do końca poważnie.
chleb_ze_smalcem
Szarlotta
Posty: 437
Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm

Post autor: chleb_ze_smalcem »

Bierzesz ślub nie tylko z facetem/ kobietą ale też z jego/ jej rodziną. I jest niezwykle ważne żeby ta rodzina była w miarę normalna albo żeby przynajmniej się w miarę z nimi lubić. Ci co powtarzają, że tak nie jest i przecież wychodzisz za faceta i z nim będziesz żyć, nie z teściową nie wiedzą o czym mówią.
Nienormalna rodzina to powinien być częstszy deal breaker związkowy.
lalisa
Trening tenisa
Posty: 2905
Rejestracja: śr lip 07, 2021 9:59 pm

Post autor: lalisa »

duppajasio pisze: wt maja 19, 2026 12:58 am Ja wierzę, ale trzeba iść do notariusza. Spisać testament, uprawnić do decydowania w razie wypadku i choroby. Kto się boi notariusza, ten nie traktuje tej relacji do końca poważnie.
W takich sytuacjach zawsze mnie ciekawi, dlaczego nie ślub? Skoro ktoś jest w stanie zrobić ceregiele na sto dwa, bo spisanie tych wszystkich praw "jak małżeństwo" to nie jest cyk jedna wizyta u notariusza i pozamiatane, to dlaczego nie weźmie ślubu? Jakby mi facet wyjechał z historia "wiesz musimy teraz poświęcić kilka miesięcy na testamenty, pełnomocnictwa, upoważnienia medyczne, współwłasność, polisy... po to żeby być może udało nam się uzyskać status podobny do małżeństwa i żebym nie musiał brać z tobą ślubu", to dla mnie to jest niebranie relacji poważnie. Biorę pod uwagę, ze mogą istnieć wyjątkowe sytuacje, ale mowie o zwykłych parach. Zaraz zrobią tym chłopom pierdyliard obejść byle tylko nie wzięli z kobietą ślubu jak trzeba i żeby nic jej się nie należało. Pary LGBT walczą o śluby, a nie o wizyty u notariusza nieprzypadkowo. Bo nic nie daje takiej gwarancji jak ślub i tylu przywilejów.
jaskana
LemonkowaCola
Posty: 529
Rejestracja: ndz mar 06, 2022 11:10 am

Post autor: jaskana »

dla mnie kolejną istotną kwestią jest brak możliwości wzięcia urlopu na opiekę nad partnerem i tego nie załatwi notariusz ani żaden kwitek
Alessa
Bagietka z szarlott
Posty: 168
Rejestracja: wt maja 02, 2023 8:07 pm

Post autor: Alessa »

Mnie zawsze zastanawia, jak to jest, że strona, która ślubu nie chce, biadoli, że papier NIC nie ma znaczenia. No to, jak nie ma znaczenia, to czemu nie można tego ślubu wziąć? Bo chyba nie chodzi o niecałe 100 zł w USC.
Awatar użytkownika
Brida
Szarlotta
Posty: 443
Rejestracja: czw gru 08, 2022 7:14 pm

Post autor: Brida »

Nie wiem - toczą się też dyskusje w odwrotną stronę? W sensie, że ludzie bez ślubu mówią, że nie rozumieją jak można brać ślub i rozpisują się o tym na kilka stron forum? :D Też wielu rzeczy nie rozumiem, np. jak można brać kredyt hipoteczny pod korek, ale nie pomyślałabym o tym, żeby naskakiwać na ludzi, którzy go biorą, bo to w końcu ich życie. Pomyślałabym, że to nieszczęśliwi żonaci kręcą takie afery, ale na pewno tak nie jest ;)
Awatar użytkownika
kiciakociaaa2137
Tritonotti
Posty: 178
Rejestracja: śr paź 30, 2024 1:52 pm

Post autor: kiciakociaaa2137 »

Brida pisze: wt maja 19, 2026 1:20 pm Nie wiem - toczą się też dyskusje w odwrotną stronę? W sensie, że ludzie bez ślubu mówią, że nie rozumieją jak można brać ślub i rozpisują się o tym na kilka stron forum? :D Też wielu rzeczy nie rozumiem, np. jak można brać kredyt hipoteczny pod korek, ale nie pomyślałabym o tym, żeby naskakiwać na ludzi, którzy go biorą, bo to w końcu ich życie. Pomyślałabym, że to nieszczęśliwi żonaci kręcą takie afery, ale na pewno tak nie jest ;)
Te, które tak biadolą, dlaczego ludzie nie biorą ślubów albo same są nieszczęśliwe w swoich małżeństwach albo nie mogą sie doprosić pierścionka od partnera. Inaczej w dupie miałyby to, kto żyje z ślubem a kto bez.
𝘭𝘪𝘷𝘦, 𝘭𝘢𝘶𝘨𝘩, 𝘭𝘰𝘣𝘰𝘵𝘰𝘮𝘺