prettynpetty pisze: ↑wt mar 31, 2026 8:44 pm
Uważam że 50/50 w związku dla kobiety to bardzo niekorzystna opcja, zwłaszcza jeśli związek ma opierać się na tradycyjnych drogach takich jak sprowadzenie na świat i wychowanie potomstwa.
Uważam że wielu facetów wcale nie szuka sobie kobiety, tylko współlokatora, który dołoży drugą połowę czynszu, dołoży się do rachunków, zapłaci swoją połowę kredytu, zaspokoi seksualnie, i jeszcze oczekuje że kobieta będzie spełniać rolę sprzątaczki, kucharki i opiekunki do dziecka - bo nawet w tych związkach gdzie panuje rzekoma równość i facet pomaga w sprzątaniu, gotowaniu, opiece nad dziećmi - i tak kobieta de facto robi więcej i facet zyskuje po prostu służącą - nawet jak jest biedny, mierny i nigdy by sobie na takie „usługi” poza związkiem nie mógł pozwolić.
Zbyt wiele kobiet z desperacji godzi się na takie coś. Emancypacją i feminizm to były szczytne ruchy, ale finalnie doprowadziły nie tylko do nałożenia nowych wymagań na kobietę - wykształcenie, własna kariera i poziom zaangażowania w pracę na poziomie facetów - a jednocześnie nadal to na kobiecie ciążą oczekiwania i faktycznie zajmowanie się domem - to ty pierzesz, zbierasz pranie, sprzątasz lepiej niż facet, gotujesz prędzej niż on, martwisz się o dzieci - do tego masz jeszcze być rekinem pracy jak twój boi. Kobiety nigdy do końca nie wyjdą z tradycyjnych ról w związkach stąd 50/50 z facetem to po prostu niekorzystna dla kobiety opcja.
Uważam też, że po prostu uprawiają te opcje najczęściej wygodniccy gołodupcy albo faceci, którzy chcą chwilę żyć wygodnej, a szukają nadal licząc na kogoś „lepszego”, za kogo będzie warto płacić.
Wiele kobiet też nie docenia, jak wielu facetów pod przykrywką związku po prostu liczy na darmowe dymanko
Mogę się zgodzić tylko z pierwszym akapitem, bo w rozwinięciu kompletnie zdajesz się nie dostrzegać, że praca w domu i przy dzieciach to również praca, którą wnosi się do związku. Nie wiem, czemu mieszasz to ze (źle zrozumianą) emancypacja, chyba dlatego, że w układzie 50/50 widzisz tylko dzielenie kosztów pieniężnych.
Przecież nawet w tradycyjnie pojmowanym małżeństwie, gdzie mąż przynosi pieniądze na rodzinę, a żona zajmuje się domem - oni oboje wnoszą do rodziny swoją pracę. Ba! Uwzględnia to nawet prawo cywilne, bo gdy w małżeństwie pracuje tylko jedna osoba, a druga zajmuje się domem, to po rozwodzie niepracujący w trakcie małżeństwa również dostaje to, czego dorobili się w tym czasie jako para (chyba też składki emerytalne się uwzględnia). Ustawodawca kiedyś uznał, że kiedy jedno pracowało zawodowo, to wkład drugiego polegał na ogarnianiu domu i rodziny.
Była kiedyś taka akcja Wysokich Obcasów "Niewidzialny etat", gdzie można było na stronie internetowej przeliczyć sobie, ile kosztuje praca w domu, liczona wg kosztów takich usług: sprzątanie, gotowanie, opieka nad dziećmi.
Co do facetów oczekujących itp to właśnie mamy epidemię samotności u mężczyzn, bo m.in. kobiety nie chcą mieć faceta za wszelką cenę, jak np. zarabianie i obrabianie księciunia.