Start
Wiadomości
Ulubione
Mój profil

Niepopularne opinie o życiu

Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry
Awatar użytkownika
again
Koczkodan
Posty: 110
Rejestracja: sob kwie 12, 2025 11:30 pm

Re: Niepopularne opinie o życiu

Post autor: again »

Fjoki pisze: pn lut 16, 2026 10:21 pm W szkole niestety nie uczą nas bardzo wielu przydatnych w życiu umiejętności 🥲 nauka o budowaniu relacji z ludźmi byłaby niesamowicie pomocna.
Aż mi zaświtał w głowie dowcip o sąsiadach, spytałam ChatGpt jak to leciało (spory off top ale bardzo lubię ten dowcip, bo mam wrażenie że trafnie opisuje nasza naturę nakręcania się w głowie zamiast skutecznej komunikacji heh) Uwaga, leci:

Facetowi zepsuła się półka i potrzebuje wiertarki. Myśli:
„Pójdę do sąsiada, pożyczę. Przecież ma wiertarkę.”

Wychodzi na klatkę, ale już zaczyna rozkminiać:
„Kurczę… dawno z nim nie gadałem. Może pomyśli, że tylko czegoś chcę.”

Schodzi piętro niżej:
„No tak… ostatnio powiedział mi tylko ‘dzień dobry’. Taki jakiś chłodny był. Pewnie mnie nie lubi.”

Staje przed drzwiami:
„On specjalnie taki jest. Na pewno teraz też będzie kręcił nosem. Powie, że nie ma albo że zajęty. Ludzie to jednak są egoistyczni.”

Podnosi rękę do dzwonka:
„Ja bym pożyczył bez problemu! A ten? Pewnie jeszcze będzie miał pretensje, że mu zawracam głowę.”

Dzwoni. Drzwi się otwierają. Sąsiad uśmiechnięty mówi:
— Cześć, co tam?

A facet na to, cały nabuzowany:
— A wiesz co?! Tę swoją wiertarkę to sobie możesz w dupę wsadzić!
PEONIA
Collagen z chlorellą
Posty: 3880
Rejestracja: wt sty 18, 2022 6:37 pm

Post autor: PEONIA »

kiciakociaaa2137 pisze: pn lut 16, 2026 10:21 pm Jest różnica miedzy zachowywaniem podstawowych zasad kultury typu mówienie „dzień dobry” a pieczeniem ciast i próbą zaprzyjaźnienia się z ludźmi, którzy sobie tego nie życzą.
Mówisz jakby zjeżdżali z tym ciastem na linie i próbowali Ci wejść przez balkon :p
Jak sobie nie życzą to powiedzą i po sprawie i nikt nie powinien się o to obrażać. Problem w tym jak pisze ktoś wyżej - nawet zapytać już nie można bo odbierane jest to dziwne
PEONIA
Collagen z chlorellą
Posty: 3880
Rejestracja: wt sty 18, 2022 6:37 pm

Post autor: PEONIA »

agbmrctorakwin pisze: pn lut 16, 2026 9:13 pm Ja mówię dzień dobry ale nie lubię gdy ktoś obcy do mnie zagaduje, tak samo gdyby ktoś z sąsiadów zaprosiłby mnie na ciasto to grzecznie bym odmówiła i to nie powinno wzbudzać żadnych kontrowersji czy oburzenia. Ludzie mają prawo zgadywać w windzie gdy czują taką potrzebę ale tak samo druga strona ma prawo grzecznie ukrócić rozmowę lub nie być w pełni zaangażowanym. Przez całe życie jako introwertyczka słyszę: "a co ty taka cicha, małomówna" "ktoś tu chyba nie ma humoru" "musisz się po prostu otworzyć" "nie bój się, nikt cię nie ugryzie' itp. Za to gdyby powiedzieć ekstrawertykowi, który ciągle zagaduje i musi być w centrum uwagi że nie każdy może chcieć z nim gadać, że jest zbyt absorbujący lub po prostu żeby się zamknął to od razu oburzenie i obraza, że jak można powiedzieć coś tak "chamskiego".
O matko strasznie współczuję w sensie, że musisz słuchać takich głupich tekstów.
Dajmy ludziom być kim są i szanujmy ich granice. Też mnie to denerwuje i staram się stawać w obronie bo to nie jest fair.
Masz prawo być introwertykiem i żyć zgodnie z tym.
Ludzie którzy walą takie teksty to nie szanują czyiś granic i chcą się dowartościować. Serio już ja na własnym przykładzie doświadczyłam i jakbyś była ekstrawertykiem to by się czepiali innych rzeczy.
Miałam tak kiedyś w pracy jak byłam bardzo młoda „ohh przyszła nasza gwiazda”, „trajkocze i trajkocze, buzia się nie zamyka ( niby w żartach), no to uznałam, że widocznie im przeszkadza moja ekspansywność i jestem uciążliwa postanowiłam się stonować, nie zamilknąć i się obrazić ale się wyciszyć bo widocznie im przeszkadzam w pracy . I co wtedy „chyba się obraziłaś”, „zadziera nosa” „nie odzywa się do nas” „ a co ona taka cicha” nawet szefowej płakali w rękaw że się nie integruje z nimi i mogłabym się otworzyć XD to nie chodzi o Twój charakter bezpośrednio przy takich tekstach
GapaGlapa
ZdalnaFanka
Posty: 467
Rejestracja: pt gru 13, 2024 10:01 pm

Post autor: GapaGlapa »

Ja jako introwertyk ogromnie się cieszę, że minęły już czasy, że sąsiad, wujek, szwagier bez pytania ładował się na chatę w celach towarzyskich.

I jestem tak trochę po środku, no bo zdaje sobie sprawę , że nie da się przeżyć życia samemu, ale ja w towarzystwie koszmarnie się męczę, tzn. godzinka-dwie na kawę i ploteczki jak najbardziej, powyżej dwóch godzin jestem zmęczona, zmuszam się do rozmowy, a kolejny dzień odreagowuje milcząc 🙈
123wiosna123
Forma życia
Posty: 3677
Rejestracja: śr mar 20, 2024 10:27 am

Post autor: 123wiosna123 »

Fjoki pisze: pn lut 16, 2026 8:11 pm A nie masz wrażenia, że przez to jako ludzie się od siebie oddalamy? Że nie ma takich więzi społecznych jak kiedyś? Rozumiem Twój punkt widzenia, tylko mam wrażenie, że to ma też swoje negatywne strony.
Dajcie spokoj z tym oddalaniem sie i więziami. Kiedyś ludzie to robili bo musieli a teraz kiedy maja inne możliwości to tego nie chca. Ktoś ma sie zmuszać żeby zachowywav jakies więzi bo trzeba? Po co?
Nie ma nic gorszego niz te wspaniałe więzi polegające na podwozeniu bo trzeba, na robieniu czegokolwiek bo trzeba
Nie ma nic bardziej żałosnego niz to kiedyś to bylo. Wspaniałe ze bylo i nie wroci. Naprawde nikt wam nie broni zawiązywania tych więzi, chodzenia do sąsiada po cukier. Możecie isc nawet dzidiaj. Ja sie ciesze ze te czasy minęły. Nie muszę robic tego czego nie chce i mam święty spokoj
Awatar użytkownika
jenta
ToTylkoHermes
Posty: 729
Rejestracja: pn mar 18, 2024 7:44 pm

Post autor: jenta »

Ja nigdy nie rozumiałam tego proszenia się o szklankę cukru czy mąki. Brakuje mi, to idę do sklepu, a nie chodzę po klatce. Zwłaszcza teraz, kiedy sklepy są na każdym kroku. U nas, jak byłam dzieckiem, to zawsze jakieś drobne remonty, typu odmalowanie mieszkania, robił któryś z sąsiadów, bo ktoś tam był w gorszej sytuacji i zawsze mu chociaż kilka złotych wpadło. Ale jak kiedyś do większego remontu mama wzięła sąsiada, męża najlepszej przyjaciółki, to mieszkanie wyszło tragiczne, a policzył i tak jak innym klientom. Tylko że przez to, że znajomy, to ani reklamacji nie wypada zrobić, ani się kłócić o swoje.

I tak mnie to nauczyło, że nawet samochodu nie oddaję po znajomości. Jak mi już ktoś ma coś spierdolić, to wolę, żeby to było na fakturę i żebym mogła się ubiegać o zwrot kosztów, niż potem się bujać i krzywo uśmiechać. Ogólnie, bardzo mi się podoba w Norwegii to, że tutaj do wszystkiego trzeba mieć specjalistę, więc automatycznie nawet nie można prosić sąsiada, żeby w kablach pogrzebał.
Awatar użytkownika
Clairess
MiamiBicz
Posty: 370
Rejestracja: pn gru 09, 2024 9:58 pm

Post autor: Clairess »

W mojej (pewnie dość popularnej) opinii ludzie zmęczeni tym, co widzieli za dzieciaka (tu: ciągłe natrętne wizyty krewnych i sąsiadów) wpadają w skrajność z drugiego końca spektrum. Tworzy się "pokoleniowa sinusoida", dzieci rodzące się dzisiaj zapewne za 20 lat będą odtwarzały rytuały różnych herbatek i small talków.

U mnie nie było ciągłych wizyt krewnych, relacji z sąsiadami, bo moi rodzice - zmęczeni czymś takim z własnego dzieciństwa - ukrócili to (jak na tamte czasy dość postępowo). I co? Z jednej strony jestem wdzięczna, że ominęły mnie te gorsze aspekty, ale z drugiej czułam się przez to chwilami wyalienowana i dziś sama dążę do np. posiadania relacji z sąsiadami.
I nie chodzi mi absolutnie o zaprzyjaźnianie się (choć jeśli trafi się fajna osoba to czemu nie?) ani narzucanie się.
W dzisiejszych czasach nie potrzebujemy też często przysług typu pożyczenie cukru.
Natomiast uważam, że warto znać (tzn. wiedzieć jak wyglądają, być oficjalnie zapoznanym) najbliższych sąsiadów, móc zgadać się w razie problemów z administracją budynku albo awarii, poprosić o zerknięcie na drzwi w razie wyjazdu. Ewentualnie powymieniać się przysługami zrobienia czegoś przy zwierzakach domowych (w razie wyjazdu posiadanie kogoś takiego na miejscu to złoto).

Widzę, że coraz więcej osób z mojego pokolenia wykazuje podobne inicjatywy i bardzo mnie to cieszy.
Rzeka.chaosu
Amigo
Posty: 1630
Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm

Post autor: Rzeka.chaosu »

Clairess pisze: wt lut 17, 2026 8:11 am W mojej (pewnie dość popularnej) opinii ludzie zmęczeni tym, co widzieli za dzieciaka (tu: ciągłe natrętne wizyty krewnych i sąsiadów) wpadają w skrajność z drugiego końca spektrum. Tworzy się "pokoleniowa sinusoida", dzieci rodzące się dzisiaj zapewne za 20 lat będą odtwarzały rytuały różnych herbatek i small talków.

U mnie nie było ciągłych wizyt krewnych, relacji z sąsiadami, bo moi rodzice - zmęczeni czymś takim z własnego dzieciństwa - ukrócili to (jak na tamte czasy dość postępowo). I co? Z jednej strony jestem wdzięczna, że ominęły mnie te gorsze aspekty, ale z drugiej czułam się przez to chwilami wyalienowana i dziś sama dążę do np. posiadania relacji z sąsiadami.
I nie chodzi mi absolutnie o zaprzyjaźnianie się (choć jeśli trafi się fajna osoba to czemu nie?) ani narzucanie się.
W dzisiejszych czasach nie potrzebujemy też często przysług typu pożyczenie cukru.
Natomiast uważam, że warto znać (tzn. wiedzieć jak wyglądają, być oficjalnie zapoznanym) najbliższych sąsiadów, móc zgadać się w razie problemów z administracją budynku albo awarii, poprosić o zerknięcie na drzwi w razie wyjazdu. Ewentualnie powymieniać się przysługami zrobienia czegoś przy zwierzakach domowych (w razie wyjazdu posiadanie kogoś takiego na miejscu to złoto).

Widzę, że coraz więcej osób z mojego pokolenia wykazuje podobne inicjatywy i bardzo mnie to cieszy.
Bliska mi osoba była takim dzieckiem. Jej mama spotykała się tylko z ciocią i babcią. Jedyne dziecko poza szkołą, z którym miała kontakt to była kuzynka. Znajomi z dzieciństwa to pani fryzjerka, ludzie z warzywniaków czy biblioteki. Dopiero w liceum zaczęła nadrabiać, ale jej mama i tak nie akceptowała gości. Miała trudną pracę, po której chciała odpoczywać w ciszy.

Ta osoba ma do mamy straszny żal, bo przełożyło się to wszystko na rekacje społeczne, różne umiejętności. Nadal ma trudności w nawiązywaniu kontaktów, takie odczucie typu "wszyscy obcy". To poszło dalej, bo mimo urody i inteligencji długo miała problemy z poznaniem kogoś do związku. Przez wąski krąg znajomych i trudności w tzw. small talkach była skazana na facetów z sieci. Wielu ją oszukało, wykorzystało. Obecnie jest samodzielna, ale ma starzejącą się i niesamodzielną mamę na głowie. Mama nie ma żadnych znajomych, a potrzebuje towarzystwa, pomocy w zakupach lub urzędzie. Nie mieszkają razem, więc ta mama ciągle do niej wydzwania. Gdyby to nie było tak straszne, to byłoby śmieszne.
astronautka123

Post autor: astronautka123 »

Rzeka.chaosu pisze: wt lut 17, 2026 9:46 am Bliska mi osoba była takim dzieckiem. Jej mama spotykała się tylko z ciocią i babcią. Jedyne dziecko poza szkołą, z którym miała kontakt to była kuzynka. Znajomi z dzieciństwa to pani fryzjerka, ludzie z warzywniaków czy biblioteki. Dopiero w liceum zaczęła nadrabiać, ale jej mama i tak nie akceptowała gości. Miała trudną pracę, po której chciała odpoczywać w ciszy.

Ta osoba ma do mamy straszny żal, bo przełożyło się to wszystko na rekacje społeczne, różne umiejętności. Nadal ma trudności w nawiązywaniu kontaktów, takie odczucie typu "wszyscy obcy". To poszło dalej, bo mimo urody i inteligencji długo miała problemy z poznaniem kogoś do związku. Przez wąski krąg znajomych i trudności w tzw. small talkach była skazana na facetów z sieci. Wielu ją oszukało, wykorzystało. Obecnie jest samodzielna, ale ma starzejącą się i niesamodzielną mamę na głowie. Mama nie ma żadnych znajomych, a potrzebuje towarzystwa, pomocy w zakupach lub urzędzie. Nie mieszkają razem, więc ta mama ciągle do niej wydzwania. Gdyby to nie było tak straszne, to byłoby śmieszne.
Nawiązuje do do pierwszej części - o trudnosci w zawieraniu znajomości. No bez przesady, jak można mieć żal do matki, że się nie umiało relacji nawiązać? Przecież większość relacji nawiązujesz w szkole (wcale nie musisz się z nikim spotykać w domu), na podwórku, swatanie chyba już też nie jest praktykowane?

Oczywiście to bardzo pobieżny opis ich relacji ale to nie brzmi jakby było zdrowo między nimi a temat zawierania znajomości jest tylko pretekstem lub jednym z wielu powodów konfliktu.
PEONIA
Collagen z chlorellą
Posty: 3880
Rejestracja: wt sty 18, 2022 6:37 pm

Post autor: PEONIA »

astronautka123 pisze: wt lut 17, 2026 10:52 am Nawiązuje do do pierwszej części - o trudnosci w zawieraniu znajomości. No bez przesady, jak można mieć żal do matki, że się nie umiało relacji nawiązać? Przecież większość relacji nawiązujesz w szkole (wcale nie musisz się z nikim spotykać w domu), na podwórku, swatanie chyba już też nie jest praktykowane?

Oczywiście to bardzo pobieżny opis ich relacji ale to nie brzmi jakby było zdrowo między nimi a temat zawierania znajomości jest tylko pretekstem lub jednym z wielu powodów konfliktu.
ojjj można. Ja znam sporo ludzi k†trzy wychowali się wsród świadków jehowy i niektórzy mieli naprawdę przerąbane bo mieli rygorystycznych rodziców - nie mogli nawet z dzieciakami w szkole się bawić, żadnych urodzin, żadnych zabaw na podwórku z dziećmi "ze świata", potem w wieku nastoletnim żadnych randek czy imprez.

W dorosłym życiu jak wychodzisz z domu to jest serio przerąbane po takim wychowaniu.
Awatar użytkownika
Clairess
MiamiBicz
Posty: 370
Rejestracja: pn gru 09, 2024 9:58 pm

Post autor: Clairess »

Nie zamierzam diagnozować i nie wiem czy ta historia to taki case, ale w podobny sposób wygląda nierzadko dziedziczenie spektrum autyzmu.

Trochę błędne koło, bo człowiek mający trudności w relacjach społecznych unika ich - nie wystawiając się na żadne sytuacje, w których mógłby uczyć się kompetencji społecznych i je ćwiczyć. Koło się zamyka, sytuacja tylko się pogarsza. Autystyczne dziecko autystycznej dorosłej osoby samo będzie miało problem, żeby w standardowy sposób nawiązywać relacje w szkole, na podwórku. Nie będzie też miało takiego typowego "wsparcia" w postaci naturalnej obecności kuzynów czy dzieci znajomych, z którymi można by powoli budować relacje w komfortowym otoczeniu i ze wsparciem dorosłych (i jako przygotowanie do późniejszego samodzielnego "wyjścia w świat").
Verbena95
GreckieWakacje
Posty: 294
Rejestracja: wt sty 20, 2026 2:23 pm

Post autor: Verbena95 »

agbmrctorakwin pisze: sob lut 14, 2026 12:10 am Rozumiem, że każdy może mieć inne preferencje dotyczące spędzania wolnego czasu, ale robienie z tego wykładu o upadku intelektualnym kobiet i wiązanie plecenia wianków z brakiem klasy to po prostu snobizm i bez podstawne uważanie się za lepszą od innych XDD Można nie trawić kiczu czy "szamańskich filozofii", ale dorabianie do tego ideologii o "sieczce w głowie” tylko dlatego, że ktoś bawi się inaczej niż ty, świadczy jedynie o twojej potrzebie dowartościowania się cudzym kosztem. Z resztą w sytuacji wianków sama przyznałaś, że chodzi głównie o nazwę bo gdyby tą samą czynność nazwać po prostu kursem florystycznym to byłoby już wszystko ok;) Ale it's not that deep, to tylko zabawa.
Prawdziwa klasa, o której tak chętnie wspominasz, polega na tym, że nie trzeba wylewać wiadra pomyj na innych, żeby poczuć się mądrzejszą, a twoja zapowiedź psucia komuś zabawy to po prostu szczyt chamstwa, a nie żaden dowód na intelektualną wyższość. I tak, jesteśmy na forum o niepopularnych opiniach więc masz prawo do wyrażenia swojej, jednak mogłabyś zrobić to nie umniejszając innym - bo wcale nie jesteś od nich lepsza. Ta cała wypowiedź miała klimat tak protekcjonalnego snobizmu, że aż trudno uwierzyć w to rzekome wysokie IQ bo inteligentny człowiek zazwyczaj rozumie, że stopień skomplikowania rozrywki nie definiuje wartości człowieka.
Jeśli uważasz ujawnianie informacji o życiu seksualnym panny młodej za dobrą zabawę (wypowiedź do której odnoszę się w poście, który komentujesz), to cóż... To nie jest już kwestia rozbieżności co do preferencji stylu zabaw, to jest przekroczenie granic i ja przeciwko temu protestuję. Odnośnie mocno emocjonalnego tonu twojej wypowiedzi - nie muszę się czuć lepsza od innych, mam po prostu inne preferencje i też czasem surowo oceniam preferencje, które są bardzo odległe od moich, ponieważ budzą moją niechęć. To chyba jest zrozumiałe.
Co do wianków, nie chodzi jedynie o nazwę, to spłycenie tematu, chodzi o nazywanie rzeczy po imieniu i nie naginanie rzeczywistości, a przez to nie mydlenie ludziom oczu, że coś jest czymś, czym w rzeczywistości nie jest, czyli chodzi o uczciwość. To też wydaje się zrozumiałe, a moje metafory miały na celu wniesienie trochę lekkiej atmosfery i uśmiechu, ale niestety nie każdy to tak odbiera, jeśli czuje się osobiście zaatakowany przez treść i formę wypowiedzi. Psucie zabawy jest czasem nie złośliwością, a dążeniem do elementarnej uczciwości i autentyczności w kontaktach międzyludzkich - ja wspomnianego bawienia się kosztem czyjegoś życia intymnego nie toleruję. Nie widzę powodu, aby tak się odpalać i określać to oraz inną krytykę jako "szczyt chamstwa" itd. Nie warto też mówić komuś, że jest chamski, a w kolejnym zdaniu kwestionować jego IQ :) Jeśli ktoś uważa, że stopień skomplikowania rozrywki mógłby dla kogoś definiować wartość człowieka (takie zdanie przyszło tej osobie do głowy), to mówi to więcej o tej osobie, niż o osobie krytykującej pewnego typu rozrywki - powód ku mojej krytyce był podany w trzecim zdaniu mojej wypowiedzi. Generalnie bardzo ubolewam nad stanem poczucia własnej wartości takich osób - wolałabym jednak, żeby było wyższe, wtedy nie musielibyśmy prowadzić takich dyskusji. Fajnie by było, gdyby można było rzeczywiście racjonalnie i z humorem dyskutować niepopularne opinie, a jeśli ktoś uważa, że jego granice zostały naruszone, po prostu o tym poinformować, w którym miejscu to się stało, bez tak emocjonalnych wypowiedzi i wycieczek lekko ad personam, które zresztą mogłyby drugą stronę też obrazić, czyli również przekroczyć jej granice. To nie pierwszy raz tutaj i ktoś już też o to postulował.
Awatar użytkownika
jenta
ToTylkoHermes
Posty: 729
Rejestracja: pn mar 18, 2024 7:44 pm

Post autor: jenta »

Ja to bym dużo dała, żeby wymazać z pamięci intymne informacje o dziewczynach z panieńskiego. Nie pamiętam ich imion, ale opowiedziały takie rzeczy, że później, widząc je na weselu, miałam przed oczami tylko to
Verbena95
GreckieWakacje
Posty: 294
Rejestracja: wt sty 20, 2026 2:23 pm

Post autor: Verbena95 »

lalisa pisze: sob lut 14, 2026 12:51 am Może oceniam tylko przez swój pryzmat, ale uważam, że nie ma czegoś takiego jak "cieszenie się szczęściem innych". A już na pewno nie wtedy, kiedy ludzie zwykle używają tego powiedzenia. Bo kiedy go używają? Kiedy jesteś w dupie. Kiedy ci się nie układa. Najczęściej porównując twoją sytuację do sytuacji osoby na której ci nie zależy i która ma lepiej. Przykładowo starasz się o dziecko od 3 lat, a twoja koleżanka właśnie powiedziała, że zaszła w ciążę lekką ręką. Trzeba się cieszyć jej szczęściem. Masz depresję i ledwo ogarniasz, a twoja koleżanka ma super życie i właśnie dostała awans. Ja się nie cieszę w takiej sytuacji cudzym szczęściem, a raczej mnie to frustruje. Teraz jest wymóg wspierania wszystkich i cieszenia się szczęściem wszystkich.
To w sumie bardzo smutne, co piszesz. Rozumiem sytuację depresji, wtedy to jeszcze podkreśla ten stan, ale nie uważam, że ogólnie nie ma czegoś takiego jak "cieszenie się szczęściem innych". Ja się czasem nawet cieszę, mimo że nie powinno być mi to na rękę, np. cieszyłam się kiedyś ze szczęśliwego związku faceta, którego darzyłam uczuciem, może dla kogoś łatwiejsza byłaby zazdrość, ale to mało konstruktywne, bo nic ci nie daje oprócz frustracji, a jeśli się dobrze układa, to to jest ogólnie dobry znak, również co do charakteru i poziomu ugodowości tej osoby.
Awatar użytkownika
berry blast
Currently:Dominicana
Posty: 1736
Rejestracja: śr cze 11, 2025 3:48 pm

Post autor: berry blast »

GapaGlapa pisze: pn lut 16, 2026 11:22 pm Ja jako introwertyk ogromnie się cieszę, że minęły już czasy, że sąsiad, wujek, szwagier bez pytania ładował się na chatę w celach towarzyskich.

I jestem tak trochę po środku, no bo zdaje sobie sprawę , że nie da się przeżyć życia samemu, ale ja w towarzystwie koszmarnie się męczę, tzn. godzinka-dwie na kawę i ploteczki jak najbardziej, powyżej dwóch godzin jestem zmęczona, zmuszam się do rozmowy, a kolejny dzień odreagowuje milcząc 🙈
zgadzam się. jak byłam nastolatką to do naszej chaty o różnych randomowych porach pchali się znajomi moich rodziców a zwłaszcza koleżanki mojej mamy. godzina 15 domofon Ela idzie na kawkę. 19 domofon Gosia idzie na herbatkę. wtf? ja nie mam nic przeciwko aby się z kimś spotkać, ale nie na zasadzie "będę za 10 minut". bo może ja jestem teraz w pidżamie i nie mam ochoty na wizyty a może po prostu mam inne plany. umówienie się, najlepiej dzień wcześniej, to u mnie takie minimum.
Rzeka.chaosu
Amigo
Posty: 1630
Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm

Post autor: Rzeka.chaosu »

astronautka123 pisze: wt lut 17, 2026 10:52 am Nawiązuje do do pierwszej części - o trudnosci w zawieraniu znajomości. No bez przesady, jak można mieć żal do matki, że się nie umiało relacji nawiązać? Przecież większość relacji nawiązujesz w szkole (wcale nie musisz się z nikim spotykać w domu), na podwórku, swatanie chyba już też nie jest praktykowane?

Oczywiście to bardzo pobieżny opis ich relacji ale to nie brzmi jakby było zdrowo między nimi a temat zawierania znajomości jest tylko pretekstem lub jednym z wielu powodów konfliktu.
Napiszę bez szczegółów, ogólnikowo z oczywistych powodów. Nie rozwijałam tego, ale po prostu większość bliskich relacji tworzyła się w zabawie po szkole, a jej nie wolno było wychodzić. Nie mogła zapraszać koleżanek ani odwiedzać dzieci. Dopiero w liceum - jako starsza, samodzielna - mogła normalnie wyjść do innych dzieciaków. Mama uczyła ją postawy "wszyscy obcy, nie wiadomo, kto co ma w głowie", więc dopiero w liceum zrozumiała, że niekoniecznie.
Ja uważam, że jej ta postawa przekazana przez mamę została do dziś, co często widać nawet podczas zwykłego wyjścia na kawę. To ja zawsze jestem tą, która zapyta obcych ludzi czy można krzesło itp. Ona też to widzi, bo przez to nie zagadała do wielu fajnych ludzi, pomimo okazji. A pracuje nad sobą od dawna. I myślę, że dobrze się rozumiemy, bo sama miałam taki etap zdziczenia, ale u mnie to był wynik nieśmiałości. A ona nie była nieśmiała, tylko zdystansowana.
Awatar użytkownika
kiciakociaaa2137
Bagietka z szarlott
Posty: 162
Rejestracja: śr paź 30, 2024 1:52 pm

Post autor: kiciakociaaa2137 »

Rzeka.chaosu pisze: wt lut 17, 2026 11:21 am Napiszę bez szczegółów, ogólnikowo z oczywistych powodów. Nie rozwijałam tego, ale po prostu większość bliskich relacji tworzyła się w zabawie po szkole, a jej nie wolno było wychodzić. Nie mogła zapraszać koleżanek ani odwiedzać dzieci. Dopiero w liceum - jako starsza, samodzielna - mogła normalnie wyjść do innych dzieciaków. Mama uczyła ją postawy "wszyscy obcy, nie wiadomo, kto co ma w głowie", więc dopiero w liceum zrozumiała, że niekoniecznie.
Ja uważam, że jej ta postawa przekazana przez mamę została do dziś, co często widać nawet podczas zwykłego wyjścia na kawę. To ja zawsze jestem tą, która zapyta obcych ludzi czy można krzesło itp. Ona też to widzi, bo przez to nie zagadała do wielu fajnych ludzi, pomimo okazji. A pracuje nad sobą od dawna. I myślę, że dobrze się rozumiemy, bo sama miałam taki etap zdziczenia, ale u mnie to był wynik nieśmiałości. A ona nie była nieśmiała, tylko zdystansowana.
To o czym piszesz zupełnie nie ma związku z tematem. Nikt nie wspominał tu o rodzicach z zaburzeniami (a kobieta z twojej opowieści ewidentnie takie ma), którzy w każdej obcej osobie widzieli wroga, tylko o przesadnie bliskich relacjach z sąsiadami. Serio, to ze ktoś woli kupić wiertarkę niż pożyczyć ją od sąsiada nie czyni automatycznie z nikogo dzikisa.
𝘭𝘪𝘷𝘦, 𝘭𝘢𝘶𝘨𝘩, 𝘭𝘰𝘣𝘰𝘵𝘰𝘮𝘺
Verbena95
GreckieWakacje
Posty: 294
Rejestracja: wt sty 20, 2026 2:23 pm

Post autor: Verbena95 »

BobikPeryskop pisze: ndz lut 15, 2026 7:27 am Wczoraj wróciłam do domu z chłopakiem bo zostaliśmy na noc (każde z nas u swoich rodziców) wróciliśmy razem do mieszkania... Pomijam to że nie usłyszałam nic bo chyba myśli że nie obchodzimy albo "po *uj" jak on to mówi na wszystko.. weszliśmy w ciszy, nic zero ja cos poukładałam on usiadł do telewizora i przedstawiam nasz dialog
-Trzeba zamknąć okno już
-Nie proszę poczekaj jeszcze chwilkę
-Boze ty takie głupie rzeczy robisz tylko chcesz się kłócic po *uj tu przyjechałaś
No i właśnie.... Okno zawsze jest uchylone w ten sposób, dobrze wie że nie lubię inaczej i tylko mu to przeszkadza wtedy kiedy...nie wiem, po mojej odpowiedzi dostaje podobna odpowiedź. Wyszukuje takiego pytania żeby móc się przyczepić uwierzcie mi że ja to zauważyłam nie dlatego że robię tak samo....nie jestem czepialska... nie mam o co nawet, to taki fajny chłopak ale takie loty ma długo pogorszyło się po pewnych sprawach rodzinnych, trochę ma problemy z praca. Nie tłumacze go, tylko staram się mniej więcej przedstawić obraz... Ja nie zrobiłam nic złego. Dlaczego w ten sposób mnie traktuje? Pytam tutaj bo wczoraj po tych słowach wzięłam głęboki oddech i poleciały mi wielkie łzy z oczu, wstał spojrzał na mnie i powiedział
-Co ty robisz coś ci do oka wpadło?
Wiedział że poleciały mi łzy bo poprawiłam poduszkę żeby nie widział że płacze... Bardzo nie chce się z nim rozstawać i bardzo proszę dziewczyny które przechodzą dziwne relacje lub są po, JAK MAM ZACZYNAC ROZMOWE? Czasem się boje ze na mnie na krzyczy a ja już nie mam tyle siły zeby, się sprzeczać. Odwracam się i po prostu lecą mi łzy i mam cały dzień z głowy a nawet dwa ja drugiego dnia sobie przypomnę te przykre rzeczy... Nie mogę odejsc teraz nie mam gdzie spać w domu moja chora mama leży w moim pokoju jest bardzo chora już na leczeniu paliatywnym, po nocy tylko troszkę się ogarnia i mieszkanie i idzie do mojego "pokoju" mieszkałam w kawalerce z rodzicami całe życie a od 8 lat mieszkam tutaj z chłopakiem i nawet nie wyobrażam sobie powrotu....nie wiem...moja mama też miała problem w związku była przemoc nie potrafila odejść. Czy to moze mieć jakiś związek z przeszłością?
Nie oczekuję też współczucia jakiegoś na maksa że jestem biedna, jestem wiem o tym. Jestem biedna i głupia myślę sobie że nie potrafię tego związku utrzymać żeby facet mnie tak nie traktował powinnam się zmienić może? Dlaczego on tak mnie traktuje... dlaczego ja nie potrafię odejść i jest jak mysz pod miotłą na jego zawołanie i na jego rozkazy...
Wczoraj były walentynki ale chyba nie obchodzimy tego dnia..
Bardzo współczuję. No nie, to nie jest fajny facet, niestety. Po prostu trzeba się postarać uspokoić, złapać do tego w miarę możliwości dystans i przemyśleć jakąś strategię rozstania, w taki sposób, żeby to nie zaszkodziło tobie (nie znam poziomu jego toksyczności, więc trudno mi do tego się odnieść). Ale jeśli ta relacja wywołuje w tobie tak negatywne uczucia i podkopała twoje poczucie własnej wartości, sytuacje i schematy się powtarzają, a jednocześnie chłop nie wykazuje żadnej empatii, to takie coś nie ma sensu i trzeba samemu, bez związku popracować nad wzmocnieniem poczucia wartości, żeby za kolejnym razem móc wejść w związek z lepszą osobą, która będzie cię wspierać nie tylko z pozoru, w celu przywiązania cię do siebie (czyli tylko na początku), ale która będzie to robić stale, z przekonania. Jego trudna sytuacja niczego nie usprawiedliwia, ty też masz trudną sytuację i trzeba postawić siebie na pierwszym miejscu, dla własnego zdrowia ogólnego. Trzymam kciuki!
Rzeka.chaosu
Amigo
Posty: 1630
Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm

Post autor: Rzeka.chaosu »

kiciakociaaa2137 pisze: wt lut 17, 2026 11:26 am To o czym piszesz zupełnie nie ma związku z tematem. Nikt nie wspominał tu o rodzicach z zaburzeniami (a kobieta z twojej opowieści ewidentnie takie ma), którzy w każdej obcej osobie widzieli wroga, tylko o przesadnie bliskich relacjach z sąsiadami. Serio, to ze ktoś woli kupić wiertarkę niż pożyczyć ją od sąsiada nie czyni automatycznie z nikogo dzikisa.
Może przeczytaj najpierw na jaki wpis odpisywałam.
123wiosna123
Forma życia
Posty: 3677
Rejestracja: śr mar 20, 2024 10:27 am

Post autor: 123wiosna123 »

Rzeka.chaosu pisze: wt lut 17, 2026 9:46 am Bliska mi osoba była takim dzieckiem. Jej mama spotykała się tylko z ciocią i babcią. Jedyne dziecko poza szkołą, z którym miała kontakt to była kuzynka. Znajomi z dzieciństwa to pani fryzjerka, ludzie z warzywniaków czy biblioteki. Dopiero w liceum zaczęła nadrabiać, ale jej mama i tak nie akceptowała gości. Miała trudną pracę, po której chciała odpoczywać w ciszy.

Ta osoba ma do mamy straszny żal, bo przełożyło się to wszystko na rekacje społeczne, różne umiejętności. Nadal ma trudności w nawiązywaniu kontaktów, takie odczucie typu "wszyscy obcy". To poszło dalej, bo mimo urody i inteligencji długo miała problemy z poznaniem kogoś do związku. Przez wąski krąg znajomych i trudności w tzw. small talkach była skazana na facetów z sieci. Wielu ją oszukało, wykorzystało. Obecnie jest samodzielna, ale ma starzejącą się i niesamodzielną mamę na głowie. Mama nie ma żadnych znajomych, a potrzebuje towarzystwa, pomocy w zakupach lub urzędzie. Nie mieszkają razem, więc ta mama ciągle do niej wydzwania. Gdyby to nie było tak straszne, to byłoby śmieszne.
U mnie w domu rodzinnym wiecznie byli goście, sąsiedzi, koleżanki itd. Ciagle bylo pelne i ciągle ktos przychodził. Czy cokolwiek mi to ułatwiło w kontaktach z innymi ludźmi? Nie. Czy dalej bylam i jestem nieśmiała i robilam głupoty aby ktos mnie polubil? Tak. To naprawdę nic nie znaczy. Miałam w swoim zyciu i dzieciństwie wieczne pełno ludzi obok a i tak w relacjach ze mnie nieudacznik
Verbena95
GreckieWakacje
Posty: 294
Rejestracja: wt sty 20, 2026 2:23 pm

Post autor: Verbena95 »

PEONIA pisze: pn lut 16, 2026 10:48 pm O matko strasznie współczuję w sensie, że musisz słuchać takich głupich tekstów.
Dajmy ludziom być kim są i szanujmy ich granice. Też mnie to denerwuje i staram się stawać w obronie bo to nie jest fair.
Masz prawo być introwertykiem i żyć zgodnie z tym.
Ludzie którzy walą takie teksty to nie szanują czyiś granic i chcą się dowartościować. Serio już ja na własnym przykładzie doświadczyłam i jakbyś była ekstrawertykiem to by się czepiali innych rzeczy.
Miałam tak kiedyś w pracy jak byłam bardzo młoda „ohh przyszła nasza gwiazda”, „trajkocze i trajkocze, buzia się nie zamyka ( niby w żartach), no to uznałam, że widocznie im przeszkadza moja ekspansywność i jestem uciążliwa postanowiłam się stonować, nie zamilknąć i się obrazić ale się wyciszyć bo widocznie im przeszkadzam w pracy . I co wtedy „chyba się obraziłaś”, „zadziera nosa” „nie odzywa się do nas” „ a co ona taka cicha” nawet szefowej płakali w rękaw że się nie integruje z nimi i mogłabym się otworzyć XD to nie chodzi o Twój charakter bezpośrednio przy takich tekstach
Też mi tak mówią, a nawet każą się zamknąć :) Ale tu się pojawia kwestia - zależy komu wolno się do mnie tak odzywać, osobom zaufanym, jak najbardziej, innym, w żadnym wypadku. Raz, jak jeszcze pracowałam w biurze, mnie obgadywali ponoć w ten sposób: jak jej nie ma, to od razu jest spokój :) Nawet byłam zdziwiona, że tak mówią, bo uważałam, że ogólnie cicho siedzę :) Ale ja tak mam, dla mnie mówienie mało, to dla niektórych nadal mówienie dużo. Cóż, ja się z tych komentarzy i strofowań śmieję, bo wiem, że jestem cholernie gadatliwa i lubię się komunikować i nie ma w tym nic złego, ale jak mi się każą zamknąć, to staram się zamknąć choć na jakiś czas, potem pytam, czy już mogę powrócić do "trybu mówienia" - korona mi z głowy nie spadnie, a zwracam też uwagę na czyjeś potrzeby. W drugą stronę też lubię, jak ktoś dużo różnych rzeczy opowiada, a nie po prostu siedzi i nic nie mówi.
Verbena95
GreckieWakacje
Posty: 294
Rejestracja: wt sty 20, 2026 2:23 pm

Post autor: Verbena95 »

GapaGlapa pisze: pn lut 16, 2026 11:22 pm Ja jako introwertyk ogromnie się cieszę, że minęły już czasy, że sąsiad, wujek, szwagier bez pytania ładował się na chatę w celach towarzyskich.

I jestem tak trochę po środku, no bo zdaje sobie sprawę , że nie da się przeżyć życia samemu, ale ja w towarzystwie koszmarnie się męczę, tzn. godzinka-dwie na kawę i ploteczki jak najbardziej, powyżej dwóch godzin jestem zmęczona, zmuszam się do rozmowy, a kolejny dzień odreagowuje milcząc 🙈
Ja też nie lubię niezapowiedzianych odwiedzin, nawet kiedyś koleżanki nie wpuściłam, bo postanowiła sobie tak po prostu wpaść bo była w pobliżu, mogła przecież dać znać, że idzie w moje rejony, to bym nie była postawiona przed faktem dokonanym. Ale ona właśnie żyła w takim domu, gdzie non stop ktoś wchodził i wychodził, ona to uwielbiała, ja po trzech godzinach u niej byłam tym zmęczona. Ale gadanie z kolei mi w ogóle nie przeszkadza, niech będzie tego ile wlezie :)
dziwnerzeczy
Srebrna Kropeczka
Posty: 153
Rejestracja: pt wrz 30, 2022 11:04 pm

Post autor: dziwnerzeczy »

Ja jestem introwertyczką ale dużo zależy od osoby, bo są takie z którymi chce się rozmawiać godzinami i takie, które trzeba sobie trochę dawkować.

Zgadzam się w sumie z Nietzsche i "nienawidzę tych, którzy kradną moją samotność, nie oferując w zamian prawdziwego towarzystwa", tylko akurat u mnie może to nie jest nienawiść, ale szybkie wypalenie.

Lubię jak ktoś opowiada o tym co przeczytał, obejrzał, co zrobił, ugotował i jak mu to smakowało i jakie wywołało w nim uczucia, albo czego ciekawego się dowiedział, ale takie pogawędki o rachunkach i życiu i jak wszystko drożeje mnie bardzo męczą jeśli pojawiają się zbyt często.
Awatar użytkownika
again
Koczkodan
Posty: 110
Rejestracja: sob kwie 12, 2025 11:30 pm

Post autor: again »

dziwnerzeczy pisze: wt lut 17, 2026 12:16 pm Zgadzam się w sumie z Nietzsche i "nienawidzę tych, którzy kradną moją samotność, nie oferując w zamian prawdziwego towarzystwa", tylko akurat u mnie może to nie jest nienawiść, ale szybkie wypalenie.
Ale ładne, nie znałam tego cytatu, dziękuję! :D
Awatar użytkownika
Brida
Migocząca Świeczka
Posty: 363
Rejestracja: czw gru 08, 2022 7:14 pm

Post autor: Brida »

dziwnerzeczy pisze: wt lut 17, 2026 12:16 pm Ja jestem introwertyczką ale dużo zależy od osoby, bo są takie z którymi chce się rozmawiać godzinami i takie, które trzeba sobie trochę dawkować.

Zgadzam się w sumie z Nietzsche i "nienawidzę tych, którzy kradną moją samotność, nie oferując w zamian prawdziwego towarzystwa", tylko akurat u mnie może to nie jest nienawiść, ale szybkie wypalenie.

Lubię jak ktoś opowiada o tym co przeczytał, obejrzał, co zrobił, ugotował i jak mu to smakowało i jakie wywołało w nim uczucia, albo czego ciekawego się dowiedział, ale takie pogawędki o rachunkach i życiu i jak wszystko drożeje mnie bardzo męczą jeśli pojawiają się zbyt często.
Również nie lubię narzekaczy, więc ograniczam takie spotkania do minimum.
Co do tematów rozmowy, coraz częściej jak spotykam nowych ludzi, to po spotkaniu dochodzę do wniosku, że ja wiem o nich już całkiem sporo, a oni o mnie nic. Jakby spotkania miały być tylko opcją zaspokojenia czyjejś próżności i "gadania o sobie". Dochodzi nawet do tego, że ktoś przerywa mi w połowie zdania, żeby dodać coś w stylu "a u mnie to słuchajcie..." . Mam taka parę znajomych, z którymi się już widzieliśmy 4 razy w wąskim gronie (2+2) a oni nadal nie wiedzą nawet czym się zajmuję zawodowo. Także ten ;)

Ps. też dziękuję za ten cytat, jest super!