Rzeka.chaosu pisze: ↑śr lut 04, 2026 11:56 am
Jakiej ty magii oczekujesz? Moja wiedza jest taka: ciułałam, ograniczyłam wydatki, choć mnie kusiło i miałam (!) etapy wydawania. Żyliśmy bardzo skromnie, a na urodziny chodziłam z używaną, ale trafioną książką jako prezentem. Rodzicom na gwiazdkę dawałam skromne paczuszki, w tym robione przeze mnie dżemy z tanich letnich truskawek. Nie chodzilam do restauracji, ale na piwo nad Wisłą. Żeby oszczędzić brałam czasem na uczelnię kawę w termosie (wtedy to było modne). Po nocach razem z facetem zakuwalismy, żeby podniesc kwalifikacje. A jak nie zakuwaliśmy to dorabiałam. Nie mielismy auta, pomimo zrobionego prawka. W odwiedziny jezdzilam pociagiem, a na wakacje w Polsce busem do tanich domków z mieszkaniem np. w piwnicy. Do tego kupowałam mało kosmetykow, ciuchów. Gotowałam w domu i często nasze posiłki, to były makarony lub kasze. Wynajomowałam bardzo tanio paskudny srandard, a żeby oszczędzić robiłam jeszcze fuchy u właściciela mieszkania. Nie miałam iphona, ale stary telefon. Chodziłam na siłownie plenerową lub po prostu biegałam w tanich butach i legginsch za 10 zł. Moje największe wydatki to były jakieś citybreaki, kiedy spałam w hostelach. My startowaliśmy od zera, pochodzimy z rodzin, w których jest dużo dzieci i obydwoje wiedzieliśmy, że musimy liczyć tylko na siebie.
Zarobioną kasę trzymalam zawsze na %.
Dane o zarobkach to powinnaś wiedzieć, że powyżej 10 k zarabia w tym kraju jakieś 10% osób. Ja jestem w II progu podatkowym i tej grupie a i tak nie stać mnie na kredyt przez wkład własny, który mi ciagle ucieka. W porównaniu do reszty kraju mam bardzo dobrze, politycy nazywają mnie klasą średnią a i tak mnie nie stać na kredyt według banku na mieszkanie. Dodatkowo pochodzę z dużej biedy - u nikogo nie mogę mieszkać za darmo, nikt mnie karmi i nie ubiera. Jestem singielką. Mam duże bezpieczeństwo finansowe ale na kredyt ciągle mnie nie stać. Wynajem też obniża zdolność bo przecież całkiem logiczne, ze skoro od lat regularnie płacę za wynajem to rata kredyty w tej cenie to dla mnie za dużo. Ale tak wiem, wzięłabyś się ostro do roboty i oszczędzała, no ja oszczędzam, gwarantuje Ci, ze nie latam na Malediwy co chwilę i nie kupuje nawet kawy na mieście.
I nie pochodzisz z rodzin gdzie można liczyć tylko na siebie - albo bajki opowiadasz albo rodzice Wam sporo pomagali. I zdecyduj się - bo teraz piszesz, ze ciułałaś a kilka stron temu całą pensje wydawałaś na ciuchy i wyjazdy.
Abstrahując już ode mnie - ile osób nie jest w mojej sytuacji - czyli zarabia 3-5 k miesięcznie i większych pieniędzy nie zobaczy. Większość polaków tak ma. Rozumiem, ze mają w kartonach wszyscy mieszkać? Ale tak wystarczy parzyć kawę w termosie i na pewno zaoszczędzą na mieszkanie.
I Brida co do polski powiatowej - to bardzo zależy gdzie. Ja pochodzę z miejscowości oddalonej 50 km od Warszawy i sprawdziłam ceny. Zaledwie 2 k za metr taniej niż w Warszawie. Bo wiecie miałam nawet pomysł by dojeżdżać. ale jak usiadłam z kartką i policzyłam to - zaoszczędzoną kasę na racie wydawałbym co miesiąc na paliwo a jeszcze biorąc pod uwagę korki to 4 godziny dziennie na dojazdy w dwie strony (nie ma u mnie pociągu -auto albo wypierdziany autobus z godzinami nie wiem pod kogo). Jednak wierzę, ze gdzieś tam w kujawsko pomorskim czy lubelskim Polska powiatowa może być tania. Chociaż lubelskie - jak napisałam, ze 700 k za dom z Rakowisk to dużo to mnie wyśmiałyście więc nie wiem czy z tymi cenami to tak dużo taniej...bo dom może i większy ale o dobrą pracę też podejrzewam cieżko.