Chyba będę wyjątkiem, bo wolę łączone kuchnie. Sama gotuję, ale dużo odób ma kuchnię tylko po to, żeby coś wyjąć z szafki / lodówki i odgrzać. Przy stole jedzą max raz dziennie.
Ja kojarzę takie kuchnie z domów i mieszkań z mojego dzieciństwa i zawsze mi się takie marzyły. Nie gotuję bigosu, nie smażę w głębokim tłuszczu i naprawdę lubię być w pomieszczeniu z rodziną jak coś ogarniam w kuchni.
U mojej dalszej rodziny jest układ kuchnia - korytarz - jadalnia. Uważam, że okropne jest latanie np. podczas świąt z garami. Może jakby była służba obsługująca gości... może. A tak to połowa osób jest w innej części domu.