PEONIA pisze: ↑czw sty 15, 2026 1:31 pm
Akurat te nurty to już są od wielu lat. Tak jak pisałam w innym wątku - 10 lat temu jak kończyłam szkołę średnią to już było to gadanie, ze studia nic nie dają, liczy się pasja, wykształcenie jest bez sensu, produkcja magistrów, że potem te prymusy to pracują za 3 k miesięcznie a Ci ci zdawali ledwo mają firmy i są bogaci, że piątkowi pracują u trójkowych itp....
Ile ja się nasłuchałam tego, że studia mi nic nie dadzą. to nie macie pojęcia. I jestem sobie mega wdzięczna, ze nie posłuchałam.
Niestety część osób z mojej klasy w to uwierzyła i nie skończyła za dobrze....
Żyjemy w epoce anty-intelektualizmu niestety.
Stale tylko pojawiają się pytania - po co studia, czy nie lepiej iść do pracy i zarabiać x tysięcy miesięcznie, czy nie lepiej założyć własny biznes, zbudować karierę.
A jeśli już ktoś idzie na studia to muszą to być studia, które dadzą przyszłość, dadzą zarobek. Nikt nie pyta o to dlaczego taki wybór kierunku, albo czego można się na nim nauczyć tylko co będzie można po nim robić.
Osoby, które wybierają kierunki "bez przyszłości" są równane z ziemią. Bibliotekoznawstwo, kulturoznawstwo, socjologia czy inna antropologie wywołują śmiech. Większe uznanie daje zostanie murarzem, mechanikiem czy spawaczem (to nie hejt na te zawody).
Ludzie nie potrafią zrozumieć, ze studia nie tylko mają dać pracę i utrzymanie po ich skończeniu. Chyba większość zapomniała jaki był ich pierwotny sens. W tym sami studenci. Teraz chodzi większości o zdanie kolokwium, zrobienie prezentacji na zaliczenie, obronienie magisterki, która nie ma dla nich żadnego znaczenia, zdobycie papierka.
A przecież kiedyś chodziło o zdobycie wiedzy, zgłębienie tematu..
Sto razy chciałem się zabić, kiedy nie mogłem już wytrzymać, ale nigdy tego nie zrobiłem. Chyba podświadomie pragnąłem jeszcze raz pocałować usta rzeki i łowić srebrne ryby