Z mojej perspektywy, kiedy coraz bliżej mi do 40 - tki, to żałuję, że:
-nie poszłam na studia typu stosunki międzynarodowe+psychologia albo po prostu MISH z tymi dwoma
-nie wyjechałam za granicę, np. do UK, ale tylko na 2-3 lata kiedy byłam w wieku w 20-23, bo i tak przebimbałam ten czas bez sensu. Byłam w Liverpoolu i Manchesterze tak na chwilę i pamiętam jak miałam taką myśl, że "O, mogłabym tu mieszkać przez jakiś czas". Tego baaardzo mocno żałuję.
-nie nauczyłam się szybciej jeździć autem i gotować - paradoksalnie te "proste" czynności wniosły dużo do mojego rozwoju (!!!) i dodały mi pewności siebie, no i cóż...trzeba było zrobić to wcześniej.
-byc może wcześniej zacząć się bawić w relacje, ale tutaj cały czas mam wątpliwości, czy to naprawdę aż tak wada, może czegoś sobie oszczędziłam (?)
Czego naprawdę żałuję ponad wszystko:
-ze nie zaczęłam szukać pomocy dla swoich zaburzeń w wieku kilkunastu lat, ale też... że dorośli byli wtedy tacy głupi i ślepi. I nie wiem ile pomocy, bym wtedy otrzymała ze względu na "takie czasy", stan opieki oraz mniejsze miasto, w którym przyszło mi żyć.
-ze poszłam do liceum, w którym sobie nie radziłam i nie umiałam się "odczepić" od toksycznej grupy rówieśniczej, która zdefiniowała mnie i moje życie na lata. Że nie miałam odwagi, żeby od tego odejść i pierwszy raz zrobić coś po swojemu.
I jeszcze parę innych, których nie warto wymieniać.
Z doświadczeń, których nie oddałabym nikomu:
-imprezowe życie ;)
-doswiadczenie podróży zagranicą, zwłaszcza pobyty all - inc i smażenie się na słońcu, wszelkie city - breaki, to wszystko było warte...MILION.
-to może być zaskoczeniem, ale...przelotne znajomości - były FAJNE !!!
A co jest na Waszej liście?