czasem nie warto robić tego, co się kocha i odkąd wspomniany wątek jest gorący w Polsce, to mam coraz większe dylematy związane z tym, czy robienie nauki (którą kocham i robię ją dla idei) ma w moim przypadku sens
poszłam na studia, od samego początku musiałam pracować dodatkowo na część etatu, bo rodziców nie było stać na pomoc finansową dla mnie. zrobiłam inżyniera, magistra, od 2 roku studiów zaczęłam też robić rzeczy stricte naukowe, w wieku 23 lat miałam na koncie już pierwszy artykuł naukowy (jako współautorka, pisaliśmy go na podstawie mojej inzynierki). pokochałam temat (bardzo niszowy) i zostałam na doktorat.
no i
przechodząc do konkluzji mojej wypowiedzi (trochę motywowanej bólem dupy, przyznaję), świat działa w tak przykry i często niesprawiedliwy sposób, że ja się nie dziwię, że tyle osób choruje na depresję i podobne tematy.
opublikowałam już 4 artykuły, 2 kolejne mam w drodze, byłam na kilkunastu konferencjach (czasem z sukcesami konkursowymi) i szkoda mi teraz się zatrzymywać, ale ja dupie, jaki ja mam kryzys naukowy w tym momencie to Wy nawet nie wiecie
pisałam o tym w wątku o KW (teraz się cieszę, że moje wpisy zostały usunięte), parę osób chciało wiedzieć co robię - z góry napiszę że jbc to napiszcie do mnie na priv i chętnie się podzielę szczegółami, tu nie chcę śmiecić. zapraszam póki jeszcze tego nie rzuciłam w pizdu przez frustrację xd i jeśli nie pasuje do wątku to proszę o usunięcie, ale nie mogłam znaleźć nic bardziej pasującego