Start
Wiadomości
Ulubione
Mój profil

Wypalenie zawodowe

Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry
Awatar użytkownika
Reduktory
BlondDoczep
Posty: 144
Rejestracja: sob lut 28, 2026 6:57 pm

Re: Wypalenie zawodowe

Post autor: Reduktory »

Maria_Anna6456 pisze: ↑pt paź 02, 2026 11:17 pm Oszczędności są nie tylko na przyjemności, ale na trudne czasy również.
Czyli z czego żyjesz przez pół roku?
Magda0888
ZdalnaFanka
Posty: 479
Rejestracja: ndz sie 31, 2025 9:50 pm

Post autor: Magda0888 »

Reduktory pisze: ↑pt paź 02, 2026 4:42 pm Zawsze mnie zastanawia za co się utrzymują, którzy mogą sobie pozwolić na wielomiesięczne bezrobocie.
Też myślałam o takiej przerwie swoją drogą ale jednak oszczędności trochę żal.
To może ja Ci opowiem na swoim przykładzie, ale zaznaczam, że to tylko o mnie i umówmy się, na rynku pracy jestem od ponad 20 lat, więc ja sobie ugruntowałam pozycję zawodową, do tego nie działałam tylko w jednej branży. Rok temu dosłownie zrezygnowałam z pracy na etacie. To był maj, a ja w poprzedniej firmie pracowałam od ponad 3 lat- świetna praca, blisko domu, mały zespół, z którego została mi jedna przyjaźń. Ale...szefowa, właścicielka, która dosłownie wykańczała ludzi. Każdy zaciskał zęby, bo poza nią robota super, ale nie da się pracować, gdy nie wiesz, czy Twój szef danego dnia będzie aniołem, czy przeprowadzi psycho terror dosłownie o nic- kompletny brak stabilności emocjonalnej, manipulacje, mobbing, smsy o pierdoletach w dni wolne od pracy, kłamstwa, insynuacje. Jestem silna psychicznie, ale po 2 latach czułam, że tracę radość życia, a każdego wolnego dnia się boję, czy smsem nie zostanę opierdo*ona o nic. W maju 2025 kończyła mi się umowa. Przyszłam, wypisałam urlop, zabrałam rzeczy i skończyłam życie w cyrku. Planowałam zrobić sobie dosłownie wakacje, ot tak jak po maturze przed studiami, do 5 miesięcy odpoczynku. Oczywiście od razu zarejestrowałam się w UP, dostałam około 1700 złotych zasiłku, więc już tutaj miałam gwarancję, że przez najbliższe pół roku każdego miesiąca będę miała stały dochód i ubezpieczenie. Ale to nie wszystko. A jeszcze ściślej do rzeczy? Zawsze miałam oszczędności. Ok, byłam tą szczęściarą, że nigdy nie pracowałam za najniższą krajową, ale umówmy się, też bywało z kasą różnie. Zawsze coś z każdej wypłaty odkładałam. Zawsze. Ok, był czas, że budowaliśmy z mężem dom, więc to było życie od wypłaty do wypłaty, ale to trwało kilka lat i nie były to obecne czasy, że stawiając dom zadłużałaś się na całe życie. Więc kolejna kwestia- nie mam żadnych kredytów i nigdy nie kupuję na raty, bo albo kupuję za gotówkę, a jeżeli nie...to znaczy, że mnie na to nie stać, więc nie kupuję. Nie wynajmuję mieszkania, mam dom, mąż ma swoją firmę, a kosztami życia codziennego po prostu się dzielimy. Obydwoje mamy też, jak już wspomniałam, konkretne zawody. Ja przez ponad 10 lat byłam copywriterem w agencji reklamowej, późnej redaktorem w wydawnictwie, teraz od 5 lat pracuję w branży handlowej. Także to nie jest tak, że ja robiąc sobie pół roku przerwy nie mam do czego wracać. Finalnie wróciłam do pracy po 4 miesiącach przerwy, bo w pewnym momencie nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Odpoczęłam, organizm i psychika się zregenerowały, miałam mnóstwo czasu dla siebie, byłam wyspana, natomiast pojawiło się uczucie bezsensu...ile można czytać, biegać, spać. Brakowało mi dyscypliny, obowiązków, organizacji.
Ale tak, żyłam z zasiłku i oszczędności, a czy tych oszczędności mi nie żal? Nie. Oszczędzasz nie tylko z myślą o emeryturze, wakacjach i ewentualnej chorobie. Zdrowie psychiczne jest również priorytetem i trzeba o nie dbać. Co mi przyjdzie po oszczędnościach jak najpierw siądzie mi na amen psychika, a za nią pojawią się inne choroby.
Pocieszę Cię, że mało kto może sobie pozwolić na przerwę od pracy. Ludzie, których znam i którzy idą sobie na tymczasowe bezrobocie to w większości ludzie młodzi, którzy często mieszkają z rodzicami, więc...matka zawsze obiad zrobi, a do rachunków się dokładać nie trzeba, a takich ludzi jest obecnie mnóstwo, bo o pracę bez wykształcenia jest trudno, a za najniższą krajową w pojedynkę utrzymasz się na ostro zaciskając pasa. Ha, nawet kumpel, który w przyszłym roku planuje zamieszkać z dziewczyną, stwierdził- ,,skończy się jadanie w knajpach i 2 razy do roku all inclusive''
Maria_Anna6456
RóżowePolo
Posty: 11
Rejestracja: czw sty 30, 2025 8:17 pm

Post autor: Maria_Anna6456 »

Magda0888 pisze: ↑ndz paź 04, 2026 6:17 am To może ja Ci opowiem na swoim przykładzie, ale zaznaczam, że to tylko o mnie i umówmy się, na rynku pracy jestem od ponad 20 lat, więc ja sobie ugruntowałam pozycję zawodową, do tego nie działałam tylko w jednej branży. Rok temu dosłownie zrezygnowałam z pracy na etacie. To był maj, a ja w poprzedniej firmie pracowałam od ponad 3 lat- świetna praca, blisko domu, mały zespół, z którego została mi jedna przyjaźń. Ale...szefowa, właścicielka, która dosłownie wykańczała ludzi. Każdy zaciskał zęby, bo poza nią robota super, ale nie da się pracować, gdy nie wiesz, czy Twój szef danego dnia będzie aniołem, czy przeprowadzi psycho terror dosłownie o nic- kompletny brak stabilności emocjonalnej, manipulacje, mobbing, smsy o pierdoletach w dni wolne od pracy, kłamstwa, insynuacje. Jestem silna psychicznie, ale po 2 latach czułam, że tracę radość życia, a każdego wolnego dnia się boję, czy smsem nie zostanę opierdo*ona o nic. W maju 2025 kończyła mi się umowa. Przyszłam, wypisałam urlop, zabrałam rzeczy i skończyłam życie w cyrku. Planowałam zrobić sobie dosłownie wakacje, ot tak jak po maturze przed studiami, do 5 miesięcy odpoczynku. Oczywiście od razu zarejestrowałam się w UP, dostałam około 1700 złotych zasiłku, więc już tutaj miałam gwarancję, że przez najbliższe pół roku każdego miesiąca będę miała stały dochód i ubezpieczenie. Ale to nie wszystko. A jeszcze ściślej do rzeczy? Zawsze miałam oszczędności. Ok, byłam tą szczęściarą, że nigdy nie pracowałam za najniższą krajową, ale umówmy się, też bywało z kasą różnie. Zawsze coś z każdej wypłaty odkładałam. Zawsze. Ok, był czas, że budowaliśmy z mężem dom, więc to było życie od wypłaty do wypłaty, ale to trwało kilka lat i nie były to obecne czasy, że stawiając dom zadłużałaś się na całe życie. Więc kolejna kwestia- nie mam żadnych kredytów i nigdy nie kupuję na raty, bo albo kupuję za gotówkę, a jeżeli nie...to znaczy, że mnie na to nie stać, więc nie kupuję. Nie wynajmuję mieszkania, mam dom, mąż ma swoją firmę, a kosztami życia codziennego po prostu się dzielimy. Obydwoje mamy też, jak już wspomniałam, konkretne zawody. Ja przez ponad 10 lat byłam copywriterem w agencji reklamowej, późnej redaktorem w wydawnictwie, teraz od 5 lat pracuję w branży handlowej. Także to nie jest tak, że ja robiąc sobie pół roku przerwy nie mam do czego wracać. Finalnie wróciłam do pracy po 4 miesiącach przerwy, bo w pewnym momencie nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Odpoczęłam, organizm i psychika się zregenerowały, miałam mnóstwo czasu dla siebie, byłam wyspana, natomiast pojawiło się uczucie bezsensu...ile można czytać, biegać, spać. Brakowało mi dyscypliny, obowiązków, organizacji.
Ale tak, żyłam z zasiłku i oszczędności, a czy tych oszczędności mi nie żal? Nie. Oszczędzasz nie tylko z myślą o emeryturze, wakacjach i ewentualnej chorobie. Zdrowie psychiczne jest również priorytetem i trzeba o nie dbać. Co mi przyjdzie po oszczędnościach jak najpierw siądzie mi na amen psychika, a za nią pojawią się inne choroby.
Pocieszę Cię, że mało kto może sobie pozwolić na przerwę od pracy. Ludzie, których znam i którzy idą sobie na tymczasowe bezrobocie to w większości ludzie młodzi, którzy często mieszkają z rodzicami, więc...matka zawsze obiad zrobi, a do rachunków się dokładać nie trzeba, a takich ludzi jest obecnie mnóstwo, bo o pracę bez wykształcenia jest trudno, a za najniższą krajową w pojedynkę utrzymasz się na ostro zaciskając pasa. Ha, nawet kumpel, który w przyszłym roku planuje zamieszkać z dziewczyną, stwierdził- ,,skończy się jadanie w knajpach i 2 razy do roku all inclusive''
Hej Magda, dziękuję że się podzieliłas ze mną swoim doświadczeniem. Ja teraz chyba jestem na takim etapie, gdzie zaczyna mi się nudzić w domu, a z drugiej strony pojawiają się jakieś lęki przed pójściem do pracy. A właściwie do.prwcy bym poszła, na zasadzie siadaj, tu twoje zadanie tak się robi i działaj, a potem to wiadomo, człowiek więcej ogarnia samodzielnie i pójdzie. Mam obawę przed rozmowami o pracę, to moja blokada. U mnie sytuacja z wypaleniem była zgoła inna,.ponad 10 lat w jednej organizacji i wpierw przyszło.zmeczenie fizyczne ( ciało krzyczało, za dużo bodźców, stresu) , potem emocjonalne(psychiczne) - tak to widzę z perspektywy.czasu. Jako że tyle lat byłam w jednym.miejscu pracy to ta.nowa praca, a właściwie ludzie mnie odstraszają przed.podjeciem.rekawicy na kogo właściwie trafię. Jedno wiem - nie można byc za dobrym, i nie umieć stawiać granic. Ta.ciagla.oresja jaka byłam poddawana przez ostatnie lata była.przyczyna wypalenia zawodowego. I co jeszcze mogę dodać, to im więcej narzekasz w robocie tym lepiej masz, bo gowna nikt nie będzie ruszał. A frajera na którym zawsze można polegać a i owszem.
Kiedy poszłaś do nowej pracy, jak były rozmowy to było poruszane skąd przerwa w zatrudnieniu? Byłaś wtedy szczera?
iri1979
Forma życia
Posty: 3507
Rejestracja: pn lip 10, 2023 10:23 pm

Post autor: iri1979 »

Reduktory pisze: ↑pt paź 02, 2026 4:42 pm Zawsze mnie zastanawia za co się utrzymują, którzy mogą sobie pozwolić na wielomiesięczne bezrobocie.
Też myślałam o takiej przerwie swoją drogą ale jednak oszczędności trochę żal.
Byłam bez pracy prawie 9 miesięcy - oszczędności i pomoc rodziców.
Magda0888
ZdalnaFanka
Posty: 479
Rejestracja: ndz sie 31, 2025 9:50 pm

Post autor: Magda0888 »

Maria_Anna6456 pisze: ↑wt paź 13, 2026 1:18 pm Hej Magda, dziękuję że się podzieliłas ze mną swoim doświadczeniem. Ja teraz chyba jestem na takim etapie, gdzie zaczyna mi się nudzić w domu, a z drugiej strony pojawiają się jakieś lęki przed pójściem do pracy. A właściwie do.prwcy bym poszła, na zasadzie siadaj, tu twoje zadanie tak się robi i działaj, a potem to wiadomo, człowiek więcej ogarnia samodzielnie i pójdzie. Mam obawę przed rozmowami o pracę, to moja blokada. U mnie sytuacja z wypaleniem była zgoła inna,.ponad 10 lat w jednej organizacji i wpierw przyszło.zmeczenie fizyczne ( ciało krzyczało, za dużo bodźców, stresu) , potem emocjonalne(psychiczne) - tak to widzę z perspektywy.czasu. Jako że tyle lat byłam w jednym.miejscu pracy to ta.nowa praca, a właściwie ludzie mnie odstraszają przed.podjeciem.rekawicy na kogo właściwie trafię. Jedno wiem - nie można byc za dobrym, i nie umieć stawiać granic. Ta.ciagla.oresja jaka byłam poddawana przez ostatnie lata była.przyczyna wypalenia zawodowego. I co jeszcze mogę dodać, to im więcej narzekasz w robocie tym lepiej masz, bo gowna nikt nie będzie ruszał. A frajera na którym zawsze można polegać a i owszem.
Kiedy poszłaś do nowej pracy, jak były rozmowy to było poruszane skąd przerwa w zatrudnieniu? Byłaś wtedy szczera?
Hej, hej <3 Nie ma sprawy, zawsze miło, gdy przekonujemy się, że nasz problem nie jest tylko naszym problemem- tak jak powyżej, bo wtedy chyba jakoś lżej i mam wrażenie, że wszystko staje się łatwiejsze :)
Mam, miałam bardzo podobne odczucia jak Ty. Wyglądało to w ten sposób, że najpierw pracowałam w firmie, gdzie naprawdę wszystkim bardzo się przejmowałam. Popełniałam błędy, bo to była dla mnie nowa praca. Branża niszowa, specjalistyczna, dużo nowej wiedzy, ale byłam naprawdę skuteczna. Niestety, po roku kierownikiem została dziewczyna...ech, 22 latka bez matury, bez studiów, bez doświadczenia, bez jakiegokolwiek dorobku zawodowego. Po prostu przypadkowa osoba. Jak łatwo można sobie wyobrazić sodówka uderzyła jej do głowy i to z ostrym gazem. Ja się starałam dogadywać, a ona niszczyła całą atmosferę. Za jej sprawą nie została mi przedłużona umowa. I wiesz co? To było przed poprzednią pracą. Po odejściu nie mogłam się pozbierać. Nie było dnia, żebym nie płakała. Nie mogłam pojąć, jak ludzie tak po prostu mogą być okrutni wobec drugiego człowieka? Ale bardzo szybko się pozbierałam, bo tamto wolne nie było na życzenie. Dosłownie straciłam ,,ukochaną'' pracę zupełnie bez sensu i bez powodu, i żeby do końca się nie załamywać zaczęłam działać i szukać, a że jestem w tym skuteczna i mam co zaoferować pracodawcy, to następną (poprzednią) pracę znalazłam w mig. I jak to ja, na początku wszystkich traktuję jak białą kartę. Nie słucham plotek, nie czytam goworków, bo ludzie zawsze będą krytykować, a opinie zostawiają zwykle sfrustrowani byli pracownicy. Ale już nie będę się rozwodzić. Pracowałam najlepiej jak potrafiłam, a że jest to branża, w której trzeba być stale kreatywnym, z dobrą energią to raczej nie możesz przyjść do pracy i stwierdzić ,,ja sobie dzisiaj pomilczę, bo muszę sobie odpocząć''- klient tego nie zrozumie. Ale jeżeli przychodzisz do pracy, a przełożona wali w Ciebie problemami, których nie ma i nie wiesz, kiedy ten cios nastąpi, to ciało masz spięte jak struna...Po paru latach nawet nie wiesz kiedy, a dosłownie zaczyna dopadać Cię depresja. Ja miałam tak, że nie cieszyło mnie życie, bo nic nie czułam, ale czułam jedno, że nie chcę tam pracować. Wtedy odeszłam. I to był chyba dla mojej psychiki ostatni dzwonek, żeby się ratować, bo wróciłam do domu, założyłam buty do biegania, odetchnęłam, a od męża usłyszałam ,,a teraz robisz sobie wakacje''... Po tych kilku miesiącach odpoczynku poczułam dokładnie jak Ty, że coś mnie nosi. Postanowiłam przeglądać ogłoszenia, przypomniałam o sobie kilku ludziom z poprzednich prac, którzy w tym czasie awansowali (nigdy nie paliłam za sobą mostów, bo branża, którą się zajmuję, jest po części moją pasją, a że przełożeni niszczyli ludzi?- to już inna sprawa). Nie licząc zupełnie na jakąkolwiek odpowiedź, napisałam do koleżanki po fachu, z którą pracowałam w przedostatniej firmie, a z którą byłyśmy takimi ,,towarzyszkami niedoli'' :) i zapytałam, kto jest teraz kierownikiem tego i tego sektora, odp. ,,od miesiąca ja i szukam pracownika'', -,,a ja szukam pracy'', -,,przyjedź, pogadamy''. Kochana, to była jakaś intuicja. Mnie po prostu któregoś dnia tknęło ,,a weź napisz, co ci zależy. Co złego może się wydarzyć. W najgorszym przypadku ktoś cię oleje. Nie masz nic do stracenia''. Tak do tego podeszłam. Oczywiście ja wróciłam do znanego mi miejsca, a moją przełożoną została dziewczyna, którą znałam od 7 lat i wiedziałam, jaka jest i na co mogę sobie pozwolić w jej towarzystwie na gruncie zawodowym. Natomiast gdyby to była osoba obca, z którą umawiam się na rozmowę kwalifikacyjną, absolutnie byłabym szczera odnośnie tego, dlaczego odeszłam z poprzedniej pracy i czemu potrzebowałam tych miesięcy bez aktywności zawodowej. Nie jesteśmy robotami, ale wykwalifikowanymi specjalistami i wykonujemy swoje zadania najlepiej jak potrafimy, ale jesteśmy ludźmi, więc mamy prawo do słabości, przemęczenia, przeciążenia różnymi sytuacjami. Powiedz, czy dla potencjalnego pracodawcy nie jest lepiej usłyszeć ,,odeszłam, ponieważ czułam, że nie mogę już swoich obowiązków wykonywać tak efektywnie jakbym chciała''? I jeszcze jedno, jaka ta nasz przerwa jest? kilka miesięcy. Nawet nie wiem, czy kogokolwiek takie okienko będzie obchodzić :)
Dziewczyno! Nie masz nic do stracenia. Możesz tylko zyskać, a co więcej- to ktoś może pozyskać właśnie Ciebie, bo na pewno jesteś wyjątkowa <3 I tak o sobie myśl.
Jeszcze jedno przemyślenie, które mam po tych latach dostatku i niedostatku zawodowego. Praca to tylko praca. Przychodzę, wykonuję swoje obowiązki, jestem profesjonalna, utrzymuję dobre, koleżenskie relacje z resztą zespołu, pomagam, gdy mogę, ale nie wyręczam innych z roboty, pytam o zdrowie, o minione wakacje, pamiętam o urodzinach, ale później mówię do zobaczenia i zamykam za sobą drzwi.
Awatar użytkownika
DoomsdayFish
SushiAddict
Posty: 832
Rejestracja: pt mar 13, 2026 4:22 pm

Post autor: DoomsdayFish »

Lapis_lazuri pisze: ↑pn sie 31, 2026 4:46 pm Hej, trochę podbijam temat, bo widzę, że ostatnia aktualizacja z maja, a sama właśnie zmagam się z podobnym problemem. Moje wypalenie zaczęło się już wcześniej, gdy pracowałam w stresującym środowisku. Zmieniłam pracę na lżejszą, ale po kilku miesiącach to wszystko wróciło, mimo że obiektywnie patrząc pracuję teraz w dobrym miejscu :(

Czy udało się tobie poradzić z tym problemem? Ja nie chcę uciekać na L4, ale czasami mam wrażenie, że nie dam rady inaczej.
Dawno tu nie zaglądałam. U mnie na ten moment jest tak, że byłam 6 miesięcy na zwolnieniu i nie chciałam już przedłużać, żeby na zasiłek nie iść, więc dogadałam się z pracodawcą by tymczasowo zmniejszyć wymiar godzin. Zgodzili się, więc wróciłam, chociaż nie byłam gotowa. Na szczęście szefowa podchodzi z wyrozumiałością i mogę pracować całkowicie zdalnie. Teraz niestety będzie stopniowe zwiększanie tych godzin. Od powrotu mija 2,5 miesiąca a ja jestem wykończona. Z jednej strony poprawa jest znaczna, a z drugiej jestem niesamowicie zmęczona, męczę się bardzo wszystkim. Z tym że u mnie były poważne skutki stresu, łącznie z ciężką bezsennością, bardzo skaczącym ciśnieniem, zanikiem okresu i totalną dekompensacją z powodu ciężkich zaburzeń lękowych, które mi się nagle rozwinęły. Niestety regeneracja jest cholernie powolna i prawdopodobnie potrwa dłużej niż rok, licząc od początku leczenia. W tym czasie totalnie nie widzę siebie zmieniającą pracę, totalnie nie mam na to energii życiowej.

Napisałaś, że nie chcesz uciekać na zwolnienie i myślę, że to jest taka myślowa pułapka, w którą wpada wielu ludzi i ja też w nią wpadłam. A to nie jest ucieczka. Jak masz zapalenie płuc to nigdy nie powiesz, że zostanie w domu to ucieczka. Układ nerwowy tak samo może się przeciążyć i trzeba dać mu się zregenerować. Nie popełniaj tego błędu co ja. Trwanie w stanie wypalenia jest nie do zniesienia ale proces wychodzenia z tego jest istnym koszmarem, jeśli zajdzie to tak daleko jak u mnie. To nie jest ucieczka, bo to realny problem zdrowotny.
Awatar użytkownika
DoomsdayFish
SushiAddict
Posty: 832
Rejestracja: pt mar 13, 2026 4:22 pm

Post autor: DoomsdayFish »

Magda0888 pisze: ↑czw paź 15, 2026 6:20 am Hej, hej <3 Nie ma sprawy, zawsze miło, gdy przekonujemy się, że nasz problem nie jest tylko naszym problemem- tak jak powyżej, bo wtedy chyba jakoś lżej i mam wrażenie, że wszystko staje się łatwiejsze :)
Mam, miałam bardzo podobne odczucia jak Ty. Wyglądało to w ten sposób, że najpierw pracowałam w firmie, gdzie naprawdę wszystkim bardzo się przejmowałam. Popełniałam błędy, bo to była dla mnie nowa praca. Branża niszowa, specjalistyczna, dużo nowej wiedzy, ale byłam naprawdę skuteczna. Niestety, po roku kierownikiem została dziewczyna...ech, 22 latka bez matury, bez studiów, bez doświadczenia, bez jakiegokolwiek dorobku zawodowego. Po prostu przypadkowa osoba. Jak łatwo można sobie wyobrazić sodówka uderzyła jej do głowy i to z ostrym gazem. Ja się starałam dogadywać, a ona niszczyła całą atmosferę. Za jej sprawą nie została mi przedłużona umowa. I wiesz co? To było przed poprzednią pracą. Po odejściu nie mogłam się pozbierać. Nie było dnia, żebym nie płakała. Nie mogłam pojąć, jak ludzie tak po prostu mogą być okrutni wobec drugiego człowieka? Ale bardzo szybko się pozbierałam, bo tamto wolne nie było na życzenie. Dosłownie straciłam ,,ukochaną'' pracę zupełnie bez sensu i bez powodu, i żeby do końca się nie załamywać zaczęłam działać i szukać, a że jestem w tym skuteczna i mam co zaoferować pracodawcy, to następną (poprzednią) pracę znalazłam w mig. I jak to ja, na początku wszystkich traktuję jak białą kartę. Nie słucham plotek, nie czytam goworków, bo ludzie zawsze będą krytykować, a opinie zostawiają zwykle sfrustrowani byli pracownicy. Ale już nie będę się rozwodzić. Pracowałam najlepiej jak potrafiłam, a że jest to branża, w której trzeba być stale kreatywnym, z dobrą energią to raczej nie możesz przyjść do pracy i stwierdzić ,,ja sobie dzisiaj pomilczę, bo muszę sobie odpocząć''- klient tego nie zrozumie. Ale jeżeli przychodzisz do pracy, a przełożona wali w Ciebie problemami, których nie ma i nie wiesz, kiedy ten cios nastąpi, to ciało masz spięte jak struna...Po paru latach nawet nie wiesz kiedy, a dosłownie zaczyna dopadać Cię depresja. Ja miałam tak, że nie cieszyło mnie życie, bo nic nie czułam, ale czułam jedno, że nie chcę tam pracować. Wtedy odeszłam. I to był chyba dla mojej psychiki ostatni dzwonek, żeby się ratować, bo wróciłam do domu, założyłam buty do biegania, odetchnęłam, a od męża usłyszałam ,,a teraz robisz sobie wakacje''... Po tych kilku miesiącach odpoczynku poczułam dokładnie jak Ty, że coś mnie nosi. Postanowiłam przeglądać ogłoszenia, przypomniałam o sobie kilku ludziom z poprzednich prac, którzy w tym czasie awansowali (nigdy nie paliłam za sobą mostów, bo branża, którą się zajmuję, jest po części moją pasją, a że przełożeni niszczyli ludzi?- to już inna sprawa). Nie licząc zupełnie na jakąkolwiek odpowiedź, napisałam do koleżanki po fachu, z którą pracowałam w przedostatniej firmie, a z którą byłyśmy takimi ,,towarzyszkami niedoli'' :) i zapytałam, kto jest teraz kierownikiem tego i tego sektora, odp. ,,od miesiąca ja i szukam pracownika'', -,,a ja szukam pracy'', -,,przyjedź, pogadamy''. Kochana, to była jakaś intuicja. Mnie po prostu któregoś dnia tknęło ,,a weź napisz, co ci zależy. Co złego może się wydarzyć. W najgorszym przypadku ktoś cię oleje. Nie masz nic do stracenia''. Tak do tego podeszłam. Oczywiście ja wróciłam do znanego mi miejsca, a moją przełożoną została dziewczyna, którą znałam od 7 lat i wiedziałam, jaka jest i na co mogę sobie pozwolić w jej towarzystwie na gruncie zawodowym. Natomiast gdyby to była osoba obca, z którą umawiam się na rozmowę kwalifikacyjną, absolutnie byłabym szczera odnośnie tego, dlaczego odeszłam z poprzedniej pracy i czemu potrzebowałam tych miesięcy bez aktywności zawodowej. Nie jesteśmy robotami, ale wykwalifikowanymi specjalistami i wykonujemy swoje zadania najlepiej jak potrafimy, ale jesteśmy ludźmi, więc mamy prawo do słabości, przemęczenia, przeciążenia różnymi sytuacjami. Powiedz, czy dla potencjalnego pracodawcy nie jest lepiej usłyszeć ,,odeszłam, ponieważ czułam, że nie mogę już swoich obowiązków wykonywać tak efektywnie jakbym chciała''? I jeszcze jedno, jaka ta nasz przerwa jest? kilka miesięcy. Nawet nie wiem, czy kogokolwiek takie okienko będzie obchodzić :)
Dziewczyno! Nie masz nic do stracenia. Możesz tylko zyskać, a co więcej- to ktoś może pozyskać właśnie Ciebie, bo na pewno jesteś wyjątkowa <3 I tak o sobie myśl.
Jeszcze jedno przemyślenie, które mam po tych latach dostatku i niedostatku zawodowego. Praca to tylko praca. Przychodzę, wykonuję swoje obowiązki, jestem profesjonalna, utrzymuję dobre, koleżenskie relacje z resztą zespołu, pomagam, gdy mogę, ale nie wyręczam innych z roboty, pytam o zdrowie, o minione wakacje, pamiętam o urodzinach, ale później mówię do zobaczenia i zamykam za sobą drzwi.
Niektórych taka przerwa aż za bardzo obchodzi, bo właśnie chcą traktować ludzi jak roboty. Obserwuję na YT Emily Durham. To rekruterka, napisała książkę, ma podcast o tematach związanych z rekrutacją i karierą zawodową. Ona zawsze powtarza, że firmy na rozmowach kłamią odnośnie pracy i warunków, więc kandydaci też mogą kłamać odnośnie swoich pobudek czy sytuacji życiowych. I ma rację, bo nikt nie sprawdzi czy w czasie wolnego lezalas brzuchem do góry, pisałaś książkę czy opiekowałaś się rodziną, więc można walić takie sciemy jakie się chce.
LauraBacha3
KlasaBiznes
Posty: 573
Rejestracja: pt lip 21, 2023 9:04 am

Post autor: LauraBacha3 »

lalisa pisze: ↑pt mar 27, 2026 4:52 pm Byłam w takiej sytuacji kilka lat temu. Wynikało to z tego, że nie umiałam jakoś o siebie zawalczyć i godziłam się np. żeby ktoś wziął pracę gdzie 90% zrobiłam ja, a 10% ta osoba i zaprezentował jako swoją. Miałam niskie stanowisko i blokowany awans przez to, że byłam tylko od brudnej roboty, a laury dostawali inni. Mogę pogadać.
Mam wrażenie, że po macierzyńskim właśnie trafiłam w takie miejsce.
Byłam pierwszym inżynierem w dziale i właściwie sama stawiałam całą produkcję, linie (w moim obszarze). Nigdy w firmie nie było tego procesu więc musiałam uczyć operatorów, utrzymanie ruchu. Po kilku latach dotrudniono inną osobę, którą musiałam od zera uczyć tego procesu, bo nigdy nie pracował w tej branży. Ale było ok, dobrze się dogadywaliśmy. Minęły 3 lata, poszłam na macierzyński. Produkcja się rozrastała. W czasie mojej nieobecności była jedna linia do odebrania, dokończenie wdrożenia jednego produktu i drugi w całości więc zatrudniono kolejnego inżyniera, tym razem już z doświadczeniem w tym obszarze. Po kilku miesiącach zrobiono rewolucję. Zwolniono managera, szefa, szefa produkcji, nawet dyrektora całego zakładu. Gdy wróciłam wszystkie "ważne" osoby były nowe. W biurze z osób które znałam został ten inżynier, którego wdrażałam i dwóch z jakimi pracowaliśmy lecz oni zajmują się innymi obszarami. Na produkcji jest kilka osób, które znam, reszta nowa. W jakości wszyscy nowi. W utrzymaniu ruchu jedna osoba, którą znam, reszta nowa. W biurze poza tymi "starymi" nowych jest łącznie 10 osób, których nie znam.
Wróciłam i czuję się niewidzialna. Nie jestem już inżynierem wiodącym. Czuję się jak na praktykach. Nie jestem zapraszana na spotkania projektowe ale siedząc w biurze słyszę jak ci obecnie zajmujący się tym procesem mają spotkanie z centralą w sprawie jakiegoś tam projektu. Prawie co sobotę umawiają się na nadgodziny, robią jakieś testy a ja uzupełniam instrukcje i robię jakieś pierdoły.
Gdy powiedziałam o tym szefowej dowiedziałam się, że zachowuję się jak dziecko i ona nie będzie tego tolerować.
Więc jak są listy akcji na audyt to sama sobie szukam punkty i robię te zadania sama, bo ja chcę coś robić. Tylko potem moje nazwisko, które wpisuję przy tym punkcie jest zmieniane na inne. Jak jestem pierwsza w pracy i jest jakiś problem to idę na produkcję i robię co mogę. A potem pochwały dostają oni xd więc w końcu dorosłam do decyzji o zmianie pracy i od dwóch tygodni wysyłam CV.

Chciałam wrócić do pracy, byłam podekscytowana, że wracam, bo ja lubię moją pracę, lubię to co robię. Lubię nawet siedzieć po godzinach na audytach.
Ale jakby no, ja juz swoje lata mam i nie jestem młodszym inżynierem czy praktykantką, żeby teraz się cofać w rozwoju. Żeby robić coś gdzie przypisuje się inne nazwisko.
Żeby stać w kolejce do "lizania dupy", bo i takie coś widuję gdy pojawia się główna szefowa.
Każdego dnia w pracy czuję się jak piąte koło u wozu. Niestety ofert pracy jest bardzo mało ale jestem świadoma, że szukanie trochę potrwa
Awatar użytkownika
DoomsdayFish
SushiAddict
Posty: 832
Rejestracja: pt mar 13, 2026 4:22 pm

Post autor: DoomsdayFish »

LauraBacha3 pisze: ↑ndz paź 25, 2026 6:16 pm Mam wrażenie, że po macierzyńskim właśnie trafiłam w takie miejsce.
Byłam pierwszym inżynierem w dziale i właściwie sama stawiałam całą produkcję, linie (w moim obszarze). Nigdy w firmie nie było tego procesu więc musiałam uczyć operatorów, utrzymanie ruchu. Po kilku latach dotrudniono inną osobę, którą musiałam od zera uczyć tego procesu, bo nigdy nie pracował w tej branży. Ale było ok, dobrze się dogadywaliśmy. Minęły 3 lata, poszłam na macierzyński. Produkcja się rozrastała. W czasie mojej nieobecności była jedna linia do odebrania, dokończenie wdrożenia jednego produktu i drugi w całości więc zatrudniono kolejnego inżyniera, tym razem już z doświadczeniem w tym obszarze. Po kilku miesiącach zrobiono rewolucję. Zwolniono managera, szefa, szefa produkcji, nawet dyrektora całego zakładu. Gdy wróciłam wszystkie "ważne" osoby były nowe. W biurze z osób które znałam został ten inżynier, którego wdrażałam i dwóch z jakimi pracowaliśmy lecz oni zajmują się innymi obszarami. Na produkcji jest kilka osób, które znam, reszta nowa. W jakości wszyscy nowi. W utrzymaniu ruchu jedna osoba, którą znam, reszta nowa. W biurze poza tymi "starymi" nowych jest łącznie 10 osób, których nie znam.
Wróciłam i czuję się niewidzialna. Nie jestem już inżynierem wiodącym. Czuję się jak na praktykach. Nie jestem zapraszana na spotkania projektowe ale siedząc w biurze słyszę jak ci obecnie zajmujący się tym procesem mają spotkanie z centralą w sprawie jakiegoś tam projektu. Prawie co sobotę umawiają się na nadgodziny, robią jakieś testy a ja uzupełniam instrukcje i robię jakieś pierdoły.
Gdy powiedziałam o tym szefowej dowiedziałam się, że zachowuję się jak dziecko i ona nie będzie tego tolerować.
Więc jak są listy akcji na audyt to sama sobie szukam punkty i robię te zadania sama, bo ja chcę coś robić. Tylko potem moje nazwisko, które wpisuję przy tym punkcie jest zmieniane na inne. Jak jestem pierwsza w pracy i jest jakiś problem to idę na produkcję i robię co mogę. A potem pochwały dostają oni xd więc w końcu dorosłam do decyzji o zmianie pracy i od dwóch tygodni wysyłam CV.

Chciałam wrócić do pracy, byłam podekscytowana, że wracam, bo ja lubię moją pracę, lubię to co robię. Lubię nawet siedzieć po godzinach na audytach.
Ale jakby no, ja juz swoje lata mam i nie jestem młodszym inżynierem czy praktykantką, żeby teraz się cofać w rozwoju. Żeby robić coś gdzie przypisuje się inne nazwisko.
Żeby stać w kolejce do "lizania dupy", bo i takie coś widuję gdy pojawia się główna szefowa.
Każdego dnia w pracy czuję się jak piąte koło u wozu. Niestety ofert pracy jest bardzo mało ale jestem świadoma, że szukanie trochę potrwa
Strasznie przykro się czyta takie historie. U mnie w pracy ostatnio też wychodzą kwiatki, praca jest bardzo nierównomiernie dystrybuowana i w efekcie jedni się zaharowują a drudzy mają plażę. A jak się okazało ostatnio, moja dyrektora kłamie managementowi o sytuacji po to, by samą siebie w dobrym świetle przedstawić. Chora sytuacja.
Współczuję Ci sytuacji, mam nadzieję, że szybko znajdziesz miejsce, w którym będziesz szanowana i doceniona tak, jak na to zasługujesz.