Czyli z czego żyjesz przez pół roku?Maria_Anna6456 pisze: ↑pt paź 02, 2026 11:17 pm Oszczędności są nie tylko na przyjemności, ale na trudne czasy również.
Wypalenie zawodowe
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherryRe: Wypalenie zawodowe
To może ja Ci opowiem na swoim przykładzie, ale zaznaczam, że to tylko o mnie i umówmy się, na rynku pracy jestem od ponad 20 lat, więc ja sobie ugruntowałam pozycję zawodową, do tego nie działałam tylko w jednej branży. Rok temu dosłownie zrezygnowałam z pracy na etacie. To był maj, a ja w poprzedniej firmie pracowałam od ponad 3 lat- świetna praca, blisko domu, mały zespół, z którego została mi jedna przyjaźń. Ale...szefowa, właścicielka, która dosłownie wykańczała ludzi. Każdy zaciskał zęby, bo poza nią robota super, ale nie da się pracować, gdy nie wiesz, czy Twój szef danego dnia będzie aniołem, czy przeprowadzi psycho terror dosłownie o nic- kompletny brak stabilności emocjonalnej, manipulacje, mobbing, smsy o pierdoletach w dni wolne od pracy, kłamstwa, insynuacje. Jestem silna psychicznie, ale po 2 latach czułam, że tracę radość życia, a każdego wolnego dnia się boję, czy smsem nie zostanę opierdo*ona o nic. W maju 2025 kończyła mi się umowa. Przyszłam, wypisałam urlop, zabrałam rzeczy i skończyłam życie w cyrku. Planowałam zrobić sobie dosłownie wakacje, ot tak jak po maturze przed studiami, do 5 miesięcy odpoczynku. Oczywiście od razu zarejestrowałam się w UP, dostałam około 1700 złotych zasiłku, więc już tutaj miałam gwarancję, że przez najbliższe pół roku każdego miesiąca będę miała stały dochód i ubezpieczenie. Ale to nie wszystko. A jeszcze ściślej do rzeczy? Zawsze miałam oszczędności. Ok, byłam tą szczęściarą, że nigdy nie pracowałam za najniższą krajową, ale umówmy się, też bywało z kasą różnie. Zawsze coś z każdej wypłaty odkładałam. Zawsze. Ok, był czas, że budowaliśmy z mężem dom, więc to było życie od wypłaty do wypłaty, ale to trwało kilka lat i nie były to obecne czasy, że stawiając dom zadłużałaś się na całe życie. Więc kolejna kwestia- nie mam żadnych kredytów i nigdy nie kupuję na raty, bo albo kupuję za gotówkę, a jeżeli nie...to znaczy, że mnie na to nie stać, więc nie kupuję. Nie wynajmuję mieszkania, mam dom, mąż ma swoją firmę, a kosztami życia codziennego po prostu się dzielimy. Obydwoje mamy też, jak już wspomniałam, konkretne zawody. Ja przez ponad 10 lat byłam copywriterem w agencji reklamowej, późnej redaktorem w wydawnictwie, teraz od 5 lat pracuję w branży handlowej. Także to nie jest tak, że ja robiąc sobie pół roku przerwy nie mam do czego wracać. Finalnie wróciłam do pracy po 4 miesiącach przerwy, bo w pewnym momencie nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Odpoczęłam, organizm i psychika się zregenerowały, miałam mnóstwo czasu dla siebie, byłam wyspana, natomiast pojawiło się uczucie bezsensu...ile można czytać, biegać, spać. Brakowało mi dyscypliny, obowiązków, organizacji.
Ale tak, żyłam z zasiłku i oszczędności, a czy tych oszczędności mi nie żal? Nie. Oszczędzasz nie tylko z myślą o emeryturze, wakacjach i ewentualnej chorobie. Zdrowie psychiczne jest również priorytetem i trzeba o nie dbać. Co mi przyjdzie po oszczędnościach jak najpierw siądzie mi na amen psychika, a za nią pojawią się inne choroby.
Pocieszę Cię, że mało kto może sobie pozwolić na przerwę od pracy. Ludzie, których znam i którzy idą sobie na tymczasowe bezrobocie to w większości ludzie młodzi, którzy często mieszkają z rodzicami, więc...matka zawsze obiad zrobi, a do rachunków się dokładać nie trzeba, a takich ludzi jest obecnie mnóstwo, bo o pracę bez wykształcenia jest trudno, a za najniższą krajową w pojedynkę utrzymasz się na ostro zaciskając pasa. Ha, nawet kumpel, który w przyszłym roku planuje zamieszkać z dziewczyną, stwierdził- ,,skończy się jadanie w knajpach i 2 razy do roku all inclusive''
-
Maria_Anna6456
- RóżowePolo
- Posty: 11
- Rejestracja: czw sty 30, 2025 8:17 pm
Hej Magda, dziękuję że się podzieliłas ze mną swoim doświadczeniem. Ja teraz chyba jestem na takim etapie, gdzie zaczyna mi się nudzić w domu, a z drugiej strony pojawiają się jakieś lęki przed pójściem do pracy. A właściwie do.prwcy bym poszła, na zasadzie siadaj, tu twoje zadanie tak się robi i działaj, a potem to wiadomo, człowiek więcej ogarnia samodzielnie i pójdzie. Mam obawę przed rozmowami o pracę, to moja blokada. U mnie sytuacja z wypaleniem była zgoła inna,.ponad 10 lat w jednej organizacji i wpierw przyszło.zmeczenie fizyczne ( ciało krzyczało, za dużo bodźców, stresu) , potem emocjonalne(psychiczne) - tak to widzę z perspektywy.czasu. Jako że tyle lat byłam w jednym.miejscu pracy to ta.nowa praca, a właściwie ludzie mnie odstraszają przed.podjeciem.rekawicy na kogo właściwie trafię. Jedno wiem - nie można byc za dobrym, i nie umieć stawiać granic. Ta.ciagla.oresja jaka byłam poddawana przez ostatnie lata była.przyczyna wypalenia zawodowego. I co jeszcze mogę dodać, to im więcej narzekasz w robocie tym lepiej masz, bo gowna nikt nie będzie ruszał. A frajera na którym zawsze można polegać a i owszem.Magda0888 pisze: ↑ndz paź 04, 2026 6:17 am To może ja Ci opowiem na swoim przykładzie, ale zaznaczam, że to tylko o mnie i umówmy się, na rynku pracy jestem od ponad 20 lat, więc ja sobie ugruntowałam pozycję zawodową, do tego nie działałam tylko w jednej branży. Rok temu dosłownie zrezygnowałam z pracy na etacie. To był maj, a ja w poprzedniej firmie pracowałam od ponad 3 lat- świetna praca, blisko domu, mały zespół, z którego została mi jedna przyjaźń. Ale...szefowa, właścicielka, która dosłownie wykańczała ludzi. Każdy zaciskał zęby, bo poza nią robota super, ale nie da się pracować, gdy nie wiesz, czy Twój szef danego dnia będzie aniołem, czy przeprowadzi psycho terror dosłownie o nic- kompletny brak stabilności emocjonalnej, manipulacje, mobbing, smsy o pierdoletach w dni wolne od pracy, kłamstwa, insynuacje. Jestem silna psychicznie, ale po 2 latach czułam, że tracę radość życia, a każdego wolnego dnia się boję, czy smsem nie zostanę opierdo*ona o nic. W maju 2025 kończyła mi się umowa. Przyszłam, wypisałam urlop, zabrałam rzeczy i skończyłam życie w cyrku. Planowałam zrobić sobie dosłownie wakacje, ot tak jak po maturze przed studiami, do 5 miesięcy odpoczynku. Oczywiście od razu zarejestrowałam się w UP, dostałam około 1700 złotych zasiłku, więc już tutaj miałam gwarancję, że przez najbliższe pół roku każdego miesiąca będę miała stały dochód i ubezpieczenie. Ale to nie wszystko. A jeszcze ściślej do rzeczy? Zawsze miałam oszczędności. Ok, byłam tą szczęściarą, że nigdy nie pracowałam za najniższą krajową, ale umówmy się, też bywało z kasą różnie. Zawsze coś z każdej wypłaty odkładałam. Zawsze. Ok, był czas, że budowaliśmy z mężem dom, więc to było życie od wypłaty do wypłaty, ale to trwało kilka lat i nie były to obecne czasy, że stawiając dom zadłużałaś się na całe życie. Więc kolejna kwestia- nie mam żadnych kredytów i nigdy nie kupuję na raty, bo albo kupuję za gotówkę, a jeżeli nie...to znaczy, że mnie na to nie stać, więc nie kupuję. Nie wynajmuję mieszkania, mam dom, mąż ma swoją firmę, a kosztami życia codziennego po prostu się dzielimy. Obydwoje mamy też, jak już wspomniałam, konkretne zawody. Ja przez ponad 10 lat byłam copywriterem w agencji reklamowej, późnej redaktorem w wydawnictwie, teraz od 5 lat pracuję w branży handlowej. Także to nie jest tak, że ja robiąc sobie pół roku przerwy nie mam do czego wracać. Finalnie wróciłam do pracy po 4 miesiącach przerwy, bo w pewnym momencie nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Odpoczęłam, organizm i psychika się zregenerowały, miałam mnóstwo czasu dla siebie, byłam wyspana, natomiast pojawiło się uczucie bezsensu...ile można czytać, biegać, spać. Brakowało mi dyscypliny, obowiązków, organizacji.
Ale tak, żyłam z zasiłku i oszczędności, a czy tych oszczędności mi nie żal? Nie. Oszczędzasz nie tylko z myślą o emeryturze, wakacjach i ewentualnej chorobie. Zdrowie psychiczne jest również priorytetem i trzeba o nie dbać. Co mi przyjdzie po oszczędnościach jak najpierw siądzie mi na amen psychika, a za nią pojawią się inne choroby.
Pocieszę Cię, że mało kto może sobie pozwolić na przerwę od pracy. Ludzie, których znam i którzy idą sobie na tymczasowe bezrobocie to w większości ludzie młodzi, którzy często mieszkają z rodzicami, więc...matka zawsze obiad zrobi, a do rachunków się dokładać nie trzeba, a takich ludzi jest obecnie mnóstwo, bo o pracę bez wykształcenia jest trudno, a za najniższą krajową w pojedynkę utrzymasz się na ostro zaciskając pasa. Ha, nawet kumpel, który w przyszłym roku planuje zamieszkać z dziewczyną, stwierdził- ,,skończy się jadanie w knajpach i 2 razy do roku all inclusive''
Kiedy poszłaś do nowej pracy, jak były rozmowy to było poruszane skąd przerwa w zatrudnieniu? Byłaś wtedy szczera?
Hej, hejMaria_Anna6456 pisze: ↑wt paź 13, 2026 1:18 pm Hej Magda, dziękuję że się podzieliłas ze mną swoim doświadczeniem. Ja teraz chyba jestem na takim etapie, gdzie zaczyna mi się nudzić w domu, a z drugiej strony pojawiają się jakieś lęki przed pójściem do pracy. A właściwie do.prwcy bym poszła, na zasadzie siadaj, tu twoje zadanie tak się robi i działaj, a potem to wiadomo, człowiek więcej ogarnia samodzielnie i pójdzie. Mam obawę przed rozmowami o pracę, to moja blokada. U mnie sytuacja z wypaleniem była zgoła inna,.ponad 10 lat w jednej organizacji i wpierw przyszło.zmeczenie fizyczne ( ciało krzyczało, za dużo bodźców, stresu) , potem emocjonalne(psychiczne) - tak to widzę z perspektywy.czasu. Jako że tyle lat byłam w jednym.miejscu pracy to ta.nowa praca, a właściwie ludzie mnie odstraszają przed.podjeciem.rekawicy na kogo właściwie trafię. Jedno wiem - nie można byc za dobrym, i nie umieć stawiać granic. Ta.ciagla.oresja jaka byłam poddawana przez ostatnie lata była.przyczyna wypalenia zawodowego. I co jeszcze mogę dodać, to im więcej narzekasz w robocie tym lepiej masz, bo gowna nikt nie będzie ruszał. A frajera na którym zawsze można polegać a i owszem.
Kiedy poszłaś do nowej pracy, jak były rozmowy to było poruszane skąd przerwa w zatrudnieniu? Byłaś wtedy szczera?
Mam, miałam bardzo podobne odczucia jak Ty. Wyglądało to w ten sposób, że najpierw pracowałam w firmie, gdzie naprawdę wszystkim bardzo się przejmowałam. Popełniałam błędy, bo to była dla mnie nowa praca. Branża niszowa, specjalistyczna, dużo nowej wiedzy, ale byłam naprawdę skuteczna. Niestety, po roku kierownikiem została dziewczyna...ech, 22 latka bez matury, bez studiów, bez doświadczenia, bez jakiegokolwiek dorobku zawodowego. Po prostu przypadkowa osoba. Jak łatwo można sobie wyobrazić sodówka uderzyła jej do głowy i to z ostrym gazem. Ja się starałam dogadywać, a ona niszczyła całą atmosferę. Za jej sprawą nie została mi przedłużona umowa. I wiesz co? To było przed poprzednią pracą. Po odejściu nie mogłam się pozbierać. Nie było dnia, żebym nie płakała. Nie mogłam pojąć, jak ludzie tak po prostu mogą być okrutni wobec drugiego człowieka? Ale bardzo szybko się pozbierałam, bo tamto wolne nie było na życzenie. Dosłownie straciłam ,,ukochaną'' pracę zupełnie bez sensu i bez powodu, i żeby do końca się nie załamywać zaczęłam działać i szukać, a że jestem w tym skuteczna i mam co zaoferować pracodawcy, to następną (poprzednią) pracę znalazłam w mig. I jak to ja, na początku wszystkich traktuję jak białą kartę. Nie słucham plotek, nie czytam goworków, bo ludzie zawsze będą krytykować, a opinie zostawiają zwykle sfrustrowani byli pracownicy. Ale już nie będę się rozwodzić. Pracowałam najlepiej jak potrafiłam, a że jest to branża, w której trzeba być stale kreatywnym, z dobrą energią to raczej nie możesz przyjść do pracy i stwierdzić ,,ja sobie dzisiaj pomilczę, bo muszę sobie odpocząć''- klient tego nie zrozumie. Ale jeżeli przychodzisz do pracy, a przełożona wali w Ciebie problemami, których nie ma i nie wiesz, kiedy ten cios nastąpi, to ciało masz spięte jak struna...Po paru latach nawet nie wiesz kiedy, a dosłownie zaczyna dopadać Cię depresja. Ja miałam tak, że nie cieszyło mnie życie, bo nic nie czułam, ale czułam jedno, że nie chcę tam pracować. Wtedy odeszłam. I to był chyba dla mojej psychiki ostatni dzwonek, żeby się ratować, bo wróciłam do domu, założyłam buty do biegania, odetchnęłam, a od męża usłyszałam ,,a teraz robisz sobie wakacje''... Po tych kilku miesiącach odpoczynku poczułam dokładnie jak Ty, że coś mnie nosi. Postanowiłam przeglądać ogłoszenia, przypomniałam o sobie kilku ludziom z poprzednich prac, którzy w tym czasie awansowali (nigdy nie paliłam za sobą mostów, bo branża, którą się zajmuję, jest po części moją pasją, a że przełożeni niszczyli ludzi?- to już inna sprawa). Nie licząc zupełnie na jakąkolwiek odpowiedź, napisałam do koleżanki po fachu, z którą pracowałam w przedostatniej firmie, a z którą byłyśmy takimi ,,towarzyszkami niedoli''
Dziewczyno! Nie masz nic do stracenia. Możesz tylko zyskać, a co więcej- to ktoś może pozyskać właśnie Ciebie, bo na pewno jesteś wyjątkowa
Jeszcze jedno przemyślenie, które mam po tych latach dostatku i niedostatku zawodowego. Praca to tylko praca. Przychodzę, wykonuję swoje obowiązki, jestem profesjonalna, utrzymuję dobre, koleżenskie relacje z resztą zespołu, pomagam, gdy mogę, ale nie wyręczam innych z roboty, pytam o zdrowie, o minione wakacje, pamiętam o urodzinach, ale później mówię do zobaczenia i zamykam za sobą drzwi.