Jestem z moim mężem 10 lat w związku. Generalnie mój partner jest bardzo otwarty w relacjach i rozmowach z innymi ludzmi. W tym momencie tylko nie ze mną. Kiedy zarabialiśmy na podobnym poziomie, nasza relacja wydawało mi się była na prawdę wyjątkowa. Rozumieliśmy się nawzajem i ja odbierałam nasz związek jako naprawdę bardzo dobry.
Przed urodzeniem naszego dziecka wszystkie opłaty dzieliliśmy po połowie, co było dla mnie logiczne, ponieważ zarabialiśmy podobnie. Teraz jest tak samo - życie codzienne jest na 50%. Kredyt jest procentowo, ponieważ z mojej wypłaty nie jest mnie stać aby płacić połowę - z czego wynika, że jeśli doszłoby do podziału mieszkania dzieli się ono procentowo. Mamy rozdzielność majątkową - braliśmy ślub po urodzeniu dziecka i ze względu na to, że mąż zarabia więcej chciał spisać intercyzę. Nie było to dla mnie problemem. Od około 4 lat mój mąż zarabia więcej ode mnie. Najpierw on się przebranżowił, a ja zrobiłam to tak naprawdę 3 lata temu - częściowo ze względu na niego, ponieważ mój wcześniejszy zawód był dla niego powodem do wstydu. Pracowałam w branży kosmetycznej.
Generalnie był to dla mnie bardzo duży przeskok i do tej pory uczę się nowego zawodu. Zarabiam jak na początek całkiem dobrze.
I teraz dochodzę do tego, co się stało.
Zauważyłam, że mój mąż pisze z kimś na Facebooku. Po jakimś czasie, kiedy np. przechodziłam za jego plecami, szybko zamykał okno rozmowy. Raz ta osoba była na liście ostatnich wiadomości, a raz nie. Zaniepokoiło mnie to.
Pewnego dnia, kiedy robił obiad, a komputer był odpalony, sprawdziłam jego wiadomości. Wiem, że nie powinnam była tego robić, ale coś w jego zachowaniu wzbudziło we mnie ogromny niepokój.
Rozmowa z tą osobą była ustawiona tak, że wiadomości znikały po 24 godzinach, więc widziałam tylko ostatnie rozmowy. Ich treść bardzo mnie zaniepokoiła, ponieważ była to dość osobista rozmowa, w której mój mąż sypał komplementami swojej koleżance z pracy, która również jest zamężna. Pisał też o swoich fetyszach, m.in. o tym, że uwielbia pończochy i bardzo ładnie wyglądała w pracy w rajstopkach
Żalił się koleżance, że jestem mało ambitna, że mało zarabiam. Ogólnie pisał takie rzeczy, które nie powinny wyjść poza nasz związek.
W pewnym momencie wszedł do pokoju i zobaczył, że czytam te wiadomości.
Zapytałam go, co to jest, dlaczego ma taką relację z koleżanką z pracy i dlaczego mnie okłamuje.
Odpowiedział, że ją lubi i że nie robi nic złego. Powiedział też, że ze mną nie można porozmawiać o poważnych tematach i że nie będzie mnie komplementował, ponieważ na to nie zasługuję. Stwierdził, że koleżanki zasługują na komplementy, a ja nie. Wcześniej byłam zdradzana w związku o czym wiedział. Powiedział, że powinnam się w takim razie zastanowić nad sobą skoro mój poprzedni partner mnie zdradzał.
Powiedział również, że wszystko jest na jego głowie, że to on musi się martwić o nasze życie, że mało zarabiam, że jestem nikim w porównaniu z tą dziewczyną, że się nie rozwijam i że ma z tyłu głowy myśl, że będzie mu lepiej z kimś innym. Podkreślam - mój mąż mnie nie utrzymuje!
To dosłownie zmiotło mnie z planszy.
Mam wrażenie, że zamiast rozmawiać o tym, co zobaczyłam i dlaczego ta relacja wygląda w ten sposób, cała rozmowa została skierowana na to, że przeczytałam jego wiadomości. Nagle to ja zostałam przedstawiona jako osoba, która wszystko zniszczyła.
Tylko że mamy trzyletnie dziecko i to głównie po mojej stronie leży opieka nad nim. To ja zajmuję się dzieckiem, kiedy jest chore. To również ogranicza moje możliwości zawodowe. Gdyby nie nasze dziecko, które bardzo kocham po prostu zakończyłabym ten związek.
W tym momencie szukam nowej pracy, ale nie jestem na tyle wyspecjalizowana, żeby dostać dużo więcej niż zarabiam teraz. Rynek pracy jest obecnie bardzo trudny i nie dostaję nawet odpowiedzi na część wysyłanych CV.
Widzę, że nasz związek zaczyna się rozpadać i chyba najbardziej przeraża mnie to, że mam wrażenie, iż mój mąż chce po prostu innego życia. Z tego, co czasami opowiadał mi o tej koleżance, wiem, że ona dobrze zarabia, a jej mąż jest dyrektorem i również bardzo dużo zarabia. Mam wrażenie, że mój mąż chce właśnie takiego życia jak oni.
I tutaj pojawia się moje pytanie.
Czy naprawdę, biorąc pod uwagę to, co się działo, zrobiłam coś aż tak karygodnego, że sprawdziłam te wiadomości?
Wiem, że czytanie czyjejś korespondencji jest przekroczeniem prywatności i nie twierdzę, że zrobiłam dobrze. Ale z drugiej strony miałam ku temu konkretne powody. Gdyby były to zupełnie normalne rozmowy, dlaczego telefon jest zabezpieczony PIN-em, ustawiony w trybie samolotowym, komputer również jest zabezpieczony PIN-em, a wiadomości z tą konkretną osobą ustawione są tak, żeby znikały po 24 godzinach?
Powiedziałam mu o tym, a on odpowiedział mi tylko, że to ja czytam jego wiadomości i że sama się tym zainteresowałam.
Jestem kompletnie rozbita i nie wiem już, czy patrzę na tę sytuację obiektywnie, czy może rzeczywiście to ja zrobiłam z tego wszystkiego problem.
Chciałabym usłyszeć opinie osób z zewnątrz, bo sama jestem już za bardzo zaangażowana emocjonalnie, żeby spojrzeć na to z dystansem.