Start
Wiadomości
Ulubione
Mój profil

Czy biedni powinni mieć dzieci?

Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry
lalisa
Licówka
Posty: 3329
Rejestracja: śr lip 07, 2021 9:59 pm

Re: Czy biedni powinni mieć dzieci?

Post autor: lalisa »

Marti37 pisze: ↑ndz cze 28, 2026 11:17 am Zalezy natomiast co definiujemy jako biedę- czy rodzinę jak wyzej wspomniana czy moze taką gdzie jest nawet i tylko 2 dzieci ktore co prawda nigdy nie sa glodne i mają przysłowiowe buty ale juz za "zbytki" typu zajęcia dodatkowe czy wyjście do kina pieniędzy brak.
Ten drugi przykład niby nie wpisuje się w klasyczną definicje biedy ale na pewno takie dzieci czują się gorsze od rówieśników bo nie stać ich na jakiekolwiek hobby czy fajne spędzanie czasu i to też nie jest fair.
Ja nie jestem z biednej rodziny, oboje rodzicow pracowało ale nigdy nie chodzilam na żadne zajęcia dodatkowe, nie byłam na wakacjach czy chociażby koloniach, ciuchy miałam ale nie takie jakie byly modne i ktore bym chciała tylko po prostu aby były-pamietam że odczuwałam to jako dziecko i obiecałam sobie że moje dzieci nigdy nie usłysza że na coś co potrzebują "szkoda pieniedzy"

Wracając do definicji biedy- taką rodzinę która była książkowym przykładem znałam tylko jedną w swojej okolicy natomiast takich rodzin jak moja było wiele-gdzie dzieci nie chodziły głodne ani obdarte ale jednoczesnie nie bylo pieniedzy na fajne dzieciństwo, wyjazdy, fajne spędzanie weekendów czy hobby
Rozdzieliłabym biedę od ograniczonych możliwości, bo inaczej "bieda" będzie oznaczać wszystko, od braku pieniędzy na chleb po brak wyjazdu na zagraniczne wakacje. Koleżanki uznawane za bogate w mojej szkole w porównaniu do tych, które poznałam po wyjeździe na studia, to były "biedaki".

Istnieje bieda skrajna, czyli wszystko co poniżej minimum egzystencji, a potem:

Minimum egzystencji (tylko żeby przeżyć) = dziecko nie głoduje, ma dach nad głową, ma podstawowe ubrania (niekoniecznie świeże), może się umyć, chodzi do szkoły i korzysta z darmowych rzeczy, nie uczestniczy w kulturze i rekreacji, nie ma spełnionych potrzeb rozwojowych

Minimum socjalne = zróżnicowana i normalna dieta, normalne warunki i miejsce do odpoczynku, komplet czystych i nieznoszonych ubrań, normalny zakres leczenia (profilaktyka, higiena), edukacja uwzględniająca potrzeby dziecka, udział w kulturze, możliwość rozwoju

Wracając do wątku, osobiście uważam, że lepiej powstrzymać się od powoływania dzieci na świat, kiedy jest się na minimum egzystencjalnym. Ja żyłam na tym poziomie i wykluczenie przez rówieśników to jest wtedy najmniejszy problem. Nie chodzi o to, czy czujesz się gorszy od innych, bo to jest subiektywne. Chodzi o to, że jesteś gorszy i nie da się tego wybronić, że nie. Wstyd jest realny. Problemy są realne, np. nieleczone zęby.
chleb_ze_smalcem
MieszkankaPowiśla
Posty: 936
Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm

Post autor: chleb_ze_smalcem »

Marti37 pisze: ↑ndz cze 28, 2026 10:49 am Tak z ciekawości- z jakich rocznikow sa osoby ktore piszą że ich rodzice mieli więcej dzieci niż mogli sobie na to finansowo pozwolić?
Pytam bo myślałam ze nieplanowana wielodzietnosc to jak juz czasy naszych dziadkow (ich dzieciństwo) a nie naszych rodzicow czy naszego pokolenia (lata 80 czy 90).
Ja jestem 86 i w mojej okolicy byla tylko jedna rodzina wielodzietna (i tak była biedna niestety). Cała reszta znajomych z podstawowki/gimnazjum/liceum miala zazwyczaj 2-3 dzieci w domu (najczęściej byl schemat 2). Pokolenie moich rodzicow (druga połowa lat 60) już potrafiła się zabezpieczać i nie robili dzieci na masowa skalę, nawet pokolenie moich dziadków (ktorzy faktycznie sa z wielodzietnych rodzin i cierpieli niedostatek) nie miało az tylu dzieci co ich rodzice czyli nasi pradziadkowie. Moja babcia z jednej strony miała 3, z drugiej strony tylko 1. Babcie koleżanek z podstawówki/gimnazjum ktore znam mialy po 2-3-4 dzieci- może to zależy od regionu?
Moje dzieciństwo przypadało na lata 2000, nie jestem z wielodzietnej rodziny. Nie mieszkaliśmy w jeziorze, rodzice wykańczali dom - nowoczesny jak na tamte czasy, na obrzeżach miasta wojewódzkiego. W otoczeniu były rodziny wielodzietne i tam bieda była dużo większa niż u mnie. W tych rodzinach najczęściej też był alkohol, trwałe bezrobocie i czasem przemoc. Antykoncepcja była dostępna, szczególnie w mieście ale z tego co wiem, ja i moje rodzeństwo byliśmy planowani. Była większa presja społeczna na wczesne rodzenie dzieci i kościół kładł do głów, ze antykoncepcja zła a aborcja to już w ogóle a wtedy dużo ludzi z okolicy było wierzących a przynajmniej chodzących do kościoła. Ludzie też bardziej patrzyli na to co inni powiedzą - tak mi mówiły kobiety z rodziny.
Problem był taki, że po latach 90tych było duże bezrobocie a w moim mieście głównymi pracodawcami były niedobitki fabryk i zakładów które ledwo ciągnęły od prywatyzacji. Nie było jeszcze tak rozwiniętego prywatnego rynku pracy jak obecnie. Nawet jak praca była na papierze, to mogło nie być wypłat kilka miesięcy jak był przestój. Tak było u mnie. Moi rodzice mieli wykształcenie i udało się nam wyemigrować na zachód gdzie nasza bieda sie skończyła. Po emigracji dopiero zobaczyłam jak bardzo okrojone było moje dzieciństwo w PL w porównaniu do dzieci zachodnich.

I tu moje pytanie, wiedząc jak niepewna była sytuacja i mając plan na emigrację, po jaką cholerę było sobie robić kolejne dzieci zamiast poczekać aż się polepszy? Nie mówimy tu o ludziach w okolicy 40 gdzie każdy rok się liczy, tylko 20 parę latkach i nie mówimy o 10 latach czekania. Moi rodzice jakoś zupełnie nie ogarniali tych tematów, bo każdy miał tak samo, to i oni podążali za tłumem xd
marta.kotori
RoyalBaby
Posty: 23
Rejestracja: pt wrz 11, 2026 11:29 am

Post autor: marta.kotori »

Myślę, że prostą odpowiedzią na to pytanie jest sprawdzenie, ile osób ważnych historycznie lub biznesowo zasadniczo wywodziło się z biedniejszych rodzin.
Gdzies_po_drodze
Srebrna Kropeczka
Posty: 156
Rejestracja: pt maja 16, 2025 5:17 pm

Post autor: Gdzies_po_drodze »

Co do zasady jestem zdania, że gdy sytuacja finansowa jest niepewna, to nie powinno się powoływać na świat dzieci. Mam wrażenie, że zbyt dużo mówi się w ostatnich latach o "katastrofie demograficznej", a zbyt mało o odpowiedzialności. Dziecko wymaga niemałych zasobów finansowych, a przede wszystkim czasu i wysiłku włożonego w opiekę, budowanie więzi, wychowanie.
I też nie chodzi o to, że dzieci powinni mieć jedynie najbogatsi, że muszą być markowe ciuchy, drogie gadżety i wyjazdy - to też jest częścią wychowania, by uświadomić dzieciom, że wszystkiego mieć nie można - ale trzeba planować przyszłość, brać pod uwagę różne scenariusze, przygotowywać się na nie.

Mam też wrażenie, że w przypadku dzieci z mojego pokolenia, wychowywanych w latach 90. większość rodzin żyła na takim powiedzmy średnio-niskim poziomie i ogromną różnice robiła nie tyle sama wysokość dochodów, co kwestie świadomości, podejścia do pracy i nauki, priorytety. W wielu środowiskach normą było to, że nie ma kasy na pomoce naukowe dla dzieci czy wyjścia z klasą, ale nikt nie kwestionował, że ojciec zawsze ma na fajki i picie z kumplami raz w tygodniu w osiedlowym barze. Nawet gdy pieniędzy okresowo było więcej, to niekoniecznie szły za tym właściwe decyzje jak wydatki zdrowie czy edukacja dzieci. Z drugiej strony były rodziny, które wpadały czasem w problemy finansowe, ale rodzice dbali w pierwszej kolejności o to, by dzieci przez to nie ucierpiały. I choć w dochodach mogło nie być aż tak wielkiej różnicy, to doświadczenia i możliwości dzieci z takich rodzin były diametralnie inne.
Awatar użytkownika
Liiku
RoyalBaby
Posty: 24
Rejestracja: czw wrz 24, 2026 12:17 am

Post autor: Liiku »

Gdzies_po_drodze pisze: ↑czw wrz 24, 2026 12:24 am Co do zasady jestem zdania, że gdy sytuacja finansowa jest niepewna, to nie powinno się powoływać na świat dzieci. Mam wrażenie, że zbyt dużo mówi się w ostatnich latach o "katastrofie demograficznej", a zbyt mało o odpowiedzialności. Dziecko wymaga niemałych zasobów finansowych, a przede wszystkim czasu i wysiłku włożonego w opiekę, budowanie więzi, wychowanie.
I też nie chodzi o to, że dzieci powinni mieć jedynie najbogatsi, że muszą być markowe ciuchy, drogie gadżety i wyjazdy - to też jest częścią wychowania, by uświadomić dzieciom, że wszystkiego mieć nie można - ale trzeba planować przyszłość, brać pod uwagę różne scenariusze, przygotowywać się na nie.

Mam też wrażenie, że w przypadku dzieci z mojego pokolenia, wychowywanych w latach 90. większość rodzin żyła na takim powiedzmy średnio-niskim poziomie i ogromną różnice robiła nie tyle sama wysokość dochodów, co kwestie świadomości, podejścia do pracy i nauki, priorytety. W wielu środowiskach normą było to, że nie ma kasy na pomoce naukowe dla dzieci czy wyjścia z klasą, ale nikt nie kwestionował, że ojciec zawsze ma na fajki i picie z kumplami raz w tygodniu w osiedlowym barze. Nawet gdy pieniędzy okresowo było więcej, to niekoniecznie szły za tym właściwe decyzje jak wydatki zdrowie czy edukacja dzieci. Z drugiej strony były rodziny, które wpadały czasem w problemy finansowe, ale rodzice dbali w pierwszej kolejności o to, by dzieci przez to nie ucierpiały. I choć w dochodach mogło nie być aż tak wielkiej różnicy, to doświadczenia i możliwości dzieci z takich rodzin były diametralnie inne.
Ja miałam jak mówisz, mieszkałam z dziadkami i mimo, że tych pieniędzy nie było dużo, to nigdy tego nie odczułam u nich. Zawsze mieli pieniądze na moją naukę i rozwijanie pasji. Potem jak zamieszkałam u rodziców - kompletnie odwrotna sytuacja. Pieniądze na fajki i alko dla ojca zawsze były, ale żeby zapisać mnie na jakieś zajęcia po szkole, to była walka. Ojciec pokazywał mi na kompie, że nie mogę iść na zajęcia z niemieckiego, bo nasze konto jest na minusie. Mając pełny barek w domu.

W moim odczuciu to nie kwestia ile jest tych pieniędzy tylko jakie są priorytety.
Marja1501
Szarlotta
Posty: 425
Rejestracja: sob sie 23, 2025 1:04 pm

Post autor: Marja1501 »

Trzeba odróżnić biedę od patologii.

Mam znajomych z różnych domów- tam gdzie nie było pieniędzy i nie bylo alko- większość skończyła dobrze. Skończyli szkoły, mają swoje rodziny, wyrwali się z do większych miejscowości czy za granicę. Podkreślę ze to nie była patologia tylko mieli mało pieniędzy, jednak zawsze byli przygotowani w szkole, na jakies wycieczki jeździli rzadziej niż pozostali.

Inna sytuacja była tam gdzie były nałogi- ówczesne dzieci (roczniki początku lat 90) dzisiaj utknęły w tamtych latach i powielają schematy rodziców, przez co cierpią kolejne dzieci. Niestety te osoby nie znają innego życia i nie poznają bo nie mieli tej szansy i nie mają jej ich dzieci.

Nie sposób komuś zakazać czy nakazać posiadania dzieci. I tylko te dzieci są pokrzywdzone całą sytuacją, bo dzisiejsze dzieciaki nie dosc że potrafią byc okrutne to pozniej takie rzeczy lądują w internecie.

Dziecko da się wychować na dobrego człowieka w każdych warunkach, ale piętno jakie ma odcisniete w dzieciństwie bedzie miało odcisniete na całe życie.
Miauczurka
Channelka
Posty: 34
Rejestracja: pn paź 05, 2026 8:39 am

Post autor: Miauczurka »

"Bieda" nigdy nie powinna być kategorią kwalifikacyjną bo bardzo łatwo ją nagiąć do wątpliwych interpretacji i działań. Natomiast jeżeli mówimy o jakiejś dokładniejszej kontroli potencjalnych warunków życia dzieci, przygotowania samych rodziców, ich stanu psychicznego itd. - o tym możemy ewentualnie dyskutować.
Awatar użytkownika
Saelith
Amigo
Posty: 1636
Rejestracja: wt lut 24, 2026 9:50 am

Post autor: Saelith »

Zależy co rozumiemy przez biedę :p, bardziej chodzi o to, czy rodzice potrafią zarządzać pieniędzmi.
Znam rodzinę, która czasami ma większe dochody niż ja i mój partner, a co miesiąc proszą nas o blika, bo nie starcza na żarcie. Cóż, jak się wydaje codziennie 50 lub 100 zł na zioło, zamiast na pampersy to śmiech na sali
Awatar użytkownika
hanak2
Bagietka z szarlott
Posty: 162
Rejestracja: pt sie 30, 2024 12:33 pm

Post autor: hanak2 »

Oczywiście, że tak. A co, w bogatych domach to zawsze jest cacy? Wydaje mi się, że łączysz biedę z deficytami,patologiami,co jest krzywdzące. Ludzie patologiczni nie powinni mieć dzieci.
jafoge5549

Post autor: jafoge5549 »

hanak2 pisze: ↑pt paź 09, 2026 9:43 am Oczywiście, że tak. A co, w bogatych domach to zawsze jest cacy? Wydaje mi się, że łączysz biedę z deficytami,patologiami,co jest krzywdzące. Ludzie patologiczni nie powinni mieć dzieci.
Hmmmm, mieć nieciekawa rodzinę ale z kontaktami, zapleczem finansowym i jakimś statusem (i pragnieniem żeby go utrzymać, a wizerunek dzieci jest tu bardzo ważny), przy której dosyć szybko możesz się usamodzielnić i wyjechać np na studia a patole z zerem perspektyw od której nie możesz się nawet uwolnić i każdy okruch samodzielności musisz sobie wydrzeć ciężkim jebaniem za ochłapy. Już nie mówiąc że takie bogate rodziny chociaż dają człowiekowi ten status w społeczeństwie a nie że mają wypisane na czole jakby byli trędowaci i nie dość że dostajesz od rodzinki to jeszcze od społeczeństwa które tobą gardzi. To jak z tym płakaniem w Porsche a Polonezie xD nikt nie mówi o tym, że taka biedota jest jak sekta a że dzieci są najczęściej potrzebne przynajmniej do pewnego wieku (biedocie dzieci się przydają bardziej niż oni dzieciom) to zrobią bardzo wiele żeby one się nie połapały jak może wyglądać świat poza własnym podwórkiem. Będą np. nastawiać dziecko od małego przeciwko koleżankom kolegą ich rodzicom nazywając ich złodziejami, kredyciarzami, a siebie uważać za jedynych krystalicznych. I najczęściej robi się też cnotę z tego że taki dzieciak niczego nie wymaga, niewiele potrzebuje, nic mu się ciekawego nie przydarza, nie ma żadnej rozrywki, poza zapierdalaniem bo to jego jedyna perspektywa i przeznaczenie.
jafoge5549

Post autor: jafoge5549 »

jafoge5549 pisze: ↑sob paź 10, 2026 11:12 am Hmmmm, mieć nieciekawa rodzinę ale z kontaktami, zapleczem finansowym i jakimś statusem (i pragnieniem żeby go utrzymać, a wizerunek dzieci jest tu bardzo ważny), przy której dosyć szybko możesz się usamodzielnić i wyjechać np na studia a patole z zerem perspektyw od której nie możesz się nawet uwolnić i każdy okruch samodzielności musisz sobie wydrzeć ciężkim jebaniem za ochłapy. Już nie mówiąc że takie bogate rodziny chociaż dają człowiekowi ten status w społeczeństwie a nie że mają wypisane na czole jakby byli trędowaci i nie dość że dostajesz od rodzinki to jeszcze od społeczeństwa które tobą gardzi. To jak z tym płakaniem w Porsche a Polonezie xD nikt nie mówi o tym, że taka biedota jest jak sekta a że dzieci są najczęściej potrzebne przynajmniej do pewnego wieku (biedocie dzieci się przydają bardziej niż oni dzieciom) to zrobią bardzo wiele żeby one się nie połapały jak może wyglądać świat poza własnym podwórkiem. Będą np. nastawiać dziecko od małego przeciwko koleżankom kolegą ich rodzicom nazywając ich złodziejami, kredyciarzami, a siebie uważać za jedynych krystalicznych. I najczęściej robi się też cnotę z tego że taki dzieciak niczego nie wymaga, niewiele potrzebuje, nic mu się ciekawego nie przydarza, nie ma żadnej rozrywki, poza zapierdalaniem bo to jego jedyna perspektywa i przeznaczenie.
Dodam coś więcej, taka patologia liczy że będzie się przy nich warować całe życie jak pies i tego oczekuje. Jak jakiś dzieciak np. ucieknie do innego rodzica bo ma tam jakieś minimum zapewnione czy w ogóle ucieknie od nich to ja np. zasłyszałam, że dla nich ten dzieciak” się sprzedał” bo nie chce siedzieć z patologiczną znęcającą się mamusią która by mu każda zarobiona złotówkę (mówimy np o 15 latku) zarobiona wyrwała z ręki.