Start
Wiadomości
Ulubione
Mój profil

Czy biedni powinni mieć dzieci?

Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry
lalisa
Licówka
Posty: 3218
Rejestracja: śr lip 07, 2021 9:59 pm

Re: Czy biedni powinni mieć dzieci?

Post autor: lalisa »

Marti37 pisze: ndz cze 28, 2026 11:17 am Zalezy natomiast co definiujemy jako biedę- czy rodzinę jak wyzej wspomniana czy moze taką gdzie jest nawet i tylko 2 dzieci ktore co prawda nigdy nie sa glodne i mają przysłowiowe buty ale juz za "zbytki" typu zajęcia dodatkowe czy wyjście do kina pieniędzy brak.
Ten drugi przykład niby nie wpisuje się w klasyczną definicje biedy ale na pewno takie dzieci czują się gorsze od rówieśników bo nie stać ich na jakiekolwiek hobby czy fajne spędzanie czasu i to też nie jest fair.
Ja nie jestem z biednej rodziny, oboje rodzicow pracowało ale nigdy nie chodzilam na żadne zajęcia dodatkowe, nie byłam na wakacjach czy chociażby koloniach, ciuchy miałam ale nie takie jakie byly modne i ktore bym chciała tylko po prostu aby były-pamietam że odczuwałam to jako dziecko i obiecałam sobie że moje dzieci nigdy nie usłysza że na coś co potrzebują "szkoda pieniedzy"

Wracając do definicji biedy- taką rodzinę która była książkowym przykładem znałam tylko jedną w swojej okolicy natomiast takich rodzin jak moja było wiele-gdzie dzieci nie chodziły głodne ani obdarte ale jednoczesnie nie bylo pieniedzy na fajne dzieciństwo, wyjazdy, fajne spędzanie weekendów czy hobby
Rozdzieliłabym biedę od ograniczonych możliwości, bo inaczej "bieda" będzie oznaczać wszystko, od braku pieniędzy na chleb po brak wyjazdu na zagraniczne wakacje. Koleżanki uznawane za bogate w mojej szkole w porównaniu do tych, które poznałam po wyjeździe na studia, to były "biedaki".

Istnieje bieda skrajna, czyli wszystko co poniżej minimum egzystencji, a potem:

Minimum egzystencji (tylko żeby przeżyć) = dziecko nie głoduje, ma dach nad głową, ma podstawowe ubrania (niekoniecznie świeże), może się umyć, chodzi do szkoły i korzysta z darmowych rzeczy, nie uczestniczy w kulturze i rekreacji, nie ma spełnionych potrzeb rozwojowych

Minimum socjalne = zróżnicowana i normalna dieta, normalne warunki i miejsce do odpoczynku, komplet czystych i nieznoszonych ubrań, normalny zakres leczenia (profilaktyka, higiena), edukacja uwzględniająca potrzeby dziecka, udział w kulturze, możliwość rozwoju

Wracając do wątku, osobiście uważam, że lepiej powstrzymać się od powoływania dzieci na świat, kiedy jest się na minimum egzystencjalnym. Ja żyłam na tym poziomie i wykluczenie przez rówieśników to jest wtedy najmniejszy problem. Nie chodzi o to, czy czujesz się gorszy od innych, bo to jest subiektywne. Chodzi o to, że jesteś gorszy i nie da się tego wybronić, że nie. Wstyd jest realny. Problemy są realne, np. nieleczone zęby.
chleb_ze_smalcem
RealDiamond
Posty: 790
Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm

Post autor: chleb_ze_smalcem »

Marti37 pisze: ndz cze 28, 2026 10:49 am Tak z ciekawości- z jakich rocznikow sa osoby ktore piszą że ich rodzice mieli więcej dzieci niż mogli sobie na to finansowo pozwolić?
Pytam bo myślałam ze nieplanowana wielodzietnosc to jak juz czasy naszych dziadkow (ich dzieciństwo) a nie naszych rodzicow czy naszego pokolenia (lata 80 czy 90).
Ja jestem 86 i w mojej okolicy byla tylko jedna rodzina wielodzietna (i tak była biedna niestety). Cała reszta znajomych z podstawowki/gimnazjum/liceum miala zazwyczaj 2-3 dzieci w domu (najczęściej byl schemat 2). Pokolenie moich rodzicow (druga połowa lat 60) już potrafiła się zabezpieczać i nie robili dzieci na masowa skalę, nawet pokolenie moich dziadków (ktorzy faktycznie sa z wielodzietnych rodzin i cierpieli niedostatek) nie miało az tylu dzieci co ich rodzice czyli nasi pradziadkowie. Moja babcia z jednej strony miała 3, z drugiej strony tylko 1. Babcie koleżanek z podstawówki/gimnazjum ktore znam mialy po 2-3-4 dzieci- może to zależy od regionu?
Moje dzieciństwo przypadało na lata 2000, nie jestem z wielodzietnej rodziny. Nie mieszkaliśmy w jeziorze, rodzice wykańczali dom - nowoczesny jak na tamte czasy, na obrzeżach miasta wojewódzkiego. W otoczeniu były rodziny wielodzietne i tam bieda była dużo większa niż u mnie. W tych rodzinach najczęściej też był alkohol, trwałe bezrobocie i czasem przemoc. Antykoncepcja była dostępna, szczególnie w mieście ale z tego co wiem, ja i moje rodzeństwo byliśmy planowani. Była większa presja społeczna na wczesne rodzenie dzieci i kościół kładł do głów, ze antykoncepcja zła a aborcja to już w ogóle a wtedy dużo ludzi z okolicy było wierzących a przynajmniej chodzących do kościoła. Ludzie też bardziej patrzyli na to co inni powiedzą - tak mi mówiły kobiety z rodziny.
Problem był taki, że po latach 90tych było duże bezrobocie a w moim mieście głównymi pracodawcami były niedobitki fabryk i zakładów które ledwo ciągnęły od prywatyzacji. Nie było jeszcze tak rozwiniętego prywatnego rynku pracy jak obecnie. Nawet jak praca była na papierze, to mogło nie być wypłat kilka miesięcy jak był przestój. Tak było u mnie. Moi rodzice mieli wykształcenie i udało się nam wyemigrować na zachód gdzie nasza bieda sie skończyła. Po emigracji dopiero zobaczyłam jak bardzo okrojone było moje dzieciństwo w PL w porównaniu do dzieci zachodnich.

I tu moje pytanie, wiedząc jak niepewna była sytuacja i mając plan na emigrację, po jaką cholerę było sobie robić kolejne dzieci zamiast poczekać aż się polepszy? Nie mówimy tu o ludziach w okolicy 40 gdzie każdy rok się liczy, tylko 20 parę latkach i nie mówimy o 10 latach czekania. Moi rodzice jakoś zupełnie nie ogarniali tych tematów, bo każdy miał tak samo, to i oni podążali za tłumem xd
marta.kotori
RoyalBaby
Posty: 23
Rejestracja: pt wrz 11, 2026 11:29 am

Post autor: marta.kotori »

Myślę, że prostą odpowiedzią na to pytanie jest sprawdzenie, ile osób ważnych historycznie lub biznesowo zasadniczo wywodziło się z biedniejszych rodzin.