Dlaczego nie lubicie psów/kotów?
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherryRe: Dlaczego nie lubicie psów/kotów?
Tak, ostatnio pełno filmików mi się wyświetla z psami, które podróżują samolotem na miejscu pasażera. I podpis, że trafia Ci się wymarzony pasażer. A na filmiku widać że już szuka atencji żeby wisieć na Tobie, umarłabym.
-
chleb_ze_smalcem
- MieszkankaPowiśla
- Posty: 939
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
Ja też. Literalnie. Alergia by mnie zabiła.
Miałam psy i koty od zawsze, teraz mam tylko 5-kilowego potwora shitzu, ale może nie, że nie lubię obcych psów, ale się boję. Nie zliczę ile razy jako dziecko byłam goniona przez psy puszczone luzem jak jechałam na rowerze (wieś vibe), do tego 2 razy zostałam ugryziona jako dziecko przez znane mi psy - tak w policzek, a raz w łydkę. Nie ufam żadnemu obcemu psu. Ba! Nawet swojemu nie do końca mogę ufać, bo to tylko zwierzę. Do zwierzaków jako takich nic nie mam, ale do innych właścicieli już tak. I podam trzy przykłady z mojego sąsiedztwa, gdzie już robiłam awantury, ale nic to nie dało. 1. jest dom ze starym i dziurawym ogrodzeniem i mają dwa bardzo agresywne kundle i nie dość, że jest strach przejść koło tego ogrodzenia to te psy często uciekają i błąkają się po ulicach i są agresywne. Wiele razy musiałam wracać do domu sama czy to z moim psem ze spaceru okrężną drogą, bo one biegały i na mnie warczały. Interwencja nic nie dała, nawet na straży miejskiej. 2. jest nowy dom koło mnie i wzięli sobie pieska - border collie - no śliczny piesek, ale widać, że młody i chce się bawić. Problem w tym, że oni w tym domu nie mają płotu i ten pies jak widzi, że idę z moim na spacerze to zaraz do nas podlatuje, chce się bawić (ja mojego biorę od razu na ręce bo nie lubi innych psów), a właściciele tylko go wołają i jak przyjdzie do nich to przyjdzie, a jak nie to łaskawie po niego przychodzą. Już im mówiłam parę razy, że niech zrobią już ten płot bo im kiedyś tego pieska autem potrąci i będzie tragedia. Płotu dalej nie ma. 3. W jednym z domów mają też shitzu, ale w typie podbiegacza i facet wychodzi z nim na spacer bez smyczy i ma go gdzieś, bo w tym czasie gada z kochanką przez telefon (tak słyszałam ich rozmowy, a żona była akurat w ogródku, więc z nia nie rozmawiał) i zawsze do nas podlatuje. Też mu zwracałam uwagę, że może się temu psu coś stać. Nic się nie zmieniło.
Przypomniała mi się jeszcze jedna sytuacja. Poszłam na zajęcia ze stania na rękach i przyszła tam dziewczyna z psem ogromnym, wilczurem, niby młody pies ale widać że głupi strasznie. Oczywiście piesek z lękiem separcyjnym, więc musi z nim łazić wszędzie. Poszłam do właścicielki i powiedziałam, że sorry ale jak ten nieokrzesany pies ma biegać między nami na zajęciach ze stania na rękach, przecież może mnie nawet popchnąć i przewrócić. Właścicielka oczywiście mnie poparła i poprosiła tamtą o wyjście. Akurat nie była to rozszczeniowa dziewczyna, więc zrozumiała i wyszła. Ale na litość boską jak można nie mieć aż takiego wyczucia i pchać się w takie miejsca z psami, które widać, że mają ze sobą problemy. Ogólnie „moj piesek ma traumy” to jeszcze osobny ulubiony temat na który by można książkę napisać.
Lęk separacyjnyAKaBe93 pisze: ↑ndz wrz 27, 2026 12:52 am Przypomniała mi się jeszcze jedna sytuacja. Poszłam na zajęcia ze stania na rękach i przyszła tam dziewczyna z psem ogromnym, wilczurem, niby młody pies ale widać że głupi strasznie. Oczywiście piesek z lękiem separcyjnym, więc musi z nim łazić wszędzie. Poszłam do właścicielki i powiedziałam, że sorry ale jak ten nieokrzesany pies ma biegać między nami na zajęciach ze stania na rękach, przecież może mnie nawet popchnąć i przewrócić. Właścicielka oczywiście mnie poparła i poprosiła tamtą o wyjście. Akurat nie była to rozszczeniowa dziewczyna, więc zrozumiała i wyszła. Ale na litość boską jak można nie mieć aż takiego wyczucia i pchać się w takie miejsca z psami, które widać, że mają ze sobą problemy. Ogólnie „moj piesek ma traumy” to jeszcze osobny ulubiony temat na który by można książkę napisać.
Ja od zawsze byłam umęczona psami - głośne, przyklejone do człowieka, brudne - takie było moje zdanie, więc wzięłam koty. Czuję się jak wyrodna matka, bo mówię wprost, że żałuję decyzji a wszyscy "JAAAK MOŻEEEESZ, SAMA JE CHCIAŁAŚ" xD No chciałam, no i? Dostają super karmę, przy najmniejszym problemie zawsze lecimy do weta, wyczesane, obcięte pazury, to nie jest tak, że je zapuszczam.
Niby można koty zostawić pod czyjąś opieką jak się wyjeżdża i nie trzeba wychodzić z nimi w najgorszą pizgawę na siku. Poza tym żadnych zalet. Wszędzie sierść, żwirek, moje koty też są strasznie przyklejone do człowieka, darcie japy w nocy pod drzwiami, oklejone łapy i dupska w żwirku - a wskakują przecież na blaty, bo nie ma się na nie oka 24/7... Bierze mnie nerwica, jak wstaję rano i widzę sierść na płycie indukcyjnej.
Już chyba w życiu nie podejmę się opieki nad psem/kotem. Wyjdę na histeryczkę i pedantkę, ale boleśnie się przekonałam, że koty/psy to jednak nie moja bajka :D
Niby można koty zostawić pod czyjąś opieką jak się wyjeżdża i nie trzeba wychodzić z nimi w najgorszą pizgawę na siku. Poza tym żadnych zalet. Wszędzie sierść, żwirek, moje koty też są strasznie przyklejone do człowieka, darcie japy w nocy pod drzwiami, oklejone łapy i dupska w żwirku - a wskakują przecież na blaty, bo nie ma się na nie oka 24/7... Bierze mnie nerwica, jak wstaję rano i widzę sierść na płycie indukcyjnej.
Już chyba w życiu nie podejmę się opieki nad psem/kotem. Wyjdę na histeryczkę i pedantkę, ale boleśnie się przekonałam, że koty/psy to jednak nie moja bajka :D
-
Miauczurka
- Channelka
- Posty: 34
- Rejestracja: pn paź 05, 2026 8:39 am
Koty po prostu nie są dla mnie - oglądam je non stop u swoich znajomych i dostałabym k**wicy musząc pilnować wszystkiego 24/7 bo sierściuchowi nagle coś odwala w głowie i postanawia zrzucić coś ze stołu/blatu, jeść roślinki, gryźć kable albo dostawać co noc kociokwiku i biegać po całym mieszkaniu jak opętany. Do tego zapach kuwety, nawet regularnie czyszczonej, jest dla mnie po prostu nie do zniesienia. Jeszcze rozumiem jak kot jest typowym leniem wylegującym się pół dnia na słońcu, ale z moich obserwacji większośc kotów po prostu się męczy zamknięta w mieszkaniach, a wypuszczanie ich to z kolei jeszcze głupszy pomysł.