Nie mam przyjaciółek
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry-
RozowaSkarpetka
- RoyalBaby
- Posty: 23
- Rejestracja: ndz mar 03, 2024 6:23 pm
Nie mam przyjaciółek
Hej!
Od bardzo długiego czasu nie mam żadnych znajomych, ani tym bardziej żadnej przyjaciółki. Pracuje w branży beauty i tam mam mnóstwo klientek, z którymi rozmawiam o naprzerozniejszych rzeczach. Ale każda z nich ma blisko siebie jakąś osobę, z którą może porozmawiać tak normalnie, na codzień. Mi czasami jest głupio pisać do klientki, jak jakaś nowa ploteczka wleci, więc czekam cierpliwie do następnej wizyty.
Niestety ale mam strasznie zrytą psyche jeśli chodzi o przyjaciółki. Bardzo często mnie zawodziły, kopały pode mną dołki, bardzo nadużywały moją chęć pomocy. Bardzo często martwię się o tym co ludzie o mnie myślą, czy mnie lubią. Chciałabym mieć taką jedną przyjaciółkę, której mogłabym o wszystkim powiedzieć, która jeśli jakiś temat by ją męczył, to wprost by mi o tym powiedziała, a nie obgadywała mnie za plecami do kogoś innego. Brakuje mi takiej prawdziwej osoby, która byłaby ze mną, a ja z nią. Takiej, z którą mogłabym wszystko przeżywać, angażować się.
Mam partnera, z którym jestem od 10ciu lat w zwiazku. Ale wiecie jak to bywa czasem z facetami… nie słuchają, albo mają ważniejsze sprawy niż gadanie o „babskich pierdolach i emocjach”.
Dajcie znać, czy też czasami przechodzicie takie momenty. Mój facet ma znajomych, z którymi wychodzi na piwo, albo w coś z nimi gra, albo wychodzi biegać. A ja? Siedzę wtedy sama z psami w domu. Nie przeszkadza mi to, że on wychodzi. Ale przykro mi, że nie mam takiej osoby, która mogłaby do mnie wpaść, pogadać, albo nawet pogadać przez FaceTime i po prostu się pośmiać.
Od bardzo długiego czasu nie mam żadnych znajomych, ani tym bardziej żadnej przyjaciółki. Pracuje w branży beauty i tam mam mnóstwo klientek, z którymi rozmawiam o naprzerozniejszych rzeczach. Ale każda z nich ma blisko siebie jakąś osobę, z którą może porozmawiać tak normalnie, na codzień. Mi czasami jest głupio pisać do klientki, jak jakaś nowa ploteczka wleci, więc czekam cierpliwie do następnej wizyty.
Niestety ale mam strasznie zrytą psyche jeśli chodzi o przyjaciółki. Bardzo często mnie zawodziły, kopały pode mną dołki, bardzo nadużywały moją chęć pomocy. Bardzo często martwię się o tym co ludzie o mnie myślą, czy mnie lubią. Chciałabym mieć taką jedną przyjaciółkę, której mogłabym o wszystkim powiedzieć, która jeśli jakiś temat by ją męczył, to wprost by mi o tym powiedziała, a nie obgadywała mnie za plecami do kogoś innego. Brakuje mi takiej prawdziwej osoby, która byłaby ze mną, a ja z nią. Takiej, z którą mogłabym wszystko przeżywać, angażować się.
Mam partnera, z którym jestem od 10ciu lat w zwiazku. Ale wiecie jak to bywa czasem z facetami… nie słuchają, albo mają ważniejsze sprawy niż gadanie o „babskich pierdolach i emocjach”.
Dajcie znać, czy też czasami przechodzicie takie momenty. Mój facet ma znajomych, z którymi wychodzi na piwo, albo w coś z nimi gra, albo wychodzi biegać. A ja? Siedzę wtedy sama z psami w domu. Nie przeszkadza mi to, że on wychodzi. Ale przykro mi, że nie mam takiej osoby, która mogłaby do mnie wpaść, pogadać, albo nawet pogadać przez FaceTime i po prostu się pośmiać.
Hmm… myślę, że przyciągamy do siebie określony typ osób, w zależności od tego, na jakim etapie życia się znajdujemy.
Może opiszę to na swoim przykładzie.
Miałam trzy bliskie mi przyjaciółki, żadna się ze sobą nie znała. Były naprawdę bardzo fajne, każda z nich inna od siebie. Ja byłam na takim etapie w życiu, że raczej byłam mocno we wszystkim pogubiona. Brak pewności siebie, chociaż nigdy nie byłam osobą, która „siedzi cicho”. No i uważam, że było to wszystko na tyle silne, że przyciągnęłam do siebie właśnie takie osoby, które żywiły się moją słabością. Bo potem okazało się, że każda z nich obgaduje mnie, że zazdrości, że denerwuje się, bo nie robię tego, czego „powinnam”.
Za długo by opisywać. Ale na ten moment jestem w zupełnie innym miejscu w życiu i mocno chronię siebie przed takimi ludźmi. Dzięki temu też, w moim życiu są inne osoby, z zupełnie inną mentalnością.
Natomiast rozczarowanie „przyjaciółkami” pozostało na tyle silne, że wyciągnęłam z niego lekcje i przestałam potrzebować takich osób. Z narzeczonym mogę rozmawiać o wszystkim - lubi plotki, potrafimy mieć naprawdę mnóstwo tematów do rozmów. A gdy jakiś temat mu nie leży, to tak naprawdę wystarczy mi np. to forum xd właśnie żeby sobie z kimś popisać na luzie itd.
Także może popatrz w głąb siebie. Zaakceptuj siebie, ten stan, w którym nie masz przyjaciółki i pielęgnuj swoje wnętrze. To zacznie procentować w przyszłości ale to też nie jest szybka i łatwa droga. Przekuj ten stan w swoją siłę. Brzmi patetycznie ale moim zdaniem to dobre i korzystne. A z czasem… kto wie? Może przyciągniesz do siebie najwspanialszą przyjaciółkę.
Może opiszę to na swoim przykładzie.
Miałam trzy bliskie mi przyjaciółki, żadna się ze sobą nie znała. Były naprawdę bardzo fajne, każda z nich inna od siebie. Ja byłam na takim etapie w życiu, że raczej byłam mocno we wszystkim pogubiona. Brak pewności siebie, chociaż nigdy nie byłam osobą, która „siedzi cicho”. No i uważam, że było to wszystko na tyle silne, że przyciągnęłam do siebie właśnie takie osoby, które żywiły się moją słabością. Bo potem okazało się, że każda z nich obgaduje mnie, że zazdrości, że denerwuje się, bo nie robię tego, czego „powinnam”.
Za długo by opisywać. Ale na ten moment jestem w zupełnie innym miejscu w życiu i mocno chronię siebie przed takimi ludźmi. Dzięki temu też, w moim życiu są inne osoby, z zupełnie inną mentalnością.
Natomiast rozczarowanie „przyjaciółkami” pozostało na tyle silne, że wyciągnęłam z niego lekcje i przestałam potrzebować takich osób. Z narzeczonym mogę rozmawiać o wszystkim - lubi plotki, potrafimy mieć naprawdę mnóstwo tematów do rozmów. A gdy jakiś temat mu nie leży, to tak naprawdę wystarczy mi np. to forum xd właśnie żeby sobie z kimś popisać na luzie itd.
Także może popatrz w głąb siebie. Zaakceptuj siebie, ten stan, w którym nie masz przyjaciółki i pielęgnuj swoje wnętrze. To zacznie procentować w przyszłości ale to też nie jest szybka i łatwa droga. Przekuj ten stan w swoją siłę. Brzmi patetycznie ale moim zdaniem to dobre i korzystne. A z czasem… kto wie? Może przyciągniesz do siebie najwspanialszą przyjaciółkę.
𖦹:・゚⋆。°⭒✩・:*:。°.•☆•.°。:*:・✩⭒°。⋆・゚:𖦹
Może jeśli nie udaje się znaleźć przyjaciółki w branży warto spróbować poszukać jej poza nią. Plotki plotkami ale szczera i swobodna relacja jest ważniejsza. W jednej branży często pojawia się konkurencja, porównywanie się i mieszanie życia prywatnego z pracą. Czasem nawet trudno ocenić czy ktoś chce znać Ciebie jako osobę czy bardziej to z czym jesteś związana zawodowo. No i myślę że własna inicjatywa też odgrywa dużą rolę. Nie warto czekać aż przyjaciółka sama zapuka do drzwi. Można napisać na grupie swojego miasta, spróbować aplikacji do poznawania ludzi albo po prostu odważyć się zagadać do kogoś. Nigdy nie wiadomo gdzie można poznać wartościową osobę
Nienawidzę forów, dlatego tu siedzę
A jakie masz zainteresowania? W dorosłym życiu najbardziej sprawdzało mi się naturalne nawiązywanie znajomości w kręgach, które zrzeszają osoby o tych samych pasjach.
Jeśli natomiast z jakąś ze swoich klientek dogadujesz się wyjątkowo dobrze, to nie widzę powodu, żeby nie spróbować tej znajomości przenieść na grunt prywatny
Kiedyś pracowałam jako trenerka i z niektórymi podopiecznymi dogadywałam się naprawdę super, nie chciałam tracić z nimi kontaktu. Jak zmieniłam zawód, to starałam się utrzymać kontakt z niektórymi z nich i z dwiema osobami się udało pogłębić relację 
Jeśli natomiast z jakąś ze swoich klientek dogadujesz się wyjątkowo dobrze, to nie widzę powodu, żeby nie spróbować tej znajomości przenieść na grunt prywatny
Łączę się w bólu, chociaż u mnie to kwestia tego, że wszystkie moje laski się wyprowadziły kilkaset albo i kilka tysięcy kilometrów dalej. Próbuje chodzić na jakieś babskie eventy i miałam Bumble, ale średnio to wychodzi. Poza tym nawet jak już kogoś poznaję, to trudno zgrać się częściej niż raz w miesiącu, chociaż wszystkie jesteśmy bezdzietnymi lambadziarami

Nie wiem, ile masz lat, ale w dorosłym życiu po studiach rzadko kiedy są takie przyjaźnie, że się kumpele trzymają mocno, przeżywają wszystko razem i angażują. To nie "keks w wielkim mieście". Możesz być zawiedziona. Ja mam mnóstwo koleżanek, mam też dwie przyjaciółki. Już od dawna żadnej z nich nie mowię jak to ujęłaś "o wszystkim". Ja bym ci doradziła zagadać do klientek, ale też przejrzeć stare znajomości. Odzywać się, wyciągać ludzi na wyjścia. Nie ma innej metody. Ktoś musi wyjść z inicjatywą. Trzeba się spotykać, pisać ze sobą i tyle. Nie wyskakiwać od razu z emocjami.
Poza tym, zastanów się, czy tak pilnie nie szukasz emocji, bo coś w związku nie gra. 10 lat i nadal "partner". Ślubu nie ma rozumiem?
Poza tym, zastanów się, czy tak pilnie nie szukasz emocji, bo coś w związku nie gra. 10 lat i nadal "partner". Ślubu nie ma rozumiem?
A ja powiem tak- nic na siłę. Nie szukaj za wszelką cenę przyjaźni, bo o prawdziwą przyjaźń jest trudno. Nie nakładaj na siebie presji, że powinnaś mieć przyjaciółkę, a już na pewno a priori nie zakładaj, że gdy poznasz jakąś fajną babkę, to ona musi spełnić Twoje kryteria przyjaźni. Bądź spontaniczna, naturalna, rozmawiaj z ludźmi. Jeżeli czujesz, że z kimś masz fajny przelot, dobrze Wam się rozmawia, czujesz się dobrze w jej towarzystwie. Jest naturalnie, tematy same Wam się nawijają, to zaproponuj spotkanie- wyjście na drinka, piwo, kawę, może lubisz sport, więc np. wspólny rower, spacer. Spróbuj się z taką osobą spotkać na neutralnym gruncie, ale nie zakładaj, że z tego stanie się przyjaźń. Myślę, że jak będziesz sobą, nie będziesz udawać lepszej wersji siebie, to zaczną się pojawiać osoby, które docenią to, jaka jesteś. Ja przykładowo nie mam przyjaciółek. Nie jestem też typem towarzyskim, ale mam w swoim życiu kilka kobiet, które bardzo cenię. Nasze relacje nie polegają na wspólnym spędzaniu czasu, ale piszemy do siebie co jakiś czas. Czasami mamy jakiś temat, który wałkujemy przez kilka dni ,,na raty''. Te kilka dziewczyn poznałam zupełnie przypadkiem- jedną spotkałam na bieganiu, druga była moją współpracowniczką, a trzecia jest moją sąsiadką, która pewnego razu poprosiła mnie o zaopiekowanie się jej kotami w trakcie urlopu. Wszystkie te dziewczyny mają potencjał na bycie przyjaciółkami i żadna z nich nie odmówiłaby mi pomocy, gdybym tego potrzebowała. Aha, z tym plotkowaniem...nie wiem, co dokładnie masz na myśli, nie wiem też w jakim jesteś wieku, ale uważaj, o czym się plotkuje, bo spoko rozmawiać o jakichś zjawiskach społecznych, wydarzeniach, modzie, trendach, książkach, celebrytach, itd., itd., ale niech będzie dla Ciebie czerwonym światłem, gdy osoba obgaduje ludzi, których faktycznie zna, bądź znacie wspólnie- to nie jest materiał na kogoś godnego zaufania.
- Selenatorix
- Siatkarka
- Posty: 2
- Rejestracja: ndz sty 19, 2025 12:58 pm
Też mam ten problem
przeprowadziłam się z narzeczonym do innego miasta w związku z pracą i nikogo tutaj nie mam. Koleżanki ze studiów zostały daleko i ten kontakt jednak się bardzo ograniczył. Brakuje mi wyjść z kimś na zakupy, porozmawiać. Zawsze ciągnę narzeczonego, ale on nie zawsze ma ochotę na chodzenie po galerii wiecie jak jest
Mieszkam już tu 3 lata, chodzę na siłownię, basen i nikogo nie poznałam. Nie umiem zagadać, jestem osobą wycofaną. Często mi smutno z tego powodu ale cóż.
Rozumiem uczucia, jakie mogą Wam towarzyszyć. Od jakiegoś czasu przeżywam kryzys związany z rozczarowaniem moimi koleżankami. Już od dawna nie używam słowa "przyjaciółki", w ogóle mam wrażenie, że jest ono dość często nadużywane. Z jedną dziewczyną już kilka miesięcy temu "dałam sobie spokój" - przestałam odzywać się pierwsza (od baaardzo dawna to ja pisałam pierwsza na komunikatorze, ona potrafiła przez kilka miesięcy nie odczytywać wiadomości; praktycznie w ogóle nie rozmawiałyśmy przez telefon; mieszka za granicą, więc spotkania nie były takie proste, kiedy przyjeżdżała do Polski dowiadywałam się o tym z relacji na fb i to ja proponowałam spotkanie).
Z drugą dziewczyną znam się jeszcze dłużej, bo poznałyśmy się w przedszkolu. Brzmi słodko, ale samo to nie zrobi całej roboty. Od dłuższego czasu wydaje mi się po prostu infantylna, o ile jeszcze w początkach dorosłości potrafiłam przymknąć na to oko, to teraz w naszym wieku jest to już trudniejsze. Coś co mnie ostatnio uderzyło, to fakt że przez ponad dwa miesiące nie zapytała jak się czuję, co u mnie etc, a na początku czerwca napisałam jej o czymś dla mnie trudnym i przykrym. Wtedy odpisała mi trochę mechanicznie, tak jakby była zajęta. Pomyślałam ok, pewnie ma robotę, potem będziemy kontynuować. Tak się nie stało, za to po jakimś czasie wysłała mi zdjęcie swoich kotów i nawiązała do dużych upałów, napisała o swoich problemach ortopedycznych i jeszcze coś tam o pracy. Nasze ostatnie wiadomości dotyczą wyboru jej sukienki na wesele. Dla mnie taka "przyjaźń" jest niesatysfakcjonująca. Zwłaszcza, że w przeszłości zdarzały się już podobne sytuacje.
Ktoś napisał wyżej "nic na siłę" i "samo przyjdzie", zgadzam się z tym, choć mam już zwyczajnie dosyć.
Z drugą dziewczyną znam się jeszcze dłużej, bo poznałyśmy się w przedszkolu. Brzmi słodko, ale samo to nie zrobi całej roboty. Od dłuższego czasu wydaje mi się po prostu infantylna, o ile jeszcze w początkach dorosłości potrafiłam przymknąć na to oko, to teraz w naszym wieku jest to już trudniejsze. Coś co mnie ostatnio uderzyło, to fakt że przez ponad dwa miesiące nie zapytała jak się czuję, co u mnie etc, a na początku czerwca napisałam jej o czymś dla mnie trudnym i przykrym. Wtedy odpisała mi trochę mechanicznie, tak jakby była zajęta. Pomyślałam ok, pewnie ma robotę, potem będziemy kontynuować. Tak się nie stało, za to po jakimś czasie wysłała mi zdjęcie swoich kotów i nawiązała do dużych upałów, napisała o swoich problemach ortopedycznych i jeszcze coś tam o pracy. Nasze ostatnie wiadomości dotyczą wyboru jej sukienki na wesele. Dla mnie taka "przyjaźń" jest niesatysfakcjonująca. Zwłaszcza, że w przeszłości zdarzały się już podobne sytuacje.
Ktoś napisał wyżej "nic na siłę" i "samo przyjdzie", zgadzam się z tym, choć mam już zwyczajnie dosyć.
-
yagodzianka
- RoyalBaby
- Posty: 29
- Rejestracja: śr wrz 16, 2026 8:23 am
Idź najpierw na terapie, bo to brzmi jakbyś sama sabotowała ewentualne przyjaźnie.
-
RozowaSkarpetka
- RoyalBaby
- Posty: 23
- Rejestracja: ndz mar 03, 2024 6:23 pm
Nie martw się, u mnie w związku jest wszystko okej. Jesteśmy narzeczeństwem, ale oboje nie dążymy do tego żeby wziąć ślub, nie mamy takiej konieczności. I nie, nie jest to pilna potrzeba szukania emocji, po prostu momentami nadchodzą fale, w których chciałabym mieć kontakt nie tylko z moim partnerem, a jeszcze z kimś, z kim mogłabym porozmawiać o wszystkim i o niczym. Jak jest się w związku przez tyle lat, to czasem chciałoby się choć na jakiś czas pogadać z kimś innym, wymienić doświadczeniami, czy po prostu posiedzieć i pooglądać film.lalisa pisze: ↑pn cze 22, 2026 9:39 pm Nie wiem, ile masz lat, ale w dorosłym życiu po studiach rzadko kiedy są takie przyjaźnie, że się kumpele trzymają mocno, przeżywają wszystko razem i angażują. To nie "keks w wielkim mieście". Możesz być zawiedziona. Ja mam mnóstwo koleżanek, mam też dwie przyjaciółki. Już od dawna żadnej z nich nie mowię jak to ujęłaś "o wszystkim". Ja bym ci doradziła zagadać do klientek, ale też przejrzeć stare znajomości. Odzywać się, wyciągać ludzi na wyjścia. Nie ma innej metody. Ktoś musi wyjść z inicjatywą. Trzeba się spotykać, pisać ze sobą i tyle. Nie wyskakiwać od razu z emocjami.
Poza tym, zastanów się, czy tak pilnie nie szukasz emocji, bo coś w związku nie gra. 10 lat i nadal "partner". Ślubu nie ma rozumiem?
-
RozowaSkarpetka
- RoyalBaby
- Posty: 23
- Rejestracja: ndz mar 03, 2024 6:23 pm
A mogłabym się dowiedzieć, po czym dokładnie wywnioskowałaś, że potrzebuję terapii i że to ja mogłabym sabotować ewentualne przyjaźnie? Bo mam wrażenie, że na podstawie jednego posta wyciągnęłaś dość daleko idące wnioski.yagodzianka pisze: ↑śr wrz 16, 2026 9:54 am Idź najpierw na terapie, bo to brzmi jakbyś sama sabotowała ewentualne przyjaźnie.
To, że mam trudność z zaufaniem po tym, jak kilka razy zostałam zraniona, nie oznacza automatycznie, że sabotuję relacje. Jestem raczej osobą, która raz mocno zraniona potrzebuje dużo czasu, żeby ponownie komuś zaufać. Mimo tego do nowych ludzi zazwyczaj wychodzę z otwartymi ramionami i dobrymi intencjami. Niestety niejednokrotnie kończyło się to tym, że moja pomoc i zaangażowanie były wykorzystywane.
Nie chcę tutaj rozpisywać całej historii mojego życia, ale miałam kilka „przyjaźni”, które z czasem okazywały się relacjami, w których druga osoba za moimi plecami opowiadała o mnie różne rzeczy albo przedstawiała mnie w zupełnie innym świetle, szczególnie kiedy wchodziła w nowe towarzystwo. W takich sytuacjach naturalne jest dla mnie, że z czasem zaczynam być bardziej ostrożna i trudniej przychodzi mi ponowne zaufanie.
I właśnie o tym pisałam — o tym, że brakuje mi bliskiej osoby i że chciałabym stworzyć wartościową, szczerą relację, a nie o tym, że nie potrafię wchodzić w relacje z ludźmi.
Co do terapii — jeśli kiedyś uznam, że jej potrzebuję, to oczywiście nie będę miała problemu, żeby z niej skorzystać. Ale wydaje mi się, że diagnozowanie mnie na podstawie kilku akapitów i stwierdzenie, że „sama sabotuję przyjaźnie”, jest trochę pochopne.
- Cieplemleko
- RoyalBaby
- Posty: 18
- Rejestracja: pn cze 02, 2025 4:23 pm
Przyjaciółmi mocno można się zawieść, więc zastanów się czy potrzebujesz przyjaciółki do zwierzeń czy po prostu koleżanki do wyjścia. Łatwiej znaleźć tą drugą, np właśnie w pracy czy na siłowni i nie oczekiwać od niej bliskości i oddania i samej też z tym nie wychodzić. Po prostu traktować znajomość czysto towarzysko.
Ja się zawiodłam i od tamtej pory nie traktuję żadnej koleżanki jak przyjaciółki. Po przeprowadzce ponad 6 lat temu, miałam kontakt z koleżanką, którą uważałam za przyjaciółkę tylko przez komunikatory. W międzyczasie poznałam faceta, oczywiście opowiadając jej wszystko o nim i ona stwierdziła, że nam się nie uda. Nie zdziwiło mnie to, bo od zawsze wszystko krytykowała i była bardziej negatywnie niż pozytywnie nastawiona, szczególnie wtedy, kiedy coś szło inaczej niż ona zakłada. No i oczywiście po tym, jak postanowiliśmy zamieszkać razem, jak jej opowiedziałam, że jest lepiej niż wcześniej, że układa nam się super i w ogóle jest fajnie, przestała się do mnie odzywać. Mam wrażenie, że odzywa się tylko wtedy, kiedy nie ma znkim kogoś obgadać, bo np znamy tę osobę tylko my.
Od tamtej pory nie mam osoby, którą uważam za przyjaciółkę. Mam jedną bliższą koleżankę, z którą znamy się od podstawówki, ale ona mieszka za granicą, widujemy się raz do roku jak przyjeżdża do Polski. Rozmawiamy przez telefon, ale nie zwierzam się jej ze wszystkiego.
Moim przyjacielem stał się mój facet. Z nim gadam o wszystkim i o niczym. Mam koleżanki z pracy i z nimi czasem wyjdę na kawę czy kolację i to w zupełności wystarcza.
Ja się zawiodłam i od tamtej pory nie traktuję żadnej koleżanki jak przyjaciółki. Po przeprowadzce ponad 6 lat temu, miałam kontakt z koleżanką, którą uważałam za przyjaciółkę tylko przez komunikatory. W międzyczasie poznałam faceta, oczywiście opowiadając jej wszystko o nim i ona stwierdziła, że nam się nie uda. Nie zdziwiło mnie to, bo od zawsze wszystko krytykowała i była bardziej negatywnie niż pozytywnie nastawiona, szczególnie wtedy, kiedy coś szło inaczej niż ona zakłada. No i oczywiście po tym, jak postanowiliśmy zamieszkać razem, jak jej opowiedziałam, że jest lepiej niż wcześniej, że układa nam się super i w ogóle jest fajnie, przestała się do mnie odzywać. Mam wrażenie, że odzywa się tylko wtedy, kiedy nie ma znkim kogoś obgadać, bo np znamy tę osobę tylko my.
Od tamtej pory nie mam osoby, którą uważam za przyjaciółkę. Mam jedną bliższą koleżankę, z którą znamy się od podstawówki, ale ona mieszka za granicą, widujemy się raz do roku jak przyjeżdża do Polski. Rozmawiamy przez telefon, ale nie zwierzam się jej ze wszystkiego.
Moim przyjacielem stał się mój facet. Z nim gadam o wszystkim i o niczym. Mam koleżanki z pracy i z nimi czasem wyjdę na kawę czy kolację i to w zupełności wystarcza.
-
RozowaSkarpetka
- RoyalBaby
- Posty: 23
- Rejestracja: ndz mar 03, 2024 6:23 pm
Ehh znajomy temat… ale pewnie według jednej osoby, która napisała komentarz wyżej, to zapewne sama sabotujesz te przyjaźnie i musisz iść na terapię…Cieplemleko pisze: ↑wt wrz 22, 2026 11:42 am Przyjaciółmi mocno można się zawieść, więc zastanów się czy potrzebujesz przyjaciółki do zwierzeń czy po prostu koleżanki do wyjścia. Łatwiej znaleźć tą drugą, np właśnie w pracy czy na siłowni i nie oczekiwać od niej bliskości i oddania i samej też z tym nie wychodzić. Po prostu traktować znajomość czysto towarzysko.
Ja się zawiodłam i od tamtej pory nie traktuję żadnej koleżanki jak przyjaciółki. Po przeprowadzce ponad 6 lat temu, miałam kontakt z koleżanką, którą uważałam za przyjaciółkę tylko przez komunikatory. W międzyczasie poznałam faceta, oczywiście opowiadając jej wszystko o nim i ona stwierdziła, że nam się nie uda. Nie zdziwiło mnie to, bo od zawsze wszystko krytykowała i była bardziej negatywnie niż pozytywnie nastawiona, szczególnie wtedy, kiedy coś szło inaczej niż ona zakłada. No i oczywiście po tym, jak postanowiliśmy zamieszkać razem, jak jej opowiedziałam, że jest lepiej niż wcześniej, że układa nam się super i w ogóle jest fajnie, przestała się do mnie odzywać. Mam wrażenie, że odzywa się tylko wtedy, kiedy nie ma znkim kogoś obgadać, bo np znamy tę osobę tylko my.
Od tamtej pory nie mam osoby, którą uważam za przyjaciółkę. Mam jedną bliższą koleżankę, z którą znamy się od podstawówki, ale ona mieszka za granicą, widujemy się raz do roku jak przyjeżdża do Polski. Rozmawiamy przez telefon, ale nie zwierzam się jej ze wszystkiego.
Moim przyjacielem stał się mój facet. Z nim gadam o wszystkim i o niczym. Mam koleżanki z pracy i z nimi czasem wyjdę na kawę czy kolację i to w zupełności wystarcza.
A tak na poważnie, to niestety też miałam styczność z „przyjaciółkami” które nigdy nie cieszyły się z mojego szczęścia, a karmiły się tylko moimi niepowodzeniami. Cieszyłam sie zainteresowaniem, jak było u mnie źle, a kiedy wszystko wracało na właściwe tory, to nagle ich nie było.
Ja też nie czuję mieć potrzeby posiadania przyjaciółki, z którą będę obgadywać wszystkich jak leci, bo dla mnie to nie jest ciekawa forma spędzania wolnego czasu. Choć im dłużej czytam wypowiedzi pod tym postem, to chyba coraz bardziej ten tekst który napisałam traci dla mnie sens.
Napisałam go jakiś czas temu i trochę zaczęłam inaczej patrzeć na te wszystkie znajomości. Oczywiście w gronie moich klientek trafiają się dziewczyny, które mają swoje serdeczne przyjaciółki i widzę, że się bardzo wspierają, ale widzę że to chyba przypadki jedne na tysiąc.
-
RozowaSkarpetka
- RoyalBaby
- Posty: 23
- Rejestracja: ndz mar 03, 2024 6:23 pm
Ja mam grono znajomych od mojego szwagra. Czasem spotykamy się wszyscy razem i jego przyjaciel ma dziewczynę. Chciałam złapać z nią bliższy kontakt, bo chłopaki zawsze siedzą razem i ze sobą gadają, więc chciałam też z nią bliżej się poznać. Oczywiście nie chciałam z nią wchodzić na jakieś prywatne tematy, ale chciałam parę razy spotkać się z nią na kawę, czy może jakieś aktywności. Za każdym razem się ze mną umawiała z entuzjazmem, po czym dzień przed spotkaniami je odwoływała. Też jak coś do nie pisałam, to po prostu mnie olewała, choć wstawiała instastory, czy wysyłała mi rolki na insta. Więc stwierdziłam, że przestanę do niej pisać i utrzymywać kontakt, bo zwyczajnie mnie to przytłaczało. I co? Przestałam pisać pierwsza, więc nas kontakt totalnie się urwał. Na początku było mi przykro i zastanawiałam się co jest ze mną nie tak, ale może po prostu tak miało być. I przestalam się tym zadręczać. Od jakiegoś czasu wrócił mi kontakt z dziewczyną z podstawówki, która przeprowadziła się na moje osiedle. Jakoś ten kontakt naturalnie sobie płyniePoetka6a pisze: ↑czw sie 13, 2026 12:32 am Rozumiem uczucia, jakie mogą Wam towarzyszyć. Od jakiegoś czasu przeżywam kryzys związany z rozczarowaniem moimi koleżankami. Już od dawna nie używam słowa "przyjaciółki", w ogóle mam wrażenie, że jest ono dość często nadużywane. Z jedną dziewczyną już kilka miesięcy temu "dałam sobie spokój" - przestałam odzywać się pierwsza (od baaardzo dawna to ja pisałam pierwsza na komunikatorze, ona potrafiła przez kilka miesięcy nie odczytywać wiadomości; praktycznie w ogóle nie rozmawiałyśmy przez telefon; mieszka za granicą, więc spotkania nie były takie proste, kiedy przyjeżdżała do Polski dowiadywałam się o tym z relacji na fb i to ja proponowałam spotkanie).
Z drugą dziewczyną znam się jeszcze dłużej, bo poznałyśmy się w przedszkolu. Brzmi słodko, ale samo to nie zrobi całej roboty. Od dłuższego czasu wydaje mi się po prostu infantylna, o ile jeszcze w początkach dorosłości potrafiłam przymknąć na to oko, to teraz w naszym wieku jest to już trudniejsze. Coś co mnie ostatnio uderzyło, to fakt że przez ponad dwa miesiące nie zapytała jak się czuję, co u mnie etc, a na początku czerwca napisałam jej o czymś dla mnie trudnym i przykrym. Wtedy odpisała mi trochę mechanicznie, tak jakby była zajęta. Pomyślałam ok, pewnie ma robotę, potem będziemy kontynuować. Tak się nie stało, za to po jakimś czasie wysłała mi zdjęcie swoich kotów i nawiązała do dużych upałów, napisała o swoich problemach ortopedycznych i jeszcze coś tam o pracy. Nasze ostatnie wiadomości dotyczą wyboru jej sukienki na wesele. Dla mnie taka "przyjaźń" jest niesatysfakcjonująca. Zwłaszcza, że w przeszłości zdarzały się już podobne sytuacje.
Ktoś napisał wyżej "nic na siłę" i "samo przyjdzie", zgadzam się z tym, choć mam już zwyczajnie dosyć.
Ok, rozumiem. A myślałaś o znalezieniu kolegi, a nie koleżanki? Czasem bywa prościej, te przyjaźnie są trochę inne niż z laskami. Pisałaś wyżej o laskach, które nie cieszą się twoim szczęściem i karmią twoimi niepowodzeniami. Tez to przeżywałam i z facetam w przyjaźni tego tak bardzo nie ma, w sensie nie ma tak bardzo tej cichej zazdrości, kiedy tobie jest lepiej. Nie dlatego, że faceci są bardzie moralni, po prostu oni są zazdrośni o innych facetów. Natomiast uważam, ze szansa na to, że znajdziesz drugą kobietę w podobnym do siebie wieku, która zawsze będzie wspierająca i niezazdrosna nawet jak u ciebie okaże się, że nagle coś jest znacznie lepiej niż u niej (super wygląd, kasa, partner), jest skrajnie niska. Mam przykład mojej mamy i jej przyjaciółek, które się wspierają, są blisko i to są przykłady dobrych przyjaźni sprawdzonych w najgorszych sytuacjach jak wyciąganie kogoś z długów czy wsparcie w ciężkiej chorobie, ale tez się na swój sposób nienawidzą, tak po babsku.RozowaSkarpetka pisze: ↑wt wrz 22, 2026 11:25 am Nie martw się, u mnie w związku jest wszystko okej. Jesteśmy narzeczeństwem, ale oboje nie dążymy do tego żeby wziąć ślub, nie mamy takiej konieczności. I nie, nie jest to pilna potrzeba szukania emocji, po prostu momentami nadchodzą fale, w których chciałabym mieć kontakt nie tylko z moim partnerem, a jeszcze z kimś, z kim mogłabym porozmawiać o wszystkim i o niczym. Jak jest się w związku przez tyle lat, to czasem chciałoby się choć na jakiś czas pogadać z kimś innym, wymienić doświadczeniami, czy po prostu posiedzieć i pooglądać film.
Mi się wydaje, że mamy (część z nas przynajmniej) wyidealizowane wyobrażenie przyjaźni. Najwyraźniej nieosiągalne w realu.
Mam bliskie koleżanki, nie wiem czy przyjaciółki. Bo niby gadamy ze sobą o różnych bardzo osobistych sprawach, ale czy rzeczywiście możemy na sobie polegać? Nie wiem i nie chcę się przekonywać. Dziewczyna, którą uważałam za przyjaciółkę kiedyś udawała, że nie dostała mojego smsa (żaliłam się, że jestem chora, nawet nie liczyłam w sumie na żadną pomoc, tylko chciałam pogadać). Jakiś czas później mi się przyznała, że dostała tego smsa. Nie pamiętam, jak się tłumaczyła z tego, że nawet nie odpisała. Zawsze będę to pamiętać.
Wydaje mi się, że jakaś taka wielka przyjaźń, gdzie się z tą osobą widujesz często, do tego gadacie regularnie przez telefon, razem łazicie na zakupy itp, to występuje tylko w filmach. W moim otoczeniu nie mam takich osób, nikt nie ma czasu, bo albo ma inne zajęcia, albo chce posiedzieć sam ze sobą (co jest dla mnie zrozumiałe, bo też tego potrzebuję).
Mam bliskie koleżanki, nie wiem czy przyjaciółki. Bo niby gadamy ze sobą o różnych bardzo osobistych sprawach, ale czy rzeczywiście możemy na sobie polegać? Nie wiem i nie chcę się przekonywać. Dziewczyna, którą uważałam za przyjaciółkę kiedyś udawała, że nie dostała mojego smsa (żaliłam się, że jestem chora, nawet nie liczyłam w sumie na żadną pomoc, tylko chciałam pogadać). Jakiś czas później mi się przyznała, że dostała tego smsa. Nie pamiętam, jak się tłumaczyła z tego, że nawet nie odpisała. Zawsze będę to pamiętać.
Wydaje mi się, że jakaś taka wielka przyjaźń, gdzie się z tą osobą widujesz często, do tego gadacie regularnie przez telefon, razem łazicie na zakupy itp, to występuje tylko w filmach. W moim otoczeniu nie mam takich osób, nikt nie ma czasu, bo albo ma inne zajęcia, albo chce posiedzieć sam ze sobą (co jest dla mnie zrozumiałe, bo też tego potrzebuję).
- Lapis_lazuri
- Channelka
- Posty: 36
- Rejestracja: pn sie 31, 2026 4:14 pm
Ale są też osoby, które nawet takich koleżanek nie mają.Barasia pisze: ↑czw wrz 24, 2026 9:39 am Mi się wydaje, że mamy (część z nas przynajmniej) wyidealizowane wyobrażenie przyjaźni. Najwyraźniej nieosiągalne w realu.
Mam bliskie koleżanki, nie wiem czy przyjaciółki. Bo niby gadamy ze sobą o różnych bardzo osobistych sprawach, ale czy rzeczywiście możemy na sobie polegać? Nie wiem i nie chcę się przekonywać. Dziewczyna, którą uważałam za przyjaciółkę kiedyś udawała, że nie dostała mojego smsa (żaliłam się, że jestem chora, nawet nie liczyłam w sumie na żadną pomoc, tylko chciałam pogadać). Jakiś czas później mi się przyznała, że dostała tego smsa. Nie pamiętam, jak się tłumaczyła z tego, że nawet nie odpisała. Zawsze będę to pamiętać.
Wydaje mi się, że jakaś taka wielka przyjaźń, gdzie się z tą osobą widujesz często, do tego gadacie regularnie przez telefon, razem łazicie na zakupy itp, to występuje tylko w filmach. W moim otoczeniu nie mam takich osób, nikt nie ma czasu, bo albo ma inne zajęcia, albo chce posiedzieć sam ze sobą (co jest dla mnie zrozumiałe, bo też tego potrzebuję).
- Lapis_lazuri
- Channelka
- Posty: 36
- Rejestracja: pn sie 31, 2026 4:14 pm
I feel you. Jak miałam 20 lat to byłam zakompleksiona na punkcie tego, że żaden chłopak nigdy nie będzie mnie chciał. Tymczasem od ponad 7 lat jestem w związku i jest mi przykro, bo gdy przychodzi temat ślubu, to myślę sobie, że mi nawet nikt nie wyprawi wieczoru panieńskiego ani nie będę miała kogo poprosić o zostanie moją świadkowąRozowaSkarpetka pisze: ↑pn cze 22, 2026 1:22 am Hej!
Od bardzo długiego czasu nie mam żadnych znajomych, ani tym bardziej żadnej przyjaciółki. Pracuje w branży beauty i tam mam mnóstwo klientek, z którymi rozmawiam o naprzerozniejszych rzeczach. Ale każda z nich ma blisko siebie jakąś osobę, z którą może porozmawiać tak normalnie, na codzień. Mi czasami jest głupio pisać do klientki, jak jakaś nowa ploteczka wleci, więc czekam cierpliwie do następnej wizyty.
Niestety ale mam strasznie zrytą psyche jeśli chodzi o przyjaciółki. Bardzo często mnie zawodziły, kopały pode mną dołki, bardzo nadużywały moją chęć pomocy. Bardzo często martwię się o tym co ludzie o mnie myślą, czy mnie lubią. Chciałabym mieć taką jedną przyjaciółkę, której mogłabym o wszystkim powiedzieć, która jeśli jakiś temat by ją męczył, to wprost by mi o tym powiedziała, a nie obgadywała mnie za plecami do kogoś innego. Brakuje mi takiej prawdziwej osoby, która byłaby ze mną, a ja z nią. Takiej, z którą mogłabym wszystko przeżywać, angażować się.
Mam partnera, z którym jestem od 10ciu lat w zwiazku. Ale wiecie jak to bywa czasem z facetami… nie słuchają, albo mają ważniejsze sprawy niż gadanie o „babskich pierdolach i emocjach”.
Dajcie znać, czy też czasami przechodzicie takie momenty. Mój facet ma znajomych, z którymi wychodzi na piwo, albo w coś z nimi gra, albo wychodzi biegać. A ja? Siedzę wtedy sama z psami w domu. Nie przeszkadza mi to, że on wychodzi. Ale przykro mi, że nie mam takiej osoby, która mogłaby do mnie wpaść, pogadać, albo nawet pogadać przez FaceTime i po prostu się pośmiać.
Mam wrażenie, że facetom łatwiej przychodzi zawieranie znajomości. Ja na różnych lokalnych grupkach często próbowałam zgarnąć jakieś dziewczyny, ale tak jak zawsze zgłaszało się milion chętnych do wyjścia, to później większość milczała na czacie, gdy dochodziło do jakichkolwiek ustaleń
I też nie zależy mi na niewiadomo jakiej przyjaźni aż po grób. Tylko po prostu na możliwości spotkania się raz na jakiś czas z kimś innym niż znajomi mojego faceta xd A że nie mieszkam w mojej rodzinnej miejscowości, to znajomości z czasów szkolnych odpadają.
No i przykre jest to w ch**. Płaczę z tego powodu dość często. Prawdą jest to, że kto tego nie doświadczył, to nigdy tego nie zrozumie. Mimo że jestem w dobrym związku, mój partner jest świadomą osobą i lubi rozmawiać o emocjach (chyba nawet bardziej niż ja xd), to wciąż w pewien sposób czuję się po prostu samotna.
Tak, wiem oczywiście.Lapis_lazuri pisze: ↑czw wrz 24, 2026 11:44 am Ale są też osoby, które nawet takich koleżanek nie mają.
Sama zresztą miałam etapy w życiu, że nawet tego nie miałam, więc rozumiem.
-
RozowaSkarpetka
- RoyalBaby
- Posty: 23
- Rejestracja: ndz mar 03, 2024 6:23 pm
Czuję się jakbym czytała swoją historię. Jak myślę o wieczorze panieńskim, to mnie mdli, bo mogłabym ewentualnie zaprosić moją mamę, kuzynkę i babcię… dużo razy o tym myślałam. Też jest mi przykro jak dookoła widzę dużo dziewczyn, które wyprawiają ten panieńskie i mają dookoła siebie wianuszek dziewczyn.Lapis_lazuri pisze: ↑czw wrz 24, 2026 12:05 pm I feel you. Jak miałam 20 lat to byłam zakompleksiona na punkcie tego, że żaden chłopak nigdy nie będzie mnie chciał. Tymczasem od ponad 7 lat jestem w związku i jest mi przykro, bo gdy przychodzi temat ślubu, to myślę sobie, że mi nawet nikt nie wyprawi wieczoru panieńskiego ani nie będę miała kogo poprosić o zostanie moją świadkową![]()
Mam wrażenie, że facetom łatwiej przychodzi zawieranie znajomości. Ja na różnych lokalnych grupkach często próbowałam zgarnąć jakieś dziewczyny, ale tak jak zawsze zgłaszało się milion chętnych do wyjścia, to później większość milczała na czacie, gdy dochodziło do jakichkolwiek ustaleńJak poszłam na studia (co prawda zaoczne) to było to samo. Przez trzy lata nie mieliśmy ani jednej integracji, co mnie zszokowało. Na moich pierwszych studiach, też zaocznych, to byłoby nie do pomyślenia
W pracy natrafiam na kobiety 40+, więc wiadomo, że to nie jest to samo, co ktoś w przybliżonym wieku.
I też nie zależy mi na niewiadomo jakiej przyjaźni aż po grób. Tylko po prostu na możliwości spotkania się raz na jakiś czas z kimś innym niż znajomi mojego faceta xd A że nie mieszkam w mojej rodzinnej miejscowości, to znajomości z czasów szkolnych odpadają.
No i przykre jest to w ch**. Płaczę z tego powodu dość często. Prawdą jest to, że kto tego nie doświadczył, to nigdy tego nie zrozumie. Mimo że jestem w dobrym związku, mój partner jest świadomą osobą i lubi rozmawiać o emocjach (chyba nawet bardziej niż ja xd), to wciąż w pewien sposób czuję się po prostu samotna.
Jeżeli uważasz, że masz "strasznie zrytą psychę" jeżeli chodzi o posiadanie przyjaciółek to bez gruntownego przepracowania tego (oraz w ogóle chęci do zrobienia tego i podjęcia konkretnych kroków w celu poprawy twojej sytuacji) będziesz wiecznie zafiksowana na lamentach nad potrzebą znalezienia "prawdziwej osoby", co prawdopodobnie nigdy nie przerodzi się w nic realnego.RozowaSkarpetka pisze: ↑pn cze 22, 2026 1:22 am Hej!
Od bardzo długiego czasu nie mam żadnych znajomych, ani tym bardziej żadnej przyjaciółki. Pracuje w branży beauty i tam mam mnóstwo klientek, z którymi rozmawiam o naprzerozniejszych rzeczach. Ale każda z nich ma blisko siebie jakąś osobę, z którą może porozmawiać tak normalnie, na codzień. Mi czasami jest głupio pisać do klientki, jak jakaś nowa ploteczka wleci, więc czekam cierpliwie do następnej wizyty.
Niestety ale mam strasznie zrytą psyche jeśli chodzi o przyjaciółki. Bardzo często mnie zawodziły, kopały pode mną dołki, bardzo nadużywały moją chęć pomocy. Bardzo często martwię się o tym co ludzie o mnie myślą, czy mnie lubią. Chciałabym mieć taką jedną przyjaciółkę, której mogłabym o wszystkim powiedzieć, która jeśli jakiś temat by ją męczył, to wprost by mi o tym powiedziała, a nie obgadywała mnie za plecami do kogoś innego. Brakuje mi takiej prawdziwej osoby, która byłaby ze mną, a ja z nią. Takiej, z którą mogłabym wszystko przeżywać, angażować się.
Mam partnera, z którym jestem od 10ciu lat w zwiazku. Ale wiecie jak to bywa czasem z facetami… nie słuchają, albo mają ważniejsze sprawy niż gadanie o „babskich pierdolach i emocjach”.
Dajcie znać, czy też czasami przechodzicie takie momenty. Mój facet ma znajomych, z którymi wychodzi na piwo, albo w coś z nimi gra, albo wychodzi biegać. A ja? Siedzę wtedy sama z psami w domu. Nie przeszkadza mi to, że on wychodzi. Ale przykro mi, że nie mam takiej osoby, która mogłaby do mnie wpaść, pogadać, albo nawet pogadać przez FaceTime i po prostu się pośmiać.
-
Exrvuninyvtvuni
- Srebrna Kropeczka
- Posty: 154
- Rejestracja: ndz lis 10, 2024 6:38 pm
Ja myślę, że z przyjaźniami jest trochę jak ze związkami romantycznymi ;) Jeśli jedna lub druga strona bardzo chce i bardzo się angażuje, ale z drugiej strony nie ma tej “chemii” to nic z tego nie będzie. Ja sama mam różne koleżanki, z którymi niby fajnie się gada ale jakoś na dłuższą metę o nich nie pamiętam, a mam takie z którymi utrzymuje regularny kontakt i nikt nikogo nie musi namawiać do spotkań. Dla mnie jeśli proponuję raz czy drugi spotkanie lub pisze kilka razy i nie ma inicjatywy z drugiej strony to taka znajomość nie ma sensu.
Plus tak jak w innym wątku tutaj na forum - przyjaźnie umierają. Ludzie mają smartfony, oglądają influencerow i mają poczucie uczestniczenia w czyimś życiu bez potrzeby wychodzenia z domu i angażowania się w jakiekolwiek relacje. Mogą siedzieć w dresach na kanapie i nie muszą wstawać ani sprzątać chaty żeby kogoś zaprosić
Plus tak jak w innym wątku tutaj na forum - przyjaźnie umierają. Ludzie mają smartfony, oglądają influencerow i mają poczucie uczestniczenia w czyimś życiu bez potrzeby wychodzenia z domu i angażowania się w jakiekolwiek relacje. Mogą siedzieć w dresach na kanapie i nie muszą wstawać ani sprzątać chaty żeby kogoś zaprosić
-
Miauczurka
- Channelka
- Posty: 34
- Rejestracja: pn paź 05, 2026 8:39 am
Ja się nie czaruję, że o ile świadkową to jeszcze znajdę, tak sam ślub planujemy z góry jako kameralny, bez wieczorów panieńskich itd. xDLapis_lazuri pisze: ↑czw wrz 24, 2026 12:05 pm I feel you. Jak miałam 20 lat to byłam zakompleksiona na punkcie tego, że żaden chłopak nigdy nie będzie mnie chciał. Tymczasem od ponad 7 lat jestem w związku i jest mi przykro, bo gdy przychodzi temat ślubu, to myślę sobie, że mi nawet nikt nie wyprawi wieczoru panieńskiego ani nie będę miała kogo poprosić o zostanie moją świadkową![]()