Uważam zmiany w obiadach szkolnych za pozytywne. Polskie dzieci tyją najszybciej w Europie, wielu rodziców olewa kwestię diety dzieci - z braku czasu lub poglądów, że „szczęśliwe dzieciństwo=futrowanie cukrem i tłuszczem - najważniejsze by zjeść mięsko. Obiady szkolne to zaledwie 5 posiłków w tygodniu.
Przy tłustej, niedoborowej diecie dzieci i młodzieży to chociaż dobry krok w stronę zdrowia.
Jakoś ci wszyscy boomerowi obrońcy mięsa zapomnieli, że w PRL mięsa nie jadło się codziennie. Surówki i warzywa strączkowe nagle stały się lewactwem
Błędem rządu było jedynie reklamowanie nowej diety jako planetarnej, zamiast prozdrowotnej na przykład. Przez co ludzie wnioskują, że zmiany wprowadzono tylko dlatego żeby „ograniczyć ślad węglowy kosztem zdrowia polskich dzieci.”
Doprawdy szokuje mnie, jak warzywa stały się nagle orężem walki politycznej. Trochę się to pokrywa z negowaniem edukacji zdrowotnej.