Mam wrażenie, że wśród naszych znajomych nie ma (przepraszam że użyje tego słowa) normalnych dzieci
- zapraszamy na kolację znajomych z dziećmi, w menu klasycznie - albo kurczak, albo spaghetti, to co w większości dzieci i dorośli lubią. dzieci tych znajomych nie zjadły u nas NIGDY (nawet nie spróbowały
każde spotkanie z większością z rodzin z dziećmi które przychodzą wygląda jak jakiś horror. I dosłownie i w przenośni. Cały dom jest zmasakrowany porozrzucanymi Zabawkami, nie jest tak, że usiądą na podłodze pobudują z Lego pobawia się w jakąś bazę - ciągle jest absolutne szaleństwo, hałas, krzyki, bieganie po domu, trzaskanie drzwiami, wycie jak syrena, wbieganie do pomieszczeń w których nasze dzieci normalnie się nie bawią.
Np. ich dzieci wysunęły wszystkie szuflady z szafy - od dołu pozostała taka przestrzeń przez którą można było się prześlizgnąć na tył tej szafy - weszli od tyłu na te szuflady wysunięte i nam je wyłamali, po prostu zawiasy nie wytrzymały ich ciężaru
Albo nasz synek dostał nowy wymarzony pojazd na urodziny i to dziecko wzięło i wyrwało mu taką część która się tak sama delikatnie automatycznie zwijała., chwilę po urodzinach
Były też takie spotkania podczas których wchodzili nam do garderoby oraz do pralni i np. wypieprzali z półek wszystkie ubrania
Te ich dzieci są jak jakieś szatany, ciągle w ruchu, potrafią przejechać 40 km na rowerze, ciągle jedzą słodkie, ciągle wrzeszcxą - ja bym się wykończyła mając takie dzieci i jestem wykończona po 2 h spotkania z nimi. Muszą mieć docisk tak szurają na maksa mocno autami po parkiecie, jejku
Znowu kolejni - mają totalnie inną tolerancję na pisk i krzyk niż ja i ich dzieci ciągle piszczą i krzyczą i wszystko tak wymuszają oraz na wszystko tak reagują. Po ostatnim spotkaniu byłam tak wykończona tym nadmiarem wysokiego natężenia dźwięku, że poszłam i płakałam, mój mózg był jakby ktoś go przemielił przez maszynkę do mięsa, i mimo że to nasi serdeczni przyjaciele, spotykamy się od lat, to przez ich dzieci naprawdę nie mam ochoty już na ani jedno więcej spotkanie.
Nie chce oceniać czy ich wychowanie jest złe, czy raczej moja postawa - tylko po prostu nastawić się na subiektywne przedstawienie historii które was osobiście doprowadza do szału i przez które czujecie że jakaś część was umiera po takich spotkaniach i nie macie ochoty na nie już nigdy więcej. Można się przerzucać tym kto lepiej wychowuje dzieci, tym że one mają zaburzoną integrację sensoryczną albo że mają ADHD - nie mnie to oceniać, chodzi mi o wasze osobiste granice. Czy tylko u nas takie szaleństwa? Może to domena chłopców i w większości mamy na spotkaniach płeć męska? A może napiszecie mi, że to rzeczywiście tak wygląda i dzieci po prostu tak się bawią?