Również uważam, że środki z 800+ powinny być lepiej monitorowane, szczególnie w rodzinach niewydolnych. Nie może być tak, że rodzice dostają pieniądze od państwa, a środki te są przeznaczane na używki czy inne rzeczy, zamiast realnie poprawiać warunki życia dzieci. Z drugiej strony ogarnięty rodzic może te pieniądze rozsądnie odkładać lub inwestować, żeby później przeznaczyć je na lepszą edukację czy po prostu lepszy start dziecka.Jennifer pisze: ↑pt wrz 04, 2026 3:18 pm 1. To w takim razie nie powinno być to wypłacane w formie pieniężnej. Bo ogarnięty rodzic przeznaczy te pieniądze właśnie na wycieczke czy podręczniki, a inny na papierosy i hybrydy. Nikt tego przecież nie weryfikuje. Nie zapominajmy, że żyjemy w państwie, które słynie z kombinatorstwa i cwaniactwa. Porównanie do kredytu 2% jest nietrafione, bo to pieniądze na konkretny cel.
2. Niechęć do matek i dzieci wzięła się nie tylko z rozdawnictwa, ale też z tego, że dzieciom w obecnych czasach wszystko wolno, nie zwraca im się uwagi, gdy źle się zachowują, bo ,,to tylko dzieci''. Mówi sie, że do wychowania dziecka potrzebna jest cała wioska, a gdy ta wioska poza głaskaniem po główce śmie obcemu dziecku zwrócić uwagę (tak jak to było kiedyś), to od razu rodzic leci z ryjem, by nie wtrącać się do wychowania jego brajanka. Nikt na nikogo nie szczuje, matki same sobie zapracowały na tę niechęć. Wygodnie jest zwalać wszystko na kapitalizm.
3. Człowiek chory czy ubogi zazwyczaj nie jest w takim stanie ze swojej winy, a dziecko robisz sobie, bo masz taki kaprys, więc tutaj nie trafiłaś z argumentem. A tak poza tym, coraz wiecej ludzi i tak leczy sie prywatnie.
Wydaje mi się, że porównanie do kredytu 2% miało na celu pokazanie, że zarówno tu, jak i tam państwo tworzy określone preferencyjne warunki, a to zawsze wiąże się z kosztami.
Masz rację co do punktu 2. Też uważam, że właśnie z takich sytuacji w dużej mierze bierze się niechęć do dzieci i matek. Problem w tym, że później obrywają również te matki, które naprawdę pilnują swoich dzieci, uczą je zasad i zwracają uwagę na to, co wolno, a czego nie.
Pierwszy przykład z brzegu: strasznie mnie mierzi, gdy dzieci chodzą w butach po krzesłach w restauracji, pociągu, na ławkach itd. Wczoraj siedziała obok mnie przy stoliku matka z córką, może 3–4-letnią. Małą tak nosiło, że już chyba nie wiedziała, gdzie ma włożyć nogi, stopy lądowały nawet na stole, a buty oczywiście na krześle.
Z punktem 3 się nie zgadzam. Nie uważam, żeby posiadanie dziecka było kaprysem. Z biologicznego punktu widzenia rozmnażanie i przedłużenie gatunku jest jednym z podstawowych mechanizmów naszego istnienia.
Można też zachorować częściowo w wyniku własnych wyborów na przykład przez wieloletnie palenie, nadużywanie alkoholu czy generalne zaniedbywanie zdrowia. A przecież system nie uzależnia prawa do leczenia czy świadczeń od tego, czy ktoś sam się do choroby przyczynił.