Zawsze będzie potrzeba więcej kelnerów niż właścicieli restauracji, chyba że każdy właściciel będzie jednocześnie zawsze obsługiwał w swojej knajpie. Jak dla kogoś biznes jest zbyt trudny, to nie ma też przymusu prowadzenia własnego biznesu.Orchidea2103 pisze: ↑wt sie 25, 2026 7:35 pm Właścicielem restauracji wcale nie jest tak trudno zostać. Sztuką jest utrzymać lokal i sprawić, żeby rzeczywiście na siebie zarabiał. Nie masz pojęcia, jaki to jest zapierdol. Trzeba być tam praktycznie non stop, żeby interes się kręcił. Nie ma 30 dni urlopu ani zasady zamykam laptopa i od tej chwili nic mnie nie obchodzi.
Do tego dochodzą pracownicy, którzy czasami mają naprawdę kreatywne pomysły na to, jak kraść i niestety w gastronomii jest to nagminny problem.
Takich Gesslerów jest garstka i oni w dużej mierze jadą już na swoim nazwisku. Poza nimi są tysiące zwykłych właścicieli lokali, którzy każdego dnia zapieprzają, żeby ten biznes w ogóle się spinał.
Niepopularne opinie o życiu
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherryRe: Niepopularne opinie o życiu
-
Orchidea2103
- ZdalnaFanka
- Posty: 492
- Rejestracja: sob wrz 13, 2025 5:04 am
Mam wrażenie, że kompletnie nie zrozumiałaś, co napisałam. Odniosłam się do przedstawiania właściciela restauracji jako kogoś, kto tylko „maksymalizuje zysk”, podczas gdy pracownicy wypruwają sobie żyły. To jest oderwane od realiów gastronomii.
Kelner kończy zmianę i wychodzi. Właściciel odpowiada za cały lokal, pracowników, koszty, podatki, dostawców, sprzęt, straty i za to, czy biznes w ogóle się zepnie. Pracownik musi dostać pensję niezależnie od wyniku lokalu, a ryzyko finansowe ponosi właściciel.
Przeciętny restaurator to nie Gessler czy Kulczyk, tylko zwykły przedsiębiorca, który często pracuje znacznie więcej niż 8 godzin dziennie. Pracownik powinien być uczciwie wynagradzany, ale właściciel również ma prawo zarabiać na swoim biznesie. Jedno nie wyklucza drugiego.
A skoro twoim argumentem jest jak za trudno, to nie trzeba prowadzić biznesu, to równie dobrze można powiedzieć: jeśli dla ciebie restauracja jest za droga, nie ma przymusu do niej chodzić.
Gdyby prowadzenie biznesu było łatwe to każdy by to robił. Ale wielu potrafi się tylko wymądrzać.
Sorry, ale jednak czuwać nad tym, żeby osoba, której zlecasz pracę miała minimum godności i nie żyła w stresie czy będzie miała z pracy, którą ci świadczy na minimum egzystencji, to powinno jednak wg mnie czuwać państwo. Na coś płacimy podatki, chyba nie na to, żeby każdy szeregowy pracownik się musiał użerać ze swoim pracodawcą, bo ten chce go motywować jak w średniowieczu - "zapierdalaj, bo nie będziesz jadł, chociaż w sumie i tak nie gwarantuję, że będziesz jadł, hehe". Co za podejście w ogóle.... Rozumiem, że prowadzisz własny biznes i nie uśmiecha ci się ludziom uczciwie płacić, bo w innym przypadku, to twoje poglądy są jakimś przedziwnym fikołkiem.
Ty kompletnie nie zrozumiałaś.Orchidea2103 pisze: ↑wt sie 25, 2026 7:53 pm Mam wrażenie, że kompletnie nie zrozumiałaś, co napisałam. Odniosłam się do przedstawiania właściciela restauracji jako kogoś, kto tylko „maksymalizuje zysk”, podczas gdy pracownicy wypruwają sobie żyły. To jest oderwane od realiów gastronomii.
Kelner kończy zmianę i wychodzi. Właściciel odpowiada za cały lokal, pracowników, koszty, podatki, dostawców, sprzęt, straty i za to, czy biznes w ogóle się zepnie. Pracownik musi dostać pensję niezależnie od wyniku lokalu, a ryzyko finansowe ponosi właściciel.
Przeciętny restaurator to nie Gessler czy Kulczyk, tylko zwykły przedsiębiorca, który często pracuje znacznie więcej niż 8 godzin dziennie. Pracownik powinien być uczciwie wynagradzany, ale właściciel również ma prawo zarabiać na swoim biznesie. Jedno nie wyklucza drugiego.
A skoro twoim argumentem jest jak za trudno, to nie trzeba prowadzić biznesu, to równie dobrze można powiedzieć: jeśli dla ciebie restauracja jest za droga, nie ma przymusu do niej chodzić.
Gdyby prowadzenie biznesu było łatwe to każdy by to robił. Ale wielu potrafi się tylko wymądrzać.
Kelnerów potrzeba więcej, więc statystycznie jest większa szansa, że zostaniesz kelnerem niż właścicielem restauracji. Bronienie niemoralnych zapędów geslera, który chciałby zgarniać 100% i pozwolić klientom troszczyć się o swoich pracowników jest kretyńskie, bo nigdy nie będziesz geslerem, i jest bardzo prawdopodobne, że nawet właścicielem restauracji nigdy nie zostaniesz, więc z jakiej paki bronisz ich pomysłów na maksymalizację zysków kosztem zwykłego, szarego człowieka? Oni się o siebie zawsze upomną. Znam wystarczająco wielu ludzi "na swoim", żeby wiedzieć, że ich narzekanie na wielkie trudności i ucisk to zwykle polskie narzekactwo bez pokrycia w rzeczywistości.
-
Orchidea2103
- ZdalnaFanka
- Posty: 492
- Rejestracja: sob wrz 13, 2025 5:04 am
Ok, widzę, że doszło tu do nieporozumienia. Tak, kelnerów zawsze będzie więcej niż właścicieli restauracji, ale ja w ogóle nie bronię Gesslera. Uważam, że nie ma racji, twierdząc, że napiwek powinien być obowiązkowy. Wręcz przeciwnie nic mnie bardziej nie irytuje niż oczekiwanie napiwku. Napiwek z definicji powinien być dobrowolny: daję go, jeśli jestem zadowolona z obsługi i mam na to ochotę. Uważam też, że kelner powinien mieć normalną pensję niezależnie od napiwków i pisałam o tym wcześniej.Barasia pisze: ↑wt sie 25, 2026 7:59 pm Ty kompletnie nie zrozumiałaś.
Kelnerów potrzeba więcej, więc statystycznie jest większa szansa, że zostaniesz kelnerem niż właścicielem restauracji. Bronienie niemoralnych zapędów geslera, który chciałby zgarniać 100% i pozwolić klientom troszczyć się o swoich pracowników jest kretyńskie, bo nigdy nie będziesz geslerem, i jest bardzo prawdopodobne, że nawet właścicielem restauracji nigdy nie zostaniesz, więc z jakiej paki bronisz ich pomysłów na maksymalizację zysków kosztem zwykłego, szarego człowieka? Oni się o siebie zawsze upomną. Znam wystarczająco wielu ludzi "na swoim", żeby wiedzieć, że ich narzekanie na wielkie trudności i ucisk to zwykle polskie narzekactwo bez pokrycia w rzeczywistości.
Mnie chodziło o coś zupełnie innego: nie zgadzam się z przedstawianiem właścicieli restauracji jako ludzi, którzy siedzą, liczą pieniądze i maksymalizują zyski kosztem pracowników. Prowadzenie gastronomii to naprawdę ciężka praca, duża odpowiedzialność i ryzyko finansowe. I właśnie do tego odnosiły się moje komentarze, a nie do bronienia obowiązkowych napiwków czy Gesslera.
Nie wiem, z jakich branż znasz ludzi „na swoim”, ale z moich obserwacji wynika, że prowadzenie własnego biznesu wcale nie jest takie proste i przyjemne. Ma to swoje plusy i minusy, dokładnie tak samo jak praca w korpo. A z tym, że nigdy nie zostanę właścicielką restauracji, to akurat bym polemizowała. Skąd możesz wiedzieć, że nie zostanę? ;)
Ok, to chyba rzeczywiście się nie zrozumiałyśmy.Orchidea2103 pisze: ↑wt sie 25, 2026 8:12 pm Ok, widzę, że doszło tu do nieporozumienia. Tak, kelnerów zawsze będzie więcej niż właścicieli restauracji, ale ja w ogóle nie bronię Gesslera. Uważam, że nie ma racji, twierdząc, że napiwek powinien być obowiązkowy. Wręcz przeciwnie nic mnie bardziej nie irytuje niż oczekiwanie napiwku. Napiwek z definicji powinien być dobrowolny: daję go, jeśli jestem zadowolona z obsługi i mam na to ochotę. Uważam też, że kelner powinien mieć normalną pensję niezależnie od napiwków i pisałam o tym wcześniej.
Mnie chodziło o coś zupełnie innego: nie zgadzam się z przedstawianiem właścicieli restauracji jako ludzi, którzy siedzą, liczą pieniądze i maksymalizują zyski kosztem pracowników. Prowadzenie gastronomii to naprawdę ciężka praca, duża odpowiedzialność i ryzyko finansowe. I właśnie do tego odnosiły się moje komentarze, a nie do bronienia obowiązkowych napiwków czy Gesslera.
Bo moje całe oburzenie dotyczy właśnie pomysłu, żeby pracodawca miał przestać wynagradzać pracowników i przerzucić odpowiedzialności za wynagrodzenie tych ludzi na klientów. Dodatkowo licząc na to, że stres związany z brakiem stałego dochodu zmotywuje ich do lepszej pracy (WTF?!)
Nie ma dla mnie znaczenia czy tym nieuczciwym pracodawcą będzie gesler czy Kowalski - bo mam taką (niepopularną?) opinię, że jeśli dasz taką możliwość, to każdy właściciel biznesu chętnie skorzysta. Poza tym, gdyby nie skorzystał, to dość szybko mógłby stać się niekonkurencyjny. Dlatego wg mnie to państwo musi zapobiegać takim patologiom, a nie związki zawodowe, czy pojedynczy pracownicy.
I nie, nie uważam, że prowadzenie gastro to lekki biznes. Ale tak, uważam, że niektórzy ludzie lokują kasę w gastro, bo myślą , że będą drugim geslerem i potem albo jakoś tam sobie radzą, ale żalą się każdemu, kto ma uszy na swój los (bo jednak stać ich tylko na dwa urlopy w roku, a oni chcieli 12!), albo nie radzą sobie i winią wszystkich wokół, zamiast siebie i swoje kiepskie przygotowanie/rozeznanie. Bo takie indywidua są najgłośniejsze.
Ja uważam, że 3/4 - jak nie więcej - kobiecych ''przyjaźni'' jest opartych właśnie na takim narzekaniu i gdyby im to narzekanie zabrać, to nie miałyby o czym gadać. Zauważyłam nawet, że w moim środowisku sporo kobiet z mężami z podobnymi ''wadami'' dobiera się w pary ''przyjaciółek'' żeby nadawać przez całe wspólne spotkania o tym jak misiaczek obserwuje jakieś thirst trapy na insta/jest syfiarzem/ciągle gra w fifę/nie chce uprawiać seksu/wybierz dowolne. Najbardziej mnie w tym chyba rozbraja to, że żadna z nich nie dojdzie do wniosku, że skoro całe jej życie towarzyskie kręci się wokół narzekania na faceta i spędza po 10h w tygodniu płacząc w słuchawkę, że misiaczek znowu ''zaobserwował jakąś $%#'' albo ''nie wiedział gdzie się wynosi śmieci'' to może nie wiem, hmmm, zmień faceta??????Push pisze: ↑wt sie 25, 2026 11:30 am O Jezu, co za cringe. Właśnie ostatnio nad tym się zastanawiałam i proszę, ktoś porusza podobny temat. Mnie to wkurza i zauważyłam, że to zwłaszcza kobiety uwieeeelbiaja gadać i się uzewnętrzniać wręcz do granic - czasem po prostu wszystko muszą powiedzieć, nie zostawiając naprawdę nic do ukrycia i to jest fatalne.
Mnie np. zapienia ta idea pogaduszek w damskim gronie, w którym nadaje się na facetów i jaaaasne, że można ponarzekać, że np. mój facet nie cierpi sprzatać albo naturalnie podzielić się jakimiś wątpliwościami natury uczuciowej i...i to by było na tyle. A ja mam często ciary żenady jak słyszę od koleżanek albo znajomych jakieś szczegóły dotyczące życia intymnego i seksualnego z ich partnerami i to jeszcze czasem opowiadane w tonie "heheszkow". Wymiksowalam się też z miejsc w Internecie, gdzie kobiety właśnie dzieliły się najdrobniejszymi elementami ich życia z partnerem, bo jak to czytałam, to zenadometr wybijał mi ponad skalę. Ludzie, serio? No kurczę...Ja wychodzę z takiego założenia, że jak swojego partnera kocham i szanuję, to zachowanie prywatności w związku jest nadrzędnym punktem, dlatego nie dzielę się szczegółami życia intymnego z koleżankami i to właśnie z szacunku wynika. Tym bardziej kiedy dotyczy to spraw, które mogą być krępujące, wstydliwe, itd. No kurde nie ośmieszam swojego partnera i tyle, a sprawy tego typu naturalnie staram się rozwiązywać między nami. Wiecie, czasem się nie dziwię, że faceci jasno stawiają sprawy i samym spojrzeniem potrafią dać do zrozumienia, co sądzą o różnych pogaduchach w damskim gronie i dla mnie to jest ok, że niebezpośrednio dadzą do zrozumienia czego sobie nie życzą, bo kobiety często... naprawdę mają długi język i koszmarną potrzebę mówienia absolutnie o wszystkim, bez cienia żenady (!) Nie wiem z czego to się bierze, z dziećmi mają podobnie, ale to do pewnego stopnia (tylko do pewnego) można jakoś tam zrozumieć. Ciekawe, bo mam wrażenie, że w podobnych sprawach mężczyzni są mniej rozmowni i wylewni. No i ja już całkowicie sobie odpuszczam klimaty damskich spędów, bo ten klimat maksymalnego rozgadania oraz luzactwa i heheszkow z przywar i defektów partnerów po prostu mnie żenuje, a już cringem jest dla mnie podjudzanie, że weź też powiedz jakie śmieszne wady ma twój X i co glupiego robi np. w sypialni, a jak nie powiesz, to oczywiście jesteś drętwa. No nie, to nie o drętwotę chodzi, serio. Z resztą...co mi tam, mogę sobie nawet być staroświecka pod tym względem i mi z tym dobrze. I życzyłabym sobie aby takich kobiet było więcej.
Nie ogarniam jak można z kimś wziąć ślub czy nawet zrobić sobie dziecko, a potem wyjść z chaty i w towarzystwie innych osób cisnąć po tej osobie że jest syfiarzem, albo się roztył
Ja akurat jestem na samozatrudnieniu, wcześniej (ok.7-8 lat temu) zdarzyło mi się przez chwilę pracować jako kelnerka w dwóch miejscach i nie narzekałam na wypłatę ale może to też zależy od miasta. Z tego co zauważyłam to przeważnie osoby które nie pracowały w gastro wyolbrzymiają wady tego zawodu
-
Orchidea2103
- ZdalnaFanka
- Posty: 492
- Rejestracja: sob wrz 13, 2025 5:04 am
Dobrze, że udało się to wyjaśnić. Jak mawiał klasyk: warto rozmawiaćBarasia pisze: ↑wt sie 25, 2026 8:22 pm Ok, to chyba rzeczywiście się nie zrozumiałyśmy.
Bo moje całe oburzenie dotyczy właśnie pomysłu, żeby pracodawca miał przestać wynagradzać pracowników i przerzucić odpowiedzialności za wynagrodzenie tych ludzi na klientów. Dodatkowo licząc na to, że stres związany z brakiem stałego dochodu zmotywuje ich do lepszej pracy (WTF?!)
Nie ma dla mnie znaczenia czy tym nieuczciwym pracodawcą będzie gesler czy Kowalski - bo mam taką (niepopularną?) opinię, że jeśli dasz taką możliwość, to każdy właściciel biznesu chętnie skorzysta. Poza tym, gdyby nie skorzystał, to dość szybko mógłby stać się niekonkurencyjny. Dlatego wg mnie to państwo musi zapobiegać takim patologiom, a nie związki zawodowe, czy pojedynczy pracownicy.
I nie, nie uważam, że prowadzenie gastro to lekki biznes. Ale tak, uważam, że niektórzy ludzie lokują kasę w gastro, bo myślą , że będą drugim geslerem i potem albo jakoś tam sobie radzą, ale żalą się każdemu, kto ma uszy na swój los (bo jednak stać ich tylko na dwa urlopy w roku, a oni chcieli 12!), albo nie radzą sobie i winią wszystkich wokół, zamiast siebie i swoje kiepskie przygotowanie/rozeznanie. Bo takie indywidua są najgłośniejsze.
A pracowałaś w kraju, w którym obowiązuje zasada, że kelnerom płacimy co łaska i resztę mają sobie dozbierać w tipach (obowiązkowych)?Daphne444 pisze: ↑wt sie 25, 2026 8:52 pm Ja akurat jestem na samozatrudnieniu, wcześniej (ok.7-8 lat temu) zdarzyło mi się przez chwilę pracować jako kelnerka w dwóch miejscach i nie narzekałam na wypłatę ale może to też zależy od miasta. Z tego co zauważyłam to przeważnie osoby które nie pracowały w gastro wyolbrzymiają wady tego zawodu
To, że wg Ciebie jest super pomysłem, żeby wprost wyzyskiwać ludzi (przeokropny wydźwięk ma w twoim komentarzu ta wstawka o tym, jakie to motywujące dla pracownika będzie, że nie będzie wiedział ile i czy w ogóle zarobi xD i że dzięki temu będzie się bardziej starał zapierdzielać... Brakuje tylko.postulatu legalizacji poganiania niewolników batem), ale sama nie pracowałaś w takim systemie.
-
takisobiejestem
- PrinTu
- Posty: 986
- Rejestracja: śr mar 18, 2026 10:43 pm
Rankingi porównujące poziom szkół są niemiarodajne i nie ma co się nimi sugerować. W moim mieście uczniowie z liceum nr 1 chodzą na korepetycje do nauczycieli z liceum nr 2, a uczniowie z liceum nr 2 uczęszczają na korepetycje do nauczycieli z liceum numer 1. Nie bez znaczenia jest również fakt, że do "dobrych" liceów są zazwyczaj wyższe progi punktowe, przez co do takich szkół najczęściej idą ambitni i zdolni uczniowie, którzy z większym prawdopodobieństwem napiszą dobrze maturę. Prawda jest taka, że uczniowie w tych czasach przeważnie przygotowują się do matury na korepetycjach i w domu, a nie w szkole. Nie rozumiem przewrażliwionych rodziców, którzy mają parcie na to, żeby ich dziecko uczyło się w "elitarnym" liceum (pominę fakt, że często po prostu chcą mieć czym się pochwalić przed ludźmi), chodzenie do słabszej szkoły niczego nie przekreśla, jeśli ktoś będzie się przykładać to wszędzie się nauczy. Zainspirowało mnie to, że wczoraj maturę z matematyki poprawiał syn moich znajomych. W tym roku nie zdał matury w pierwszym terminie, jego nauczyciel się nie przykładał. Zabrakło mu 1 punktu do zdania. Znajomi poprosili mnie o pomoc. Uczyłem go 2 razy w tygodniu przez 1,5 miesiąca. Wczoraj do mnie zadzwonił i powiedział: "Wujek, dziękuję, właśnie przejrzałem odpowiedzi, będzie około 80%. Jednak matma potrafi być łatwa, to dzięki Tobie". Chęci są bardzo ważne, wybór szkoły nie ma aż tak dużego znaczenia. W każdej szkole są słabi i dobrzy uczniowie. Rzadko można liczyć na wsparcie nauczycieli ze szkoły.
- Juliaturczyniak
- Forma życia
- Posty: 3653
- Rejestracja: czw gru 19, 2024 8:36 pm
"W republikańskiej Hiszpanii w okresie rewolucji i walki z siłami generała Francisco Franco w kawiarniach i restauracjach wprowadzono symboliczny zakaz przyjmowania napiwków"takisobiejestem pisze: ↑wt sie 25, 2026 2:40 pm Mateusz Gessler stwierdził, że napiwki powinny być obowiązkowe dla każdego gościa restauracji. Kompletnie się z tym nie zgadzam. Jako informatykowi nikt nie płaci mi dodatkowo za stworzenie strony internetowej. Praca kelnera czy kucharza jest bardzo potrzebna i trudna, ale jednak pobierają oni comiesięczne wynagrodzenie za swoją pracę. Napiwki to trend, który przyszedł z zachodu. Nie wszystko co jest w USA lub za granicą jest lepsze. Spotkałem się nie raz z tym, że ktoś wręcz odczuwa obowiązek zostawienia napiwku, osobiście nie zgadzam się z tym.
Tak dodam jako ciekawostkę
- Juliaturczyniak
- Forma życia
- Posty: 3653
- Rejestracja: czw gru 19, 2024 8:36 pm
I przez napiwki w gastro jest patologia i mają problem z płaceniem godnych pieniędzy,bo przecież się wyrówna napiwkami i elo, pora na csa xdtakisobiejestem pisze: ↑wt sie 25, 2026 2:40 pm Mateusz Gessler stwierdził, że napiwki powinny być obowiązkowe dla każdego gościa restauracji. Kompletnie się z tym nie zgadzam. Jako informatykowi nikt nie płaci mi dodatkowo za stworzenie strony internetowej. Praca kelnera czy kucharza jest bardzo potrzebna i trudna, ale jednak pobierają oni comiesięczne wynagrodzenie za swoją pracę. Napiwki to trend, który przyszedł z zachodu. Nie wszystko co jest w USA lub za granicą jest lepsze. Spotkałem się nie raz z tym, że ktoś wręcz odczuwa obowiązek zostawienia napiwku, osobiście nie zgadzam się z tym.
- Juliaturczyniak
- Forma życia
- Posty: 3653
- Rejestracja: czw gru 19, 2024 8:36 pm
Niech za darmo tyrają od razu, po co się ograniczać?! Mam nadzieję,że Twój komentarz to żartDaphne444 pisze: ↑wt sie 25, 2026 4:11 pm Wbrem pozorom ma to sens co twierdzi Gessler tylko źle to ubrał w słowa. Należy jeszcze bardziej obniżyć pensje kelnerów i ceny w menu, wtedy wprowadzić obowiązkowe napiwki, tak żeby koszt który ponosi klient nie zmienił się tylko rozłożył w innych proporcjach. Dlaczego taki model będzie działał lepiej? Kelner otrzymując niższe zarobki będzie pod wpływem większej presji i adrenaliny spowodowanej niepewnością swojej sytuacji ekonomicznej co przełoży się na silniejszą motywację do pracy, z kolei każdorazowy napiwek wywoła u niego wyrzut dopaminy czyli otrzyma silniejszą gratyfikację i poczucie satysfakcji z ciężko zarobionych pieniędzy. Dzięki temu jego praca będzie bardziej wydajna a co za tym idzie restauracja będzie lepiej prosperować
-
stokrotkapolna1234
- Szarlotta
- Posty: 444
- Rejestracja: ndz cze 21, 2026 4:25 pm
Restauracja Mateusza Gessled dziala ponieważ popiera dawanie napiwkow kelnerom i wlasnie z tego powodu jest w czołówce polskich restauratorów? XdDaphne444 pisze: ↑wt sie 25, 2026 5:33 pm Wiesz co Barasia nie jestem ekspertem od prowadzenia biznesu ale widocznie taki system działa skoro Mateusz Gessler jest w czołówce polskich restauratorów. Pracuję w zupełnie innej branży, ale jakbym miała restaurację czy inny lokal gastronomiczny to pewnie kierowałabym się radami ludzi którzy odnieśli już jakiś sukces i mówią z własnego doświadczenia
-
stokrotkapolna1234
- Szarlotta
- Posty: 444
- Rejestracja: ndz cze 21, 2026 4:25 pm
Nie jest tak do końca. Nie chodziłam do najlepszego liceum i u nas wyglądało to tak ze nauczyciel pytał czy ktos bedzie zdawał maturę np z chemii, od razu zapowiadał zd jesli nie to daje nam spokoj. W zwiazku z czym kazdy mowil ze nie a jak ktos powiedzial ze tak to byl wrogiem większości klasy. Później lekcje wyglądały w taki sposób ze mozna bylo przez całą rpbic co sie chce byle cicho. Więc no jednak wcale szkoła szkole nie równa. Ja bardzo żałuję ze bylam w takiej szkole.bo mialam trochę inne aspiracje ale bylam bardzo wstydliwa, bałam sie przeciwstawić grupie i wyszło jak wyszło.takisobiejestem pisze: ↑wt sie 25, 2026 10:15 pm Rankingi porównujące poziom szkół są niemiarodajne i nie ma co się nimi sugerować. W moim mieście uczniowie z liceum nr 1 chodzą na korepetycje do nauczycieli z liceum nr 2, a uczniowie z liceum nr 2 uczęszczają na korepetycje do nauczycieli z liceum numer 1. Nie bez znaczenia jest również fakt, że do "dobrych" liceów są zazwyczaj wyższe progi punktowe, przez co do takich szkół najczęściej idą ambitni i zdolni uczniowie, którzy z większym prawdopodobieństwem napiszą dobrze maturę. Prawda jest taka, że uczniowie w tych czasach przeważnie przygotowują się do matury na korepetycjach i w domu, a nie w szkole. Nie rozumiem przewrażliwionych rodziców, którzy mają parcie na to, żeby ich dziecko uczyło się w "elitarnym" liceum (pominę fakt, że często po prostu chcą mieć czym się pochwalić przed ludźmi), chodzenie do słabszej szkoły niczego nie przekreśla, jeśli ktoś będzie się przykładać to wszędzie się nauczy. Zainspirowało mnie to, że wczoraj maturę z matematyki poprawiał syn moich znajomych. W tym roku nie zdał matury w pierwszym terminie, jego nauczyciel się nie przykładał. Zabrakło mu 1 punktu do zdania. Znajomi poprosili mnie o pomoc. Uczyłem go 2 razy w tygodniu przez 1,5 miesiąca. Wczoraj do mnie zadzwonił i powiedział: "Wujek, dziękuję, właśnie przejrzałem odpowiedzi, będzie około 80%. Jednak matma potrafi być łatwa, to dzięki Tobie". Chęci są bardzo ważne, wybór szkoły nie ma aż tak dużego znaczenia. W każdej szkole są słabi i dobrzy uczniowie. Rzadko można liczyć na wsparcie nauczycieli ze szkoły.
Taki przykład jak Twój to jest ok jak mamy 2 szkoly z których jedna jest lepsza a druga trochę gorsza. W małych miastach to nie ma z czego wybierac i albo jestem w lepszej szkole w której moze słabo ale czegoś cie naucza albo jestes w beznadziejnej szkole w ktorej w ogole beda cie mieli gdzies
Kłapanie głównie przez kobiety, że nie będą rozmawiały z koleżankami o pracy/związku/swojej edukacji/uczuciach/diecie, blokowanie ich na socjal mediach a jednocześnie prowadzenie bloga gdzie się o tym kłapie i jeszcze pod swoimi prawdziwymi danymi osobowymi i ze zdjęciem.
A na dodatek opisywanie tam rozmów z koleżankami i wylewanie pomyj jakie to one są złe bo śmiały postawić granice. Tak, i nie tyczy się to nastolatek tylko bab po 30
A na dodatek opisywanie tam rozmów z koleżankami i wylewanie pomyj jakie to one są złe bo śmiały postawić granice. Tak, i nie tyczy się to nastolatek tylko bab po 30
-
chleb_ze_smalcem
- RealDiamond
- Posty: 753
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
Uważam, że obowiązkowe napiwki to jedna z największych patologii mojego kraju. Nawet jak obsługa jest wyjątkowo zła, to oczekują napiwku. Nie wspominając, że to rozsiało się też na inne zawody poza gastronomię. Dlaczego mam płacić komuś, że przywiezie mi zakupy, albo kosmetyczce/ fryzjerce/ skoro te zawody akurat dostają normalnie wypłatę. Mi nikt nic extra nie daje. A od tych pieniądzy w życiu nie będzie zapłacony podatek. Napędzanie patologii kosztem innych. A jeszcze dodam, że to już zostało zmienione, że pensja w gastro może być głodowa, bo terasz jest tak, że jak pracownik nie uzbiera z napiwków minimalnej, to mu pracodawca musi wyrównać. Więc ci co dostają wypłaty to jeszcze napiweczki extra.
Chciałabym żeby napiwki ogólnie zostały zdelegalizowane i nie mogę się doczekać aż przestaniemy używać gotówki żeby przynajmniej musieli odprowadzić podatek.
Chciałabym żeby napiwki ogólnie zostały zdelegalizowane i nie mogę się doczekać aż przestaniemy używać gotówki żeby przynajmniej musieli odprowadzić podatek.
- Juliaturczyniak
- Forma życia
- Posty: 3653
- Rejestracja: czw gru 19, 2024 8:36 pm
Mieszkasz w USA czy gdzieś indziej też mają takie zasady?chleb_ze_smalcem pisze: ↑śr sie 26, 2026 12:40 pm Uważam, że obowiązkowe napiwki to jedna z największych patologii mojego kraju. Nawet jak obsługa jest wyjątkowo zła, to oczekują napiwku. Nie wspominając, że to rozsiało się też na inne zawody poza gastronomię. Dlaczego mam płacić komuś, że przywiezie mi zakupy, albo kosmetyczce/ fryzjerce/ skoro te zawody akurat dostają normalnie wypłatę. Mi nikt nic extra nie daje. A od tych pieniądzy w życiu nie będzie zapłacony podatek. Napędzanie patologii kosztem innych. A jeszcze dodam, że to już zostało zmienione, że pensja w gastro może być głodowa, bo terasz jest tak, że jak pracownik nie uzbiera z napiwków minimalnej, to mu pracodawca musi wyrównać. Więc ci co dostają wypłaty to jeszcze napiweczki extra.
Chciałabym żeby napiwki ogólnie zostały zdelegalizowane i nie mogę się doczekać aż przestaniemy używać gotówki żeby przynajmniej musieli odprowadzić podatek.
Moze chodzi o to, że jest tyle Januszow i ludzie pracują czesto za stawke niższa niz minimalnaJuliaturczyniak pisze: ↑śr sie 26, 2026 1:43 pm Mieszkasz w USA czy gdzieś indziej też mają takie zasady?
𝔑𝔦𝔢𝔠𝔥𝔞𝔧 𝔪𝔬𝔰𝔱𝔶, 𝔨𝔱ó𝔯𝔢 𝔰𝔭𝔞𝔩𝔢 𝔬ś𝔴𝔦𝔢𝔱𝔩𝔞 𝔪𝔦 𝔡𝔯𝔬𝔤ę
- Juliaturczyniak
- Forma życia
- Posty: 3653
- Rejestracja: czw gru 19, 2024 8:36 pm
Właśnie, co to znaczy "obowiązkowe"? Jak widzę w menu, że doliczają do każdego rachunku jakiś serwis, np. 10%, to wychodzę. A jak nie ma takiej zasady, to zostawiam napiwek tylko wtedy jak jestem super zadowolona i kelner zrobił więcej niż powinien. Jeszcze mnie nikt nie gonił za nie zostawienie napiwkuJuliaturczyniak pisze: ↑śr sie 26, 2026 2:05 pm Wiem , ale napisała, że "obowiązkowe napiwki mojego kraju to patologia "