Mam wrażenie, że kompletnie nie zrozumiałaś, co napisałam. Odniosłam się do przedstawiania właściciela restauracji jako kogoś, kto tylko „maksymalizuje zysk”, podczas gdy pracownicy wypruwają sobie żyły. To jest oderwane od realiów gastronomii.
Kelner kończy zmianę i wychodzi. Właściciel odpowiada za cały lokal, pracowników, koszty, podatki, dostawców, sprzęt, straty i za to, czy biznes w ogóle się zepnie. Pracownik musi dostać pensję niezależnie od wyniku lokalu, a ryzyko finansowe ponosi właściciel.
Przeciętny restaurator to nie Gessler czy Kulczyk, tylko zwykły przedsiębiorca, który często pracuje znacznie więcej niż 8 godzin dziennie. Pracownik powinien być uczciwie wynagradzany, ale właściciel również ma prawo zarabiać na swoim biznesie. Jedno nie wyklucza drugiego.
A skoro twoim argumentem jest jak za trudno, to nie trzeba prowadzić biznesu, to równie dobrze można powiedzieć: jeśli dla ciebie restauracja jest za droga, nie ma przymusu do niej chodzić.
Gdyby prowadzenie biznesu było łatwe to każdy by to robił. Ale wielu potrafi się tylko wymądrzać.