Leslymi pisze: ↑wt sie 18, 2026 11:22 am
Jestem wysoka jak na kobietę i to zawsze był mój kompleks. Moja kontrowersyjna opinia - wysokie kobiety są akceptowalne i fajne w oczach społeczeństwa tylko wtedy, gdy mają figurę modelki i ponadprzeciętną urodę. W innym przypadku jest się wielkoludem, który robi dla niskich koleżanek za substytut wysokiego faceta. Już zbyt wiele razy to przerabiałam... Najnowszy przykład - moja współlokatorka ze studiów ma jakieś na oko 155cm wzrostu i kocha podkreślać, jaka to ona jest malutka w porównaniu do mnie. Śmieje się, że mam wielkie stopy (noszę rozmiar 40-41), a ona to takie malutkie, że wcale nie ma na nią butów, gada, jakie to ona ma małe rączki i tak dalej. Tak samo z ubraniami, ciągle podkreśla, że ona to kupuje na dziale dziecięcym i w ogóle wszystko jest na nią za długie albo za duże, nawet gdy nie pytałam. Udaje, że nie daje rady sama odkręcić butelki z wodą czy słoika, więc musi mnie prosić o pomoc, że torby z zakupami są za ciężkie, więc ja zawsze robię za tragarza, wszystkie bardziej wymagające siły rzeczy w naszym mieszkaniu robię ja, nawet od wyganiania robaków wszelakich jestem ja. I to nie jest pierwszy raz, wysokie kobiety od zawsze są maskulinizowane przez te niższe. I moja kontrowersyjna opinia - uważam, że niskie kobiety często kłamią z tym nienawidzeniem swojego wzrostu, a tak naprawdę im się to podoba. Bo wszędzie w popkulturze, filmach romantycznych, serialach, książkach bohaterki są niskie. Niskie kobiety utożsamiane są z delikatnością i są urocze. Mężczyźni też je uwielbiają, nawet ci wysocy +190 kochają niskie dziewczyny. Rozumiem narzekanie na to, że niskie kobiety są często infantylizowane, dużo ubrań nie pasuje, widać każdy dodatkowy kilogram i tak dalej, ale wiem też, że te gadki o tym, że chciałyby być wyższe to raczej pragnienia bycie szczupłą, z cudownymi dlugimi nogami, no jak modelka. To jest niestety efekt wygrania na jakiejś genetycznej loterii i większość wysokich kobiet tak nie wygląda. Ja nie jestem ani chuda ani gruba, choć bliżej mi do grubej niż do modelki i uwierzcie, że to nie jest fajne, gdy od koleżanek ciągle słyszysz "ale ty jesteś DUŻA!", "nie widzę ciebie w związku", "jak ty nosisz szpilki?!", "mogłabyś być moim ochroniarzem hihi", "serio tyle ważysz?", "jak ty możesz tyle jeść?". Już od dzieciństwa miałam kompleks, że jestem po prostu większa (nie że grubsza, zwyczajnie większa), muszę więcej jeść, żeby się najeść i nie jestem filigranowa. Myślałam, że w dorosłym życiu ludzie nie zwracają na to uwagi, ale niestety się zawiodłam. I - niestety - dużą rolę w infantylizacji samych siebie odgrywają kobiety, które udają "just a girl" malutkie, głupiutkie, nieporadne życiowo idiotki, szczególnie w obecności mężczyzn. Chciałabym, żeby stereotyp niskiej pick me girl był tylko wytworem internetu, ale zbyt wiele takich dziewczyn spotkałam, żeby w to nie wierzyć. I myślę, że jak ktoś nie jest wysoką nie-chudą kobietą to nie zrozumie, jak ciężko jest się czasem poczuć kobieco.
A ja myślę, że to nie kwestia tego, czy jesteś wysoka czy niska czy chuda czy gruba, ale prawda - smutna - jest niestety taka, że w promieniu kilometra zawsze znajdzie się przynajmniej jedna laska, która będzie odpalać pasywno-agresywne komentarze na temat twojego wyglądu, niby śmieszki heheszki, niby z troską, ale żeby tylko wbijać ci szpileczki i w ten sposób samemu podreperować swoją samoocenę.
Ja jestem bliżej przeciwnego końca miary, mam 160 cm wzrostu i całe życie byłam bardzo drobna. ''Koleżanki''? ''Ojej ty jesteś taka malutka hihi'' ''No bo ty jesteś taka mała pewnie cię do klub nie wpuszczą bo wyglądasz na 16 lat hihi'' ''Taki patyczak z ciebie'', laski 165 cm wzrostu, czyli wyższe o tyle że jakbym zrobiła tapir na włosach byłybyśmy równe, potrafiły mi wytykać jakie to mam wszystko ''malutkie'' i wiele razy słyszałam, że wyglądam jak dwunastolatek. Od wysokich kobiet też często słyszałam jakieś głupie teksty, że sięgam im do łokcia, ''co tam u mnie na dole'' i tym podobne, a jak pojawiali się faceci obce wysokie laski potrafiły wyjechać z tekstem, że prawdziwa kobieta powinna mieć długie nogi i biust, żeby było za co złapać, bo inaczej ''można się poczuć jak w gimnazjum''. O ubraniach też słyszałam z kolei podśmiechujki, że mogę ubierać się na dziale dziecięcym i że pewnie ''ciężko mi znaleźć coś kobiecego w takim rozmiarze''. Pytania ''czy w ogóle coś jem'' też na porządku dziennym.
To jest typ lasek który zawsze znajdzie coś do czego można się dowalić, jakbyś teraz nagle schudła i wyglądała jak Naomi Campbell to gwarantuje Ci, że nadal by ci dowalały, tylko tekstami o kościach, odchudzanie, anoreksji i wychudzeniu