Co prawda mieszkamy w innych miastach ale przyjeżdżamy do siebie. No zawsze to coś
Gdzie poznać nowe koleżanki?
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherryRe: Gdzie poznać nowe koleżanki?
Ja najwięcej znajomych poznałam na koncertach ulubionego zespołu 
Co prawda mieszkamy w innych miastach ale przyjeżdżamy do siebie. No zawsze to coś
Co prawda mieszkamy w innych miastach ale przyjeżdżamy do siebie. No zawsze to coś
Bo Wiśniewski to nie ja,
Bo to wszystko nie jest moje,
Bo to wszystko wielki pic,
A „Ich Troje” jest kradzione.
Bo to wszystko nie jest moje,
Bo to wszystko wielki pic,
A „Ich Troje” jest kradzione.
Mam to samo, wystarczy mi, że będąc u kosmetyczki coś tam poplotkuję na babskie tematy. Na co dzień wolałabym porozmawiać o czymś ciekawszym, ale albo znam zafiksowane mamusie, albo babcia vibe - jestem nauczycielką i większość "lasek" w pracy ma ponad 55 latpinkaosiemdziewiec pisze: ↑pt lip 17, 2026 2:58 pm Też mam problem z brakiem znajomych. Czasem zastanawiam sietczy to ze mną jest coś nie tak, czy jakoś nie mogę trafić na tą "bratnią duszet". Ostatni raz takie sobre kolezanki miałam w liceum, czyli prawie 20 lat temuPotem weszłam w dość przemocowy psychicznie związek, gdzie kontakty towarzyskie ograniczyłam do minimum (tiaaa...człowiek był młody, ślepy, zakochany...). "Obudziłam" się już po studiach, mimo nowego związku, nowych znajomości, jakoś nie udało mi się już stworzyć mocniejszej relacji z żadną koleżanką. Nawet mając znajome w pracy to czułam że odstaję bo miałyśmy różne zainteresowania, priorytety. Ja od zawsze jestem trochę chłopczycą - lubię o siebie zadbać, ale tak minimalistycznie. Miałam koleżanki które mogły godzinami przy kawce rozmawiać o kolekcji w Zarze, o kolejnym zapachu w Sephorze, podróżach, czy jakichś dramach influencerek. Mnie bardziej ciągnęło do książek, zwłaszcza kryminałów ktorych dziewczyny nie lubiły, roweru, siłki, gier na konsoli, więc jakoś rozmijałyśmy się tematycznie, bo ich to nie rajcowalo plus nie przepadam za podróżowaniem, wygodniej mi lokalnie. Nawet jako matka mam wrażenie że nigdy nie byłam taka zafiksowana na dziecku, ktore kocham ponad wszystko ale nie lubię też typowo dzieciowych tematów społecznie, typu "mój Jasiek to" a "mój Stasiek tamto". Uwielbiam też sztukę, więc zaglądałam na lokalne eventy, na tyle na ile życie rodzinne i etat mi pozwalały, ale jakoś nikogo nie poznałam, wydaje mi się że nie umiem zagadać. Mam już czasem wrażenie że to ze mna coś nie halo - może trzeba to zaakceptować
![]()
-
pinkaosiemdziewiec
- Srebrna Kropeczka
- Posty: 152
- Rejestracja: ndz lis 09, 2025 11:53 am
Tak!wloszka9 pisze: ↑śr sie 12, 2026 9:04 am Mam to samo, wystarczy mi, że będąc u kosmetyczki coś tam poplotkuję na babskie tematy. Na co dzień wolałabym porozmawiać o czymś ciekawszym, ale albo znam zafiksowane mamusie, albo babcia vibe - jestem nauczycielką i większość "lasek" w pracy ma ponad 55 lat![]()
Zafiksowane mamusie - mam wrażenie, że zaaawsze kręci się tu dookoła tego co dziecko zrobiło, powiedziało, na jakim jest etapie rozwojowym, co je, czego nie je, jak się bawi...Kurde, ja kocham Młodego, ale wydaje mi się, że nigdy nie zaczynam i nie zaczynałam sama tematu od tematów dzieciowych i nigdy nie bylam przesadnie wylewna, nawet zapytana. Uwielbiam tą część mojego życia, ale społecznie nie czuję potrzeby się z nią dzielić, wymieniać doświadczeniami, etc. Ten sam pattern obserwuję u psiarzy :D Dlatego na spacerze z psem czasem omijam niektóre osoby, bo ich życie kręci się wokół psa, ekhm, PSIECKA :D
Nauczycielki - pracowałam kiedyś w szkole, zanim się przebranżowiła, i na przerwach było wieczne narzekanie na uczniów bo Adaś z 5G to, a Franek z 8C tamto. I też jakoś nie czułam portrzeby angażowania się w takie dyskusje. Dla urozmaicenia były rozmowy o tym że wypłata była, trzeba opłacić prąd, czynsze, raty, na nic nie ma ostatecznie kasy no i klops. I tu absolutnie nie uderzam w narzekanie na wypłaty nauczycieli ogólnie, bo uważam że są masakrycznie niskie w porównaniu do ilości włożonej pracy, tylko tak ogólnie, nie wchodziły inne tematy, jakieś lokalne wydarzenia, kino, koncerty, no nic...
Ale to mnie wiecznie sprowadza do tego że może ze mną coś nie halo. Ostatnio poznałam dziewczynę na osiedlu, na grupie typu poznajmy się, ale powymieniałyśmy trochę wiadomości i tak wyszło, że np. do kina razem nie idzie iść bo ja lubię straszydła, ona romanse, gaming odpada, escape roomy też nie pogadasz, książki - patrz: kino, też inne klimaty, preferencje w temacie wolnego czasu: ja lubię miasto, knajpy, ona naturę i kanapkę w plecak. No i nie siadło.