Uznałam że napiszę post, bo nie znalazłam dedykowanego wątku, a też mam wrażenie, że mój przypadek jest jakiś inny niż wszystkie :D Do rzeczy...mój brzuch to mój wieczny kompleks. Zaczęło się od głupiego komentarza w liceum, który powinnam totalnie olać, ale jednak ciężko mi było to wywalić z pamięci i tak już z 20 lat noszę w sobie chęć posiadania idealnego płaskiego brzucha. I nie - nawet nie chodzi mi o jakiś zarys kratki absolutnie. Chodzi mi po prostu o brzuch, który nie odstaje, nie ma fałdki gdy stoję prosto.
Krótki kontekst o mnie: w lutym 2024 ważyłam jeszcze 65 kg, potem samą dietą i "krokami" lub drobym cardio zeszłam z tej wagi do 54kg. Dziś z tą wiedza jaką mam od razu zaczęłabym od siłki, ale wyszło jak wyszło, osiągnęłam sylwetkę skinny fat, dopiero w 2025 od stycznia zaczełam trenowac siłowo. Obecnie mój brzuch wygląda o tak - popatrzcie na zdjecie. I możliwe że jest na nim w lepszej formie, bo są dni gdy ta fałdka jest jeszcze większa, bardziej "galaretowata". Ogólnie widze przyrost mięśni, mam większy tyłek, fajniejsze nogi, ramiona, plecy fajnie wyrzeźbione, co jest super. Czuję się świetnie, no ale..ten brzuch. Więc pomyślałam, że może na sali są dziewczyny, które przeszły podobną drogę, albo które znają się na rzeczy i zauważą, w którym miejscu robię błąd i pomogą. Bo jednak nie chce mi się wierzyć że "taka moja natura", "to macica" czy jakiś fizjologiczny powód, bo tam jest tłuszcz pod spodem.
O mnie:
- ważę 54kg
- jem średnio 1700-1800kcal gdzie 120-130g to białko, w dzień treningowy podbijam trochę węgli, w nietreningowy daję więcej tłuszczu - staram się dbać o zbilansowane posiłki, porcję owoców, warzywa do dań wytrawnych, błonnik (nie wiem czy to coś wnosi ale jestem wege)
- ćwiczę siłowo w domu 3x w tygodniu wg planu - FBW (mam hantle, sztangę, ławkę) - RDL, hip thrusty, kickbacki, fire hydrants, wiosłowanie, wyciskanie i zawsze jakieś 2 ćwiczenia na brzuch: rosyjskie skręty, podnoszenie tułowia do nóg, wznosy nóg) - progres jest, choć przyznaję że nie jest spektakularny, zwłaszcza dołu - utknęłam na 50kg na RDL i serio nie idzie mi podnieść więcej, sztanga mi wypada z rąk, z hip thrust jest trochę lepiej, dokładam co niego raz na 2 tyg
- robię 9-10k kroków dziennie - nie obsesyjnie, po prostu mam psa, syna, więc ten ruch zawsze się skądś bierze; cardio niestety nie mogę robić, bo mam problem z kolanem, stąd też ograniczone rodzaje ćwiczeń (nie ma przysiadów, zakroków)
- wyniki mam dobre - badam się raz w roku i w tym roku chyba wyszły mi najlepsze wyniki ever, nawet ferrytynę mam dobrą, kiedy zawsze o nią walczyłam i raz było lepiej, raz gorzej.
Tak jak pisałam - ciało fajnie się zmienia, progres jest w ćwiczeniach, choć przyznaję że te RDL mnie zastanawiają, ale może to jednak idzie wolniej, no ale brzuch...no niestety. Nie wiem co robie źle, gdy widze, że są dziewczyny w necie które ważą 10kg więcej niż ja a wyglądają jak milion dolców, mają fajny płaski brzuch. Chętnie poczytam Wasze opinie i historie