Start
Wiadomości
Ulubione
Mój profil

Kolejność urodzenia/rodzeństwo

Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry
arya
RoyalBaby
Posty: 15
Rejestracja: czw gru 05, 2024 10:43 pm

Kolejność urodzenia/rodzeństwo

Post autor: arya »

Tak jak w temacie, czy kolejność urodzenia naprawdę coś zmienia? Czy czuliście, że rodzice traktowali was inaczej? Czy w parodiach o najstarszym, środkowym i najmłodszym dziecku odnajdujecie siebie? A może są tu jacyś jedynacy? Czy brakowało wam brata/siostry? Mało który rodzic przyzna, że jest mu bliżej do któregoś dziecka (podobny temperament, charakter). Czy jako dzieci byliście zazdrośni właśnie o uwagę rodzica?
Awatar użytkownika
Anastazja_smietana
Modna
Posty: 402
Rejestracja: ndz lis 23, 2025 2:02 pm

Post autor: Anastazja_smietana »

Tak
waltherp99
Koczkodan
Posty: 104
Rejestracja: pn mar 18, 2024 11:51 am

Post autor: waltherp99 »

U mnie właśnie odwrotnie niż stereotypowo, bo jestem tym drugim dzieckiem ze sporą różnicą wieku i zawsze czułam się pomijana, nie zadbana emocjonalnie. Pod względem materialnym oczywiście miałam lepiej niż starsze rodzeństwo, bo czasy były inne. Natomiast ta sfera "duchowa", zwykła czułość, a raczej jej brak, pozostawialy wiele do życzenia czego skutki odczuwam w dorosłości. Nie mogę nawet patrzeć na zdjęcia w rodzinnych albumach, gdy jeszcze nie było mnie na świecie - rodzeństwo ma odbitki gdzie przytula się do mamy, widać szczęście i przywiązanie. A potem są moje i po prostu uwiecznienie mechanicznej opieki, czyli jakieś karmienie przy stole, kąpiel, zero emocji.
Awatar użytkownika
Anastazja_smietana
Modna
Posty: 402
Rejestracja: ndz lis 23, 2025 2:02 pm

Post autor: Anastazja_smietana »

waltherp99 pisze: pt maja 15, 2026 7:31 pm U mnie właśnie odwrotnie niż stereotypowo, bo jestem tym drugim dzieckiem ze sporą różnicą wieku i zawsze czułam się pomijana, nie zadbana emocjonalnie. Pod względem materialnym oczywiście miałam lepiej niż starsze rodzeństwo, bo czasy były inne. Natomiast ta sfera "duchowa", zwykła czułość, a raczej jej brak, pozostawialy wiele do życzenia czego skutki odczuwam w dorosłości. Nie mogę nawet patrzeć na zdjęcia w rodzinnych albumach, gdy jeszcze nie było mnie na świecie - rodzeństwo ma odbitki gdzie przytula się do mamy, widać szczęście i przywiązanie. A potem są moje i po prostu uwiecznienie mechanicznej opieki, czyli jakieś karmienie przy stole, kąpiel, zero emocji.
Ja nawet nie mam żadnego zdjęcia z dzieciństwa. Najstarszy z rodzeństwa ma kilka albumów XD
fantasmagorie
Tritonotti
Posty: 179
Rejestracja: wt sty 20, 2026 6:33 pm

Post autor: fantasmagorie »

Mam o kilka lat starszą siostrę i o ile widzę że jesteśmy bardzo różne, tak nie widzę żebyśmy były w dzieciństwie różnie traktowane. Dzięki za pomoc w zidentyfikowaniu dobrych stron mojego dzieciństwa :D
chleb_ze_smalcem
RealDiamond
Posty: 753
Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm

Post autor: chleb_ze_smalcem »

Tak. Młodsze rodzeństwo miało dużo łatwiejszy start. O wiele częściej pobłażane, wiecznie trzymanie za rączkę i usprawiedliwianie. Oraz o wiele, wiele mniej obowiązków i niższe wymagania. W sumie można powiedzieć, że po prostu miało normalniejsze dzieciństwo i wczesną dorosłość. Żyło im się bardziej beztrosko w porównaniu do mnie a i tak wiecznie mieli „pod górkę” w swoim własnym mniemaniu. Ja nie miałam tych samych problemów co oni, bo zwyczajnie nie miałam na te problemy czasu.
Push
Parzucha
Posty: 2023
Rejestracja: sob lis 25, 2023 7:25 pm

Post autor: Push »

Jestem jedynaczką i zawsze byłam wdzięczna rodzicom za brak rodzeństwa. Nigdy nie chciałam mieć siostry, a już życie będąc jednym z trojga dzieci, jawi mi się zawsze jako trudne.
Po prostu mam tak introwertyczny charakter i wysoką potrzebę uwagi ze strony rodziców, że nie wyobrażam sobie dzielić tego dodatkowo z bratem i siostrą :D
chleb_ze_smalcem
RealDiamond
Posty: 753
Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm

Post autor: chleb_ze_smalcem »

Push pisze: pt maja 15, 2026 11:59 pm Jestem jedynaczką i zawsze byłam wdzięczna rodzicom za brak rodzeństwa. Nigdy nie chciałam mieć siostry, a już życie będąc jednym z trojga dzieci, jawi mi się zawsze jako trudne.
Po prostu mam tak introwertyczny charakter i wysoką potrzebę uwagi ze strony rodziców, że nie wyobrażam sobie dzielić tego dodatkowo z bratem i siostrą :D
To faktycznie się ciesz, że posłuchali. Bycie starszym/ najstarszym z rodzeństwa to jak bycie królikiem doświadczalnym. Szczególnie jak jest trochę różnicy wieku i jak rodzice mieli Cię młodo nie będąc gotowi to jest przechlapane. Później oni sami dorastają i zmieniają im się metody wychowawcze ale dla tego najstarszego dziecka już jest za późno.
arya
RoyalBaby
Posty: 15
Rejestracja: czw gru 05, 2024 10:43 pm

Post autor: arya »

Push pisze: pt maja 15, 2026 11:59 pm Jestem jedynaczką i zawsze byłam wdzięczna rodzicom za brak rodzeństwa. Nigdy nie chciałam mieć siostry, a już życie będąc jednym z trojga dzieci, jawi mi się zawsze jako trudne.
Po prostu mam tak introwertyczny charakter i wysoką potrzebę uwagi ze strony rodziców, że nie wyobrażam sobie dzielić tego dodatkowo z bratem i siostrą :D
A w życiu dorosłym nie odczuwasz braku rodzeństwa? Różnie się układa, czasem przyjaciel prędzej wyciągnie rękę niż brat i siostra, ale myślę, że to właśnie najbliższa rodzina jest głównym wsparciem (emocjonalnym, finansowym), szczególnie po śmierci rodziców.
arya
RoyalBaby
Posty: 15
Rejestracja: czw gru 05, 2024 10:43 pm

Post autor: arya »

chleb_ze_smalcem pisze: pt maja 15, 2026 11:26 pm Tak. Młodsze rodzeństwo miało dużo łatwiejszy start. O wiele częściej pobłażane, wiecznie trzymanie za rączkę i usprawiedliwianie. Oraz o wiele, wiele mniej obowiązków i niższe wymagania. W sumie można powiedzieć, że po prostu miało normalniejsze dzieciństwo i wczesną dorosłość. Żyło im się bardziej beztrosko w porównaniu do mnie a i tak wiecznie mieli „pod górkę” w swoim własnym mniemaniu. Ja nie miałam tych samych problemów co oni, bo zwyczajnie nie miałam na te problemy czasu.
A może to jest właśnie kwestia perspektywy? I każde z rodzeństwa myśli, że to ono miało najgorzej ;P
chleb_ze_smalcem
RealDiamond
Posty: 753
Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm

Post autor: chleb_ze_smalcem »

arya pisze: sob maja 16, 2026 11:17 am A może to jest właśnie kwestia perspektywy? I każde z rodzeństwa myśli, że to ono miało najgorzej ;P
Raczej nie, kiedyś gadaliśmy o tym w gronie rodziny, w chwili szczerości. Matka przyznała, że przy rodzeństwie było dużo więcej luzu i za bardzo im pobłażała. Żeby nie było, ja nie mówi tutaj o jakimś piekielnym dzieciństwie. Po prostu miałam dużo większą presję np żeby się uczyć, żeby utrzymywać porządek. Bardzo lubię się uczyć, więc ok. Ale musiałam też wiecznie pomagać w domu i w ogrodzie, kiedy oni mogli się bawić. Było powtarzane, że są za mali. Ok ale jakieś niewielkie czynności mogli robić żeby uczyć się takiego rygoru jaki był wpajany mi. Przez te różnicę nie bardzo lubiliśmy się w dzieciństwie. A jak rodzeństwo zaczęło dorastać to był koszmar dla mnie jako nastolatki, wszystko na mojej głowie, zero pomocy, bo każde miało dwie lewe ręce, bród i syf zostawiany wszędzie. I oczywiście awantury zdziwionych rodziców, że oni nie sprzątają po sobie i jest chlew, że się nie uczą, tylko koledzy i zabawa itd, no ciekawe dlaczeg, może trzeba było ich czegokolwiek nauczyć xd wyniosłam się z domu bardzo szybko i nigdy nie wróciłam.
Później były dalsze problemy u nich z wybieraniem parterów, studiami, praca, problemy ze zdrowiem mentalnym na studiach, u mnie nigdy tego nie było. Dziwią się, że jestem twarda i „zawsze sobie radzę”. Tak, no nigdy nie miałam innej opcji. Nikt się ze mną nie cackał, nie miałam innego wyjścia tylko wiać sprawy w swoje ręce i radzić sobie.
Aleksandra_18
Koczkodan
Posty: 109
Rejestracja: pt sty 31, 2025 7:39 pm

Post autor: Aleksandra_18 »

Ja jestem jedynaczką, ale mój narzeczony ma nieco ponad rok młodszą siostrę i mimo tak małej różnicy widać odmienne podejście. U nich było inaczej niż w wielu polskich rodzinach w tamtych czasach (że brat to syfiący książę na włościach, a siostra/siostry po nim sprzątają przy aprobacie mamusi) - to na niego była nakładana dużo większa presja pod względem nauki, obowiązków domowych itd w porównaniu do jego siostry. Ona to typowa córeczka tatusia i widać mocno, że jest tym bardziej lubianym dzieckiem, mimo że sprawiała kłopoty. Mój narzeczony zawsze był tym grzecznym i dobrze uczącym się. Według rodziców narzeczonego to siostra ma zawsze pod górkę (nie jest tak) i starszy brat ma jej we wszystkim pomagać, bo to brat. W drugą stronę niestety to nie działa.
arya
RoyalBaby
Posty: 15
Rejestracja: czw gru 05, 2024 10:43 pm

Post autor: arya »

Aleksandra_18 pisze: sob maja 16, 2026 1:51 pm Ja jestem jedynaczką, ale mój narzeczony ma nieco ponad rok młodszą siostrę i mimo tak małej różnicy widać odmienne podejście. U nich było inaczej niż w wielu polskich rodzinach w tamtych czasach (że brat to syfiący książę na włościach, a siostra/siostry po nim sprzątają przy aprobacie mamusi) - to na niego była nakładana dużo większa presja pod względem nauki, obowiązków domowych itd w porównaniu do jego siostry. Ona to typowa córeczka tatusia i widać mocno, że jest tym bardziej lubianym dzieckiem, mimo że sprawiała kłopoty. Mój narzeczony zawsze był tym grzecznym i dobrze uczącym się. Według rodziców narzeczonego to siostra ma zawsze pod górkę (nie jest tak) i starszy brat ma jej we wszystkim pomagać, bo to brat. W drugą stronę niestety to nie działa.
Myślę, że nie jest to wcale rzadki schemat. Ja akurat znam kilka przykładów, gdzie chłopak był pierworodnym ale dziewczynka urodziła się dużo później. Cała rodzina skupiona na niej a brat szedł w odstawkę. Niestety w efekcie chłopak, który był nastolatkiem i potrzebował rodziców a nie dostawał uwagi, trafił w złe towarzystwo, uzależnienia. Oczywiście rodzice nie widzieli winy w sobie.
Wspomniałaś o "córeczce tatusia", myślę, że to też jest ciekawe zjawisko. Budowanie zdrowej relacji z dzieckiem płci przeciwnej jest bardzo ważne, niestety obserwuję pewien schemat, w którym rodzic przelewa uczucia na syna lub córkę w sytuacji złej relacji z partnerem/małżonkiem.
Aleksandra_18
Koczkodan
Posty: 109
Rejestracja: pt sty 31, 2025 7:39 pm

Post autor: Aleksandra_18 »

arya pisze: sob maja 16, 2026 5:28 pm Myślę, że nie jest to wcale rzadki schemat. Ja akurat znam kilka przykładów, gdzie chłopak był pierworodnym ale dziewczynka urodziła się dużo później. Cała rodzina skupiona na niej a brat szedł w odstawkę. Niestety w efekcie chłopak, który był nastolatkiem i potrzebował rodziców a nie dostawał uwagi, trafił w złe towarzystwo, uzależnienia. Oczywiście rodzice nie widzieli winy w sobie.
Wspomniałaś o "córeczce tatusia", myślę, że to też jest ciekawe zjawisko. Budowanie zdrowej relacji z dzieckiem płci przeciwnej jest bardzo ważne, niestety obserwuję pewien schemat, w którym rodzic przelewa uczucia na syna lub córkę w sytuacji złej relacji z partnerem/małżonkiem.
Ja w swoim otoczeniu jako obserwator "z boku" widziałam częściej schemat faworyzowania synów nad córki, ale fakt, czasem to dziewczynka była oczkiem w głowie całej rodziny, a brat był pomijany (już mniejsza czy starszy czy młodszy). Narzeczony na szczęście nie popadł w nieciekawe towarzystwo, to człowiek o raczej łagodnej naturze.
Sama pochodzę z toksycznej rodziny i jedynactwo tego nie zmieniło, ale współczuję każdemu, kto był stawiany w odstawkę na rzecz faworyzowanego brata/siostry, wyobrażam sobie jak destrukcyjnie działa to na psychikę takiego dziecka. Uważam takich rodziców za skrajnie nieodpowiedzialnych, a mam wrażenie, że u nas to jest trochę znormalizowane, że ma się wyraźnego "faworyta" wśród dzieci. Nie postrzega się tego w kategoriach emocjonalnego zaniedbania.
Pegotka

Post autor: Pegotka »

Będąc środkowym dzieckiem dostawałam najmniej uwagi od rodziców. Starsza siostra paradoksalnie była mniej samodzielna odemnie ze względu na lękowe usposobienie i stresowała się nawet prostymi rzeczami. Ja zawsze pozostawałam na uboczu, bo wg rodziców byłam najmniej problemowa, cichutka i potrafiłam zająć się sobą na długie godziny. Tylko że to, że "nie domagałam się" uwagi, nie znaczy, że jej nie potrzebowałam. Często czułam się pomijana, mniej ważna i do dziś, z nas troje, to ja mam najsłabsze relacje z rodzicami. Brat z racji że jest najmłodszy, był w centrum zainteresowania i jak to zwykle bywa miał taryfę ulgową. Rodzice nic od niego nie wymagali, zwłaszcza w kwestii obowiązków domowych. Kiedy ja z siostrą mając po 8/9 lat już same sprzątałyśmy swój pokój, czasem zmywałyśmy naczynia po całej rodzinie, latałyśmy po śmietanę do osiedlowego, to - guess what - brat mając 18 lat dalej dostaje wszystko pod nos, mama sprząta mu pokój, robi mu jedzenie a potem zbiera brudne talerze zalegające w pokoju, bo sam nie odniesie. Nawet mu trochę współczuję, że wychowali go na taką fajtłapę, nie wiem jak on sobie poradzi kiedy zamieszka sam. No chyba, że wpierw ogarnie sobie dziewczynę, która przejmie rolę po mamusi 😝
Lkjhgfd
LouiBag
Posty: 339
Rejestracja: czw lut 27, 2025 11:46 pm

Post autor: Lkjhgfd »

Ja byłam typowym trzecim dzieckiem. Moje rodzeństwo miało dziecięcy pokój, swoje małe łóżka, swoje meble, kupowane ubrania itp., a ja jak się urodziłam to tylko miałam swoje łóżeczko, potem spałam z mamą lub ojcem na wersalce, później moje rodzeństwo zostało rozdzielone na dwa pokoje i wersalka została wstawiona do jednego z nich i spałam tam z siostrą, ubrania miałam po nich, nawet chłopięce po bracie, i ogólnie dostawałam to co skapnęło, mało kiedy coś było stricte pode mnie. Jak rodzeństwo szło do szkoły to był wielki temat w domu, przygotowania, emocje (ja widziałam tylko/aż zdjęcia, bo byłam mała), a jak później ja poszłam do I kl to brat szedł do gimnazjum, siostra miała egzamin 6-klasisty, więc podstawówka już nie była na tapecie, za to gimnazjum było nowością, siostra też się podłapała po bracie, bo po roku byli porównywani do siebie i każdy się emocjonował jak to będzie wyglądać, jak on sobie poradzi, czy ona będzie mieć lepsze wyniki itp. Jak skończyłam 1-3 i zaczęła się poważniejsza szkoła, więcej przedmiotów, oceny, to to już też było passe x2, a brat szedł do liceum, siostra egz. gimnazjalny, potem ja szłam do gimnazjum, siostra matura, brat na studia, to już w ogóle było ciekawe, bo rodzice na studiach nie byli, więc chętnie jeździli razem z nim składać papiery. Ja swoje do gimnazjum poszłam sama złożyć i to nawet nikt mi nie powiedział gdzie ta szkoła jest tylko miałam wytłumaczone "tam do końca drogi, potem skręć i idź aż trafisz na szkołę" xd
Brat zawsze był taką dumą rodziny, wszystko początkował, był pierwszy, siostra szła z nim łeb w łeb, mieli podobne oceny, szli do tych samych szkół, a ja już byłam taka tylko do odhaczenia, bo trzeba było mnie wysłać tam czy siam.
O rodzeństwo rodzice dbali, pilnowali prac domowych i nauki, uczyli gotowania, odpowiedzialności, dawali im kary, wymagali, siostra była mega pilnowana, żeby na czas wróciła do domu, z kim się zadaje, gdzie chodzi, rodzice znali wszystkich ich znajomych i rodziców znajomych, a ja? A ja "lazłam za nimi", żeby się nie zapodziać, nikt mi szkoły nie pilnował, nie musiałam się uczyć, mogłam wagarować, łaziłam z kim chciałam i gdzie chciałam, nie miałam obowiązków w domu, nikt mnie nie karał, nikt nie miał pojęcia jak choćby się nazywali moi znajomi.
Rodzeństwu się wydawało, że jestem rozpieszczana, bo nic nie muszę, wszystko mogę, a ja zawsze czułam się po prostu odrzucona i zazdrościłam koleżankom, które były wołane przez mamy do domu, jak mnie przedstawiały rodzicom itp., po prostu kogoś to obchodziło.

A, i klasycznie, rodzeństwo ma milion zdjęć, z uroczystości, ze zwykłych dni, z kąpieli, na nocniku, poprzebierani, a ja mam tylko z chrzcin, 1. urodzin i komunii, i to tylko dlatego, że chrzestny je robił xD Nie mam ani jednego takiego zwykłego zdjęcia z wtorku w bodziaku i ze ścierką na głowie. Gdyby nie byli katolikami to w ogóle nikt by mnie nie fotografował xd
Na bale przebierańców oni też mieli kostiumy, mama im szyła, a ja raz poszłam w długiej sukience przebrana za "księżniczkę", bez korony, ani niczego, bo po co, kazali mi mówić , że jestem księżniczką, bo po samej kiecce nie było za bardzo widać xd a drugi raz miałam puchaty zielony sweter przebrana za choinkę xd nawet bombek mi nie doszyli, ani nic.

Ale długie wyszło xd No ale w skrócie, ten mem z trzecim dzieckiem na kocyku w kącie to idealne odwzorowanie xd
chleb_ze_smalcem
RealDiamond
Posty: 753
Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm

Post autor: chleb_ze_smalcem »

Lkjhgfd pisze: śr lip 29, 2026 11:49 pm Ja byłam typowym trzecim dzieckiem. Moje rodzeństwo miało dziecięcy pokój, swoje małe łóżka, swoje meble, kupowane ubrania itp., a ja jak się urodziłam to tylko miałam swoje łóżeczko, potem spałam z mamą lub ojcem na wersalce, później moje rodzeństwo zostało rozdzielone na dwa pokoje i wersalka została wstawiona do jednego z nich i spałam tam z siostrą, ubrania miałam po nich, nawet chłopięce po bracie, i ogólnie dostawałam to co skapnęło, mało kiedy coś było stricte pode mnie. Jak rodzeństwo szło do szkoły to był wielki temat w domu, przygotowania, emocje (ja widziałam tylko/aż zdjęcia, bo byłam mała), a jak później ja poszłam do I kl to brat szedł do gimnazjum, siostra miała egzamin 6-klasisty, więc podstawówka już nie była na tapecie, za to gimnazjum było nowością, siostra też się podłapała po bracie, bo po roku byli porównywani do siebie i każdy się emocjonował jak to będzie wyglądać, jak on sobie poradzi, czy ona będzie mieć lepsze wyniki itp. Jak skończyłam 1-3 i zaczęła się poważniejsza szkoła, więcej przedmiotów, oceny, to to już też było passe x2, a brat szedł do liceum, siostra egz. gimnazjalny, potem ja szłam do gimnazjum, siostra matura, brat na studia, to już w ogóle było ciekawe, bo rodzice na studiach nie byli, więc chętnie jeździli razem z nim składać papiery. Ja swoje do gimnazjum poszłam sama złożyć i to nawet nikt mi nie powiedział gdzie ta szkoła jest tylko miałam wytłumaczone "tam do końca drogi, potem skręć i idź aż trafisz na szkołę" xd
Brat zawsze był taką dumą rodziny, wszystko początkował, był pierwszy, siostra szła z nim łeb w łeb, mieli podobne oceny, szli do tych samych szkół, a ja już byłam taka tylko do odhaczenia, bo trzeba było mnie wysłać tam czy siam.
O rodzeństwo rodzice dbali, pilnowali prac domowych i nauki, uczyli gotowania, odpowiedzialności, dawali im kary, wymagali, siostra była mega pilnowana, żeby na czas wróciła do domu, z kim się zadaje, gdzie chodzi, rodzice znali wszystkich ich znajomych i rodziców znajomych, a ja? A ja "lazłam za nimi", żeby się nie zapodziać, nikt mi szkoły nie pilnował, nie musiałam się uczyć, mogłam wagarować, łaziłam z kim chciałam i gdzie chciałam, nie miałam obowiązków w domu, nikt mnie nie karał, nikt nie miał pojęcia jak choćby się nazywali moi znajomi.
Rodzeństwu się wydawało, że jestem rozpieszczana, bo nic nie muszę, wszystko mogę, a ja zawsze czułam się po prostu odrzucona i zazdrościłam koleżankom, które były wołane przez mamy do domu, jak mnie przedstawiały rodzicom itp., po prostu kogoś to obchodziło.

A, i klasycznie, rodzeństwo ma milion zdjęć, z uroczystości, ze zwykłych dni, z kąpieli, na nocniku, poprzebierani, a ja mam tylko z chrzcin, 1. urodzin i komunii, i to tylko dlatego, że chrzestny je robił xD Nie mam ani jednego takiego zwykłego zdjęcia z wtorku w bodziaku i ze ścierką na głowie. Gdyby nie byli katolikami to w ogóle nikt by mnie nie fotografował xd
Na bale przebierańców oni też mieli kostiumy, mama im szyła, a ja raz poszłam w długiej sukience przebrana za "księżniczkę", bez korony, ani niczego, bo po co, kazali mi mówić , że jestem księżniczką, bo po samej kiecce nie było za bardzo widać xd a drugi raz miałam puchaty zielony sweter przebrana za choinkę xd nawet bombek mi nie doszyli, ani nic.

Ale długie wyszło xd No ale w skrócie, ten mem z trzecim dzieckiem na kocyku w kącie to idealne odwzorowanie xd
Aww ten kawałek o przebraniach jest taki smutny 😢 Niby to nic jakiegoś strasznie patologicznego czy jakoś okropnie złego ale i tak wkurza mnie takie zachowanie w stosunku do dzieci, bo nie powinno tak być że jedne dzieci ci sami rodzice wychowuja całkiem inaczej niż inne. Jakby po co robić sobie kolejne dziecko jak ma ono być na doczepkę i czuć się jak piąte koło. Nic nie mam do twoich rodziców ale no kurde, ludzie ogarnijcie się i szanujcie swoje dzieci 🙄
Awatar użytkownika
Echoidalia
Pierścionek_od_passera
Posty: 1321
Rejestracja: śr paź 02, 2024 6:26 pm

Post autor: Echoidalia »

U mnie taki opis rodzeństwa w zależności, kiedy się kto urodził, pasuje wprost idealnie. Jestem najstarsza, także ode mnie wymagano dobrych ocen, odpowiedzialności, grzecznego zachowania i kulturalnych znajomych. Pomagałam troche nawet w wychowaniu młodszego brata, bo rodzice nie zawsze wiedzieli, co on porabia (miał więcej luzu, lepsze ciuchy i buty - markowe, bo takie sobie życzył, bardziej się buntował, robił,co on chciał mimo że o to mogła być później kłótnia w domu i zepsuta atmosfera). Długo mieszkał z rodzicami i dopiero jak się wyprowadzil, to odczuł, co to znaczy odpowiedzialność za samego siebie. Latami trwała ta nauka, żeby ogarnąć swoją higienę, jedzenie, pracę i auto. Nie wszystko jest idealne, ale uważam, że przez to, jak był wychowywany (większy luz, mniej presji związanej z nauką, mniej obowiązków domowych, więcej czułości ze strony rodziców), to do wielu rzeczy musiał dojść po prostu dłużej.
Taka klasyka: starsza - odpowiedzialna, młodszy - większy książę.
Dodam, że perspektywa dziecka może różnić się od rodzicielskiej. U mnie rodzice są przekonani, że wychowywali nas tak samo. A ja jednak widzę różnicę - niewielka,ale jednak. Wiem też,że tu w grę wchodzą też cechy osobowościowe dzieci i jak sobie radzą z życiem od małego i jak werbalizuja swoje potrzeby (czy w ogóle). Ja nie zgłaszałam potrzeb czułości, bo sądziłam, że młodszy potrzebuje bardziej, ja muszę być twarda i wstydziłam się powiedzieć, co chce. Tak się nauczyłam. Uważam, że to powinna być inicjatywa rodziców. Ale obecnie już za późno na to. Teraz swoje wiem lepiej, dużo się nauczyłam przez lata o sobie i jak powinnam wyrażać swoje potrzeby i oczekiwania.
misiuniapysiunia
Mokra Włoszka
Posty: 67
Rejestracja: sob wrz 06, 2025 4:01 pm

Post autor: misiuniapysiunia »

Jestem drugim dzieckiem, tym samym najmłodszym. Często czułam się pomijana, pod takim względem, że moje opinie niewiele znaczyły. Zdarzało się, gdy coś mówiłam, że rodzice mi nie odpowiadali. No bo co ważnego mogę mieć do powiedzenia jako ta młodsza. W dorosłości też się tak czuję. Zapewne jest to też kwestia charakteru moich rodziców, ale mam wrażenie, że opinia mojej siostry znaczy więcej. Jest słuchana. Mnie odechciało się już mówić cokolwiek. Wiem, że dostanę co najwyżej zdawkową odpowiedź
Awatar użytkownika
Fauna060
FlafLover
Posty: 1232
Rejestracja: sob sie 09, 2025 6:21 pm

Post autor: Fauna060 »

misiuniapysiunia pisze: ndz sie 16, 2026 12:54 am Jestem drugim dzieckiem, tym samym najmłodszym. Często czułam się pomijana, pod takim względem, że moje opinie niewiele znaczyły. Zdarzało się, gdy coś mówiłam, że rodzice mi nie odpowiadali. No bo co ważnego mogę mieć do powiedzenia jako ta młodsza. W dorosłości też się tak czuję. Zapewne jest to też kwestia charakteru moich rodziców, ale mam wrażenie, że opinia mojej siostry znaczy więcej. Jest słuchana. Mnie odechciało się już mówić cokolwiek. Wiem, że dostanę co najwyżej zdawkową odpowiedź
U mnie jest dokładnie na odwrót. Moja mama np. wie dla jakich firm faktury rozlicza w pracy moja młodsza siostra, zna imiona jej wszystkich koleżanek, co kiedy i gdzie kupiła - cokolwiek moja siostra powie, jest to dla niej na tyle ważne, że to zapamiętuje. O mnie nie wie nawet gdzie pracuje, chociaż często o tym opowiadam, a jak chciałam jej opowiedzieć o moich podróżach do Azji to zbyła mnie jakimś tekstem o obiedzie. Moją siostrę za to wypytuje szczegółowo z wyjścia do galerii handlowej. Przestałam się odzywać, bo i po co...
Awatar użytkownika
Bubbleteabubble
Siatkarka
Posty: 1
Rejestracja: wt sie 18, 2026 3:26 pm

Post autor: Bubbleteabubble »

Jestem trzecia, rodzice zapomnieli nauczyć mnie jeździć na rowerze xD Zorientowali się jak byłam nastolatką, ale zupełnie nie mieli do tego cierpliwości więc… nie umiem jeździć na rowerze.
Lkjhgfd
LouiBag
Posty: 339
Rejestracja: czw lut 27, 2025 11:46 pm

Post autor: Lkjhgfd »

Bubbleteabubble pisze: wt sie 18, 2026 3:34 pm Jestem trzecia, rodzice zapomnieli nauczyć mnie jeździć na rowerze xD Zorientowali się jak byłam nastolatką, ale zupełnie nie mieli do tego cierpliwości więc… nie umiem jeździć na rowerze.
O, jako też trzecia to mnie chyba niczego nie nauczyli poza tym, że mama usiadła ze mną tylko do alfabetu i odmiany przez przypadki xd Pływać uczył mnie dziadek i wuefistka, pisać, czytać i tabliczki mnożenia siostra, jeździć na rowerze wujek, a tak to albo sama coś rozkminiałam, albo ktoś z dalszej rodziny nie mógł patrzeć jak czegoś nie potrafię i ogarniał temat, a gotować nauczyłam się z youtuba xd Nie przypominam sobie żadnego nauczania od rodziców. Moje rodzeństwo już w gimnazjum normalnie było uczone w domu gotowania, pieczenia ciast, a jak ja chciałam to nie mogłam, potem tylko słuchałam, że jak oni byli w moim wieku to już robili to i tamto, a ja nie xd Pomimo wszystko jakoś mniej więcej wyszłam na ludzi bez ich pomocy. Czasami sobie myślę jak by wyglądało moje życie jakbym była zaopiekowanym i zadbanym dzieckiem :p
Awatar użytkownika
Juliaturczyniak
Forma życia
Posty: 3651
Rejestracja: czw gru 19, 2024 8:36 pm

Post autor: Juliaturczyniak »

Nie.
g_nine
GreckieWakacje
Posty: 276
Rejestracja: sob paź 25, 2025 2:54 pm

Post autor: g_nine »

Jestem jedynaczką i jako dziecko byłam bardzo zazdrosna. Cieszyłam się, że nie mam rodzeństwa, nie musiałam dzielić się zabawkami i uwaga rodziców była skupiona tylko na mnie. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że coś ważnego mnie jednak ominęło w kontekście rozwoju charakteru, np. w takich obszarach jak dzielenie się czy szukanie kompromisu. Kiedy uczy się tego dziecko poprzez relacje z rodzeństwem, to chyba przychodzi to łatwiej niż kiedy jest się nastolatkiem/młodym dorosłym i wymusza to otoczenie.
Zawsze jednak trochę idealizowałam relacje między rodzeństwem i wydawało mi się, że jak już ktoś ma brata lub siostrę to jest to równoznaczne z tym, że ma najlepszego przyjaciela na całe życie. Lubiłam słuchać, gdy moi znajomi opowiadali o swoich relacjach z rodzeństwem i niestety tylko garstka z nich ma taką dobrą więź, jaką uważałam za oczywisty standard.
Teraz niektórzy z moich znajomych zaczynają wchodzić w etap, kiedy traci się rodziców i jak słucham o kłótniach z rodzeństwem o spadek, to zaczynam myśleć, że może to jednak lepiej, że jestem jedynaczką, chociaż, z drugiej strony, rodzeństwo jest się też w stanie podzielić opieką nad starszymi rodzicami, a u mnie nie ma takiej możliwości.
Każdy wariant ma plusy i minusy i chyba nie umiem się zdecydować, czy w ostatecznym rozrachunku to dobrze, że nie mam rodzeństwa, czy jednak moje życie mogłoby być lepsze i pełniejsze.
A swoją drogą, kto z Was może faktycznie powiedzieć, że brat/siostra jest Waszym najlepszym przyjacielem?
Wolbromskaprincess
RoyalBaby
Posty: 24
Rejestracja: wt sie 11, 2026 3:36 pm

Post autor: Wolbromskaprincess »

Jako średnie dziecko czasami miałem wrażenie, że rodzice traktowali mnie trochę inaczej niż moje rodzeństwo. Najstarsze dziecko często dostawało więcej odpowiedzialności, a najmłodsze więcej uwagi i troski. Ja natomiast musiałem znaleźć swoje miejsce pomiędzy nimi. Zdarzało mi się być zazdrosnym o uwagę rodziców, szczególnie gdy miałem wrażenie, że któreś z rodzeństwa jest bardziej zauważane.
W żartach i memach o najstarszym, środkowym i najmłodszym dziecku czasami rzeczywiście odnajduję siebie. Bycie środkowym dzieckiem nauczyło mnie jednak samodzielności i kompromisu. Myślę też, że każde dziecko może odczuwać zazdrość o rodzica, niezależnie od kolejności urodzenia