Kolejność urodzenia/rodzeństwo
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherryKolejność urodzenia/rodzeństwo
Tak jak w temacie, czy kolejność urodzenia naprawdę coś zmienia? Czy czuliście, że rodzice traktowali was inaczej? Czy w parodiach o najstarszym, środkowym i najmłodszym dziecku odnajdujecie siebie? A może są tu jacyś jedynacy? Czy brakowało wam brata/siostry? Mało który rodzic przyzna, że jest mu bliżej do któregoś dziecka (podobny temperament, charakter). Czy jako dzieci byliście zazdrośni właśnie o uwagę rodzica?
-
waltherp99
- PsychoFanka
- Posty: 91
- Rejestracja: pn mar 18, 2024 11:51 am
U mnie właśnie odwrotnie niż stereotypowo, bo jestem tym drugim dzieckiem ze sporą różnicą wieku i zawsze czułam się pomijana, nie zadbana emocjonalnie. Pod względem materialnym oczywiście miałam lepiej niż starsze rodzeństwo, bo czasy były inne. Natomiast ta sfera "duchowa", zwykła czułość, a raczej jej brak, pozostawialy wiele do życzenia czego skutki odczuwam w dorosłości. Nie mogę nawet patrzeć na zdjęcia w rodzinnych albumach, gdy jeszcze nie było mnie na świecie - rodzeństwo ma odbitki gdzie przytula się do mamy, widać szczęście i przywiązanie. A potem są moje i po prostu uwiecznienie mechanicznej opieki, czyli jakieś karmienie przy stole, kąpiel, zero emocji.
- Anastazja_smietana
- MoetGlass
- Posty: 251
- Rejestracja: ndz lis 23, 2025 2:02 pm
Ja nawet nie mam żadnego zdjęcia z dzieciństwa. Najstarszy z rodzeństwa ma kilka albumówwaltherp99 pisze: ↑pt maja 15, 2026 7:31 pm U mnie właśnie odwrotnie niż stereotypowo, bo jestem tym drugim dzieckiem ze sporą różnicą wieku i zawsze czułam się pomijana, nie zadbana emocjonalnie. Pod względem materialnym oczywiście miałam lepiej niż starsze rodzeństwo, bo czasy były inne. Natomiast ta sfera "duchowa", zwykła czułość, a raczej jej brak, pozostawialy wiele do życzenia czego skutki odczuwam w dorosłości. Nie mogę nawet patrzeć na zdjęcia w rodzinnych albumach, gdy jeszcze nie było mnie na świecie - rodzeństwo ma odbitki gdzie przytula się do mamy, widać szczęście i przywiązanie. A potem są moje i po prostu uwiecznienie mechanicznej opieki, czyli jakieś karmienie przy stole, kąpiel, zero emocji.
-
fantasmagorie
- BlondDoczep
- Posty: 132
- Rejestracja: wt sty 20, 2026 6:33 pm
Mam o kilka lat starszą siostrę i o ile widzę że jesteśmy bardzo różne, tak nie widzę żebyśmy były w dzieciństwie różnie traktowane. Dzięki za pomoc w zidentyfikowaniu dobrych stron mojego dzieciństwa :D
-
chleb_ze_smalcem
- Szarlotta
- Posty: 437
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
Tak. Młodsze rodzeństwo miało dużo łatwiejszy start. O wiele częściej pobłażane, wiecznie trzymanie za rączkę i usprawiedliwianie. Oraz o wiele, wiele mniej obowiązków i niższe wymagania. W sumie można powiedzieć, że po prostu miało normalniejsze dzieciństwo i wczesną dorosłość. Żyło im się bardziej beztrosko w porównaniu do mnie a i tak wiecznie mieli „pod górkę” w swoim własnym mniemaniu. Ja nie miałam tych samych problemów co oni, bo zwyczajnie nie miałam na te problemy czasu.
Jestem jedynaczką i zawsze byłam wdzięczna rodzicom za brak rodzeństwa. Nigdy nie chciałam mieć siostry, a już życie będąc jednym z trojga dzieci, jawi mi się zawsze jako trudne.
Po prostu mam tak introwertyczny charakter i wysoką potrzebę uwagi ze strony rodziców, że nie wyobrażam sobie dzielić tego dodatkowo z bratem i siostrą :D
Po prostu mam tak introwertyczny charakter i wysoką potrzebę uwagi ze strony rodziców, że nie wyobrażam sobie dzielić tego dodatkowo z bratem i siostrą :D
-
chleb_ze_smalcem
- Szarlotta
- Posty: 437
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
To faktycznie się ciesz, że posłuchali. Bycie starszym/ najstarszym z rodzeństwa to jak bycie królikiem doświadczalnym. Szczególnie jak jest trochę różnicy wieku i jak rodzice mieli Cię młodo nie będąc gotowi to jest przechlapane. Później oni sami dorastają i zmieniają im się metody wychowawcze ale dla tego najstarszego dziecka już jest za późno.Push pisze: ↑pt maja 15, 2026 11:59 pm Jestem jedynaczką i zawsze byłam wdzięczna rodzicom za brak rodzeństwa. Nigdy nie chciałam mieć siostry, a już życie będąc jednym z trojga dzieci, jawi mi się zawsze jako trudne.
Po prostu mam tak introwertyczny charakter i wysoką potrzebę uwagi ze strony rodziców, że nie wyobrażam sobie dzielić tego dodatkowo z bratem i siostrą :D
A w życiu dorosłym nie odczuwasz braku rodzeństwa? Różnie się układa, czasem przyjaciel prędzej wyciągnie rękę niż brat i siostra, ale myślę, że to właśnie najbliższa rodzina jest głównym wsparciem (emocjonalnym, finansowym), szczególnie po śmierci rodziców.Push pisze: ↑pt maja 15, 2026 11:59 pm Jestem jedynaczką i zawsze byłam wdzięczna rodzicom za brak rodzeństwa. Nigdy nie chciałam mieć siostry, a już życie będąc jednym z trojga dzieci, jawi mi się zawsze jako trudne.
Po prostu mam tak introwertyczny charakter i wysoką potrzebę uwagi ze strony rodziców, że nie wyobrażam sobie dzielić tego dodatkowo z bratem i siostrą :D
A może to jest właśnie kwestia perspektywy? I każde z rodzeństwa myśli, że to ono miało najgorzejchleb_ze_smalcem pisze: ↑pt maja 15, 2026 11:26 pm Tak. Młodsze rodzeństwo miało dużo łatwiejszy start. O wiele częściej pobłażane, wiecznie trzymanie za rączkę i usprawiedliwianie. Oraz o wiele, wiele mniej obowiązków i niższe wymagania. W sumie można powiedzieć, że po prostu miało normalniejsze dzieciństwo i wczesną dorosłość. Żyło im się bardziej beztrosko w porównaniu do mnie a i tak wiecznie mieli „pod górkę” w swoim własnym mniemaniu. Ja nie miałam tych samych problemów co oni, bo zwyczajnie nie miałam na te problemy czasu.
-
chleb_ze_smalcem
- Szarlotta
- Posty: 437
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
Raczej nie, kiedyś gadaliśmy o tym w gronie rodziny, w chwili szczerości. Matka przyznała, że przy rodzeństwie było dużo więcej luzu i za bardzo im pobłażała. Żeby nie było, ja nie mówi tutaj o jakimś piekielnym dzieciństwie. Po prostu miałam dużo większą presję np żeby się uczyć, żeby utrzymywać porządek. Bardzo lubię się uczyć, więc ok. Ale musiałam też wiecznie pomagać w domu i w ogrodzie, kiedy oni mogli się bawić. Było powtarzane, że są za mali. Ok ale jakieś niewielkie czynności mogli robić żeby uczyć się takiego rygoru jaki był wpajany mi. Przez te różnicę nie bardzo lubiliśmy się w dzieciństwie. A jak rodzeństwo zaczęło dorastać to był koszmar dla mnie jako nastolatki, wszystko na mojej głowie, zero pomocy, bo każde miało dwie lewe ręce, bród i syf zostawiany wszędzie. I oczywiście awantury zdziwionych rodziców, że oni nie sprzątają po sobie i jest chlew, że się nie uczą, tylko koledzy i zabawa itd, no ciekawe dlaczeg, może trzeba było ich czegokolwiek nauczyć xd wyniosłam się z domu bardzo szybko i nigdy nie wróciłam.
Później były dalsze problemy u nich z wybieraniem parterów, studiami, praca, problemy ze zdrowiem mentalnym na studiach, u mnie nigdy tego nie było. Dziwią się, że jestem twarda i „zawsze sobie radzę”. Tak, no nigdy nie miałam innej opcji. Nikt się ze mną nie cackał, nie miałam innego wyjścia tylko wiać sprawy w swoje ręce i radzić sobie.
-
Aleksandra_18
- Skarpeta Rakieta
- Posty: 86
- Rejestracja: pt sty 31, 2025 7:39 pm
Ja jestem jedynaczką, ale mój narzeczony ma nieco ponad rok młodszą siostrę i mimo tak małej różnicy widać odmienne podejście. U nich było inaczej niż w wielu polskich rodzinach w tamtych czasach (że brat to syfiący książę na włościach, a siostra/siostry po nim sprzątają przy aprobacie mamusi) - to na niego była nakładana dużo większa presja pod względem nauki, obowiązków domowych itd w porównaniu do jego siostry. Ona to typowa córeczka tatusia i widać mocno, że jest tym bardziej lubianym dzieckiem, mimo że sprawiała kłopoty. Mój narzeczony zawsze był tym grzecznym i dobrze uczącym się. Według rodziców narzeczonego to siostra ma zawsze pod górkę (nie jest tak) i starszy brat ma jej we wszystkim pomagać, bo to brat. W drugą stronę niestety to nie działa.
Myślę, że nie jest to wcale rzadki schemat. Ja akurat znam kilka przykładów, gdzie chłopak był pierworodnym ale dziewczynka urodziła się dużo później. Cała rodzina skupiona na niej a brat szedł w odstawkę. Niestety w efekcie chłopak, który był nastolatkiem i potrzebował rodziców a nie dostawał uwagi, trafił w złe towarzystwo, uzależnienia. Oczywiście rodzice nie widzieli winy w sobie.Aleksandra_18 pisze: ↑sob maja 16, 2026 1:51 pm Ja jestem jedynaczką, ale mój narzeczony ma nieco ponad rok młodszą siostrę i mimo tak małej różnicy widać odmienne podejście. U nich było inaczej niż w wielu polskich rodzinach w tamtych czasach (że brat to syfiący książę na włościach, a siostra/siostry po nim sprzątają przy aprobacie mamusi) - to na niego była nakładana dużo większa presja pod względem nauki, obowiązków domowych itd w porównaniu do jego siostry. Ona to typowa córeczka tatusia i widać mocno, że jest tym bardziej lubianym dzieckiem, mimo że sprawiała kłopoty. Mój narzeczony zawsze był tym grzecznym i dobrze uczącym się. Według rodziców narzeczonego to siostra ma zawsze pod górkę (nie jest tak) i starszy brat ma jej we wszystkim pomagać, bo to brat. W drugą stronę niestety to nie działa.
Wspomniałaś o "córeczce tatusia", myślę, że to też jest ciekawe zjawisko. Budowanie zdrowej relacji z dzieckiem płci przeciwnej jest bardzo ważne, niestety obserwuję pewien schemat, w którym rodzic przelewa uczucia na syna lub córkę w sytuacji złej relacji z partnerem/małżonkiem.
-
Aleksandra_18
- Skarpeta Rakieta
- Posty: 86
- Rejestracja: pt sty 31, 2025 7:39 pm
Ja w swoim otoczeniu jako obserwator "z boku" widziałam częściej schemat faworyzowania synów nad córki, ale fakt, czasem to dziewczynka była oczkiem w głowie całej rodziny, a brat był pomijany (już mniejsza czy starszy czy młodszy). Narzeczony na szczęście nie popadł w nieciekawe towarzystwo, to człowiek o raczej łagodnej naturze.arya pisze: ↑sob maja 16, 2026 5:28 pm Myślę, że nie jest to wcale rzadki schemat. Ja akurat znam kilka przykładów, gdzie chłopak był pierworodnym ale dziewczynka urodziła się dużo później. Cała rodzina skupiona na niej a brat szedł w odstawkę. Niestety w efekcie chłopak, który był nastolatkiem i potrzebował rodziców a nie dostawał uwagi, trafił w złe towarzystwo, uzależnienia. Oczywiście rodzice nie widzieli winy w sobie.
Wspomniałaś o "córeczce tatusia", myślę, że to też jest ciekawe zjawisko. Budowanie zdrowej relacji z dzieckiem płci przeciwnej jest bardzo ważne, niestety obserwuję pewien schemat, w którym rodzic przelewa uczucia na syna lub córkę w sytuacji złej relacji z partnerem/małżonkiem.
Sama pochodzę z toksycznej rodziny i jedynactwo tego nie zmieniło, ale współczuję każdemu, kto był stawiany w odstawkę na rzecz faworyzowanego brata/siostry, wyobrażam sobie jak destrukcyjnie działa to na psychikę takiego dziecka. Uważam takich rodziców za skrajnie nieodpowiedzialnych, a mam wrażenie, że u nas to jest trochę znormalizowane, że ma się wyraźnego "faworyta" wśród dzieci. Nie postrzega się tego w kategoriach emocjonalnego zaniedbania.