Mój mąż się nawrócił
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherryMój mąż się nawrócił
Google podpowiada mi tylko punkty widzenia katolików... więc zaczynam tutaj.
Mój mąż ma sporo problemów i od lat proszę go o pójście na terapię. Zamiast tego zaczał chodzić do kościoła. Ja jestem niepraktykująca i nie mam zamiaru się nawracać. Mąż do kościoła wczesniej nie chodził nigdy. Serio, chyba na I Komunii skonczył. Teraz nagle pości i biega na Msze, przy czym jeszcze nie idzie do kościoła obok, tylko szuka po mieście, gdzie mu najbardziej pasuje duchowość.
Mnie to wnerwia. Nie zabraniam, nie robię afer i nie będę, ale to wpływa na naszą relację. Nie jestem do komca przekonana czy to faktycznie kościół czy nie inna kobieta, ale wiem, że jak zaproponuję że pójdę razem z nim, to pójdzie normalnie i będzie się normalnie zachowywał.
Mam mętlik w głowie, bo nie pisałam się na święte obrazki w mieszkaniu i piątkowy post. Nie chciałam tak żyć i dalej nie chcę. Nie wiem co robić.
Mój mąż ma sporo problemów i od lat proszę go o pójście na terapię. Zamiast tego zaczał chodzić do kościoła. Ja jestem niepraktykująca i nie mam zamiaru się nawracać. Mąż do kościoła wczesniej nie chodził nigdy. Serio, chyba na I Komunii skonczył. Teraz nagle pości i biega na Msze, przy czym jeszcze nie idzie do kościoła obok, tylko szuka po mieście, gdzie mu najbardziej pasuje duchowość.
Mnie to wnerwia. Nie zabraniam, nie robię afer i nie będę, ale to wpływa na naszą relację. Nie jestem do komca przekonana czy to faktycznie kościół czy nie inna kobieta, ale wiem, że jak zaproponuję że pójdę razem z nim, to pójdzie normalnie i będzie się normalnie zachowywał.
Mam mętlik w głowie, bo nie pisałam się na święte obrazki w mieszkaniu i piątkowy post. Nie chciałam tak żyć i dalej nie chcę. Nie wiem co robić.
Jeszcze dodam, że od czasu tego nawrócenia cięzko się z nim rozmawia. Przyłapałam go kilka razy na kłamstwie, kiedyś jak był "w kościele" płacił kartą w kfc. Czasem sam zapomina o tym kościele, ja mu przypominam jak coś planujemy. A jak nie przypominam, to nie idzie.
Każda moja proba rozmowy jest ucinana. I to nie, że ja go zniechęcam, ale nawet jak zapytam, do jakiego kościola idzie to on nie mówi.
Dlatego mo wyje alarm w głowie coraz bardziej i już nie wiem czy wpadam w paranoję czy nie.
Każda moja proba rozmowy jest ucinana. I to nie, że ja go zniechęcam, ale nawet jak zapytam, do jakiego kościola idzie to on nie mówi.
Dlatego mo wyje alarm w głowie coraz bardziej i już nie wiem czy wpadam w paranoję czy nie.
Jeśli przyłapałaś go na kłamstwie i to takim, że miał być w swoim ukochanym kościele, a prawdopodobnie był w kfc to zdecydowanie jest coś nie tak.
Może spróbuj któregoś razu iść za nim jak będzie szedł do „kościoła”.
A z komunikacją zawsze był problem czy tylko ten temat ucina?
Może spróbuj któregoś razu iść za nim jak będzie szedł do „kościoła”.
A z komunikacją zawsze był problem czy tylko ten temat ucina?
-
chleb_ze_smalcem
- KlasaBiznes
- Posty: 599
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
Zamontuj urządzenie śledzące w samochodzie albo włącz mi lokacje w telefonie, to się dowiesz gdzie chodzi. Swoją drogą, kłamstwo na nawrócenie, tego jeszcze nie słyszałam xd
Tylko ten temat ucina. Chociaż jak próbowałam pocisnąć w kwestii terapii albo jego kłamstw w sprawie pieniędzy, to było podobnie. Właściwie każdy jakiś poważniejszy temat. W sensie możemy rozmawiać o wyjeździe na wakacje czy o remoncie domu, ale jak zapytam go ile ma na koncie, to już mi nie chciał odpowiadać.patinek pisze: ↑czw lip 02, 2026 5:47 pm Jeśli przyłapałaś go na kłamstwie i to takim, że miał być w swoim ukochanym kościele, a prawdopodobnie był w kfc to zdecydowanie jest coś nie tak.
Może spróbuj któregoś razu iść za nim jak będzie szedł do „kościoła”.
A z komunikacją zawsze był problem czy tylko ten temat ucina?
-
Vaxi_bllom
- SushiRoll
- Posty: 237
- Rejestracja: śr lut 07, 2024 10:45 am
Dziwne, że ma takie tajemnice. Od zawsze tak jest? Ile lat jesteście razem? A w sprawie kościoła, to pytałaś go jakie były czytania, kazanie na mszy? On na prawdę jest zainteresowany i aktywnie uczestniczy, czy raczej ściemnia?
9 lat. Wcześniej nie miałam podstaw do doszukiwania się takich tajemnicVaxi_bllom pisze: ↑pt lip 03, 2026 10:35 am Dziwne, że ma takie tajemnice. Od zawsze tak jest? Ile lat jesteście razem? A w sprawie kościoła, to pytałaś go jakie były czytania, kazanie na mszy? On na prawdę jest zainteresowany i aktywnie uczestniczy, czy raczej ściemnia?
Jesteśmy po trudnych przejściach okołociążowych, ja i jedno dziecko ledwo przeżyliśmy, drugie dziecko zmarło. Ja mam ptsd i nerwicę, byłam w terapii.
Po wyjściu ze szpitala dziecko musiało być pod kontrolą lekarzy praktycznie cały czas, więc rok macierzynskiego i rodzicielskiego spędziłam latając po gabinetach, fizjoterapiach itd, a w międzyczasie on miał wyrąbane.
Przestał cokolwiek robić w domu,zaczął mieć takie depresyjne stany, że patrzył w ścianę 30min bez reakcji, a dziecko w tym czasie rozbiło na podłodze szklany dzbanek i on nic, nie reagował. Ja rozumiem, że nasze przejścia na niego wpłynęły, ale on nie chce porozmawiać nawet ze mną na ten temat. Poszedł w drugą stronę, nie zajmuje się dzieckiem, nie ogarnia domu, ukrywa część kasy, siedzi i gra w gry komputerowe, a teraz zaczął chodzić do kościoła. Do tego zalecza wszystkie smutki kompulsywnym jedzeniem.
Ja nawet myślalam, że to moze neurologiczne, ale też nie pójdzie. On do żadnego lekarza nie pójdzie. I już nie wiem, co mam robić. Już kij tam z małżeństwem, które jest w stanie rozsypki, ale jak mu pomóc jako człowiekowi?
On za wszystko obwinia dziecko. Bo przez to wszystko musialam poświęcić dziecku max energii, a że wszystko robiłam sama, to nie miałam czasu dla męża, a moja nerwica to kwestia "wymyslania sobie problemów" i powinnam "po prostu przestać wymyślać". Tymczasem dziecko funkcjonuje dobrze i będzie w przyszłości samodzielnym i samowystarczalnym człowiekiem dzięki temu, że ten czas mu poświęciłam. Dla mnie to mega ważne i jestem tu naprawdę dumna z tego, jak ogarnęłam wszystkie problematyczne rzeczy (obecnie 4latek). Nie zamieniłabym tego na to, co proponowal mąż, czyli "niech sam się ogarnie w swoim tempie, a my udawajmy, że go nie ma".
Poza tym na litość wszechświata, to był czas, który ja też miałam wyjęty z życia. Zero odpoczynku, zero czasu dla siebie, kina, książki, wszystko jak w zegarku, żeby zdążyć, żeby drzemka, terapia jedzenia, jazda do fizjo, 10 pobudek w nocy, no mnie też to męczyło, chociaż słowa nie mówiłam.
O kurczę. Naprawdę wielkie brawa dla Ciebie, że postawiłaś na swoim i dzięki temu dziecko zostało "wyprowadzone na prostą", to naprawdę najważniejsze.Loko Foko pisze: ↑pt lip 03, 2026 12:11 pm Jesteśmy po trudnych przejściach okołociążowych, ja i jedno dziecko ledwo przeżyliśmy, drugie dziecko zmarło. Ja mam ptsd i nerwicę, byłam w terapii.
Po wyjściu ze szpitala dziecko musiało być pod kontrolą lekarzy praktycznie cały czas, więc rok macierzynskiego i rodzicielskiego spędziłam latając po gabinetach, fizjoterapiach itd, a w międzyczasie on miał wyrąbane.
Przestał cokolwiek robić w domu,zaczął mieć takie depresyjne stany, że patrzył w ścianę 30min bez reakcji, a dziecko w tym czasie rozbiło na podłodze szklany dzbanek i on nic, nie reagował. Ja rozumiem, że nasze przejścia na niego wpłynęły, ale on nie chce porozmawiać nawet ze mną na ten temat. Poszedł w drugą stronę, nie zajmuje się dzieckiem, nie ogarnia domu, ukrywa część kasy, siedzi i gra w gry komputerowe, a teraz zaczął chodzić do kościoła. Do tego zalecza wszystkie smutki kompulsywnym jedzeniem.
Ja nawet myślalam, że to moze neurologiczne, ale też nie pójdzie. On do żadnego lekarza nie pójdzie. I już nie wiem, co mam robić. Już kij tam z małżeństwem, które jest w stanie rozsypki, ale jak mu pomóc jako człowiekowi?
On za wszystko obwinia dziecko. Bo przez to wszystko musialam poświęcić dziecku max energii, a że wszystko robiłam sama, to nie miałam czasu dla męża, a moja nerwica to kwestia "wymyslania sobie problemów" i powinnam "po prostu przestać wymyślać". Tymczasem dziecko funkcjonuje dobrze i będzie w przyszłości samodzielnym i samowystarczalnym człowiekiem dzięki temu, że ten czas mu poświęciłam. Dla mnie to mega ważne i jestem tu naprawdę dumna z tego, jak ogarnęłam wszystkie problematyczne rzeczy (obecnie 4latek). Nie zamieniłabym tego na to, co proponowal mąż, czyli "niech sam się ogarnie w swoim tempie, a my udawajmy, że go nie ma".
Poza tym na litość wszechświata, to był czas, który ja też miałam wyjęty z życia. Zero odpoczynku, zero czasu dla siebie, kina, książki, wszystko jak w zegarku, żeby zdążyć, żeby drzemka, terapia jedzenia, jazda do fizjo, 10 pobudek w nocy, no mnie też to męczyło, chociaż słowa nie mówiłam.
Niestety nie wiem co doradzić w kwestii męża... Możesz zastosować do niego jego własną radę na temat dziecka "niech sam się ogarnie w swoim tempie, a my udawajmy, że go nie ma", ale chyba to nie jest najlepsze wyjście z sytuacji. Z drugiej strony z tego co piszesz to taki typ osoby, której nie przetłumaczysz...a do tego jest dorosły.
Przemyśl też sobie na ile jego decyzje mogą mieć wpływ na Ciebie i dziecko (np czy macie wspólny majątek i będziesz odpowiadała za jego ew kiepskie decyzje, czy jesteś w stanie utrzymać się sama z dzieckiem), bo skoro ukrywa część finansów i ogólnie dziwnie się zachowuje, to bym po prostu różne scenariusze rozważała. Fajnie, że chcesz mu pomóc, miłe, że rozumiesz, że wasze przejścia na niego wpłynęły.. ale na Ciebie też wpłynęły. A on jest dorosły. Nie da się pomóc komuś, kto pomocy nie chce.
Możesz jeszcze popróbować z nim pogadać bez nerwów. Nie wiem jaki macie ogólnie kontakt. Ale bym spróbowała chyba na jakiś czas drażliwe tematy odłożyć na bok, a z nim spróbować odnowić relację partnerską (zainteresować się nim nie by go zmienić, a tak po prostu), żeby odbudować zaufanie między wami, bo na bank po obu stronach go już nie ma. A nie weźmiemy poważne słów osoby, której nie ufamy choćby nie wiem jak oświecone rzeczy mówiła.
A ja będę brutalna - brzmi to jak typowy duży chłopiec, który po urodzeniu dziecka jest pokrzywdzony, bo stracił całą atencję kobiety i ma "doła". A co z tym kościołem i kfc to od razu pomyślałam, że może i się "nawrócił", ale może poznał tam jakąś małolatę i teraz z nią randkuje z kfc.Loko Foko pisze: ↑pt lip 03, 2026 12:11 pm Jesteśmy po trudnych przejściach okołociążowych, ja i jedno dziecko ledwo przeżyliśmy, drugie dziecko zmarło. Ja mam ptsd i nerwicę, byłam w terapii.
Po wyjściu ze szpitala dziecko musiało być pod kontrolą lekarzy praktycznie cały czas, więc rok macierzynskiego i rodzicielskiego spędziłam latając po gabinetach, fizjoterapiach itd, a w międzyczasie on miał wyrąbane.
Przestał cokolwiek robić w domu,zaczął mieć takie depresyjne stany, że patrzył w ścianę 30min bez reakcji, a dziecko w tym czasie rozbiło na podłodze szklany dzbanek i on nic, nie reagował. Ja rozumiem, że nasze przejścia na niego wpłynęły, ale on nie chce porozmawiać nawet ze mną na ten temat. Poszedł w drugą stronę, nie zajmuje się dzieckiem, nie ogarnia domu, ukrywa część kasy, siedzi i gra w gry komputerowe, a teraz zaczął chodzić do kościoła. Do tego zalecza wszystkie smutki kompulsywnym jedzeniem.
Ja nawet myślalam, że to moze neurologiczne, ale też nie pójdzie. On do żadnego lekarza nie pójdzie. I już nie wiem, co mam robić. Już kij tam z małżeństwem, które jest w stanie rozsypki, ale jak mu pomóc jako człowiekowi?
On za wszystko obwinia dziecko. Bo przez to wszystko musialam poświęcić dziecku max energii, a że wszystko robiłam sama, to nie miałam czasu dla męża, a moja nerwica to kwestia "wymyslania sobie problemów" i powinnam "po prostu przestać wymyślać". Tymczasem dziecko funkcjonuje dobrze i będzie w przyszłości samodzielnym i samowystarczalnym człowiekiem dzięki temu, że ten czas mu poświęciłam. Dla mnie to mega ważne i jestem tu naprawdę dumna z tego, jak ogarnęłam wszystkie problematyczne rzeczy (obecnie 4latek). Nie zamieniłabym tego na to, co proponowal mąż, czyli "niech sam się ogarnie w swoim tempie, a my udawajmy, że go nie ma".
Poza tym na litość wszechświata, to był czas, który ja też miałam wyjęty z życia. Zero odpoczynku, zero czasu dla siebie, kina, książki, wszystko jak w zegarku, żeby zdążyć, żeby drzemka, terapia jedzenia, jazda do fizjo, 10 pobudek w nocy, no mnie też to męczyło, chociaż słowa nie mówiłam.
-
Borowiknieszlachetny
- RóżowePolo
- Posty: 13
- Rejestracja: ndz kwie 12, 2026 11:59 pm
Sorry że to napiszę, ale jaki gnojek z niego. Twoje problemy go nie obchodzą, bo sobie wymyślasz, chore dziecko go nie obchodzi, nic nie robi w domu i jeszcze cie na bank oklamuje. I to ty z dzieckiem jestescie winni, bo sie mężem nie zajmujesz. Jasne, nawet gnój może mieć depresję i jesli kiedyś był inny, to może być coś neurologicznego, ale skoro on sobie nie daje pomóc, to nic nie poradzisz. Jak to czytam, to bym go zaraz kopnęła w dupę. Ale nie wiem na ile sobie na to teraz możesz pozwolić.
Mogę, tylko martwię się, że on z teściową wtedy się odpalą o opiekę i wywalczą faktycznie, to będzie dramat dla dziecka. W sensie uważam, że przy takim jego podejściu dziecko nie jest przy nim bezpieczne, ale nie mam na to dowodów poza własnymi słowamiBorowiknieszlachetny pisze: ↑pt lip 03, 2026 6:09 pm Sorry że to napiszę, ale jaki gnojek z niego. Twoje problemy go nie obchodzą, bo sobie wymyślasz, chore dziecko go nie obchodzi, nic nie robi w domu i jeszcze cie na bank oklamuje. I to ty z dzieckiem jestescie winni, bo sie mężem nie zajmujesz. Jasne, nawet gnój może mieć depresję i jesli kiedyś był inny, to może być coś neurologicznego, ale skoro on sobie nie daje pomóc, to nic nie poradzisz. Jak to czytam, to bym go zaraz kopnęła w dupę. Ale nie wiem na ile sobie na to teraz możesz pozwolić.
Już moglabym odpuścić alimenty, jeżeli zgodziłby się dobrowolnie zrzec praw rodzicielskich, ale taka rozmowa byłaby już deklaracją, a nie wiem czy psychicznie jestem już w tym miejscu
Gdybym wiedziała, że on będzie z tych nieobecnych ojców i nie będzie robił problemów, to odeszłabym już teraz.
Nie pomagać,musi sam się ogarnąć, jak mu zaczniesz pomagać to pociągnie Cię w dół, a potem i tak odejdzie prędzej czy pozniej. Pomyśl o życiu bez niego i zacznij się zabezpieczać żeby w razie w nie zostać na lodzie. Dorosły człowiek to jest i powinien zadbać o siebie, Ciebie i przede wszystkim dziecko.Loko Foko pisze: ↑pt lip 03, 2026 12:11 pm Jesteśmy po trudnych przejściach okołociążowych, ja i jedno dziecko ledwo przeżyliśmy, drugie dziecko zmarło. Ja mam ptsd i nerwicę, byłam w terapii.
Po wyjściu ze szpitala dziecko musiało być pod kontrolą lekarzy praktycznie cały czas, więc rok macierzynskiego i rodzicielskiego spędziłam latając po gabinetach, fizjoterapiach itd, a w międzyczasie on miał wyrąbane.
Przestał cokolwiek robić w domu,zaczął mieć takie depresyjne stany, że patrzył w ścianę 30min bez reakcji, a dziecko w tym czasie rozbiło na podłodze szklany dzbanek i on nic, nie reagował. Ja rozumiem, że nasze przejścia na niego wpłynęły, ale on nie chce porozmawiać nawet ze mną na ten temat. Poszedł w drugą stronę, nie zajmuje się dzieckiem, nie ogarnia domu, ukrywa część kasy, siedzi i gra w gry komputerowe, a teraz zaczął chodzić do kościoła. Do tego zalecza wszystkie smutki kompulsywnym jedzeniem.
Ja nawet myślalam, że to moze neurologiczne, ale też nie pójdzie. On do żadnego lekarza nie pójdzie. I już nie wiem, co mam robić. Już kij tam z małżeństwem, które jest w stanie rozsypki, ale jak mu pomóc jako człowiekowi?
On za wszystko obwinia dziecko. Bo przez to wszystko musialam poświęcić dziecku max energii, a że wszystko robiłam sama, to nie miałam czasu dla męża, a moja nerwica to kwestia "wymyslania sobie problemów" i powinnam "po prostu przestać wymyślać". Tymczasem dziecko funkcjonuje dobrze i będzie w przyszłości samodzielnym i samowystarczalnym człowiekiem dzięki temu, że ten czas mu poświęciłam. Dla mnie to mega ważne i jestem tu naprawdę dumna z tego, jak ogarnęłam wszystkie problematyczne rzeczy (obecnie 4latek). Nie zamieniłabym tego na to, co proponowal mąż, czyli "niech sam się ogarnie w swoim tempie, a my udawajmy, że go nie ma".
Poza tym na litość wszechświata, to był czas, który ja też miałam wyjęty z życia. Zero odpoczynku, zero czasu dla siebie, kina, książki, wszystko jak w zegarku, żeby zdążyć, żeby drzemka, terapia jedzenia, jazda do fizjo, 10 pobudek w nocy, no mnie też to męczyło, chociaż słowa nie mówiłam.
-
PrincessKitty
- PsychoFanka
- Posty: 95
- Rejestracja: wt lis 14, 2023 11:24 pm
Całościowo chłop jest redflagiem, natomiast to stwierdzenie sprawia, że powinien znaleźć się na śmietniku historii.
Poza tym, chłop już teraz nic nie robi w domu/przy dziecku. Nie wygląda na takiego, który po rozwodzie chciałby być zaangażowanym tatusiem ;) Pewnie rozprawa byłaby brudna, zwłaszcza jeśli, zgodnie z Twoimi obawami, włączy się teściowa, ale koniec końców Ty i dziecko wyjdziecie z tej sytuacji zwycięsko.
Jeśli masz z kim pogadać o sytuacji, to mów o wszystkich złych rzeczach, które robi Twój mąż- nie bądź w tym sama.