Push pisze: ↑pt cze 19, 2026 11:32 pm
Zadziwia mnie to, jak często zdarza nam się zapominać i przechodzimy do porządku dziennego nad tym, w jak bardzo meskocentrycznym świecie żyjemy. I ok, nie zaprzeczam jakimś osiągnięciom ruchów feministycznych, pytanie co im się udaje osiągnąć dzisiaj. Ale nie o tutaj chodzi. Właściwie to największym problemem jest tutaj kwestia relacji damsko - męskich - uważam, że w kwestiach matrymonialnych to faceci... rozdają karty. Reguły relacji damsko - męskich są ustalane przez mężczyzn, to oni decydują jak to wszystko wygląda. To mężczyźni częściej zdradzają, zwykle odchodzą od kobiet do tych młodszych, "nudzą" się w długoletnich relacjach, perfidnie zostawiaja kobiety ze wspólnym dzieckiem i nie płacą alimentów. Polska ma często twarz kobiety po rozwodzie/rozstaniu, zmuszonej do samodzielnej egzystencji z dzieckiem, którego tatuś nie płaci alimentów i ta kobieta sama musi brać się za bary z życiem.
A wiecie co jest w tym wszystkim najlepsze? Często się spotyka taki obrazek...Dziewczyna 20+, ładna/atrakcyjna, z powodzeniem - może przebierać w mężczyznach, niejeden chciałby z nią być. I ona wybiera jakiegoś typa, starszego o 15 - 20 lat, "z możliwościami", który być może nawet porzucił dla niej żonę z dzieckiem/dziećmi i jest gotów dać jej "cały świat". I taka dziewczyna czuję się wyróżniona, buduje jej to samoocenę i ma poczucie, że sporo wygrała i w ogóle wszystko rozgrywa... Takich obrazków jest trochę. I szczerze? Jak byłam młodsza, to - wstyd się przyznać - ale też tak myślałam. Teraz do mnie dochodzi po prostu, jak słabe to było myślenie. Jakieś teksty typu "WHO run the world? Girls" to takie bajanie dla głupich. Laska myśli, że tyle wygrała, bo znalazła gościa, który rzucił dla niej wszystko, ale UPS... Był 20 lat starszy, a jej kartą przetargową były młodość i uroda. I tak naprawdę to ona jest zabawką, bo to FACECI WYBIERAJĄ, a nie jest do końca tak, że to ona wybrała. Spróbujcie się postawić w sytuacji tej drugiej płci - przechodzicie x związków, ok. 30 - tki decydujecie się związać z tą kobietą, którą niby kochacie i uważacie, że jest najbardziej właściwa, kompatybilna - odpowiada Wam jej osobowość, poczucie humoru, dobrze Wam się spędza czas razem. Wchodzicie w związek, zwykle są dzieci, dobrze Wam się układa, mijają lata...I dziwnym trafem te dobre związki rozpadają się prawie zawsze kiedy oboje mają ok. 40 - 50 lat. I kolejny dziwny traf - facet po takim związku zwykle szybciej wchodzi w kolejny i jego partnerka PRAWIE ZAWSZE jest młodsza o 10 - 15 lat. Gdyby ci ludzie się rozstawali i mężczyźni tak samo jak ich byłe partnerki wchodzili w związek z rówieśniczkami, to NIC bym nie powiedziała i moja optyka byłaby inna - że ludzkie się rozstają, związki się wypalają i ludzie mają prawo wejść w inny związek. Ale jakoś "dziwnie" jest inaczej i wchodzenie w związku przez panów m.in. ok. 40 - tki z młodszymi od siebie kobietami ZAWSZE będzie mi śmierdzieć. Kobiety nic nie rozgrywają, są w zasadzie zabawkami w rękach mężczyzn i ich okres przydatności jest krótki - czyli tak długi jak trwają ich młodość i uroda, potem są wymieniane na inny obiekt, młodszy i przynajmniej tak samo ładny. Młodość i uroda to największy oręż w rękach kobiety. I teraz ktoś zapyta - i ty serio w to wierzysz? Będziesz koleżankom gadać takie rzeczy? No nie. Wkurzam się tylko, że tak to wygląda.
Jednocześnie nigdy nie zapomnę gadek pewnej kobiety, która wiecznie miała syndrom, że "czas jej wycieka"...Jej ulubione teksty to było "So many men, so little time" i jeszcze jeden najgorszy - że "Jak babka ma 28 lat, to jeszcze może, ale za 5 lat jej wartość matrymonialna będzie niższa od wartości ekspedientki w Żabce". Wtedy byłam za młoda, żeby się zastanawiać nad tym tekstem, teraz za taki tekst nie podałalbym ręki. Kobieta, która sama uważa się za produkt i przystaje na to, że największą wartością kobiety jest młoda i uroda strzela sobie w kolano. I patrząc na życie tej pani, faktycznie tak było :D
Post wykreowany na fali wszystkich tych obecnych rozstań w showbiznesie ( Czarnecki, Prokop, teraz Kot, ten śmieszny Lichota).
Chciałabym żeby świat był lepszy dla kobiet, ale czy to się kiedykolwiek ziści?
Ale zobacz, jak z twojej wypowiedzi w twoim podejściu wybija dokładnie to, co krytykujesz. To niestety częste w kręgach tzw. feministycznych, gdzie tyle się walczy o prawa kobiet, ale wynika to nie z wysokiego poczucia własnej wartości i faktu, że kobieta zasługuje, ale z poczucia bycia ofiarą (przede wszystkim mężczyzn), kimś gorszym i że się nie zasługuje. Pamiętam, jak ileś lat temu Magdalena Środa wręcz wprost powiedziała, że kobiety są ofiarami, no to jak tak, to w ogóle do widzenia... Oczywiście, często bywają ofiarami systemu / mężczyzn itd. Ale bywają, a nie SĄ ofiarami ogólnie i koniec. Kwestia doboru słów wprowadza pewną narrację, jeśli chcemy zmienić narrację, musimy zacząć używać innych słów. słów które dają nam sprawczość, a nie ją odbierają. Tak jak ostatnio gdzieś tu wspomniałam, że feministycznie nastawiona laska krytykowała parodiowanie mężczyzn przebranych za kobiety, bo wtedy oni "zniżają się do poziomu kobiety". Ale rozumiem, że to wychodzi z tego, co ona podświadomie o sobie myśli jako o byciu kobietą. Z takiego podejścia się tworzą takie poglądy, że w gruncie rzeczy kobieta to "zabawka" w rękach mężczyzn, że to oni rozgrywają, a jedynym atutem kobiet jest uroda. Ja uważam, że kwestia podejścia własnego jest wszystkim. Jeśli my o sobie tak myślimy, to działa to jak samospełniająca się przepowiednia i wszędzie to widzimy, bo nie wyobrażamy sobie, że może być w ogóle inaczej. Kwestia z poglądami i przekonaniami jest na tyle optymistyczna, że można je zmienić. Ale wymaga to pracy, a przede wszystkim zdania sobie sprawy, że w gruncie rzeczy myślimy o sobie źle i z tym zdaniem sobie sprawy jest chyba największy problem. Bo myślę, że jakby tamtej laski zapytać, czy ona lubi być kobietą, to na pewno powie, że tak. A jednak ciągle jest z tą kobiecością jakiś problem, bo jest na tym temacie za duże skupienie i zdarzają się takie freudowskie pomyłki ujawniające, że jest jednak inaczej. I świat nie będzie lepszy dla kobiet, jeśli kobiety nie przestaną sobie umniejszać. Nie można oczekiwać, że inni się zmienią pod nas (choć wielu mężczyznom wiele zmian by się przydało, także dla siebie samych), musimy zacząć od siebie, od budowania własnej wartości, bo jako Polki mamy je zatrważająco niskie. Ale niestety też jest fakt, i tu akurat mam porównanie, że polscy mężczyźni są niestety bardzo, ale to bardzo substandardowi na tle tych z innych nacji i nie wiem, czy za mojego życia jest nadzieja na poprawę, bo na razie widzę tendencję wręcz pogarszającą, choć na szczęście nie u wszystkich, u nielicznej grupy widzę duży skok do przodu, no ale w liczbie problem, dla wszystkich Polek ich nie starczy.
Co do tej wypowiedzi, że "Jak babka ma 28 lat, to jeszcze może, ale za 5 lat jej wartość matrymonialna będzie niższa od wartości ekspedientki w Żabce" - to jest właśnie absolutne odbieranie sobie sprawczości, umniejszanie i uprzedmiotowianie. Zresztą kwestia wieku kobiety ujmowana w ten sposób, to coś, co na tym forum notorycznie czytam, więc nie jest to jak widać odosobniony pogląd. A swoją drogą, ekspedientka w Żabce jako człowiek nie ma wartości, bo jet ekspedientką w Żabce? Jak kobiety same na siebie takie rzeczy wygadują, to naprawdę źle to wygląda. Mam wrażenie, że w tym kraju jest za mało kobiet, które są realnie, z racji swojej siły mentalnej, w stanie pomóc innym kobietom. To co widzę w tych wszystkich ruchach niby pro-kobiecych, to jednak niedowartościowanie i często wrogość do własnej płci, z czym nie mogę się utożsamić, czuję w tym wszystkim jedynie poziom deklaratywny, a to bez poparcia konkretami (co realnie zrobiłyście dla tych wszystkich kobiet, którym chcecie pomóc?), jest po prostu wydmuszka i ja się na coś takiego nie piszę. A jest ta indolencja, bo bez odpowiedniego mentalu nie da się wiele zrobić, pewne rzeczy wyjdą w tzw. "praniu" i wszystko się rozjedzie. I nawet jakby tak było, że system, czy faceci nam utrudniają, co też tak bywa, to cały czas, konsekwentnie jedziemy dalej, robimy swoje. A każdy nad swoim mentalem musi sam pracować i nikt za nas tergo nie załatwi.