Radzę przeczytać moją pierwszą wypowiedź na temat, bo włączasz się rozmowę w połowie i nie znasz mojego punktu widzenia.chleb_ze_smalcem pisze: ↑pt cze 12, 2026 12:46 pm I niby ci z biednych domów radzą sobie lepiej z odrzuceniem rówieśników czy bullyingiem, bo widzą niepracujących rodziców częściej niż w weekendy? To jest romantyzowanie biedy. Jakoś statystyki nie przemawiają za tym, że biedota wychowuje swoje dzieci lepiej. Moi rodzice też pracowali całymi dniami żeby żyć na poziomie który był dostępny dla nich, nie żadne bogactwo a i tak była bieda, bo była wszędzie. Dzieci z domów gdzie było skrajne ubóstwo nie miały wcale żadnego lepszego wychowania, bo wtedy się dzieci hodowało a nie wychowywało. To nie zależy od biedy czy zamożności a od chęci do wychowywania. I tego co znają sami rodzice, gdzie bieda często jest „dziedziczna”. W znaczeniu, że rodzice sami nie mieli dobrych wzorców, skończyli w biedzie i nie zaczną magicznie wychowywać swoich dzieci w całkiem inny sposób. Może millenialsi mają bardziej świadome podejście ale patrząc po znajomych, to nie aż tak postępowe jak mogłoby się wydawać.
Czy biedni powinni mieć dzieci?
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherryRe: Czy biedni powinni mieć dzieci?
jejku chlebku, dzięki że to napisałaś - generalnie zawsze się z Tobą zgadzam na tym forum z tego co widzę, a tutaj to już w ogóle ubrałaś wszystkie moje myśli lepiej, niż sama bym to zrobiłachleb_ze_smalcem pisze: ↑pt cze 12, 2026 12:46 pm I niby ci z biednych domów radzą sobie lepiej z odrzuceniem rówieśników czy bullyingiem, bo widzą niepracujących rodziców częściej niż w weekendy? To jest romantyzowanie biedy. Jakoś statystyki nie przemawiają za tym, że biedota wychowuje swoje dzieci lepiej. Moi rodzice też pracowali całymi dniami żeby żyć na poziomie który był dostępny dla nich, nie żadne bogactwo a i tak była bieda, bo była wszędzie. Dzieci z domów gdzie było skrajne ubóstwo nie miały wcale żadnego lepszego wychowania, bo wtedy się dzieci hodowało a nie wychowywało. To nie zależy od biedy czy zamożności a od chęci do wychowywania. I tego co znają sami rodzice, gdzie bieda często jest „dziedziczna”. W znaczeniu, że rodzice sami nie mieli dobrych wzorców, skończyli w biedzie i nie zaczną magicznie wychowywać swoich dzieci w całkiem inny sposób. Może millenialsi mają bardziej świadome podejście ale patrząc po znajomych, to nie aż tak postępowe jak mogłoby się wydawać.
te argumenty, które przywołałaś są bardzo często w biednych domach, co tylko betonuje tę biedę i samopoklepuje po pleckach, to "przynajmniej nie kradnę" / "przynajmniej mam czas dla dzieci a nie pracuję w weekendy" / "przynajmniej lepiej moje dziecko radzi w życiu" i fajnie, pora na csa, a dziecko nabywa takich wzorców i przekonań, że w przyszłości nawet jak wyjdzie jakimś cudem z biedy, to będzie oglądać każdą złotówkę i bało się kupić buty - albo w drugą stronę - wyda wszystko co ma. A na koniec jeszcze usłyszy bardzo często "widzisz, niby taka bieda, ale udało nam się wyprowadzić cię na ludzi" i będzie wiecznie czuł, że jest takim rodzicom coś winien.
-
chleb_ze_smalcem
- Beżowa
- Posty: 601
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
Czytałam Twoją pierwszą wypowiedź zanim napisałam tamten post. Dla Ciebie sytuacja różni się od tego skąd bieda się wzięła, tzn biedny cwaniak nie powinien mieć dzieci, bo przekaże złe wzorce ale biedny nie-cwaniak to już ok żeby miał, tam złych wzorców nie ma? Ja się z tym nie zgadzam, to dla mnie wciąż romantyzowanie biedy która skutki na takie same. Nie ma tutaj wg mnie odcieni szarości, jedno i druidzie kończy się trudnym dzieciństwem i kiepskimi wzorcami (choć będą się one trochę różnić).
Piszesz też co rozumiemy przez biedę. Jest definicja tego zjawiska wg której należy je rozumieć: brak środków na podstawowe potrzeby. Brak na to co jest uważane w społeczeństwie za normę, co powoduje, że dana osoba/rodzina jest wykluczona społecznie.
Nie uważam żeby posiadanie dziecka to było coś co każdy musi mieć nadane z urzędu. Ktoś kto świadomie sprowadza na świat kolejne dzieci nie będąc w stanie zapewnić im podstawowych potrzeb robi im krzywdę, to jest zachowanie przemocowe. A w wielu biednych domach a jednym się przecież nie kończy.
Gdyby moi rodzice skupili środki na jedynym dziecku zamiast robić koleje na które nie było ich stać, byłoby nam wszystkim łatwiej. Ale wtedy ludzie nie myśleli nawet żeby zapewniać coś poza jedzeniem i miejscem do spania, rozwój intelektualny to była abstrakcja, na zasadzie my nie mieliśmy, to oni też sobie poradzą. I to nie było tak dawno temu ani w dziurze - obrzeża miasta wojewódzkiego.
Natomiast w obecnym czasie mam w dość bliskim otoczeniu przykłady ty biednych-nie-cwaniaków. W znaczeniu, są biedni chociaż pracują, bo mają nisko dochodowe zajęcia i nie oszukują państwa na socjal. I mają obecnie czwórkę dzieci. To jest wg ciebie ok? Powiem tylko, że ich dzieci mają ciezko. Jakby mieli dwójkę byliby w lepszej sytuacji i te dzieci miałyby łatwiej.
Dokładnie, to co często w "prawdziwym życiu" się zdarza, to też to, że nikt na te dzieci za bardzo nie patrzy jako ludzi, wzrok zwykle skupiony jest na rodzicach, bo "ale sobie radzą jak mogą", "ciężko pracują" itd. A dzieci? Skoro żyją i mają dach nad głową, to fajnie, to rodzice dbają i dają tyle ile mogą.chleb_ze_smalcem pisze: ↑sob cze 13, 2026 11:32 am
Natomiast w obecnym czasie mam w dość bliskim otoczeniu przykłady ty biednych-nie-cwaniaków. W znaczeniu, są biedni chociaż pracują, bo mają nisko dochodowe zajęcia i nie oszukują państwa na socjal. I mają obecnie czwórkę dzieci. To jest wg ciebie ok? Powiem tylko, że ich dzieci mają ciezko. Jakby mieli dwójkę byliby w lepszej sytuacji i te dzieci miałyby łatwiej.
Fakty są takie, że ludzie, jak każdy inne zwierzę, mają niesamowity instynkt przetrwania i te dzieci prawdopodobnie i bez rodziców dałyby sobie radę na poziomie fizjologicznym. Na pozór mamy biedną rodzinę dbającą o dzieci, ale nikt nie wie, jakie piekło może właśnie trwać w ich głowie, począwszy od poczucia byciem ciężarem dla domu, poprzez życie w wiecznym trybie przetrwania i braku bezpieczeństwa, na w ogóle nie wiedzeniu o tym, że istnieje coś poza potrzebą fizyczną kończąc.
Przykładowo, u mnie wszyscy wręcz gratulowali moim rodzicom jak to sobie super radzą (co przy okazji sprawiało, że nie mieli motywacji, żeby poprawić sytuację) pomimo bardzo ciężkiej sytuacji finansowej i jakie mają mądre i grzeczne dziecko. To, czego nie było widać, to np. to, że miałam wyrzuty sumienia jako kilkulatka że znowu się rozchorowałam, bo znowu będzie mniej pieniędzy, i że bałam się powiedzieć rodzicom że znów mnie boli gardło/jak im to powiedzieć żeby nie krzyczeli, albo że kupując buty na bazarku jako kilkulatek wiedząc, jak słaba jest sytuacja finansowa, myślisz 'powinnam wybrać te tańsze, bo rodzice potrzebują więcej kasy". To jest dosłownie dziecko pozbawione dzieciństwa. Ja byłam jedna, więc nawet nie było gdzie przyoszczędzić, ale w Twoim przykładzie powoływania na świat 4 dzieci to już naprawdę skrajna nieodpowiedzialność - bo tak, poradzą sobie, jak każde zwierzę. Ale co to za jakość życia i jaka przyszłość ich czeka?
-
chleb_ze_smalcem
- Beżowa
- Posty: 601
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
Dokładnie, poczucie wstydu i winy za to, na co nie masz wpływu. Pamiętam, że wyjmowałam pieniądze ze skarbonki i wkładałam rodzicom do portfeli, żeby jakoś przyłożyć się do utrzymania domu a nie tylko jeść. Miałam może z 4 lata. Chore. Dzieci w tym wieku powinny być dziećmi, co innego uczyć je rozwagi i właściwego dysponowania pieniędzmi a co innego rodzić i wychowywać je w biedzie. Nawet jak rodzice się starają i np jedzenie jest, to i tak nie ukryją w 100% tego, że z finansami jest słabo. Dzieciaki to wyczują, tak jak przecież wyczuwają jeśli relacje między rodzicami są kiepskie czy kiedy dzieje się coś niedobrego. Dorosłym się wydaje, że dobrze się kryją ale tak nie jest. U mnie w domu nigdy nie brakowało jedzenia, chodziłam czysta (względnie, bo z zabawy na podwórku przychodziłam brudna, wiadomo), i miałam ubrania wyjściowe (choć niewiele i to było święto by kupić coś nowego), porządne buty. Ale zawsze było widmo biedy i niedostatku i przestraszone spojrzenia rodziców przy otwieraniu rachunków. I to nie było tak, że biedne dzieci były szczęśliwe i nie myślały o rzeczach materialnych. Wszystkie dzieci które znałam marzyły o byciu bogatym - nie dla siebie tylko żeby rodzice nie musieli się martwić o pieniądze. No i żeby sobie kupić nowe buty, lalki barbie nie z bazaru, tylko „oryginalne”, konsole do gry, komputer. To był szczyt marzeń. Będąc dzieckiem chcesz przede wszystkim nie odstawać od towarzystwa albo mieć tak jak widzisz w mediach, a że my oglądaliśmy amerykańskie seriale o nastolatkach, to mieć ich życie było naszym marzeniem. One nie musiały martwić się czy rodzicom starczy do pierwszego. Czy, że pójdą do szkoły w dziurawym swetrze. Chodziły do centrum handlowego i robiły zakupy za kieszonkowe. Coś o czym mogliśmy tylko pomarzyć. Dorosły tego nie zrozumie, dorosłym się wydaje, że ich obecności i uwaga to wszystko co dzieci potrzebują. Bo dorosły powie, że to nie ładnie być nastawionym na rzeczy materialne i już dziecko to zrozumie i będzie bardzo szlachetnie „ponad” wszystkimi innymi dziećmi skupiać się na „ważniejszych” kwestiach niematerialnych. Tak nie jest. Dla dzieci nawet ważniejsza chyba jest grupa rówieśnicza i to jak sobie w niej radzą, a nie to, że bezrobotny rodzic może częściej odrabiać z nimi lekcje a buty najwyżej znowu się sklei.terrible pisze: ↑sob cze 13, 2026 12:26 pm Dokładnie, to co często w "prawdziwym życiu" się zdarza, to też to, że nikt na te dzieci za bardzo nie patrzy jako ludzi, wzrok zwykle skupiony jest na rodzicach, bo "ale sobie radzą jak mogą", "ciężko pracują" itd. A dzieci? Skoro żyją i mają dach nad głową, to fajnie, to rodzice dbają i dają tyle ile mogą.
Fakty są takie, że ludzie, jak każdy inne zwierzę, mają niesamowity instynkt przetrwania i te dzieci prawdopodobnie i bez rodziców dałyby sobie radę na poziomie fizjologicznym. Na pozór mamy biedną rodzinę dbającą o dzieci, ale nikt nie wie, jakie piekło może właśnie trwać w ich głowie, począwszy od poczucia byciem ciężarem dla domu, poprzez życie w wiecznym trybie przetrwania i braku bezpieczeństwa, na w ogóle nie wiedzeniu o tym, że istnieje coś poza potrzebą fizyczną kończąc.
Przykładowo, u mnie wszyscy wręcz gratulowali moim rodzicom jak to sobie super radzą (co przy okazji sprawiało, że nie mieli motywacji, żeby poprawić sytuację) pomimo bardzo ciężkiej sytuacji finansowej i jakie mają mądre i grzeczne dziecko. To, czego nie było widać, to np. to, że miałam wyrzuty sumienia jako kilkulatka że znowu się rozchorowałam, bo znowu będzie mniej pieniędzy, i że bałam się powiedzieć rodzicom że znów mnie boli gardło/jak im to powiedzieć żeby nie krzyczeli, albo że kupując buty na bazarku jako kilkulatek wiedząc, jak słaba jest sytuacja finansowa, myślisz 'powinnam wybrać te tańsze, bo rodzice potrzebują więcej kasy". To jest dosłownie dziecko pozbawione dzieciństwa. Ja byłam jedna, więc nawet nie było gdzie przyoszczędzić, ale w Twoim przykładzie powoływania na świat 4 dzieci to już naprawdę skrajna nieodpowiedzialność - bo tak, poradzą sobie, jak każde zwierzę. Ale co to za jakość życia i jaka przyszłość ich czeka?
Tych przyzwyczajeń trudno się później wyzbyć, Po emigracji pamiętam pierwsze wyjścia do restauracji i wybieranie najtańszych potraw żeby rodziców nie nadwyrężyć, chociaż już nie musiałam, bo sytuacja była stabilna. Do dzisiaj szkoda mi na wiele rzeczy.
-
chleb_ze_smalcem
- Beżowa
- Posty: 601
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
A i jeszcze zdanie, że przecież dzieci z biedy są potrzebne, bo ktoś musi wykonywać mało płatne prace, bo przecież biedota to z automatu szczytem jej marzeń będzie praca za najniższą przy zamiataniu ulic żeby inni mogli siedzieć w korpo. To jest zwyczajny klasizm.
Tak jak to, że przecież część ludzi wychodzi z biedy, wystarczy trochę determinacji. No dziękuję łaskawym państwu, jesteście zbyt hojni dla nas biedaków. Mam wrażenie, że to mówią ludzie którzy nie mają pojęcia jak to jest kiedy jesteś w plecy i startujesz z poziomu zerowego. Ewentualnie ludzie którzy sami musieli przez to przejść i nie chcą by inni mieli łatwiej.
Co z tego, że mam wsparcie rodziny która kibicuje mi w moich marzeniach. To nie zapłaci za czesne ani za wynajem. Kiedy ja ledwo uzbieram na wkład własny i zapożyczę się na 30 lat rówieśnik z domu gdzie nie klepało się biedy, tylko rodzice odkładali dziecku na start już dawno ma kredyt spłacony.
Tak jak to, że przecież część ludzi wychodzi z biedy, wystarczy trochę determinacji. No dziękuję łaskawym państwu, jesteście zbyt hojni dla nas biedaków. Mam wrażenie, że to mówią ludzie którzy nie mają pojęcia jak to jest kiedy jesteś w plecy i startujesz z poziomu zerowego. Ewentualnie ludzie którzy sami musieli przez to przejść i nie chcą by inni mieli łatwiej.
Co z tego, że mam wsparcie rodziny która kibicuje mi w moich marzeniach. To nie zapłaci za czesne ani za wynajem. Kiedy ja ledwo uzbieram na wkład własny i zapożyczę się na 30 lat rówieśnik z domu gdzie nie klepało się biedy, tylko rodzice odkładali dziecku na start już dawno ma kredyt spłacony.
-
dziwnerzeczy
- Tritonotti
- Posty: 183
- Rejestracja: pt wrz 30, 2022 11:04 pm
Jak się jeszcze startuje z poziomu zerowego i nie potrzebuje jakiejś terapii to "pół biedy" (hehe).
Czasami zdarza się, że dorośniesz i jest ci wmawiane, że powinieneś się odwdzięczyć i zaopiekować niezaradnymi rodzicami, wspomagać ich finansowo, wziąć kredyt na remont mieszkania czy domu dla nich.
Jeśli jest ludziom z biedy dane w dorosłości pożyć kilka lat już dla siebie i móc pójść na te studia i ciężko pracować, żeby się utrzymać, żeby postarać się znaleźć dobrą pracę i czegoś dorobić - to już ma się lepiej od tych z biedy, którzy "muszą" zostać i pomagać.
Czasami zdarza się, że dorośniesz i jest ci wmawiane, że powinieneś się odwdzięczyć i zaopiekować niezaradnymi rodzicami, wspomagać ich finansowo, wziąć kredyt na remont mieszkania czy domu dla nich.
Jeśli jest ludziom z biedy dane w dorosłości pożyć kilka lat już dla siebie i móc pójść na te studia i ciężko pracować, żeby się utrzymać, żeby postarać się znaleźć dobrą pracę i czegoś dorobić - to już ma się lepiej od tych z biedy, którzy "muszą" zostać i pomagać.
-
chleb_ze_smalcem
- Beżowa
- Posty: 601
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
Nawet jak nie jest wmawiane, to i tak jest poczucie winy, bo ci się udało i powinnaś pomóc tym co nie wyrwali się z biedy. Czy to rodzice, czy rodzeństwo. Gorzej jak rodzeństwo też narobi sobie dzieci, dokładnie powielając wzorce przejęte przez rodziców i spogląda na osobę która jakoś wyszła na prostą jak na bank i sponsora dla ich dzieci. Znam też taki smutny przypadek, że przyjedzie rodzinka z biedy i umniejsza osobie której np udało się kupić dom czy nowy samochód, że mały, że okolica wcale nie najlepsza ogólnie doszukiwanie się wad byle tylko poczuć się lepiej, że ta osoba wcale przecież tak dużo nie osiągnęła, to takie łatwe, każdy moze. Czytaj: oni wcale nie są biedni i nie odbiegają, jakby chcieli, to też by sobie taki dom kupili, jaki to problem, no ale nie chcą. Wystarczą im przecież to co mają. Tak, akurat. To samo jest z awansami w pracy, zaczyna się gdakanie, że pewnie po znajomości, łatwa praca, studia to pewnie jakieś proste, albo przez łóżko zrobione itd.dziwnerzeczy pisze: ↑sob cze 13, 2026 6:53 pm Jak się jeszcze startuje z poziomu zerowego i nie potrzebuje jakiejś terapii to "pół biedy" (hehe).
Czasami zdarza się, że dorośniesz i jest ci wmawiane, że powinieneś się odwdzięczyć i zaopiekować niezaradnymi rodzicami, wspomagać ich finansowo, wziąć kredyt na remont mieszkania czy domu dla nich.
Jeśli jest ludziom z biedy dane w dorosłości pożyć kilka lat już dla siebie i móc pójść na te studia i ciężko pracować, żeby się utrzymać, żeby postarać się znaleźć dobrą pracę i czegoś dorobić - to już ma się lepiej od tych z biedy, którzy "muszą" zostać i pomagać.
Bardzo się cieszę, że to napisałaś (jeżeli chleb ze smalcem to kobietachleb_ze_smalcem pisze: ↑sob cze 13, 2026 11:32 am Czytałam Twoją pierwszą wypowiedź zanim napisałam tamten post. Dla Ciebie sytuacja różni się od tego skąd bieda się wzięła, tzn biedny cwaniak nie powinien mieć dzieci, bo przekaże złe wzorce ale biedny nie-cwaniak to już ok żeby miał, tam złych wzorców nie ma? Ja się z tym nie zgadzam, to dla mnie wciąż romantyzowanie biedy która skutki na takie same. Nie ma tutaj wg mnie odcieni szarości, jedno i druidzie kończy się trudnym dzieciństwem i kiepskimi wzorcami (choć będą się one trochę różnić).
Piszesz też co rozumiemy przez biedę. Jest definicja tego zjawiska wg której należy je rozumieć: brak środków na podstawowe potrzeby. Brak na to co jest uważane w społeczeństwie za normę, co powoduje, że dana osoba/rodzina jest wykluczona społecznie.
Nie uważam żeby posiadanie dziecka to było coś co każdy musi mieć nadane z urzędu. Ktoś kto świadomie sprowadza na świat kolejne dzieci nie będąc w stanie zapewnić im podstawowych potrzeb robi im krzywdę, to jest zachowanie przemocowe. A w wielu biednych domach a jednym się przecież nie kończy.
Gdyby moi rodzice skupili środki na jedynym dziecku zamiast robić koleje na które nie było ich stać, byłoby nam wszystkim łatwiej. Ale wtedy ludzie nie myśleli nawet żeby zapewniać coś poza jedzeniem i miejscem do spania, rozwój intelektualny to była abstrakcja, na zasadzie my nie mieliśmy, to oni też sobie poradzą. I to nie było tak dawno temu ani w dziurze - obrzeża miasta wojewódzkiego.
Natomiast w obecnym czasie mam w dość bliskim otoczeniu przykłady ty biednych-nie-cwaniaków. W znaczeniu, są biedni chociaż pracują, bo mają nisko dochodowe zajęcia i nie oszukują państwa na socjal. I mają obecnie czwórkę dzieci. To jest wg ciebie ok? Powiem tylko, że ich dzieci mają ciezko. Jakby mieli dwójkę byliby w lepszej sytuacji i te dzieci miałyby łatwiej.
Absolutnie nie uważam, że biedni ludzie powinni mieć dzieci. Dosłownie mieć ich nie powinni. Masz rację z tym romantyzowaniem biedy. Faktycznie nie ma w tym zjawisku niczego pozytywnego. Pomijając patologię, czyli standardzik- nałogi plus brak kasy równa się nędza. Co dobrego może dać dziecku matka i ojciec? Nic. Dziecko ma być ubrane, pojedzone, ma mieć dach nad głową, warunki do rozwoju. Racja, cwaniak biedak teoretycznie przekaże ten sam model postępowania dziecku, ale jaka jest gwarancja, że dziecko z biednego i uczciwego domu nie posunie się nawet do łamania prawa, bo nie chce tak jak rodzina- zapieprzać i nic nie mieć, a nie wie, jak coś w życiu osiągnąć, bo skąd ma wiedzieć, skoro rodzice tego nie potrafią? Ot hipoteza. Można, ale nie trzeba wyjść na ludzi w obu przypadkach, ale nie o tym. W kontekście szerszym, nie, nie wszyscy powinni mieć dzieci bez względu na status materialny. Ja ich nie mam, a mam 40 plus i generalnie zawsze byłam tą tzw. zamożną (zwał, jak zwał) dziewczyną, później kobietą. Nie mam, nie bo mieć nie chciałam, ale chciałam stworzyć dziecku rodzinę, z dzieckiem rodzinę, z partnerem. Ale życie osobiste tak mi się ułożyło, że męża poznałam 10 lat temu i nie byłam pewna, czy to jest człowiek na życie, zaś nie wyobrażałam sobie zrobić dziecka, bo biologia mnie goni, a później się rozstać. Może mam w życiu wszystko za bardzo przemyślane i jestem kontrol freakiem, ale tak jak nie popieram rozmnażania się ludzi biednych, tak też nie jestem za rodzeniem sobie przez kobiety dzieci, bo one chcą, a czy obecny później będzie ojciec? A co mnie to obchodzi? Ja będę jednym i drugim. Oj, często to słyszę. Odbiegłam od tematu. Natomiast widzisz, Twój punkt widzenia jest mi bliższy od tego, co sama napisałam wcześniej. Skoro ja nie zdecydowałam się na macierzyństwo mając wszystko prócz poczucia pewności, co do człowieka, z którym ewentualnie miałabym dziecko, to czemu ludzie, którzy nie mają nic powinni rodzić? Nie powinni.
Nie rozumiem, jak z faktu, że bieda jest trudna i niesprawiedliwa, można dojść do wniosku, że ludzie wychowujący się w biedzie nie powinni istnieć. To są dwie zupełnie różne rzeczy. Jeżeli kryterium posiadania dzieci ma być zapewnienie idealnych warunków rozwoju, to trzeba zakazać posiadanie dzieci nie tylko biednym. Mieszkanie na wsi ogranicza dostęp do wielu możliwości. Małe miasta oferują mniej niż duże. Gdzie dokładnie ma być granica? Pół Polski można w ten sposób wykluczyć. Nie da się wyeliminować wszystkich źródeł cierpienia z życia dziecka, bo idąc tym tropem nie powinno być rozwodów, chorób, śmierci.
- Herbatazmiodem
- Modna
- Posty: 403
- Rejestracja: pt wrz 20, 2024 11:56 am
Podoba mi się, że każdy kto jest przeciwny deklaruje to byciem biednym za dziecieka. Kurde, nie lubię trauma dumpingu, ale się nie różnię.
Jednak skąd się jednak biorą ludzie, którzy w ogóle klepią biedę, a mimo to mają już gromadkę?
Czy uważam to za moralnie słuszne, że dzieciak codziennie je parówki drobimexu? Absolutnie nie. Czy jednak mam prawo zabronić kolejnego potomstwa? Nie, nie czuję się komfortowo mówić komukolwiek jak ma żyć.
Nic nie zmieni tego, że ci będą nadal istnieć i tworzyć rodziny i część z tych dzieciaków będzie za 20 lat pisać na forum o swojej traumie.
Jednak skąd się jednak biorą ludzie, którzy w ogóle klepią biedę, a mimo to mają już gromadkę?
Czy uważam to za moralnie słuszne, że dzieciak codziennie je parówki drobimexu? Absolutnie nie. Czy jednak mam prawo zabronić kolejnego potomstwa? Nie, nie czuję się komfortowo mówić komukolwiek jak ma żyć.
Nic nie zmieni tego, że ci będą nadal istnieć i tworzyć rodziny i część z tych dzieciaków będzie za 20 lat pisać na forum o swojej traumie.
- SmokAnalog
- Parzucha
- Posty: 2100
- Rejestracja: czw lut 29, 2024 2:45 pm
Bieda w dzieciństwie i w okresie dorastania to doskonały środek antykoncepcyjny, co widać też w statystykach dotyczących dzietności w Polsce.
Żyjesz w zboczonym świecie iluzji ego.
tak, wydaje mi się to za bardzo dobry i trudny do obalenia punkt w tej dyskusji tak naprawdę. bo wszyscy się skupiają na rodzicach i do "każdy ma prawo wydawania na świat potomstwa" a potem nawet patrząc na ten wątek, przychodza dzieci biednych rodziców (którzy mówią z uśmiechem na ustach "mieliśmy mało, ale niczego nie brakowało hehe') i nagle mówią o niewyobrażalnym cierpieniu rzutujące na całe ich dorosłe życie.Herbatazmiodem pisze: ↑pn cze 15, 2026 12:16 am Podoba mi się, że każdy kto jest przeciwny deklaruje to byciem biednym za dziecieka. Kurde, nie lubię trauma dumpingu, ale się nie różnię.
Jednak skąd się jednak biorą ludzie, którzy w ogóle klepią biedę, a mimo to mają już gromadkę?
Czy uważam to za moralnie słuszne, że dzieciak codziennie je parówki drobimexu? Absolutnie nie. Czy jednak mam prawo zabronić kolejnego potomstwa? Nie, nie czuję się komfortowo mówić komukolwiek jak ma żyć.
Nic nie zmieni tego, że ci będą nadal istnieć i tworzyć rodziny i część z tych dzieciaków będzie za 20 lat pisać na forum o swojej traumie.
Mam podobnie do Ciebie - tytuł tego wątku i w ogóle 1 post najpierw napwał mnie oburzeniem i sprowadzeniem tego wręcz do eugeniki i igrzysk śmierci, ale im więcej czytam tutaj komentarzy i przywołuję swoją własną historię, tym bardziej wiem że to wcale nie jest zerojedynkowe
No właśnie piszesz w punkt, bo ja co czytam komentarz, to zmieniam zdanieterrible pisze: ↑pn cze 15, 2026 5:21 pm tak, wydaje mi się to za bardzo dobry i trudny do obalenia punkt w tej dyskusji tak naprawdę. bo wszyscy się skupiają na rodzicach i do "każdy ma prawo wydawania na świat potomstwa" a potem nawet patrząc na ten wątek, przychodza dzieci biednych rodziców (którzy mówią z uśmiechem na ustach "mieliśmy mało, ale niczego nie brakowało hehe') i nagle mówią o niewyobrażalnym cierpieniu rzutujące na całe ich dorosłe życie.
Mam podobnie do Ciebie - tytuł tego wątku i w ogóle 1 post najpierw napwał mnie oburzeniem i sprowadzeniem tego wręcz do eugeniki i igrzysk śmierci, ale im więcej czytam tutaj komentarzy i przywołuję swoją własną historię, tym bardziej wiem że to wcale nie jest zerojedynkowe
Jak widzę pytanie „czy biedni ludzie powinni mieć dzieci” widzę ryzyko zadawania kolejnych pytań: „czy … ludzie powinni mieć dzieci” (wstaw dowolne). A kto miałby definiować czym jest ta bieda?
Powiedzmy, że ktoś spyta „a czy głupi powinni mieć dzieci?” Zaraz znajdzie się x osób mających różne definicje głupoty. Jeden powie że takie a takie IQ, inny, że głupi to bez studiów, a jeszcze inny że jak nie jest po terapii, bo mądrzy to zawsze są!
Jest tu wielkie pole do nadużyć i bardzo blisko do wchodzenia w wolność drugiego człowieka. Przy czym oczywiście byłoby super, gdyby dzieci nie rodziły się w biednych domach, no ale też w domach patologicznych, no a ktoś inny doda - jak wyżej w wątku - że na wsi ;) Rozumiecie chyba co mam na myśli.
Powiedzmy, że ktoś spyta „a czy głupi powinni mieć dzieci?” Zaraz znajdzie się x osób mających różne definicje głupoty. Jeden powie że takie a takie IQ, inny, że głupi to bez studiów, a jeszcze inny że jak nie jest po terapii, bo mądrzy to zawsze są!
Jest tu wielkie pole do nadużyć i bardzo blisko do wchodzenia w wolność drugiego człowieka. Przy czym oczywiście byłoby super, gdyby dzieci nie rodziły się w biednych domach, no ale też w domach patologicznych, no a ktoś inny doda - jak wyżej w wątku - że na wsi ;) Rozumiecie chyba co mam na myśli.
uważam, że tak, ale dzieci absolutnie nie powinna mieć patologia. i jako patologię rozumiem środowisko, które nie zapewnia dziecku wsparcia i miłości. mam sporo znajomych z bogatych domów, które miały absolutnie patologiczne dzieciństwo. z drugiej strony znam świetne matki, które wcale nie zarabiają nie wiadomo ile, ale są zaradne i bardzo dbają o dzieci.
argumenty o wyśmiewanie za brak markowych butów do mnie nie trafiają, bo dzieciaki potrafią się przywalić o wszystko
argumenty o wyśmiewanie za brak markowych butów do mnie nie trafiają, bo dzieciaki potrafią się przywalić o wszystko
Bieda - jak już wspomniano - nie ma ostrej definicji i można wskazać przynajmniej kilka teoretycznych i praktycznych ujęć biedy jako zjawiska społecznego. Ale co do meritum - gdy patrzymy na szansę życiowe dziecka - to faktycznie miło by było, gdyby ludzie nie posiadający żadnego z kapitałów (ekonomicznego, kulturowego czy społecznego), bądź posiadający je na jakimś wybitnie marnym poziomie, jednak byli powstrzymywani przed sprowadzaneim na świat potomstwa. Ja nie mówię, że te dzieciaki nie mają szans na szczęście, na pewno też znajdą się przykłady romantyzownia wychowania w pudełku po butach pijąc wodę z kałuży... ale bądźmy uczciwi intelektualnie: szczególnie współcześnie, kiedy możemy i porównujemy się nieustannie, życie poniżej tego minimalnego poziomu to jest wegetacja biologiczna i społeczna.
Wspomnę jeszcze o jednym wątku: niepełnosprawności, szczególnie intelektualnej. Miałem niestety taką przygodę zawodową, w której pracowałem z rodziną dwóch dorosłych z niepełnosprawnością intelektualną, którzy posiadali dziecko. Zdrowe, w sensie w normie intelektualnej. Kochali je, trudno zaprzeczyć. Ale tak, jak dziecko kocha zabawkę. Słodki misio, kocham cię, a potem w kąt. Dzieciak miał opóźnioną mowę bo z nim nie rozmawiali. Kredki i inne przybory zobaczył pierwszy raz w życiu jako pięciolatek. Byłem autentycznie wkurwiony na tych ludzi. Irracjonalnie, bo to nie była ich wina. Czy powinni być wysterylizowani? Jak najbardziej.
Wracając do biednych, spragnionych i w ogóle. Jak to jest, że do jazdy samochodem trzeba przejść kurs i zdać egzamin; żeby wziąć psa ze schroniska trzeba się namęczyć i udowodnić że ma się warunki... a dziecko można zmajstrować i wychowywać w parniku?
Wspomnę jeszcze o jednym wątku: niepełnosprawności, szczególnie intelektualnej. Miałem niestety taką przygodę zawodową, w której pracowałem z rodziną dwóch dorosłych z niepełnosprawnością intelektualną, którzy posiadali dziecko. Zdrowe, w sensie w normie intelektualnej. Kochali je, trudno zaprzeczyć. Ale tak, jak dziecko kocha zabawkę. Słodki misio, kocham cię, a potem w kąt. Dzieciak miał opóźnioną mowę bo z nim nie rozmawiali. Kredki i inne przybory zobaczył pierwszy raz w życiu jako pięciolatek. Byłem autentycznie wkurwiony na tych ludzi. Irracjonalnie, bo to nie była ich wina. Czy powinni być wysterylizowani? Jak najbardziej.
Wracając do biednych, spragnionych i w ogóle. Jak to jest, że do jazdy samochodem trzeba przejść kurs i zdać egzamin; żeby wziąć psa ze schroniska trzeba się namęczyć i udowodnić że ma się warunki... a dziecko można zmajstrować i wychowywać w parniku?
100%terrible pisze: ↑sob cze 13, 2026 12:26 pm Dokładnie, to co często w "prawdziwym życiu" się zdarza, to też to, że nikt na te dzieci za bardzo nie patrzy jako ludzi, wzrok zwykle skupiony jest na rodzicach, bo "ale sobie radzą jak mogą", "ciężko pracują" itd. A dzieci? Skoro żyją i mają dach nad głową, to fajnie, to rodzice dbają i dają tyle ile mogą.
Nikt nigdy nie patrzy na dzieci i nikt ich nie pyta. Matka jest zawsze bohaterką, bo sobie radzi. Nie, nie radzi sobie. To, że jest "jakoś" i "jakoś się wiąże koniec z końcem" to nie jest radzenie sobie. Jeszcze w oczach społeczeństwo dziecko zwykle ma bić pokłony przed takim rodzicem i być wdzięczne, bo tak jak mówisz rodzic dał co miał. Rzadko kiedy jest tak, że występuje bieda i to jest jedyny problem. Zwykle jest pakiet. Bieda + nieporadność + nieodpowiedzialność + brak kompetencji rodzicielskich + syf, bo syf jest nierozłączony z biedą, co widać we wszystkich programach na ten temat. A jeszcze bardzo często do pakietu dochodzi alkoholizm, to już w ogóle dziecko ma przesrane. Ludzie, którzy teraz wchodzą w etap starości, są w wielkim szoku, bo oni zajmowali się swoimi rodzicami pijakami, przemocowcami i wariatami. Myśleli, że to się nie zmieni i nawet jak bedą najgorszymi rodzicami, to ich dzieci przyjdą do nich na kolanach dbać i pielęgnować. A tak nie nie jest.
-
chleb_ze_smalcem
- Beżowa
- Posty: 601
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
To dumanie nad tym czym w sumie jest bieda a czym nie, to takie szukanie usprawiedliwienia dla egoistycznych decyzji ludzi którzy przede wszystkim kierują się własnymi zachciankami. Ta rodzina z 4 dzieci o której wspominałam, to matka po prostu chciała w domu kolejnego niemowlaka, bo uwielbia niemowlaki i nara.
Tak jak pisaliście, nikt dzieci nie pyta, nikt nie sprawdza, czy są sprowadzane do domu w jako takich warunkach czy to kurnika. A jakby ktoś chciał kiedyś spróbować, to zaraz zacząłby się kwik z oblężonej twierdzy obrońców życia, bo zabraniajo się rozmnażać.
Spokojnie, nikt nikomu nie będzie zabraniał, właśnie dlatego, że bieda jest potrzebna przede wszystkim rządzącym. Mogę napisać swoją opinię o tym czy dzieci powinny rodzić się w biedzie ale tak serio, to każdy niech się rozmnaża na zdrowie, to nie mój problem.
Tak jak pisaliście, nikt dzieci nie pyta, nikt nie sprawdza, czy są sprowadzane do domu w jako takich warunkach czy to kurnika. A jakby ktoś chciał kiedyś spróbować, to zaraz zacząłby się kwik z oblężonej twierdzy obrońców życia, bo zabraniajo się rozmnażać.
Spokojnie, nikt nikomu nie będzie zabraniał, właśnie dlatego, że bieda jest potrzebna przede wszystkim rządzącym. Mogę napisać swoją opinię o tym czy dzieci powinny rodzić się w biedzie ale tak serio, to każdy niech się rozmnaża na zdrowie, to nie mój problem.
- Fluffyslippers
- 500ksubów
- Posty: 1901
- Rejestracja: pn gru 15, 2025 1:15 pm
Przykładem jest mój starszy brat, miał zawsze dobre oceny, dobrze zdał maturę, zrobił studia zaocznie, caly czas pnąc sie po szczeblach kariery. Zarabiał przyzwoicie, zaczynał od najniższych stanowisk, potem kadra menadżerska. Bystry, sympatyczny chłopak. Do rany przyłóż. Przeciwieństwo mnie. W tym roku skończyłby 39 lat, gdyby tylko nie powiesił się w piwnicy.onlyczytam pisze: ↑pn cze 08, 2026 1:27 pm No dobra, ale chyba wiecie o tym, że dużo dzieci z domów, gdzie było biedniej ma później przyzwoite lub całkiem dobre życie, bo ciężko na to pracują?
Dlatego nic nie jest tu czarne ani białe.
A i mówię o domach, gdzie brakowało jedynie pieniędzy. Nie takich, gdzie bieda umysłowa, rodzenie jednego za drugim na jednym pokoju i jeszcze do tego choroby, ogólna patologia.
Makówkowe zapalenie opon mózgowych
- Fluffyslippers
- 500ksubów
- Posty: 1901
- Rejestracja: pn gru 15, 2025 1:15 pm
Nie rozumiem, jak można nie dostrzegać różnicy między eksterminacją istniejących już biednych, a tworzeniem świadomym nowych istnień, które ponad wszelką wątpliwość będą dorastać; doświadczając ubóstwa i braku odpowiednich wzorców. Jedno z tych dwóch jest do uniknięciaReduktory pisze: ↑ndz cze 14, 2026 9:11 am Nie rozumiem, jak z faktu, że bieda jest trudna i niesprawiedliwa, można dojść do wniosku, że ludzie wychowujący się w biedzie nie powinni istnieć. To są dwie zupełnie różne rzeczy. Jeżeli kryterium posiadania dzieci ma być zapewnienie idealnych warunków rozwoju, to trzeba zakazać posiadanie dzieci nie tylko biednym. Mieszkanie na wsi ogranicza dostęp do wielu możliwości. Małe miasta oferują mniej niż duże. Gdzie dokładnie ma być granica? Pół Polski można w ten sposób wykluczyć. Nie da się wyeliminować wszystkich źródeł cierpienia z życia dziecka, bo idąc tym tropem nie powinno być rozwodów, chorób, śmierci.
Makówkowe zapalenie opon mózgowych
Tak z ciekawości- z jakich rocznikow sa osoby ktore piszą że ich rodzice mieli więcej dzieci niż mogli sobie na to finansowo pozwolić?
Pytam bo myślałam ze nieplanowana wielodzietnosc to jak juz czasy naszych dziadkow (ich dzieciństwo) a nie naszych rodzicow czy naszego pokolenia (lata 80 czy 90).
Ja jestem 86 i w mojej okolicy byla tylko jedna rodzina wielodzietna (i tak była biedna niestety). Cała reszta znajomych z podstawowki/gimnazjum/liceum miala zazwyczaj 2-3 dzieci w domu (najczęściej byl schemat 2). Pokolenie moich rodzicow (druga połowa lat 60) już potrafiła się zabezpieczać i nie robili dzieci na masowa skalę, nawet pokolenie moich dziadków (ktorzy faktycznie sa z wielodzietnych rodzin i cierpieli niedostatek) nie miało az tylu dzieci co ich rodzice czyli nasi pradziadkowie. Moja babcia z jednej strony miała 3, z drugiej strony tylko 1. Babcie koleżanek z podstawówki/gimnazjum ktore znam mialy po 2-3-4 dzieci- może to zależy od regionu?
Pytam bo myślałam ze nieplanowana wielodzietnosc to jak juz czasy naszych dziadkow (ich dzieciństwo) a nie naszych rodzicow czy naszego pokolenia (lata 80 czy 90).
Ja jestem 86 i w mojej okolicy byla tylko jedna rodzina wielodzietna (i tak była biedna niestety). Cała reszta znajomych z podstawowki/gimnazjum/liceum miala zazwyczaj 2-3 dzieci w domu (najczęściej byl schemat 2). Pokolenie moich rodzicow (druga połowa lat 60) już potrafiła się zabezpieczać i nie robili dzieci na masowa skalę, nawet pokolenie moich dziadków (ktorzy faktycznie sa z wielodzietnych rodzin i cierpieli niedostatek) nie miało az tylu dzieci co ich rodzice czyli nasi pradziadkowie. Moja babcia z jednej strony miała 3, z drugiej strony tylko 1. Babcie koleżanek z podstawówki/gimnazjum ktore znam mialy po 2-3-4 dzieci- może to zależy od regionu?
Tylo 2-4 dzieci to już może być finansowo "za dużo". U mojej przyjaciółki było troje dzieci i była bieda taka, że myli się po sobie w tej samej wodzie. Gdyby ta rodzina miała jedno dziecko, to byłoby ok. Bieda generuje po prostu wiele problemów. Przykładowo długi. Nie ma, więc się zapożycza, a potem ma coraz mniej. I takich rzeczy jest wiele.Marti37 pisze: ↑ndz cze 28, 2026 10:49 am Tak z ciekawości- z jakich rocznikow sa osoby ktore piszą że ich rodzice mieli więcej dzieci niż mogli sobie na to finansowo pozwolić?
Pytam bo myślałam ze nieplanowana wielodzietnosc to jak juz czasy naszych dziadkow (ich dzieciństwo) a nie naszych rodzicow czy naszego pokolenia (lata 80 czy 90).
Ja jestem 86 i w mojej okolicy byla tylko jedna rodzina wielodzietna (i tak była biedna niestety). Cała reszta znajomych z podstawowki/gimnazjum/liceum miala zazwyczaj 2-3 dzieci w domu (najczęściej byl schemat 2). Pokolenie moich rodzicow (druga połowa lat 60) już potrafiła się zabezpieczać i nie robili dzieci na masowa skalę, nawet pokolenie moich dziadków (ktorzy faktycznie sa z wielodzietnych rodzin i cierpieli niedostatek) nie miało az tylu dzieci co ich rodzice czyli nasi pradziadkowie. Moja babcia z jednej strony miała 3, z drugiej strony tylko 1. Babcie koleżanek z podstawówki/gimnazjum ktore znam mialy po 2-3-4 dzieci- może to zależy od regionu?
Masz rację, jakoś niesłusznie założyłam że zbyt liczna rodzina = z automatu taka wielodzietna gdzie jest skrajna bieda (ta o której pisałam w poprzednim poście miała 12 dzieci, mieszkali w socjalnym mieszkaniu na dwóch pokojach a raz upolowali i zjedli łabędzialalisa pisze: ↑ndz cze 28, 2026 11:03 am Tylo 2-4 dzieci to już może być finansowo "za dużo". U mojej przyjaciółki było troje dzieci i była bieda taka, że myli się po sobie w tej samej wodzie. Gdyby ta rodzina miała jedno dziecko, to byłoby ok. Bieda generuje po prostu wiele problemów. Przykładowo długi. Nie ma, więc się zapożycza, a potem ma coraz mniej. I takich rzeczy jest wiele.
Zalezy natomiast co definiujemy jako biedę- czy rodzinę jak wyzej wspomniana czy moze taką gdzie jest nawet i tylko 2 dzieci ktore co prawda nigdy nie sa glodne i mają przysłowiowe buty ale juz za "zbytki" typu zajęcia dodatkowe czy wyjście do kina pieniędzy brak.
Ten drugi przykład niby nie wpisuje się w klasyczną definicje biedy ale na pewno takie dzieci czują się gorsze od rówieśników bo nie stać ich na jakiekolwiek hobby czy fajne spędzanie czasu i to też nie jest fair.
Ja nie jestem z biednej rodziny, oboje rodzicow pracowało ale nigdy nie chodzilam na żadne zajęcia dodatkowe, nie byłam na wakacjach czy chociażby koloniach, ciuchy miałam ale nie takie jakie byly modne i ktore bym chciała tylko po prostu aby były-pamietam że odczuwałam to jako dziecko i obiecałam sobie że moje dzieci nigdy nie usłysza że na coś co potrzebują "szkoda pieniedzy"
Wracając do definicji biedy- taką rodzinę która była książkowym przykładem znałam tylko jedną w swojej okolicy natomiast takich rodzin jak moja było wiele-gdzie dzieci nie chodziły głodne ani obdarte ale jednoczesnie nie bylo pieniedzy na fajne dzieciństwo, wyjazdy, fajne spędzanie weekendów czy hobby