Radzę przeczytać moją pierwszą wypowiedź na temat, bo włączasz się rozmowę w połowie i nie znasz mojego punktu widzenia.chleb_ze_smalcem pisze: ↑pt cze 12, 2026 12:46 pm I niby ci z biednych domów radzą sobie lepiej z odrzuceniem rówieśników czy bullyingiem, bo widzą niepracujących rodziców częściej niż w weekendy? To jest romantyzowanie biedy. Jakoś statystyki nie przemawiają za tym, że biedota wychowuje swoje dzieci lepiej. Moi rodzice też pracowali całymi dniami żeby żyć na poziomie który był dostępny dla nich, nie żadne bogactwo a i tak była bieda, bo była wszędzie. Dzieci z domów gdzie było skrajne ubóstwo nie miały wcale żadnego lepszego wychowania, bo wtedy się dzieci hodowało a nie wychowywało. To nie zależy od biedy czy zamożności a od chęci do wychowywania. I tego co znają sami rodzice, gdzie bieda często jest „dziedziczna”. W znaczeniu, że rodzice sami nie mieli dobrych wzorców, skończyli w biedzie i nie zaczną magicznie wychowywać swoich dzieci w całkiem inny sposób. Może millenialsi mają bardziej świadome podejście ale patrząc po znajomych, to nie aż tak postępowe jak mogłoby się wydawać.
Czy biedni powinni mieć dzieci?
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherryRe: Czy biedni powinni mieć dzieci?
jejku chlebku, dzięki że to napisałaś - generalnie zawsze się z Tobą zgadzam na tym forum z tego co widzę, a tutaj to już w ogóle ubrałaś wszystkie moje myśli lepiej, niż sama bym to zrobiłachleb_ze_smalcem pisze: ↑pt cze 12, 2026 12:46 pm I niby ci z biednych domów radzą sobie lepiej z odrzuceniem rówieśników czy bullyingiem, bo widzą niepracujących rodziców częściej niż w weekendy? To jest romantyzowanie biedy. Jakoś statystyki nie przemawiają za tym, że biedota wychowuje swoje dzieci lepiej. Moi rodzice też pracowali całymi dniami żeby żyć na poziomie który był dostępny dla nich, nie żadne bogactwo a i tak była bieda, bo była wszędzie. Dzieci z domów gdzie było skrajne ubóstwo nie miały wcale żadnego lepszego wychowania, bo wtedy się dzieci hodowało a nie wychowywało. To nie zależy od biedy czy zamożności a od chęci do wychowywania. I tego co znają sami rodzice, gdzie bieda często jest „dziedziczna”. W znaczeniu, że rodzice sami nie mieli dobrych wzorców, skończyli w biedzie i nie zaczną magicznie wychowywać swoich dzieci w całkiem inny sposób. Może millenialsi mają bardziej świadome podejście ale patrząc po znajomych, to nie aż tak postępowe jak mogłoby się wydawać.
te argumenty, które przywołałaś są bardzo często w biednych domach, co tylko betonuje tę biedę i samopoklepuje po pleckach, to "przynajmniej nie kradnę" / "przynajmniej mam czas dla dzieci a nie pracuję w weekendy" / "przynajmniej lepiej moje dziecko radzi w życiu" i fajnie, pora na csa, a dziecko nabywa takich wzorców i przekonań, że w przyszłości nawet jak wyjdzie jakimś cudem z biedy, to będzie oglądać każdą złotówkę i bało się kupić buty - albo w drugą stronę - wyda wszystko co ma. A na koniec jeszcze usłyszy bardzo często "widzisz, niby taka bieda, ale udało nam się wyprowadzić cię na ludzi" i będzie wiecznie czuł, że jest takim rodzicom coś winien.
-
chleb_ze_smalcem
- Naczelny Zapierdalacz
- Posty: 501
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
Czytałam Twoją pierwszą wypowiedź zanim napisałam tamten post. Dla Ciebie sytuacja różni się od tego skąd bieda się wzięła, tzn biedny cwaniak nie powinien mieć dzieci, bo przekaże złe wzorce ale biedny nie-cwaniak to już ok żeby miał, tam złych wzorców nie ma? Ja się z tym nie zgadzam, to dla mnie wciąż romantyzowanie biedy która skutki na takie same. Nie ma tutaj wg mnie odcieni szarości, jedno i druidzie kończy się trudnym dzieciństwem i kiepskimi wzorcami (choć będą się one trochę różnić).
Piszesz też co rozumiemy przez biedę. Jest definicja tego zjawiska wg której należy je rozumieć: brak środków na podstawowe potrzeby. Brak na to co jest uważane w społeczeństwie za normę, co powoduje, że dana osoba/rodzina jest wykluczona społecznie.
Nie uważam żeby posiadanie dziecka to było coś co każdy musi mieć nadane z urzędu. Ktoś kto świadomie sprowadza na świat kolejne dzieci nie będąc w stanie zapewnić im podstawowych potrzeb robi im krzywdę, to jest zachowanie przemocowe. A w wielu biednych domach a jednym się przecież nie kończy.
Gdyby moi rodzice skupili środki na jedynym dziecku zamiast robić koleje na które nie było ich stać, byłoby nam wszystkim łatwiej. Ale wtedy ludzie nie myśleli nawet żeby zapewniać coś poza jedzeniem i miejscem do spania, rozwój intelektualny to była abstrakcja, na zasadzie my nie mieliśmy, to oni też sobie poradzą. I to nie było tak dawno temu ani w dziurze - obrzeża miasta wojewódzkiego.
Natomiast w obecnym czasie mam w dość bliskim otoczeniu przykłady ty biednych-nie-cwaniaków. W znaczeniu, są biedni chociaż pracują, bo mają nisko dochodowe zajęcia i nie oszukują państwa na socjal. I mają obecnie czwórkę dzieci. To jest wg ciebie ok? Powiem tylko, że ich dzieci mają ciezko. Jakby mieli dwójkę byliby w lepszej sytuacji i te dzieci miałyby łatwiej.
Dokładnie, to co często w "prawdziwym życiu" się zdarza, to też to, że nikt na te dzieci za bardzo nie patrzy jako ludzi, wzrok zwykle skupiony jest na rodzicach, bo "ale sobie radzą jak mogą", "ciężko pracują" itd. A dzieci? Skoro żyją i mają dach nad głową, to fajnie, to rodzice dbają i dają tyle ile mogą.chleb_ze_smalcem pisze: ↑sob cze 13, 2026 11:32 am
Natomiast w obecnym czasie mam w dość bliskim otoczeniu przykłady ty biednych-nie-cwaniaków. W znaczeniu, są biedni chociaż pracują, bo mają nisko dochodowe zajęcia i nie oszukują państwa na socjal. I mają obecnie czwórkę dzieci. To jest wg ciebie ok? Powiem tylko, że ich dzieci mają ciezko. Jakby mieli dwójkę byliby w lepszej sytuacji i te dzieci miałyby łatwiej.
Fakty są takie, że ludzie, jak każdy inne zwierzę, mają niesamowity instynkt przetrwania i te dzieci prawdopodobnie i bez rodziców dałyby sobie radę na poziomie fizjologicznym. Na pozór mamy biedną rodzinę dbającą o dzieci, ale nikt nie wie, jakie piekło może właśnie trwać w ich głowie, począwszy od poczucia byciem ciężarem dla domu, poprzez życie w wiecznym trybie przetrwania i braku bezpieczeństwa, na w ogóle nie wiedzeniu o tym, że istnieje coś poza potrzebą fizyczną kończąc.
Przykładowo, u mnie wszyscy wręcz gratulowali moim rodzicom jak to sobie super radzą (co przy okazji sprawiało, że nie mieli motywacji, żeby poprawić sytuację) pomimo bardzo ciężkiej sytuacji finansowej i jakie mają mądre i grzeczne dziecko. To, czego nie było widać, to np. to, że miałam wyrzuty sumienia jako kilkulatka że znowu się rozchorowałam, bo znowu będzie mniej pieniędzy, i że bałam się powiedzieć rodzicom że znów mnie boli gardło/jak im to powiedzieć żeby nie krzyczeli, albo że kupując buty na bazarku jako kilkulatek wiedząc, jak słaba jest sytuacja finansowa, myślisz 'powinnam wybrać te tańsze, bo rodzice potrzebują więcej kasy". To jest dosłownie dziecko pozbawione dzieciństwa. Ja byłam jedna, więc nawet nie było gdzie przyoszczędzić, ale w Twoim przykładzie powoływania na świat 4 dzieci to już naprawdę skrajna nieodpowiedzialność - bo tak, poradzą sobie, jak każde zwierzę. Ale co to za jakość życia i jaka przyszłość ich czeka?
-
chleb_ze_smalcem
- Naczelny Zapierdalacz
- Posty: 501
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
Dokładnie, poczucie wstydu i winy za to, na co nie masz wpływu. Pamiętam, że wyjmowałam pieniądze ze skarbonki i wkładałam rodzicom do portfeli, żeby jakoś przyłożyć się do utrzymania domu a nie tylko jeść. Miałam może z 4 lata. Chore. Dzieci w tym wieku powinny być dziećmi, co innego uczyć je rozwagi i właściwego dysponowania pieniędzmi a co innego rodzić i wychowywać je w biedzie. Nawet jak rodzice się starają i np jedzenie jest, to i tak nie ukryją w 100% tego, że z finansami jest słabo. Dzieciaki to wyczują, tak jak przecież wyczuwają jeśli relacje między rodzicami są kiepskie czy kiedy dzieje się coś niedobrego. Dorosłym się wydaje, że dobrze się kryją ale tak nie jest. U mnie w domu nigdy nie brakowało jedzenia, chodziłam czysta (względnie, bo z zabawy na podwórku przychodziłam brudna, wiadomo), i miałam ubrania wyjściowe (choć niewiele i to było święto by kupić coś nowego), porządne buty. Ale zawsze było widmo biedy i niedostatku i przestraszone spojrzenia rodziców przy otwieraniu rachunków. I to nie było tak, że biedne dzieci były szczęśliwe i nie myślały o rzeczach materialnych. Wszystkie dzieci które znałam marzyły o byciu bogatym - nie dla siebie tylko żeby rodzice nie musieli się martwić o pieniądze. No i żeby sobie kupić nowe buty, lalki barbie nie z bazaru, tylko „oryginalne”, konsole do gry, komputer. To był szczyt marzeń. Będąc dzieckiem chcesz przede wszystkim nie odstawać od towarzystwa albo mieć tak jak widzisz w mediach, a że my oglądaliśmy amerykańskie seriale o nastolatkach, to mieć ich życie było naszym marzeniem. One nie musiały martwić się czy rodzicom starczy do pierwszego. Czy, że pójdą do szkoły w dziurawym swetrze. Chodziły do centrum handlowego i robiły zakupy za kieszonkowe. Coś o czym mogliśmy tylko pomarzyć. Dorosły tego nie zrozumie, dorosłym się wydaje, że ich obecności i uwaga to wszystko co dzieci potrzebują. Bo dorosły powie, że to nie ładnie być nastawionym na rzeczy materialne i już dziecko to zrozumie i będzie bardzo szlachetnie „ponad” wszystkimi innymi dziećmi skupiać się na „ważniejszych” kwestiach niematerialnych. Tak nie jest. Dla dzieci nawet ważniejsza chyba jest grupa rówieśnicza i to jak sobie w niej radzą, a nie to, że bezrobotny rodzic może częściej odrabiać z nimi lekcje a buty najwyżej znowu się sklei.terrible pisze: ↑sob cze 13, 2026 12:26 pm Dokładnie, to co często w "prawdziwym życiu" się zdarza, to też to, że nikt na te dzieci za bardzo nie patrzy jako ludzi, wzrok zwykle skupiony jest na rodzicach, bo "ale sobie radzą jak mogą", "ciężko pracują" itd. A dzieci? Skoro żyją i mają dach nad głową, to fajnie, to rodzice dbają i dają tyle ile mogą.
Fakty są takie, że ludzie, jak każdy inne zwierzę, mają niesamowity instynkt przetrwania i te dzieci prawdopodobnie i bez rodziców dałyby sobie radę na poziomie fizjologicznym. Na pozór mamy biedną rodzinę dbającą o dzieci, ale nikt nie wie, jakie piekło może właśnie trwać w ich głowie, począwszy od poczucia byciem ciężarem dla domu, poprzez życie w wiecznym trybie przetrwania i braku bezpieczeństwa, na w ogóle nie wiedzeniu o tym, że istnieje coś poza potrzebą fizyczną kończąc.
Przykładowo, u mnie wszyscy wręcz gratulowali moim rodzicom jak to sobie super radzą (co przy okazji sprawiało, że nie mieli motywacji, żeby poprawić sytuację) pomimo bardzo ciężkiej sytuacji finansowej i jakie mają mądre i grzeczne dziecko. To, czego nie było widać, to np. to, że miałam wyrzuty sumienia jako kilkulatka że znowu się rozchorowałam, bo znowu będzie mniej pieniędzy, i że bałam się powiedzieć rodzicom że znów mnie boli gardło/jak im to powiedzieć żeby nie krzyczeli, albo że kupując buty na bazarku jako kilkulatek wiedząc, jak słaba jest sytuacja finansowa, myślisz 'powinnam wybrać te tańsze, bo rodzice potrzebują więcej kasy". To jest dosłownie dziecko pozbawione dzieciństwa. Ja byłam jedna, więc nawet nie było gdzie przyoszczędzić, ale w Twoim przykładzie powoływania na świat 4 dzieci to już naprawdę skrajna nieodpowiedzialność - bo tak, poradzą sobie, jak każde zwierzę. Ale co to za jakość życia i jaka przyszłość ich czeka?
Tych przyzwyczajeń trudno się później wyzbyć, Po emigracji pamiętam pierwsze wyjścia do restauracji i wybieranie najtańszych potraw żeby rodziców nie nadwyrężyć, chociaż już nie musiałam, bo sytuacja była stabilna. Do dzisiaj szkoda mi na wiele rzeczy.
-
chleb_ze_smalcem
- Naczelny Zapierdalacz
- Posty: 501
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
A i jeszcze zdanie, że przecież dzieci z biedy są potrzebne, bo ktoś musi wykonywać mało płatne prace, bo przecież biedota to z automatu szczytem jej marzeń będzie praca za najniższą przy zamiataniu ulic żeby inni mogli siedzieć w korpo. To jest zwyczajny klasizm.
Tak jak to, że przecież część ludzi wychodzi z biedy, wystarczy trochę determinacji. No dziękuję łaskawym państwu, jesteście zbyt hojni dla nas biedaków. Mam wrażenie, że to mówią ludzie którzy nie mają pojęcia jak to jest kiedy jesteś w plecy i startujesz z poziomu zerowego. Ewentualnie ludzie którzy sami musieli przez to przejść i nie chcą by inni mieli łatwiej.
Co z tego, że mam wsparcie rodziny która kibicuje mi w moich marzeniach. To nie zapłaci za czesne ani za wynajem. Kiedy ja ledwo uzbieram na wkład własny i zapożyczę się na 30 lat rówieśnik z domu gdzie nie klepało się biedy, tylko rodzice odkładali dziecku na start już dawno ma kredyt spłacony.
Tak jak to, że przecież część ludzi wychodzi z biedy, wystarczy trochę determinacji. No dziękuję łaskawym państwu, jesteście zbyt hojni dla nas biedaków. Mam wrażenie, że to mówią ludzie którzy nie mają pojęcia jak to jest kiedy jesteś w plecy i startujesz z poziomu zerowego. Ewentualnie ludzie którzy sami musieli przez to przejść i nie chcą by inni mieli łatwiej.
Co z tego, że mam wsparcie rodziny która kibicuje mi w moich marzeniach. To nie zapłaci za czesne ani za wynajem. Kiedy ja ledwo uzbieram na wkład własny i zapożyczę się na 30 lat rówieśnik z domu gdzie nie klepało się biedy, tylko rodzice odkładali dziecku na start już dawno ma kredyt spłacony.
-
dziwnerzeczy
- Tritonotti
- Posty: 176
- Rejestracja: pt wrz 30, 2022 11:04 pm
Jak się jeszcze startuje z poziomu zerowego i nie potrzebuje jakiejś terapii to "pół biedy" (hehe).
Czasami zdarza się, że dorośniesz i jest ci wmawiane, że powinieneś się odwdzięczyć i zaopiekować niezaradnymi rodzicami, wspomagać ich finansowo, wziąć kredyt na remont mieszkania czy domu dla nich.
Jeśli jest ludziom z biedy dane w dorosłości pożyć kilka lat już dla siebie i móc pójść na te studia i ciężko pracować, żeby się utrzymać, żeby postarać się znaleźć dobrą pracę i czegoś dorobić - to już ma się lepiej od tych z biedy, którzy "muszą" zostać i pomagać.
Czasami zdarza się, że dorośniesz i jest ci wmawiane, że powinieneś się odwdzięczyć i zaopiekować niezaradnymi rodzicami, wspomagać ich finansowo, wziąć kredyt na remont mieszkania czy domu dla nich.
Jeśli jest ludziom z biedy dane w dorosłości pożyć kilka lat już dla siebie i móc pójść na te studia i ciężko pracować, żeby się utrzymać, żeby postarać się znaleźć dobrą pracę i czegoś dorobić - to już ma się lepiej od tych z biedy, którzy "muszą" zostać i pomagać.
-
chleb_ze_smalcem
- Naczelny Zapierdalacz
- Posty: 501
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
Nawet jak nie jest wmawiane, to i tak jest poczucie winy, bo ci się udało i powinnaś pomóc tym co nie wyrwali się z biedy. Czy to rodzice, czy rodzeństwo. Gorzej jak rodzeństwo też narobi sobie dzieci, dokładnie powielając wzorce przejęte przez rodziców i spogląda na osobę która jakoś wyszła na prostą jak na bank i sponsora dla ich dzieci. Znam też taki smutny przypadek, że przyjedzie rodzinka z biedy i umniejsza osobie której np udało się kupić dom czy nowy samochód, że mały, że okolica wcale nie najlepsza ogólnie doszukiwanie się wad byle tylko poczuć się lepiej, że ta osoba wcale przecież tak dużo nie osiągnęła, to takie łatwe, każdy moze. Czytaj: oni wcale nie są biedni i nie odbiegają, jakby chcieli, to też by sobie taki dom kupili, jaki to problem, no ale nie chcą. Wystarczą im przecież to co mają. Tak, akurat. To samo jest z awansami w pracy, zaczyna się gdakanie, że pewnie po znajomości, łatwa praca, studia to pewnie jakieś proste, albo przez łóżko zrobione itd.dziwnerzeczy pisze: ↑sob cze 13, 2026 6:53 pm Jak się jeszcze startuje z poziomu zerowego i nie potrzebuje jakiejś terapii to "pół biedy" (hehe).
Czasami zdarza się, że dorośniesz i jest ci wmawiane, że powinieneś się odwdzięczyć i zaopiekować niezaradnymi rodzicami, wspomagać ich finansowo, wziąć kredyt na remont mieszkania czy domu dla nich.
Jeśli jest ludziom z biedy dane w dorosłości pożyć kilka lat już dla siebie i móc pójść na te studia i ciężko pracować, żeby się utrzymać, żeby postarać się znaleźć dobrą pracę i czegoś dorobić - to już ma się lepiej od tych z biedy, którzy "muszą" zostać i pomagać.