sergioleone pisze: ↑śr cze 10, 2026 8:53 am
Moja niepopularna opinia w kwestii tej dyskusji o kulturze i wścibstwie jest taka, że w większości przypadków ludziom przeszkadzają te sąsiedzkie zagadywania czy komentarze babć i cioć na imprezach, bo mają niski próg wrażliwości na swoim punkcie, chcą bardzo chronić swoją prywatność i wybory życiowe i ogólnie mają introwertyczną naturę, sami się nie interesują cudzym życiem, że cudze zainteresowanie ich własnym życiem uważają za inwazyjne.
I, TAK, mają pewne prawo być wrażliwi, dbać w ten sposób o prywatność itp, mają prawo nie chcieć rozmawiać o tym z randomami czy nawet rodziną, a pewnie, tylko to nie ma nic wspólnego z obiektywną opinią o kulturze czy wścibstwie tych cioć i babć, i sąsiadek.
To jest prywatna opinia ludzi, ich granice, ich potrzeby.
Etykietowanie, że hurrdurr brak kultury pomaga, być może, czuć się samemu lepiej, że nie nie, to nie moja osobowość, to otoczenie nie ma taktu - bo może potrzebują takiego zapewniania, nie wiem, usprawiedliwiania swojej postawy. Podobnie jak tu piszą i potem czytają słowa poparcia, to też takie imo potwierdzanie, że no oczywiście, wszyscy wiedzą, że to wścibstwo i brak kultury, czyli to fakt.
Nope, nadal opinia.
Btw. nie uważam, żeby tu trzeba było cokolwiek usprawiedliwiać, ludzie są różni i mogą czegoś nie lubić, to nic złego.
Ale etykietki już są średnie i imo niesprawiedliwie, tylko wszyscy uwielbiamy je przyklejać (jak ja sama chwilę wcześniej o Warszawiakach ogólnie, no ba, też daję łatki, wiem :D)
Równie dobrze można powiedzieć, że przywołani Niemcy są sztywni, obcy, odpychający, w pupie mają innych ludzi - i to nie jest żaden taktowny brak wścibstwa, tylko zimna postawa ludzi patrzących wyłącznie na swój czubek nosa, a zerowe zainteresowanie otoczeniem to dowód pogardy. A przecież tak nie jest, to po prostu inny chów. My historycznie jesteśmy raczej otwarci i ciekawi innych, i nie sądzę, żeby taka babcia czy wujek w ogóle myśleli, że swoim zachowaniem przekraczają granice, w ich mniemaniu to jest dowód zainteresowania nami, jakiejś może nawet troski, że ktoś sam zostanie jak palec. W południowych krajach, np. we Włoszech, życie "w oknie" jest na porządku dziennym, a zagadywanie o prywatnych sprawach jest akceptowane.
To w ogóle szersza kwestia: co było u nas akceptowane kiedyś (pokolenie dziadków, rodziców), a co jest teraz. I to się zmienia faktycznie. Ale nie oceniałabym tych zmian jako na + czy na -.
Ostatnio na swoim kursie miałam super panel o komunikacji i padło zdanie, które teraz uważam za mega kompas w życiu - o ile ktoś w ogóle chce się otworzyć na cudzą perspektywę i jakoś porozumieć: "Ludzie postępują i działają najlepiej jak potrafią, w oparciu o myślenie / myśli, które uważają za realne i prawdziwe z momentu na moment. Nasz osobisty obraz świata, a co za tym idzie osobiste doświadczenie życia
(biznesu, pracy, relacji), jest odbiciem tego, co mamy w głowach i sercach."
tl;dr to, że my oceniamy negatywnie jakieś zachowania, nie znaczy, że człowiek po drugiej stronie ma tę intencję. Przypisując negatywne pobudki tym osobom finalnie imo robimy krzywdę tylko sobie ;p