Chociaż ja wolę obcy kapitał i godne traktowanie pracowników w Lidlu niż cały ten syf, który wypłynął w sprawie Dino ostatnio.
Niepopularne opinie o życiu
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherryRe: Niepopularne opinie o życiu
Dla rozluźnienia atmosfery bardzo pewnie niszową ale tez bardzo randomowa niepopularna opinia - nigdy w życiu nie rozumialam i nie rozumiem jak mozna zapomnieć ile ma sie lat, a z tego co słyszę to czesto ludziom to sie zdarza xD doslownie bierzesz aktualny rok, swoj rok urodzenia i wykonujesz proste odejmowanie (juz bez bawienia sie w miesiace tylko wiek rocznikowo) - a jeśli ktos nie pamieta w którym roku sie urodził to juz grubsza sprawa najwyraźniej 
Ja tak mam, chyba, bo nie jestem pewna czy o to Ci chodzi. W sensie wiem ile mam lat, ale nie jest to coś, o czym ciągle myślę, po prostu sobie żyję.mallam pisze: ↑ndz cze 07, 2026 8:18 pm Dla rozluźnienia atmosfery bardzo pewnie niszową ale tez bardzo randomowa niepopularna opinia - nigdy w życiu nie rozumialam i nie rozumiem jak mozna zapomnieć ile ma sie lat, a z tego co słyszę to czesto ludziom to sie zdarza xD doslownie bierzesz aktualny rok, swoj rok urodzenia i wykonujesz proste odejmowanie (juz bez bawienia sie w miesiace tylko wiek rocznikowo) - a jeśli ktos nie pamieta w którym roku sie urodził to juz grubsza sprawa najwyraźniej![]()
Ja mam tak,że zapamiętuje np ile ktoś miał kiedyś lat i potem tracę rachubę i moj wujek jest po 50stce,a jak sie mnie ktoś zapyta ile on ma latt to mam takie....yyy 42? I samej mnie tez sie to tyczy, pamiętam swoją 30tkę,a co jest dalej to nie wiem,nie obchodzę urodzin,wiec zdarza mi sie zapomnieć dokładną liczbeClarion pisze: ↑ndz cze 07, 2026 8:31 pm Ja tak mam, chyba, bo nie jestem pewna czy o to Ci chodzi. W sensie wiem ile mam lat, ale nie jest to coś, o czym ciągle myślę, po prostu sobie żyję.I jak np. ktoś znacznie młodszy ode mnie kończy np. 18 czy 20 lat to wtedy jakoś tak do mnie dociera, że ja sama mam 28 i mam takie wtf. Albo jak mój młodszy brat ma urodziny i myślę sobie, że sama niedawno miałam 23 lata, a potem sobie uświadamiam, że skoro on ma 23 to ja mam 28 i nadal jest to jakieś takie zaskoczenie jakby.
![]()
No niestety to też racja. Jak pracowałam jeszcze w biurze i miałam klientów, w mojej głowie powstał bardzo wyraźny podział - na te fajne, uporządkowane firmy zagraniczne z procedurami itd. i na te polskie z chaosem i komunikacją pozostawiającą dużo do życzenia. To nawet w takim B2B było widać, a co dopiero jak jesteś tam zatrudniona. Miałam sukcesy właśnie dlatego, że byłam bardziej uporządkowana i odpowiedzialna od moich współpracowników, zresztą nienawidzili mnie za to
-
Aleksandra_18
- PsychoFanka
- Posty: 90
- Rejestracja: pt sty 31, 2025 7:39 pm
Ja też praktycznie nie obchodzę urodzin od kilku lat i zdarza mi się czasem chwilkę zastanowić zanim odpowiem ile mam lat xd rzadko, ale zdarza się.Arzena pisze: ↑ndz cze 07, 2026 8:48 pm Ja mam tak,że zapamiętuje np ile ktoś miał kiedyś lat i potem tracę rachubę i moj wujek jest po 50stce,a jak sie mnie ktoś zapyta ile on ma latt to mam takie....yyy 42? I samej mnie tez sie to tyczy, pamiętam swoją 30tkę,a co jest dalej to nie wiem,nie obchodzę urodzin,wiec zdarza mi sie zapomnieć dokładną liczbe
Nie cierpię gier planszowych.
Czuję się jak idiota kiedy ktoś wyjaśnia mi zasady. Nawet w trakcie gry często się gubię, zapominam, nie rozumiem.
W ogóle nudzą mnie planszowki. Czy ktoś jeszcze tak ma? Bo w moim otoczeniu wszyscy uwielbiają.
Nie umiałabym kilka godzin siedzieć przy stole nad jakąś strategiczną grą.
Czuję się za głupia.
Czuję się jak idiota kiedy ktoś wyjaśnia mi zasady. Nawet w trakcie gry często się gubię, zapominam, nie rozumiem.
W ogóle nudzą mnie planszowki. Czy ktoś jeszcze tak ma? Bo w moim otoczeniu wszyscy uwielbiają.
Nie umiałabym kilka godzin siedzieć przy stole nad jakąś strategiczną grą.
Czuję się za głupia.
Ja też nie lubię, w sensie że sama bym tego nikomu nie zaproponowała jako rozrywkę, ale jak już gdzieś w towarzystwie są, to są i można się nawet fajnie bawić, zależy od towarzystwa. Ale ludzie, którzy jako jedno z głównych swoich hobby wymieniają planszówki, a oprócz tego nie mają intelektualnych zainteresowań (zdarza się niestety często), nie będą moimi ludźmi. Strategiczna gra to już bardziej, ale w sumie nie widzę też sensu. Życie jest strategiąPilu pisze: ↑pn cze 08, 2026 3:58 pm Nie cierpię gier planszowych.
Czuję się jak idiota kiedy ktoś wyjaśnia mi zasady. Nawet w trakcie gry często się gubię, zapominam, nie rozumiem.
W ogóle nudzą mnie planszowki. Czy ktoś jeszcze tak ma? Bo w moim otoczeniu wszyscy uwielbiają.
Nie umiałabym kilka godzin siedzieć przy stole nad jakąś strategiczną grą.
Czuję się za głupia.
Ja sobie lubię zagrać raz na rok, ale nie cierpię słuchać tłumaczenia zasad, wyłączam się po 1. zdaniu. Jak się widzę z kimś rzadko, a jeszcze ta osoba woli grać niż np pogadać to nie jest to osoba dla mnie.Pilu pisze: ↑pn cze 08, 2026 3:58 pm Nie cierpię gier planszowych.
Czuję się jak idiota kiedy ktoś wyjaśnia mi zasady. Nawet w trakcie gry często się gubię, zapominam, nie rozumiem.
W ogóle nudzą mnie planszowki. Czy ktoś jeszcze tak ma? Bo w moim otoczeniu wszyscy uwielbiają.
Nie umiałabym kilka godzin siedzieć przy stole nad jakąś strategiczną grą.
Czuję się za głupia.
Mam tam samo! Zasady śmiertelnie mnie nudzą (zwłaszcza jak ktoś opowiada o nich 40 minut), w strategie jestem beznadziejna, nie umiem przewidywać ruchów przeciwnika. Bardzo się starałam lubić planszówki, no ale nie. Lubię jedną ;)Pilu pisze: ↑pn cze 08, 2026 3:58 pm Nie cierpię gier planszowych.
Czuję się jak idiota kiedy ktoś wyjaśnia mi zasady. Nawet w trakcie gry często się gubię, zapominam, nie rozumiem.
W ogóle nudzą mnie planszowki. Czy ktoś jeszcze tak ma? Bo w moim otoczeniu wszyscy uwielbiają.
Nie umiałabym kilka godzin siedzieć przy stole nad jakąś strategiczną grą.
Czuję się za głupia.
-
123wiosna123
- Luźny dzień ze mną
- Posty: 4701
- Rejestracja: śr mar 20, 2024 10:27 am
Ja kiedy gram w planszowki to po to zeby sie pośmiać i dobrze bawić. Mogę od razu przegrać. Mam takie koleżanki ktore wiecznie przy takiej grze wymyślały strategie, kiedy przegrywałam to tłumaczyły mi jak mozna bylo wygrac kiedy ogolnie miałam to w dupie i te ich spinanie sie. Fajnie jest wygrac, fajnie jest grać ale nie bede z jakiegoś grania w planszowki robic misji ze strategia bo mi sie nie chce
- Oliwkowa888
- BlondDoczep
- Posty: 132
- Rejestracja: sob paź 12, 2024 12:54 pm
Właśnie. Nigdy nie rozumiałam tego spinania się przy graniu w cokolwiek. Przecież gra się dla przyjemności, dla zabawy i żeby się trochę przy tym pośmiać. To ma być relaks. Przecież grając ze znajomymi nie bierzemy udziału w jakimś turnieju. Jasne, że fajnie jest wygrać, ale nie o to do końca chodzi. Czasami bywało, że ludzie mi mówili "trzeba było tutaj postawić pionka", "eh... jakbyś wyrzuciła szóstkę, to byś wygrała". Ja to mam gdzieś szczerze mówiąc ;)123wiosna123 pisze: ↑wt cze 09, 2026 6:57 am Ja kiedy gram w planszowki to po to zeby sie pośmiać i dobrze bawić. Mogę od razu przegrać. Mam takie koleżanki ktore wiecznie przy takiej grze wymyślały strategie, kiedy przegrywałam to tłumaczyły mi jak mozna bylo wygrac kiedy ogolnie miałam to w dupie i te ich spinanie sie. Fajnie jest wygrac, fajnie jest grać ale nie bede z jakiegoś grania w planszowki robic misji ze strategia bo mi sie nie chce
- agbmrctorakwin
- GreckieWakacje
- Posty: 299
- Rejestracja: sob mar 16, 2024 3:27 pm
Dla mnie najgorsza grą do grania w dużej grupie osób jest UNO, często te karty są przynoszone na różne spotkania bo ludzie wychodzą z założenia, że każdy wie jak w to się gra. A w trakcie rozgrywki wychodzi na to, że prawie każdy z graczy ma inne zasady XDD. Tak samo jest z monopoly.
Nienawidzę planszówek. Mam na nie alergię. Od razu wyłącza mi się mózg wtedyPilu pisze: ↑pn cze 08, 2026 3:58 pm Nie cierpię gier planszowych.
Czuję się jak idiota kiedy ktoś wyjaśnia mi zasady. Nawet w trakcie gry często się gubię, zapominam, nie rozumiem.
W ogóle nudzą mnie planszowki. Czy ktoś jeszcze tak ma? Bo w moim otoczeniu wszyscy uwielbiają.
Nie umiałabym kilka godzin siedzieć przy stole nad jakąś strategiczną grą.
Czuję się za głupia.
Haha, oprócz tego to z gier grałam kiedyś z węża na nokii 3210
A jeszcze gadanie o grach jakieś nerdowskie to już w ogóle uciekam
-
sergioleone
- PsychoFanka
- Posty: 92
- Rejestracja: pn lut 03, 2025 9:42 am
Swego czasu jeździłam na zmianę do Warszawy i Krakowa często i miałam wrażenie, że w Krakowie każdy uśmiechnięty i pomocny, i bardzo, bardzo wyluzowany, tymczasem w Wawie jakbym się przewróciła po wyjściu z Tarasów (taka moja trasa była z dworca na centrum), to by przeszli nade mną i nawet nie spojrzeli. Spięci i bardzo skupieni na sobie. Obsługa w knajpach czy kawiarniach zero uśmiechu, wszystko w tempo. Równoległe w pracy odbierałam różne telefony "z Polski" i dzieliły się na dwie grupy: ludzi dzwoniących w jakiej sprawie i dzwoniących z Warszawy, serio, to komiczne było :D "Dzień dobry, ja dzwonię z Warszawy"... no i kurde co z tego ma wynikać? :D Albo scena w lokalnej kawiarni, gdzie te 10 lat temu nie było wegańskiego ciasta, jakaś para klientów zwróciła na to uwagę i żądała rozmowy z właścicielem, żeby mu wytłumaczyć, że u nich w Warszawie na każdym rogu, proszę pani (do ogłuszonej kelnerki), ciasto wegańskie, więc no wstyd. Strasznie to było pogardliwe i z góry.
Do dziś zresztą w realiach wyjazdowych w różnych innych miastach zabawiam sie ustalaniem, czy ekipa ze stolika obok nie jest przypadkiem z Warszawy, bo zachowują się w sposób bardzo zblazowany, no i w 8/10 przypadków istotnie pada jakiś tekst typu "u nas na Ochocie cośtam costam" xD
Nie wiem tylko, czy to tacy wiecie TRU warszawiacy z dziada pradziada, czyli ogólnie lepsi (w ich mniemaniu), czy właśnie słoiki, które się fleksują studiowaniem w W, bo to ich leczy z kompleksów. Mam znajomych z jednej i z drugiej grupy i przyznaję, że bywają z tym autentycznie nieznośni ;p
Aaaale mam też w Krakowie i to ich przekonanie o wyższosci nad Warszawą też jest mega śmieszne, a do tego całkiem na serio ;p
Zresztą z czasem i w Krakowie sie zacząło pojawiać to takie napięcie i bezosobowa obsługa, ale to już tłumaczę w sumie takim ogólnym trendem (i może niepopularną opinią przy okazji), że młodzi w usługach są, bo muszą coś zarobić, ale wcale nie chca tam być, to nie jest ich, small tak z klientem to strata czasu, są w końcu w pracy, a nie dla przyjemności. I nawet trochę rozumiem, że to może być męczące, kiedy przez godzinę za kasą przewija się 40 osób i każda zagaduje o pierdołach, a ktoś ma już dosyć. Szkoda jednak, handel to jest specyficzna branża i small talk jest wpisany w PR moim zdaniem. Na pewno idzie rozpoznać, że obsługuje właściciel, bo zdecydowanie lepiej się stara nawiązać vibe z klientem, żeby wrócił ;p
Do dziś zresztą w realiach wyjazdowych w różnych innych miastach zabawiam sie ustalaniem, czy ekipa ze stolika obok nie jest przypadkiem z Warszawy, bo zachowują się w sposób bardzo zblazowany, no i w 8/10 przypadków istotnie pada jakiś tekst typu "u nas na Ochocie cośtam costam" xD
Nie wiem tylko, czy to tacy wiecie TRU warszawiacy z dziada pradziada, czyli ogólnie lepsi (w ich mniemaniu), czy właśnie słoiki, które się fleksują studiowaniem w W, bo to ich leczy z kompleksów. Mam znajomych z jednej i z drugiej grupy i przyznaję, że bywają z tym autentycznie nieznośni ;p
Aaaale mam też w Krakowie i to ich przekonanie o wyższosci nad Warszawą też jest mega śmieszne, a do tego całkiem na serio ;p
Zresztą z czasem i w Krakowie sie zacząło pojawiać to takie napięcie i bezosobowa obsługa, ale to już tłumaczę w sumie takim ogólnym trendem (i może niepopularną opinią przy okazji), że młodzi w usługach są, bo muszą coś zarobić, ale wcale nie chca tam być, to nie jest ich, small tak z klientem to strata czasu, są w końcu w pracy, a nie dla przyjemności. I nawet trochę rozumiem, że to może być męczące, kiedy przez godzinę za kasą przewija się 40 osób i każda zagaduje o pierdołach, a ktoś ma już dosyć. Szkoda jednak, handel to jest specyficzna branża i small talk jest wpisany w PR moim zdaniem. Na pewno idzie rozpoznać, że obsługuje właściciel, bo zdecydowanie lepiej się stara nawiązać vibe z klientem, żeby wrócił ;p
Mysle, ze jesli chodzi o fatalna obsluge to powodem sa przede wszystkim pracodawcy, fatalne warunki pracy, słabe wynagrodzenie i patologia rynku pracy choćby w gastro. Ludziom nie chce sie starać ani nyc miłym dla kielntow, kiedy pracodawca cie zle traktuje i płaci grosze i mysle, ze to nie kwestia miasta.
ᴘʀɪᴍᴀᴅᴏɴɴᴀ ɢɪʀʟ, ʏᴇᴀʜ ᴀʟʟ ɪ ᴇᴠᴇʀ ᴡᴀɴᴛᴇᴅ ᴡᴀꜱ ᴛʜᴇ ᴡᴏʀʟᴅ
-
sergioleone
- PsychoFanka
- Posty: 92
- Rejestracja: pn lut 03, 2025 9:42 am
A też możliwejulygirl pisze: ↑wt cze 09, 2026 1:05 pm Mysle, ze jesli chodzi o fatalna obsluge to powodem sa przede wszystkim pracodawcy, fatalne warunki pracy, słabe wynagrodzenie i patologia rynku pracy choćby w gastro. Ludziom nie chce sie starać ani nyc miłym dla kielntow, kiedy pracodawca cie zle traktuje i płaci grosze i mysle, ze to nie kwestia miasta.
Ja uważam, że jeśli się nie lubi kontaktu z klientem, to nie powinno się pracować w usługach, gdzie jest duży kontakt bezpośredni z drugim człowiekiem.sergioleone pisze: ↑wt cze 09, 2026 12:53 pm Swego czasu jeździłam na zmianę do Warszawy i Krakowa często i miałam wrażenie, że w Krakowie każdy uśmiechnięty i pomocny, i bardzo, bardzo wyluzowany, tymczasem w Wawie jakbym się przewróciła po wyjściu z Tarasów (taka moja trasa była z dworca na centrum), to by przeszli nade mną i nawet nie spojrzeli. Spięci i bardzo skupieni na sobie. Obsługa w knajpach czy kawiarniach zero uśmiechu, wszystko w tempo. Równoległe w pracy odbierałam różne telefony "z Polski" i dzieliły się na dwie grupy: ludzi dzwoniących w jakiej sprawie i dzwoniących z Warszawy, serio, to komiczne było :D "Dzień dobry, ja dzwonię z Warszawy"... no i kurde co z tego ma wynikać? :D Albo scena w lokalnej kawiarni, gdzie te 10 lat temu nie było wegańskiego ciasta, jakaś para klientów zwróciła na to uwagę i żądała rozmowy z właścicielem, żeby mu wytłumaczyć, że u nich w Warszawie na każdym rogu, proszę pani (do ogłuszonej kelnerki), ciasto wegańskie, więc no wstyd. Strasznie to było pogardliwe i z góry.
Do dziś zresztą w realiach wyjazdowych w różnych innych miastach zabawiam sie ustalaniem, czy ekipa ze stolika obok nie jest przypadkiem z Warszawy, bo zachowują się w sposób bardzo zblazowany, no i w 8/10 przypadków istotnie pada jakiś tekst typu "u nas na Ochocie cośtam costam" xD
Nie wiem tylko, czy to tacy wiecie TRU warszawiacy z dziada pradziada, czyli ogólnie lepsi (w ich mniemaniu), czy właśnie słoiki, które się fleksują studiowaniem w W, bo to ich leczy z kompleksów. Mam znajomych z jednej i z drugiej grupy i przyznaję, że bywają z tym autentycznie nieznośni ;p
Aaaale mam też w Krakowie i to ich przekonanie o wyższosci nad Warszawą też jest mega śmieszne, a do tego całkiem na serio ;p
Zresztą z czasem i w Krakowie sie zacząło pojawiać to takie napięcie i bezosobowa obsługa, ale to już tłumaczę w sumie takim ogólnym trendem (i może niepopularną opinią przy okazji), że młodzi w usługach są, bo muszą coś zarobić, ale wcale nie chca tam być, to nie jest ich, small tak z klientem to strata czasu, są w końcu w pracy, a nie dla przyjemności. I nawet trochę rozumiem, że to może być męczące, kiedy przez godzinę za kasą przewija się 40 osób i każda zagaduje o pierdołach, a ktoś ma już dosyć. Szkoda jednak, handel to jest specyficzna branża i small talk jest wpisany w PR moim zdaniem. Na pewno idzie rozpoznać, że obsługuje właściciel, bo zdecydowanie lepiej się stara nawiązać vibe z klientem, żeby wrócił ;p
Co do sprawy Kraków / Warszawa, to ja jestem w kontrze do większości, bo nie lubię Krakowa, ale za to bardzo lubię Warszawę i nie spotykam się z opisywanymi przez ciebie zachowaniami, uważam że wszędzie jest mniej więcej tak samo. Dla mnie Warszawa jest taka dreamy, może dlatego, że nie muszę w niej mieszkać
Odnośnie zachowania ludzi, to samo dotyczy stolic w innych krajach, np. Berlina czy Londynu, widać jakieś niewielkie różnice, np. kiedyś zauważyłam, że w Manchesterze obsługa może była bardziej miła, ale pewnie wynikało to z tego, że mogli sobie na to pozwolić, bo nie było tyle ludzi i tempo pracy było zdecydowanie mniejsze. A jakby było jak w Londynie, to by pewnie tak samo reagowali z większym pośpiechem. Co do charakteru samych ludzi to np. w Niemczech to bardziej widać po największych miastach, ale to się rozgrywa pomiędzy tymi 4-5 miastami, a nie na zasadzie, że stolica i reszta kraju. No tak, Niemcy państwo federalne
A już na pewno się nie spotkałam z tym zblazowaniem warszawskim, że "ja tu z Warszawy", nawet jakby ktoś tak powiedział, to przypuszczalnie nawet bym nie zauważyła albo przyjęła to jako fakt, że ok, kobita / gość jest z Warszawy i lecimy dalej ze sprawą. W Warszawie sobie też zawsze miło z ludźmi porozmawiam, nigdy nie ma problemu, ale rzeczywiście jest postęp w porównaniu do kiedyś. Kiedyś ludzie potrafili się zachować dziwnie, teraz wręcz przeciwnie, jest coraz bardziej kulturalnie. Takie zachowania "bo my w Warszawie" pamiętam jedynie z dzieciństwa, jak moi rodzice to komentowali
A poza tym, jezu jak ja lubię wjeżdżać na ten fajny, podziemny dworzec centralny pociągiem, to jest w ogóle ekscytacja, bo ja lubię komunikację miejską, metrem w każdym mieście chętnie jeżdżę
-
sergioleone
- PsychoFanka
- Posty: 92
- Rejestracja: pn lut 03, 2025 9:42 am
O, no ciekawe, ja dokładnie odwrotnie właśnie, Kraków dreamy i od wyjścia z dworca zamieszkałabym w nim natychmiast xD. Myślę sobie, że to może byc z kilku powodów: od wyjścia z GK do Rynku jest 5 minut, od razu uderza ściana zieleni na Plantach + w Kraku załatwiałam milsze sprawy i miałam dużo wolnego czasu, więc sobie siadałam z kawą na tych Plantach na ławeczce, oglądałam ludzi, czytałam książkę. Czasami szłam kawałek dalej nad Wisłę i czytałam tam pod drzewem i bardzo miło i lekko mijał czas. Akcent w Krakowie jest uroczy, to sobie też słuchałam. A ludzie idący po Plantach nawet jak się spieszą, to jakoś tak uroczo też, nie umiem opisać. Przy stolikach pełno ludzi zadowolonych z życia ;p Bardzo przypomina mi to pocztówkowy Paryż z filmów. Sam rynek to morze turystów akurat, ale poza nim ludzie tam wyglądają bardziej "u siebie" i emanują spokojem jakimś, nawet jak ewidentnie załatwiają sprawy służbowe. Ale też nie muszę tam mieszkać, tłuc się zbiorkomem na co dzień, to może mnie omija to co niefajne. Wszędzie mam blisko i na piechotę, i bardzo dużo chodzę.Verbena95 pisze: ↑wt cze 09, 2026 2:02 pm Ja uważam, że jeśli się nie lubi kontaktu z klientem, to nie powinno się pracować w usługach, gdzie jest duży kontakt bezpośredni z drugim człowiekiem.
Co do sprawy Kraków / Warszawa, to ja jestem w kontrze do większości, bo nie lubię Krakowa, ale za to bardzo lubię Warszawę i nie spotykam się z opisywanymi przez ciebie zachowaniami, uważam że wszędzie jest mniej więcej tak samo. Dla mnie Warszawa jest taka dreamy, może dlatego, że nie muszę w niej mieszkaćW Krakowie jest coś w powietrzu, co powoduje, że tego miasta nie lubię, nie wytłumaczę tego racjonalnie. Tak samo mam u siebie, że jedną ulicę lubię bardziej, a innej nie lubię.
Odnośnie zachowania ludzi, to samo dotyczy stolic w innych krajach, np. Berlina czy Londynu, widać jakieś niewielkie różnice, np. kiedyś zauważyłam, że w Manchesterze obsługa może była bardziej miła, ale pewnie wynikało to z tego, że mogli sobie na to pozwolić, bo nie było tyle ludzi i tempo pracy było zdecydowanie mniejsze. A jakby było jak w Londynie, to by pewnie tak samo reagowali z większym pośpiechem. Co do charakteru samych ludzi to np. w Niemczech to bardziej widać po największych miastach, ale to się rozgrywa pomiędzy tymi 4-5 miastami, a nie na zasadzie, że stolica i reszta kraju. No tak, Niemcy państwo federalnePoza tym ten Berlin to też nie był nieprzerwanie stolicą, jak wiadomo. W Szwecji też nie zauważyłam, że jest jakiś wielki Sztokholm i reszta, Helsinki to samo.
A już na pewno się nie spotkałam z tym zblazowaniem warszawskim, że "ja tu z Warszawy", nawet jakby ktoś tak powiedział, to przypuszczalnie nawet bym nie zauważyła albo przyjęła to jako fakt, że ok, kobita / gość jest z Warszawy i lecimy dalej ze sprawą. W Warszawie sobie też zawsze miło z ludźmi porozmawiam, nigdy nie ma problemu, ale rzeczywiście jest postęp w porównaniu do kiedyś. Kiedyś ludzie potrafili się zachować dziwnie, teraz wręcz przeciwnie, jest coraz bardziej kulturalnie. Takie zachowania "bo my w Warszawie" pamiętam jedynie z dzieciństwa, jak moi rodzice to komentowaliMoże mam po prostu szczęście i jest mi to oszczędzone
![]()
A poza tym, jezu jak ja lubię wjeżdżać na ten fajny, podziemny dworzec centralny pociągiem, to jest w ogóle ekscytacja, bo ja lubię komunikację miejską, metrem w każdym mieście chętnie jeżdżę
Warszawa to dla mnie za to wysmażona patelnia mimo parku pod PKiN, ruch, auta, na starówkę daleko i nie po drodze, odległości w ogóle większe i już trzeba metrem czy tramwajem. Fakt, że lubie metro i ten wjazd na centralny PKP, ale jak pomyślę, że poszłabym tu czy tam, to mnie skręca, biorę ubera bo mi szkoda czasu.
Dla takiego niespiesznego vibe'u to ja wolę skoczyć do Wiedniasergioleone pisze: ↑wt cze 09, 2026 2:57 pm O, no ciekawe, ja dokładnie odwrotnie właśnie, Kraków dreamy i od wyjścia z dworca zamieszkałabym w nim natychmiast xD. Myślę sobie, że to może byc z kilku powodów: od wyjścia z GK do Rynku jest 5 minut, od razu uderza ściana zieleni na Plantach + w Kraku załatwiałam milsze sprawy i miałam dużo wolnego czasu, więc sobie siadałam z kawą na tych Plantach na ławeczce, oglądałam ludzi, czytałam książkę. Czasami szłam kawałek dalej nad Wisłę i czytałam tam pod drzewem i bardzo miło i lekko mijał czas. Akcent w Krakowie jest uroczy, to sobie też słuchałam. A ludzie idący po Plantach nawet jak się spieszą, to jakoś tak uroczo też, nie umiem opisać. Przy stolikach pełno ludzi zadowolonych z życia ;p Bardzo przypomina mi to pocztówkowy Paryż z filmów. Sam rynek to morze turystów akurat, ale poza nim ludzie tam wyglądają bardziej "u siebie" i emanują spokojem jakimś, nawet jak ewidentnie załatwiają sprawy służbowe. Ale też nie muszę tam mieszkać, tłuc się zbiorkomem na co dzień, to może mnie omija to co niefajne. Wszędzie mam blisko i na piechotę, i bardzo dużo chodzę.
Warszawa to dla mnie za to wysmażona patelnia mimo parku pod PKiN, ruch, auta, na starówkę daleko i nie po drodze, odległości w ogóle większe i już trzeba metrem czy tramwajem. Fakt, że lubie metro i ten wjazd na centralny PKP, ale jak pomyślę, że poszłabym tu czy tam, to mnie skręca, biorę ubera bo mi szkoda czasu.
Ja np. na Nowy Świat czy Mokotowską w Warszawie to nawet w ogóle nie jadę, tylko zawsze idę pieszo, lubię to, że jest przestrzeń, a mimo to jest blisko. Tego parku przed Pałacem Kultury w ogóle nie odbieram jako park, tylko pas posianej trawy i pas do przemieszczania się dla ludzi pomiędzy centrum, a dworcem
I te teksty "a ja jestem z Warszawy" a "bo my w Warszawie" to ja osobiście uważam, ze to legendy miejskie w obecnych czasach, może kiedyś tak było ale teraz już nie.Verbena95 pisze: ↑wt cze 09, 2026 2:02 pm
A już na pewno się nie spotkałam z tym zblazowaniem warszawskim, że "ja tu z Warszawy", nawet jakby ktoś tak powiedział, to przypuszczalnie nawet bym nie zauważyła albo przyjęła to jako fakt, że ok, kobita / gość jest z Warszawy i lecimy dalej ze sprawą. W Warszawie sobie też zawsze miło z ludźmi porozmawiam, nigdy nie ma problemu, ale rzeczywiście jest postęp w porównaniu do kiedyś. Kiedyś ludzie potrafili się zachować dziwnie, teraz wręcz przeciwnie, jest coraz bardziej kulturalnie. Takie zachowania "bo my w Warszawie" pamiętam jedynie z dzieciństwa, jak moi rodzice to komentowaliMoże mam po prostu szczęście i jest mi to oszczędzone
![]()
Ani ja ani nikt kogo znam nie lubi tego mówić, bo dzieją się dwie rzeczy:
1. Właśnie zaczynają padać głupie teksty w stylu "oooo Warszawianka przyjechała" "a co tam słychać w wielkim świecie" i jechanie stereotypami jakie padały w tym wątku.
2. Ludziom jak w kreskówce, pokazują się dolary w oczach i zaraz kombinują jak je z Ciebie wycisnąć. Serio, mnie tez to kiedyś głupią spotkało u fryzjera na wesele kuzyna i wiele moich znajomych ma podobne doświadczenia.
Serio, każdy kogo znam prędzej się przekręci niż się przyzna jeśli nie musi. Ja raczej mowię, ze z centralnej polski jestem albo z Mazowsza
- Kolorowanoc
- Gacie z oceanu
- Posty: 49
- Rejestracja: pn gru 04, 2023 11:58 pm
Niepopularna opinia. Denerwuje mnie jak ktoś zaokrągla komuś wiek. Np masz 36, 37 czy 38 lat a ktoś mówi że to "prawie 40"Clarion pisze: ↑ndz cze 07, 2026 8:31 pm Ja tak mam, chyba, bo nie jestem pewna czy o to Ci chodzi. W sensie wiem ile mam lat, ale nie jest to coś, o czym ciągle myślę, po prostu sobie żyję.I jak np. ktoś znacznie młodszy ode mnie kończy np. 18 czy 20 lat to wtedy jakoś tak do mnie dociera, że ja sama mam 28 i mam takie wtf. Albo jak mój młodszy brat ma urodziny i myślę sobie, że sama niedawno miałam 23 lata, a potem sobie uświadamiam, że skoro on ma 23 to ja mam 28 i nadal jest to jakieś takie zaskoczenie jakby.
![]()
Nie. Prawie to prawie a nie to samo. W ciągu dwóch, trzech lat dużo może się zmienić.
Mnie często zdarza się usłyszeć jak to ludzie muszą się pochwalić że są z WarszawyPEONIA pisze: ↑wt cze 09, 2026 3:39 pm I te teksty "a ja jestem z Warszawy" a "bo my w Warszawie" to ja osobiście uważam, ze to legendy miejskie w obecnych czasach, może kiedyś tak było ale teraz już nie.
Ani ja ani nikt kogo znam nie lubi tego mówić, bo dzieją się dwie rzeczy:
1. Właśnie zaczynają padać głupie teksty w stylu "oooo Warszawianka przyjechała" "a co tam słychać w wielkim świecie" i jechanie stereotypami jakie padały w tym wątku.
2. Ludziom jak w kreskówce, pokazują się dolary w oczach i zaraz kombinują jak je z Ciebie wycisnąć. Serio, mnie tez to kiedyś głupią spotkało u fryzjera na wesele kuzyna i wiele moich znajomych ma podobne doświadczenia.
Serio, każdy kogo znam prędzej się przekręci niż się przyzna jeśli nie musi. Ja raczej mowię, ze z centralnej polski jestem albo z Mazowsza
A i jeszcze co do dużych miast. Zaraz jakoś po maturze jak miałam 19-22 lata sporo jeździłam do Krakowa i do Łodzi. Jako młoda dziewczyna miałam specyficzny gust - w senie nie byłam żadną alternatywa czy coś ale np. lubiłam nosić męskie kapelusze czy kupiłam sobie czerwone skórzane spodnie pod wpływem pokazu Versace (ach te błędy młodości) i w Warszawie to generalnie wszyscy mieli na mnie wylane - tak jak wspomniałam to nie była jakaś totalna awangarda ale rzeczy ciut odważniejsze niż to co ludzie zwykle noszą.
Za to w Krakowie ( o dziwo, bo to miasto z artystycznymi klimatami) notorycznie się ludzie gapili a w Łodzi to już w ogóle festiwal - nawet krzyki na ulicy mi się zdążało za mną słyszeć. I to czasy zaledwie kilka lat temu.
Za to w Krakowie ( o dziwo, bo to miasto z artystycznymi klimatami) notorycznie się ludzie gapili a w Łodzi to już w ogóle festiwal - nawet krzyki na ulicy mi się zdążało za mną słyszeć. I to czasy zaledwie kilka lat temu.