Start
Wiadomości
Ulubione
Mój profil

Wasze miejsce pochodzenia

Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry
Push
Currently:Dominicana
Posty: 1748
Rejestracja: sob lis 25, 2023 7:25 pm

Wasze miejsce pochodzenia

Post autor: Push »

Lubicie swoje miejsce pochodzenia? Nadal w nim mieszkacie czy jest to miejsce z cyklu "Wyjechać i nigdy nie wracać?"

Jeśli wyjechaliście, to dlaczego?

Jak byście scharakteryzowali swoje rodzinne miasto w kilku słowach?

Czy Wasze miejsce pochodzenia oferuje perspektywy dla młodych ludzi? Czy Wam dało ono chociażby jakąś cenną wiedzę o życiu?


Fajnie jeśli wyśmienicie nazwę miasta, ale nie jest to konieczne - może być samo województwo/region i liczba mieszkańców. Naturalnie rozumiem potrzebę anonimowości :)
Barasia
Mokra Włoszka
Posty: 59
Rejestracja: sob lis 30, 2024 5:42 pm

Post autor: Barasia »

Pochodzę z miasta ok 10 tys mieszkańców. Wyjechałam i nie chcę wracać. Nie ma tam za bardzo perspektyw zawodowych dla mnie. Kiedyś żywiołowo nienawidziłam tego miejsca, teraz dostrzegam jakiś tam urok w tej mieścinie, ale nie widzę tam miejsca dla siebie. Nigdy nie czułam się tam "u siebie", a jakoś po wyjeździe na studia, a potem kolejnej zmianie miejsca zamieszkania do pracy szybko odnalazłam się w nowym środowisku (dlatego obecnie uważam, że problem jednak nie był we mnie, tylko trafiałam tam na dziwnych ludzi, z którymi nie mogłam złapać kontaktu).
Zaznaczę, że nie wstydzę się miejsca pochodzenia. Po prostu nie widziałam tam dla siebie miejsca właściwie od zawsze.
Nie wiem czy czegoś mnie to miejsce nauczyło. Może że nie zawsze sprawdza się ta mądrość życiowa, że najczęściej problemy zabieramy w każde miejsce, do którego się przeprowadzamy, bo są w nas, a od siebie się nie ucieknie. Czasem nowe środowisko potrafi zdziałać cuda.
Awatar użytkownika
Oliwkowa888
BlondDoczep
Posty: 132
Rejestracja: sob paź 12, 2024 12:54 pm

Post autor: Oliwkowa888 »

Jestem z małego miasta, które kiedyś liczyło 11 tys. mieszkańców a dziś nie ma chyba nawet 9 tys. Nigdy nie czułam się tam u siebie. Głównie dlatego, że byłam zamknięta w sobie i wycofana, ale też dlatego, że jako nastolatka zaczęłam czuć, że nic mnie tam nie czeka. Jeśli nie znajdzie się pracy w szkole, administracji publicznej lub w jednej z dwóch większych firm, to zostaje tam praca w sklepie. Nie ma nawet typowej kawiarni, kina czy jakiegoś miejsca typu kręgielnia, bilard. Poza tym, gdy byłam w liceum, to główną rozrywką młodzieży były imprezy za miastem, albo picie piwa w parku na ławce. Jako nastolatki włóczyliśmy się więc w wolnych chwilach bez celu. Wyjechałam na studia i mimo trudów odnalazłam się w dużym mieście, gdzie podoba mi się większa anonimowość i duży dostęp o kin, teatrów, galerii, miejsc gdzie można uprawiać sport, aktywnie spędzić czas. Ten sam kierunek obrała moja jedyna przyjaciółka dzięki czemu było mi łatwiej.
Dziś do rodzinnego miasta wracam odwiedzając rodziców i o dziwo nawet czuję sentyment do wielu miejsc i wspominam czasami fajne chwile, które jednak się zdarzały. Sporo się tam zmieniło i jest po prostu ładniej, ale nadal nie ma tam gdzie znaleźć pracy, spędzać czasu. W niedzielne popołudnia miasteczko jest niemal jak wymarłe.
sovre77
Mokra Włoszka
Posty: 52
Rejestracja: ndz sie 11, 2024 6:03 pm

Post autor: sovre77 »

Przeczytałam wasze odpowiedzi i doceniam moje strony. Pochodzę z miasteczka ok. 10k. Wyprowadziłam się na studia, po obronie wróciłam, bo choć korzystałam z wygód dużego miasta, pewne rzeczy były dla mnie nie do przeskoczenia - 2 godziny dziennie w dojazdach (nie dało się zejść poniżej 30-40min w jedną stronę bez auta, nieważne gdzie bym jechała), ciągłe przeprowadzki - choć tu pewnie miałam pecha, bo mam znajomych, którzy w jednym miejscu mieszkali po kilka lat bez przerwy - a co za tym idzie wieczna anonimowość w lokalnej społeczności.

Czytając Wasze komentarze czuję się bardzo uprzywilejowana - choć miasteczko nie jest duże, mamy dobrze funkcjonujący ośrodek kultury, a w nim wydarzenia teatralne, koncerty, kino, nawet cykliczne wydarzenia sztuk wizualnych - malarskie wystawy tematyczne albo wernisaże małych lokalnych artystów :) W mieście funkcjonuje parę punktów gastronomicznych, chociaż mają trochę małomiasteczkowy klimat (można zjeść prawdziwą pizzę polską jak w 2010), ale jest też chińczyk, jakieś kebaby, tradycyjne cukiernie i lodziarnie i nawet mamy własną kawiarnię (z faktycznie dobrą kawą/speciality). Do tego dwie siłownie, nieduże jezioro - da się żyć. Brakuje mi pubu z bilardem i basenu oraz więcej wydarzeń kulturowych dla młodych dorosłych, ale to do przejścia. No i potańcówek! Jest jeden klub ale możecie sobie wyobrazić jak to wygląda xd W dużym mieście jest wybór, raczej są miejsca dla młodszych, dla starszych, z różną muzyką i imprezy tematyczne. Lubię tańczyć ale atmosfera w tych klubach małomiasteczkowych to często patologia i mix licealistów z 50-latkami. Samo miasto priorytetyzuje rodziny z dziećmi po prostu.

Z pracą jest różnie, w okolicy jest większe miasto oferujące więcej ofert, ale trzeba być albo pracownikiem fizycznym sprzątanie/magazyn/produkcja, albo specjalistycznie wykształconym. W samym mieście średnio, natomiast obok jest miasto 100k, gdzie już łatwiej - a dojechać 15km to nic. Pisząc o tym, czego mnie nauczyło małe miasto, to świadomość, że ja nie potrafię funkcjonować zdrowo bez swojej "wioski", wiecie, idę na rynek i poznaję pana, który znał mojego dziadka ze szkoły i podzieli się wspomnieniem, pani w warzywniaku odłoży mi truskawki, a koleżanka mojej mamy w recepcji u lekarza wybłaga dodatkowego pacjenta, znajoma ze szkoły w kawiarni ukroi więcej ciasta i można tego mnożyć i mnożyć. Paradoksalnie mając mniej znajomych tu, czuję się dużo mniej samotna. No i do tego kontakt z naturą, cisza i poczucie że czas płynie wolnej, ma się więcej czasu po prostu - bezcenne nawet kosztem przyjemności które oferuje duże miasto
Barasia
Mokra Włoszka
Posty: 59
Rejestracja: sob lis 30, 2024 5:42 pm

Post autor: Barasia »

sovre77 pisze: czw cze 04, 2026 12:56 pm Przeczytałam wasze odpowiedzi i doceniam moje strony. Pochodzę z miasteczka ok. 10k. Wyprowadziłam się na studia, po obronie wróciłam, bo choć korzystałam z wygód dużego miasta, pewne rzeczy były dla mnie nie do przeskoczenia - 2 godziny dziennie w dojazdach (nie dało się zejść poniżej 30-40min w jedną stronę bez auta, nieważne gdzie bym jechała), ciągłe przeprowadzki - choć tu pewnie miałam pecha, bo mam znajomych, którzy w jednym miejscu mieszkali po kilka lat bez przerwy - a co za tym idzie wieczna anonimowość w lokalnej społeczności.
Mi to właśnie nie przeszkadza, a wręcz pasuje, w dużym mieście.
Ale czytając Twoją całą wypowiedź widzę, że po prostu od początku negatywnie byłam nastawiana do tego miejsca i ludzi. Moi rodzice mieli oczywiście znajomych bliższych i dalszych, ale często słyszałam opowieści o tym jak ktoś kogoś wyrolował, ktoś o kimś puścił brzydką plotę. Często pojawiały się słowa, że np z kimś tam się nie zadawaj, bo ci przykleją łatkę takiej i owakiej. Czasem dotyczyło to bezpośrednio mojej rodziny, a czasem było tylko plotkami właśnie. Ogólnie nie wiem czy moi rodzice byli po prostu wyjątkowo ostrożni i przez to wyczuleni na takie akcje, czy w tej nasze społeczności trafiali na nieprzyjemnych ludzi, ale ta atmosfera mnie zniechęciła do wchodzenia w relacje z ludźmi z otoczenia. I chyba dlatego tam mi się podoba anonimowość dużego miasta. Zadaję się tylko z tymi, z którymi chcę, nie przejmuję się niczyją opinią itp.
Twój opis brzmi przyjemnie, na pewno to zupełnie inna atmosfera niż ta, w której ja się wychowałam.