Start
Wiadomości
Ulubione
Mój profil

Savoir-vivre i zachowania kulturalnego człowieka

Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry
Awatar użytkownika
lkjhg
Srebrna Kropeczka
Posty: 157
Rejestracja: czw sie 22, 2024 2:50 pm

Re: Savoir-vivre i zachowania kulturalnego człowieka

Post autor: lkjhg »

FigGa pisze: ndz maja 17, 2026 9:56 am Ale jeśli ktoś walczy i widzi post innej osoby "Jestem kulturalny bo jestem chuda" a sam ma wielki kompleks wagi, to przyznasz, że słabo to brzmi.
Na tej samej zasadzie można przyczepić się do kazdego punktu, który autorka tamtego posta napisala. Można powiedzieć "ja drę mordę w miejscach publicznych(...) ale jeśli ktoś walczy z tym i widząc komentarz innej osoby 'Jestem kulturalny bo nie dre japy' a sam mam wielki kompleks to przyznasz, że słabo to brzmi". Nie, nie brzmi to słabo. Autorka wyraziła swoje zdanie, nie użyła żadnych skrajnie pejoratywnych słów. Ciebie coś ukuło. Widocznie jest to punkt, nad którym Ty musisz popracować. Autorka nie jest odpowiedzialna za to jak Ty się czujesz.
Awatar użytkownika
Anastazja_smietana
GreckieWakacje
Posty: 277
Rejestracja: ndz lis 23, 2025 2:02 pm

Post autor: Anastazja_smietana »

FigGa pisze: ndz maja 17, 2026 9:56 am Ale jeśli ktoś walczy i widzi post innej osoby "Jestem kulturalny bo jestem chuda" a sam ma wielki kompleks wagi, to przyznasz, że słabo to brzmi.
Zobaczyłaś to w bardzo dużym skrócie. Po pierwsze skąd mam wiedzieć kto czyta mój wpis, jakbym wiedziała że walczysz z nadwagą i ci smutno to bym tego nie napisała. W poście było pytanie o "zbudowanie wizerunku". Uważam że zadbany wygląd jest dość kluczową częścią, jak jesteśmy odbierani, a to dość obszerny worek, do którego poza strojem, makijażem, posturą, można wrzucić jeszcze nadużywanie używek itd. Nikt nie powiedział że musisz spełniać wszystkie podpunkty. Wiele osób zwraca uwagę na różne aspekty typu zadbane dłonie, paznokcie, moje takie nie są, ale też tego nie przeżywam, mimo że nie mam wpływu na łamliwe paznokcie. Serio, szkoda czasu na to.
lalisa
Trening tenisa
Posty: 2975
Rejestracja: śr lip 07, 2021 9:59 pm

Post autor: lalisa »

lkjhg pisze: ndz maja 17, 2026 10:26 am Na tej samej zasadzie można przyczepić się do kazdego punktu, który autorka tamtego posta napisala. Można powiedzieć "ja drę mordę w miejscach publicznych(...) ale jeśli ktoś walczy z tym i widząc komentarz innej osoby 'Jestem kulturalny bo nie dre japy' a sam mam wielki kompleks to przyznasz, że słabo to brzmi". Nie, nie brzmi to słabo. Autorka wyraziła swoje zdanie. Ciebie coś ukuło. Widocznie jest to punkt, nad którym Ty musisz popracować. Autorka nie jest odpowiedzialna za to jak Ty się czujesz.
Ale krzykliwość w miejscach publicznych jest powszechnie uznawana za brak kultury. Opanowanie jest częścią savoir-vivre. Wiem, bo namiętnie czytałam książkę "Wielka księga savoir-vivre'u" (taka niebieska) w dzieciństwie. Raczej z nudów niż z wyższych aspiracji. B) Szczupłość to bardzo osobisty pogląd autorki. Savoir-vivre mówi: bądź czysty, zadbany, adekwatnie ubrany, nie sprawiaj innym dyskomfortu swoim zachowaniem albo zapachem. Nie mówi "waga maks 55 kg". Oczywiście zgadzam się, że kobieta smukła zawsze będzie wyglądała bardziej elegancko, ale nadwaga wciąż nie jest brakiem kultury, przynajmniej według mnie. Tak samo nadmierna szczupłość nie oznacza, że ktoś jest chamem.
Awatar użytkownika
lkjhg
Srebrna Kropeczka
Posty: 157
Rejestracja: czw sie 22, 2024 2:50 pm

Post autor: lkjhg »

lalisa pisze: ndz maja 17, 2026 10:32 am Ale krzykliwość w miejscach publicznych jest powszechnie uznawana za brak kultury. Opanowanie jest częścią savoir-vivre. Wiem, bo namiętnie czytałam książkę "Wielka księga savoir-vivre'u" (taka niebieska) w dzieciństwie. Raczej z nudów niż z wyższych aspiracji. B) Szczupłość to bardzo osobisty pogląd autorki. Savoir-vivre mówi: bądź czysty, zadbany, adekwatnie ubrany, nie sprawiaj innym dyskomfortu swoim zachowaniem albo zapachem. Nie mówi "waga maks 55 kg". Oczywiście zgadzam się, że kobieta smukła zawsze będzie wyglądała bardziej elegancko, ale nadwaga wciąż nie jest brakiem kultury, przynajmniej według mnie. Tak samo nadmierna szczupłość nie oznacza, że ktoś jest chamem.
Odnosiłam się tylko do tego, że jedna Wandziara zbyt osobiście wzięła opinię innej Wandziary zamiast na przykład napisać kontropinię jak Ty w punkcie B :)
Awatar użytkownika
Jennifer
MoetGlass
Posty: 254
Rejestracja: śr lip 23, 2025 4:24 pm

Post autor: Jennifer »

Anastazja_smietana pisze: sob maja 16, 2026 10:19 pm - nie drę mordy w miejscach publicznych, staram się rozmawiać cicho. Czasem zdarza mi się słyszeć rozmowy ludzi z drugiego końca sklepu
- nie przejęłam wsiurskich odzywek, wiejskiej gwary itd.
- kiedy podnoszę coś z ziemi, czy wykonuję czynność przy ziemi, to przykucam, zamiast wypinać dupę do ludzi
- naturalny makijaż, czyste włosy, naturalne odcienie włosów
- ubrania dopasowane krojem i rozmiarem do sylwetki, bez wielkich krzykliwych napisów, cekinów
- subtelna biżuteria
- szczupła sylwetka
- chodzenie po odpowiedniej stronie chodnika, nie zajmowanie całej szerokości kiedy idę z rodziną, gdy ktoś idzie z naprzeciwka schodzimy na jedną stronę
Na studiach miałam wykłady z etykiety i savoir-vivre, prowadzone przez mocno umalowaną panią profesor o widocznej nadwadze. Mam nadzieję, że ktoś złożył na nią skargę :< :< :<
i am a god
jaskana
Bransoletka50k
Posty: 554
Rejestracja: ndz mar 06, 2022 11:10 am

Post autor: jaskana »

za najważniejszą cechę uznałabym empatię (naturalną czy bardziej wyuczoną), bo dzięki niej łatwiej jest się dogadać z dowolnym rozmówcom i dopasować do niego sposób wypowiedzi
Awatar użytkownika
odpalskreta
Samarka
Posty: 698
Rejestracja: pn sty 15, 2024 8:31 pm

Post autor: odpalskreta »

Dla mnie takie zasady savoir-vivre są ważne.
Ja zawsze jak gdzieś wchodzę/wychodzę (nawet z autobusu) mówię dzień dobry/ do widzenia/ miłego dnia.
Proszę, dziękuję, przepraszam to już stała się dla mnie podstawa, że nawet nie leży to u mnie w kategorii specjalnego traktowania. Oczywiście, do tego dochodzi ustępowanie miejsca w komunikacji, przepuszczanie ludzi w kolejce w sklepie kiedy ktoś na dwie rzeczy a ja cały koszyk.
Ja też ogólnie jestem mega świadoma życia i staram się aby nigdy nie truć komuś dupy- nigdy nie pójdę do sklepu na ostatnią chwilę, chwilę przed zamknięciem, nigdy nie pójdę z rana do sklepu i nie rzucę banknotu 200 zł i nie będę się wykłócać o resztę po kupieniu bułki za 2 zł.
Niestety mam to szczęście, że muszę pracować z ludźmi i dla mnie to jest porażajace jak ludzie są niewychowani. Nie powiedzą ani dzień dobry, ani dziękuję- no po prostu nic.
Pracuję w kantorze i ostatnio przyszla baba kupić walutę; wyszło 466 zł, chciała kartą to ją poinformowałam że jest prowizja i to będzie 2 zł więcej- zaśmiała się bezczelnie i pretensjonalnie zapytała z jakiej racji- wytłumaczyłam, ze to nie jest zależne ode mnie i nie ja tu ustalam ceny itp, poszła wypłacić 500 zł jak się później okazało, ale dała mi 400 zł, zaczęła się wykłócać że było 500, mówię że rozumiem ale mi dała tylko 400, pobiegła po swojego Janusza (doslownie tak mial na imię), dała mi do zrozumienia i zaglądała czy ja przypadkiem nie wzięłam i nie schowałam, a jak wracała z januszem to sie nagle okazalo ze jej spadło pod lade i nagle sie jej tak głupio zrobiło i ton sie zmienił i sie zaczęła tłumaczyć i idiotka myślała że jak zacznie się tłumaczyć to to rozwiąże problem, a między innymi to, że chciała zrobić ze mnie złodziejkę.
perelka1
Mokra Włoszka
Posty: 71
Rejestracja: śr kwie 15, 2026 9:13 pm

Post autor: perelka1 »

odpalskreta pisze: czw maja 28, 2026 10:00 am Dla mnie takie zasady savoir-vivre są ważne.
Ja zawsze jak gdzieś wchodzę/wychodzę (nawet z autobusu) mówię dzień dobry/ do widzenia/ miłego dnia.
Proszę, dziękuję, przepraszam to już stała się dla mnie podstawa, że nawet nie leży to u mnie w kategorii specjalnego traktowania. Oczywiście, do tego dochodzi ustępowanie miejsca w komunikacji, przepuszczanie ludzi w kolejce w sklepie kiedy ktoś na dwie rzeczy a ja cały koszyk.
Ja też ogólnie jestem mega świadoma życia i staram się aby nigdy nie truć komuś dupy- nigdy nie pójdę do sklepu na ostatnią chwilę, chwilę przed zamknięciem, nigdy nie pójdę z rana do sklepu i nie rzucę banknotu 200 zł i nie będę się wykłócać o resztę po kupieniu bułki za 2 zł.
Niestety mam to szczęście, że muszę pracować z ludźmi i dla mnie to jest porażajace jak ludzie są niewychowani. Nie powiedzą ani dzień dobry, ani dziękuję- no po prostu nic.
Pracuję w kantorze i ostatnio przyszla baba kupić walutę; wyszło 466 zł, chciała kartą to ją poinformowałam że jest prowizja i to będzie 2 zł więcej- zaśmiała się bezczelnie i pretensjonalnie zapytała z jakiej racji- wytłumaczyłam, ze to nie jest zależne ode mnie i nie ja tu ustalam ceny itp, poszła wypłacić 500 zł jak się później okazało, ale dała mi 400 zł, zaczęła się wykłócać że było 500, mówię że rozumiem ale mi dała tylko 400, pobiegła po swojego Janusza (doslownie tak mial na imię), dała mi do zrozumienia i zaglądała czy ja przypadkiem nie wzięłam i nie schowałam, a jak wracała z januszem to sie nagle okazalo ze jej spadło pod lade i nagle sie jej tak głupio zrobiło i ton sie zmienił i sie zaczęła tłumaczyć i idiotka myślała że jak zacznie się tłumaczyć to to rozwiąże problem, a między innymi to, że chciała zrobić ze mnie złodziejkę.
Niby się tak trzymasz zasad savoir vivre, ale pamiętaj, że savoir vivre tyczy się też mówienia i pisania o innych ludziach. Takiej damie jak Ty raczej nie przystoi nazywać innych "idiotkami".
ladygraza
RoyalBaby
Posty: 22
Rejestracja: sob maja 20, 2023 2:32 pm

Post autor: ladygraza »

Zauważyłam, że wielu osobom brakuje podstawowej zdolności do prowadzenia rozmowy. Nie zadawanie pytań, mówienie tylko o sobie, przerywanie. Tu nawet nie chodzi o kulturę, ale można sobie zjednać tyle ludzi okazując zainteresowanie im! Tego naprawde można się nauczyć i sama często muszę się kontrolować. Nie można też na to patrzeć jak na transakcje "ok, ja mówiłam, to teraz muszę zadać jakieś pytanie drugiej osobie", to jest raczej empatia "oj, chyba dużo mówiłam, mogło to przytłoczyć drugą osobę".

Podam kilka przykładów:
1. Najbardziej ekstremalny: członek rodziny ze strony mojego męża, więc nie mogę jej unikać. Opowiada tylko o sobie, co lubi, czego nie. Zaczyna jedną historię i nie skończy nawet i zacznie kolejny. Wszystko na jednym wdechu, więc naprawde trudno przerwać, zadać nawet pytanie. Historie są powtarzane po kilkadziesiąt razy. Jak już uda Ci się wtrącić słowo, to widać, że ona nie słucha, tylko czeka na swoją kolej, żeby znowu wtrącić swoje trzy grosze.
Szczytem było, gdy po 10 latach znajomości w końcu zadała mi jakieś pytanie o rodzinę. Przekornie opowiedziałam o swojej cioci, którą wszyscy uwielbiają i każdy chcę z nią rozmawiać, bo ona zawsze jest szczerze zainteresowana rozmową. Następnego dnia wręcz mnie zaatakowała z pretensją "skoro ty wczoraj opowiadałaś o swojej rodzinie, to teraz moja kolej, żebym opowiedziała!". I przysiadła się do mojego stołu i zaczęła snuć po raz kolejny jakąś swoją odpowiedź. Powiedziałam, że nie sądziłam, że jest to jakaś transakcja i odeszłam od stołu. Przypomnę - to było pierwszy raz w ciągu 10 lat, że ona pozwoliła mi coś opowiedzieć.

2. Moje dziecko chodzi co tydzień na zajęcia i w tym miejscu jest poczekalnia dla rodziców. Wczoraj dołączyły 2 mamy i o ile jeszcze przez pierwsze 2 minuty trwała jakaś rozmowa, to potem to już zamieniło się w jakis pitch. Poczułam się jakbym była na jakimś spotkaniu networkingowym. Jedna opowiadała o swoich sukcesach zawodowych, o tym jaka jest boss mom, druga też zaczęła swoje przechwałki. Jak tematy były bardziej neutralne i ja wtrącałam swoją wypowiedź, to dosłownie po 1 zdaniu wcinały mi się, że aż musiałam zwrócić uwagę "czy mogę dokończyć?". Ostatecznie wylączyłam się z rozmowy, bo stwierdziłam, że te osoby nie stanowią materiału na jakąś długotrwałą znajomość. Po półtorej godzinie, to już wyszłam z sali.
Ale wiecie co jest fajne w wieku 35+? Nadal się wkurzę jak trafiam na takie osoby, ale szybciej się uspokajam, bo znam swoją wartość i bardziej sobie myślałam "kurczę, współczuję wam, bo dużo mogłabym wnieść do waszej rozmowy". Dodam, że jedna jest prawniczką, zaś obydwie prowadzą własne firmy. Widać kultura osobista nie zawsze idzie w parze. I też szczerze: podejrzewam, że obydwie chciały zrobić na audiencji (bo raczej nie rozmówcach ;)) duże wrażenie. Ja raczej myślę, że albo mają duże kompleksy lub są właśnie słabe w tym co robią, skoro potrzebują tak bardzo przekonać innych jakie są boss mom.

Jednocześnie na tych samych zajęciach trafiałam na jedną mamę, która trzymała się zawsze bardziej z boku i wydawała się nieśmiała. Zagadałam do niej tydzień temu co słychać itp. Dałam się jej wygadać, troszkę też o sobie opowiedziałam. W tym tygodniu jak mnie zobaczyła, to już z dala się uśmiechała i próbowała sama zagadać.
Innym razem, na innych zajęciach z dziećmi zagadywałam do nowej mamy. To ja głównie zadawałam pytania i ona odpowiadała, raczej nie zadawała mi pytań. Nie czułam się urażona, bo ona była bardziej zajęta dzieckiem, bardziej pomyślałam, że jest nowa, może nieco nieśmiała, więc to ja przełamie lody wpierw, a ona już sama oceni czy chce dalej prowadzić rozmowe. Teraz znowu spotkałyśmy się na zajęciach i tym razem to ja bardziej opowiadałam, ale dosłownie przez 5 minut i dostosowałam swoją opowieść bardziej pod nią (zauważyłam podobienstwa miedzy naszymi córkami). Pożegnałyśmy się i bardzo mi się miło zrobiło jak zapytała czy będę znowu za tydzień. W obydwóch przypadkach po prostu zadałam kilka pytań na początek znajomości.
PEONIA
Milion subskrypcji
Posty: 4381
Rejestracja: wt sty 18, 2022 6:37 pm

Post autor: PEONIA »

ladygraza pisze: ndz cze 07, 2026 9:44 am Zauważyłam, że wielu osobom brakuje podstawowej zdolności do prowadzenia rozmowy. Nie zadawanie pytań, mówienie tylko o sobie, przerywanie. Tu nawet nie chodzi o kulturę, ale można sobie zjednać tyle ludzi okazując zainteresowanie im! Tego naprawde można się nauczyć i sama często muszę się kontrolować. Nie można też na to patrzeć jak na transakcje "ok, ja mówiłam, to teraz muszę zadać jakieś pytanie drugiej osobie", to jest raczej empatia "oj, chyba dużo mówiłam, mogło to przytłoczyć drugą osobę".

Podam kilka przykładów:
1. Najbardziej ekstremalny: członek rodziny ze strony mojego męża, więc nie mogę jej unikać. Opowiada tylko o sobie, co lubi, czego nie. Zaczyna jedną historię i nie skończy nawet i zacznie kolejny. Wszystko na jednym wdechu, więc naprawde trudno przerwać, zadać nawet pytanie. Historie są powtarzane po kilkadziesiąt razy. Jak już uda Ci się wtrącić słowo, to widać, że ona nie słucha, tylko czeka na swoją kolej, żeby znowu wtrącić swoje trzy grosze.
Szczytem było, gdy po 10 latach znajomości w końcu zadała mi jakieś pytanie o rodzinę. Przekornie opowiedziałam o swojej cioci, którą wszyscy uwielbiają i każdy chcę z nią rozmawiać, bo ona zawsze jest szczerze zainteresowana rozmową. Następnego dnia wręcz mnie zaatakowała z pretensją "skoro ty wczoraj opowiadałaś o swojej rodzinie, to teraz moja kolej, żebym opowiedziała!". I przysiadła się do mojego stołu i zaczęła snuć po raz kolejny jakąś swoją odpowiedź. Powiedziałam, że nie sądziłam, że jest to jakaś transakcja i odeszłam od stołu. Przypomnę - to było pierwszy raz w ciągu 10 lat, że ona pozwoliła mi coś opowiedzieć.

2. Moje dziecko chodzi co tydzień na zajęcia i w tym miejscu jest poczekalnia dla rodziców. Wczoraj dołączyły 2 mamy i o ile jeszcze przez pierwsze 2 minuty trwała jakaś rozmowa, to potem to już zamieniło się w jakis pitch. Poczułam się jakbym była na jakimś spotkaniu networkingowym. Jedna opowiadała o swoich sukcesach zawodowych, o tym jaka jest boss mom, druga też zaczęła swoje przechwałki. Jak tematy były bardziej neutralne i ja wtrącałam swoją wypowiedź, to dosłownie po 1 zdaniu wcinały mi się, że aż musiałam zwrócić uwagę "czy mogę dokończyć?". Ostatecznie wylączyłam się z rozmowy, bo stwierdziłam, że te osoby nie stanowią materiału na jakąś długotrwałą znajomość. Po półtorej godzinie, to już wyszłam z sali.
Ale wiecie co jest fajne w wieku 35+? Nadal się wkurzę jak trafiam na takie osoby, ale szybciej się uspokajam, bo znam swoją wartość i bardziej sobie myślałam "kurczę, współczuję wam, bo dużo mogłabym wnieść do waszej rozmowy". Dodam, że jedna jest prawniczką, zaś obydwie prowadzą własne firmy. Widać kultura osobista nie zawsze idzie w parze. I też szczerze: podejrzewam, że obydwie chciały zrobić na audiencji (bo raczej nie rozmówcach ;)) duże wrażenie. Ja raczej myślę, że albo mają duże kompleksy lub są właśnie słabe w tym co robią, skoro potrzebują tak bardzo przekonać innych jakie są boss mom.

Jednocześnie na tych samych zajęciach trafiałam na jedną mamę, która trzymała się zawsze bardziej z boku i wydawała się nieśmiała. Zagadałam do niej tydzień temu co słychać itp. Dałam się jej wygadać, troszkę też o sobie opowiedziałam. W tym tygodniu jak mnie zobaczyła, to już z dala się uśmiechała i próbowała sama zagadać.
Innym razem, na innych zajęciach z dziećmi zagadywałam do nowej mamy. To ja głównie zadawałam pytania i ona odpowiadała, raczej nie zadawała mi pytań. Nie czułam się urażona, bo ona była bardziej zajęta dzieckiem, bardziej pomyślałam, że jest nowa, może nieco nieśmiała, więc to ja przełamie lody wpierw, a ona już sama oceni czy chce dalej prowadzić rozmowe. Teraz znowu spotkałyśmy się na zajęciach i tym razem to ja bardziej opowiadałam, ale dosłownie przez 5 minut i dostosowałam swoją opowieść bardziej pod nią (zauważyłam podobienstwa miedzy naszymi córkami). Pożegnałyśmy się i bardzo mi się miło zrobiło jak zapytała czy będę znowu za tydzień. W obydwóch przypadkach po prostu zadałam kilka pytań na początek znajomości.
Ludzie też nie mają w ogóle taktu w tym kraju. Szczególnie w tematach dzieci, związków itp. Mówisz komuś np. ze nie chcesz na ten temat gadać czy twardo stawiasz granicę a ten swoje najczęściej....

Co do zadawania pytań, interesowania się - nie wypala Cię to? Pytam bo ja mam obecnie kryzys trochę. W sensie jestem osobą ekstrawertyczną i łatwo nawiązującą kontakty i zawsze wychodziłam z założenia, ze chcesz mieć przyjaciół sam bądź przyjacielem. No i byłam ale przyjaciół nie miałam co łatwo zweryfikowały trudności w moim życiu.

Ludzie są zachwyceni jak zadajesz pytania - odchodzą ze świadomością jaką jesteś świetną osobą........bo w końcu mogli o sobie opowiedzieć. Rzadko to działa w drugą stronę. I nie chodzi o transakcje wymienną tak jak napisałaś o swojej osobie z rodziny, ze ja zadałam dwa pytania to też musisz dwa mi zadać ale kończy się to tak, ze ty się angażujesz a ktoś nie. Obecnie mam taktykę "kamyczka" czyli ja Ci rzucam a potem czekam aż ktoś mi odrzuci nawet mniejszy, I kamyczki do siebie to wszyscy mega chętnie ale z powrotem to już nie :P
ladygraza
RoyalBaby
Posty: 22
Rejestracja: sob maja 20, 2023 2:32 pm

Post autor: ladygraza »

PEONIA pisze: ndz cze 07, 2026 12:08 pm Ludzie też nie mają w ogóle taktu w tym kraju. Szczególnie w tematach dzieci, związków itp. Mówisz komuś np. ze nie chcesz na ten temat gadać czy twardo stawiasz granicę a ten swoje najczęściej....

Co do zadawania pytań, interesowania się - nie wypala Cię to? Pytam bo ja mam obecnie kryzys trochę. W sensie jestem osobą ekstrawertyczną i łatwo nawiązującą kontakty i zawsze wychodziłam z założenia, ze chcesz mieć przyjaciół sam bądź przyjacielem. No i byłam ale przyjaciół nie miałam co łatwo zweryfikowały trudności w moim życiu.

Ludzie są zachwyceni jak zadajesz pytania - odchodzą ze świadomością jaką jesteś świetną osobą........bo w końcu mogli o sobie opowiedzieć. Rzadko to działa w drugą stronę. I nie chodzi o transakcje wymienną tak jak napisałaś o swojej osobie z rodziny, ze ja zadałam dwa pytania to też musisz dwa mi zadać ale kończy się to tak, ze ty się angażujesz a ktoś nie. Obecnie mam taktykę "kamyczka" czyli ja Ci rzucam a potem czekam aż ktoś mi odrzuci nawet mniejszy, I kamyczki do siebie to wszyscy mega chętnie ale z powrotem to już nie :P
Brak taktu - dokładnie. Można mieć tyle ciekawych tematów na pierwszą rozmowę: skąd pochodzisz? Czy jesteś tu pierwszy raz? Czy polecisz restaurację w okolicy? Co byś zrobił z wygraną w totolotka? Czy polecisz jakąś fajną książkę/film/serial? Czym się zajmujesz? Jakie masz hobby? Mam autentycznie gdzieś listę 50 pytań na złamanie lodu. Ale polityka?! Religia?! Te matki z wczoraj też nie omieszkały po 5 minutach rozmowy dokładnie opisać swoje poglądy. Na weselu, nowo poznana para przy stole nie zaczęła rozmowy od przedstawienia się, tylko od żartu politycznego. Nowo poznany pan wykładowca w przedziale w pociągu, po tym jak opowiadał wiele ciekawych historii i przyjemnie się go słuchało, najpierw "nieśmiało" wybadał grunt, a potem na pełnej... rozprawiał o polityce przez resztę podróży.
Wiecie, super jak druga strona ma te same poglądy. Zazdroszczę optymizmu, jeśli uważasz, że jak macie różne poglądy, to możecie poprowadzić fajną dyskusję z wymianą merytorycznych argumentów. Ja bym się bała, że w najlepszym przypadku druga osoba pomyśli o mnie, że jestem idiotką, a w najgorszym skoczymy sobie do gardeł.
Fun fact: raz siedząc w kawiarni za granicą, wyraziłam swoje zdanie na pewien kontrowersyjny polityczny temat do siedzącej ze mną koleżanki. Nie zdawałam sobie sprawy, że przy stoliku obok siedzą Polacy, którzy mnie usłyszeli. Miałam duże szczęście - zaczęli klaskać - uff.. Ale już nawet za granicą się pilnuję.

Do braku taktu zaliczę też, że niestety miałam sporo znajomych, którzy po dłuższej znajomości potrafili wbić szpilkę i to tak po prostu. Niesprowokowani, niespytani. Nie było to nic w stylu "wiesz, nieładnie Ci w tym kolorze włosów, może lepiej zmienić?". Albo złośliwość albo właśnie ten brak taktu. Nie wiem czy żałują, ale z takimi osobami urywałam kontakt z miejsca i nie żałuję - mimo wcześniejszych miłych lat.

A teraz odniosę się do Twojego pytania, więc przepraszam za offtop trochę.

Tak, wypalało mnie to i bardzo dołowało - aż się wyprowadziłam do innego kraju :) . Zastanawiałam się co ze mną nie tak. Pojechałam raz na kurs językowy za granicę i postanowiłam sobie pierwszego dnia, że z każdą osobą, którą napotkam wymienię przynajmniej jedno zdanie. Była to najlepsza decyzja! Powstała z tego bardzo duża grupa znajomych i był to cudowny miesiąc, który uświadomił mi, że jak najbardziej jestem fajną osobą.

Po 10 latach za granicą uważam, że albo miałam w Polsce dużego pecha do ludzi albo ten brak taktu lub też ciągle popisywanie się to jest typowo polska przywara. Bo te wszelkie frustrujące osoby były właśnie Polakami. Oczywiście na mojej drodze było też sporo Polaków, które okazały się fajnymi osobami.

Taktyka kamyczka - jak najbardziej dobrze brzmi. Bardzo mi na zdrowie wyszło, kiedy stwierdziłam, że innym osobom będę poświęcać tyle uwagi ile oni mi. Oznacza to też, że sama weryfikuje swoje zachowanie i staram się dostrzegać błędy w swoim zachowaniu - jak widzę, że ktoś się stara, a ja nie odwzajemniłam tego, staram się to zrekompensować.
Pogodziłam się z tym, że czasami niektóre osoby pojawiają się w naszym życiu tylko na chwilę i wcale nie muszą być dupkami. Po prostu nasze drogi się rozjechały.
Każdy z nas ma też słabsze dni, staram się podchodzić ze zrozumieniem. Jak np. jedna osoba dominuje mocno rozmowę, ale potem się ogarnia to wybaczam. No, ale jak trafiają mi się takie osoby jak te właśnie matki z wczoraj, to czuję się strasznie striggerowana.