Ja też ograniczyłam wyjścia do restauracji. Korzystając z pory roku postanowiłam wybierać więcej dań na wynos i piknikować w parku - dobra pizza na kawałki, onigiri, kraftowy kebab itd. Mnie takie spontaniczne jedzenie w restauracji podczas weekendowego spaceru kosztuje już ze 150zl (2 dorosłych + dziecko). Trudno o danie poniżej 40zł, a napoje podchodzą pod 20zł (nawet głupia woda). Do tego coś z menu dziecięcego też 20zl+, a zwykle są to jakieś nudne i niezdrowe zapychacze. I o ile są miejsca, gdzie faktycznie warto wydać taką kwotę, to z większości restauracji wychodzę z refleksją, że co prawda jestem najedzona, ale niekoniecznie czerpałam jakąś szczególną przyjemność z posiłku i wizyty w lokalu. A jeśli tak jest, to może nie warto za to płacić?Clarion pisze: ↑pn maja 25, 2026 10:14 am Ja właśnie od tego roku podjęłam decyzję, by jak najmniej jeść na mieście, bo dobijają mnie te ceny. Jak widzę sałatkę cezar za 50zł to autumatycznie sobie przeliczam, że za ten hajs sałatkę zrobioną przez siebie miałabym na 3 dni. Jak bardzo nie chce mi się gotować / mam ochotę na coś na wynos to najczęśniej kupuję coś z kuponów z maka (regularne ceny też im odjechały) albo pizzę z promocji dominos. Dobrze, że Bolt Food ma często jakieś promocje, bez tego nie byłabym w stanie pokonać mentalnej bariery, bo po prostu nie akceptuję wydania więcej niż 50zł za pojedynczy posiłek. Żeby to jeszcze było jedzenie dobrej jakości, ale w miejscach, które lubię od lat, regularnie obserwuję spadek jakości, zmniejszanie porcji, zamianę składników na tańsze...
Niepopularne opinie o życiu
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherryRe: Niepopularne opinie o życiu
-
123wiosna123
- Trening padla
- Posty: 4623
- Rejestracja: śr mar 20, 2024 10:27 am
No wlasnie ceny w maku to jest juz jakis śmieszny zartClarion pisze: ↑pn maja 25, 2026 10:14 am Ja właśnie od tego roku podjęłam decyzję, by jak najmniej jeść na mieście, bo dobijają mnie te ceny. Jak widzę sałatkę cezar za 50zł to autumatycznie sobie przeliczam, że za ten hajs sałatkę zrobioną przez siebie miałabym na 3 dni. Jak bardzo nie chce mi się gotować / mam ochotę na coś na wynos to najczęśniej kupuję coś z kuponów z maka (regularne ceny też im odjechały) albo pizzę z promocji dominos. Dobrze, że Bolt Food ma często jakieś promocje, bez tego nie byłabym w stanie pokonać mentalnej bariery, bo po prostu nie akceptuję wydania więcej niż 50zł za pojedynczy posiłek. Żeby to jeszcze było jedzenie dobrej jakości, ale w miejscach, które lubię od lat, regularnie obserwuję spadek jakości, zmniejszanie porcji, zamianę składników na tańsze...
Pamiętam, że jak zaczynałam studia (prawie 10 lat temu, lol), to serio mak był budżetową opcją na szybkie jedzenie na okienku między zajęciami albo kolację po zajęciach, teraz ta różnica między fast foodem a lokalem identyfikującym się jako restauracja się zaciera.123wiosna123 pisze: ↑pn maja 25, 2026 11:38 am No wlasnie ceny w maku to jest juz jakis śmieszny zart
Jak mam ochotę na coś z maka to obczajam w pierwszej kolejności, na co mają kupony w apce.
Ja sie zwykle najadam 2 for you więc dyszka jest jeszcze do przeżycia, lepsze to niż obiad za 50 zł123wiosna123 pisze: ↑pn maja 25, 2026 11:38 am No wlasnie ceny w maku to jest juz jakis śmieszny zart
Też bardzo rzadko ostatnio chodzę do restauracji. Przestało mnie to cieszyć przez te ceny.
Teraz wszystko jest mega drogie, bo miejsca nie konkurują ze sobą ceną, raczej wszystkie trzymają te same ceny. W restauracjach wszędzie ta wspomniana sałatka Cezar kosztuje tyle samo. Np. paznokcie u mnie w okolicach domu i pracy wszędzie są te same ceny + oczywiście są miejsca "fancy", gdzie ceny są całkiem odklejone. Nie mam możliwości iść taniej, bo po prostu taniej nie ma. Kiedyś zawsze ta tańsza opcja była. Przez jakiś czas taniej było u Ukrainek, ale wg mnie już nie jest. Wciąż taniej jest u Tajek czy Wietnamek, ale ja się tam boję chodzić. Próbowałam, dla mnie mają syf i zawsze mieć będą nawet jak je właściciel pogoni, bo nie rozumieją podstaw stojących za higieną w branży beauty.
I ostatnia sprawa jak kiedyś laska mi robiła paznokcie albo rzęsy i prosiła o płatność w gotówce, to dzięki temu miałam taniej. Teraz chcą bliki, gotówki - a wcale nie jest taniej choćby o ten VAT. Po wyjściu z wizyty odwołują ją na Booksy, żeby jeszcze tam % nie zapłacić.
I ostatnia sprawa jak kiedyś laska mi robiła paznokcie albo rzęsy i prosiła o płatność w gotówce, to dzięki temu miałam taniej. Teraz chcą bliki, gotówki - a wcale nie jest taniej choćby o ten VAT. Po wyjściu z wizyty odwołują ją na Booksy, żeby jeszcze tam % nie zapłacić.
Spotkałam się też z tym, że odwołują na booksy, by niezadowolona klientka nie miała możliwości wystawić negatywnej opinii.lalisa pisze: ↑pn maja 25, 2026 12:56 pm Teraz wszystko jest mega drogie, bo miejsca nie konkurują ze sobą ceną, raczej wszystkie trzymają te same ceny. W restauracjach wszędzie ta wspomniana sałatka Cezar kosztuje tyle samo. Np. paznokcie u mnie w okolicach domu i pracy wszędzie są te same ceny + oczywiście są miejsca "fancy", gdzie ceny są całkiem odklejone. Nie mam możliwości iść taniej, bo po prostu taniej nie ma. Kiedyś zawsze ta tańsza opcja była. Przez jakiś czas taniej było u Ukrainek, ale wg mnie już nie jest. Wciąż taniej jest u Tajek czy Wietnamek, ale ja się tam boję chodzić. Próbowałam, dla mnie mają syf i zawsze mieć będą nawet jak je właściciel pogoni, bo nie rozumieją podstaw stojących za higieną w branży beauty.
I ostatnia sprawa jak kiedyś laska mi robiła paznokcie albo rzęsy i prosiła o płatność w gotówce, to dzięki temu miałam taniej. Teraz chcą bliki, gotówki - a wcale nie jest taniej choćby o ten VAT. Po wyjściu z wizyty odwołują ją na Booksy, żeby jeszcze tam % nie zapłacić.
Rozumiem, że chodzi Ci o jawność wynagrodzeń wewnątrz firmy? To się zgadzam, przynajmniej widełki powinny być jawne.lalisa pisze: ↑ndz maja 24, 2026 3:31 pm Serio chciałabym, żeby w Polsce była jawność wynagrodzeń i aby obowiązywała od sprzątaczki po prezesa. Jestem też za jawnością premii. Wiem, że w mojej firmie dyrektor HR i kilka innych lizodupów zarządu wypłaca sobie ogromne premie. Fajnie, jakby ta informacja była jawna i można byłoby kręcić o to aferę, bo teraz wiem od kogoś z księgowości i nie mogę o tym mówić. Jeśli jest sytuacja, że zarząd mówi pracownikom "nie" dla małej podwyżki, a potem wypłacają sobie premie po 50k, to ludzie powinni wiedzieć o tym.
Co do tych premii, to myślę, że w każdej firmie tak to działa i pozostanie "tajne" jak długo się da, natomiast co nie jest tajne, to np. to ile różne firmy wpłaciły na zbiórkę Łatwoganga. Patrząc na te miliony wpłacane łatwą ręką i w zasadzie bez większego planowania pokazują, że firmy mają hajs, tylko po prostu nie chcą się nim dzielić. I powiedzmy w takim InPost, Eveline czy kto tam jeszcze wpłacał, na pewno ktoś nie może się doprosić podwyżki, więc co ma myśleć jak widzi, że firma jest w stanie tak o wyskoczyć z miliona ;)
Mam tak samo! I nie chodzi o to, że mnie nie stać, tylko właśnie o to, że masz świadomość ile to tak naprawdę kosztuje. Hitem są lemoniady, gdzie koszt przygotowania to 50gr a sprzedają po 20 albo i więcej. Tak samo kawa i inne napoje.
-
FikolMikol
- Dieta 600 kcal
- Posty: 2160
- Rejestracja: pn mar 04, 2024 10:30 pm
Chyba się z tym zgodzę, że tak jest, bo ja tak mam teraz jako dziewczyna/kobieta.PEONIA pisze: ↑ndz maja 17, 2026 10:14 pm U kobiet to jeszcze wierzę w szczere intencje ale u facetów tak jest w 99%. Ile ja już widziałam "czekających" po 5/7/15 lat na oświadczyny czy "ja nie potrzebuje papierka by kogoś kochać " i nagle poznał inna i bach - prędko oświadczyny, ślub i czego sobie jaśnie Pani tylko nie zażyczy - czy to dziecko, połowa domu czy 4 karaty w pierścionku czy inne cuda na kiju a wcześniej mu nie było potrzeba i wszystko zbędne![]()
9 lat związku z typem i nie chciałam ani ślubu ani dziecka - odmówiłam zaręczyn.
Rzuciłam go w koncu, teraz mam 31 lat i poznałam kogoś nowego - 3 miesiące znajomości i już mi się zdanie na temat ewentualnego slubu zmieniło ;) Kwestia osoby.
A jak skomentujesz, że cena za wysoka to od razu się odpalają, że przedsiębiorcom w Polsce jest tak trudno, i trzeba za najem lokalu zapłacić, i za prąd, i minimalną na zleceniu pracownikom i to według nich usprawiedliwia dopłatę 14zł za PÓŁ awokado do sałatki (widziałam taki ewenement w menu ostatnio w Bułkę przez bibułkę w Warszawce).
This! I wiecie nie umniejszam, ze podatki i prowadzenie firmy w pl jest coraz trudniejsze i nie twierdze ale też mnie irytuje to. To samo Fryzjerki czy stylistki paznokci. W końcu tylko oni płacą Zusy i mają rachunki - nikt nie ma tylko oni.Clarion pisze: ↑pn maja 25, 2026 3:36 pm A jak skomentujesz, że cena za wysoka to od razu się odpalają, że przedsiębiorcom w Polsce jest tak trudno, i trzeba za najem lokalu zapłacić, i za prąd, i minimalną na zleceniu pracownikom i to według nich usprawiedliwia dopłatę 14zł za PÓŁ awokado do sałatki (widziałam taki ewenement w menu ostatnio w Bułkę przez bibułkę w Warszawce).A jak wiesz, że awokado można kupić na promce 1+1 w Lidlu albo Biedrze i wychodzi 3.5 za sztukę to serio odechciewa się jeść w knajpie.
I "materiały drożeją" - no drożeją ale oni serio się zachowują jakby ludzie nie wiedzieli ile razy można pomalować paznokcie jedną buteleczką lakieru albo ile właśnie awokado kosztuje i że nie są takie koszty jak oni płaczą.
Torciary też odlatują. Masakra. "wiesz ile składniki kosztują" - no tak się składa, że wiem
Co do pierwszego, tak ogólnie odnośnie stylistek - chodziłam ponad rok na paznokcie do jednej dziewczyny, płaciłam ok 200 zł za stylizację, co jest horrendalną ceną. Zawsze gdy chciałam sie umówić na pazy, to potrafiła mnie przyjąć o każdej porze dnia, w nocy o północyPEONIA pisze: ↑pn maja 25, 2026 3:50 pm This! I wiecie nie umniejszam, ze podatki i prowadzenie firmy w pl jest coraz trudniejsze i nie twierdze ale też mnie irytuje to. To samo Fryzjerki czy stylistki paznokci. W końcu tylko oni płacą Zusy i mają rachunki - nikt nie ma tylko oni.
"najlepszej jakości składniki" to jest biała czekolada najtańsza z Lidla która tłumnie polecają i była ostatnio panika jak chyba wycofali na chwilę i masło złapane na promocji po 99 groszy w biedrze kupione na 20 kart moja biedronka i zamrożone
A co do drugiego, te tańsze białe czekolady są o wiele lepsze do tortów, ponieważ mają wyższą zawartość tłuszczu i cukru i lepiej współpracują w masach. Np ja nigdy nie kupuję do ciast tych droższych czekolad, bo zawsze mi się ważą, nie umiem nimi pracować, a te tańsze są serio lepsze.
Ale po co chcą utrzymawac kontakt z takimi toksycznymi rodzinami?ballerinacappuccina pisze: ↑czw maja 21, 2026 9:01 am Mam wśród bliskich znajomych taką parę, która bardzo chciałaby wziąć cichy, skromny ślub w urzędzie. Pochodzą ze wsi i obie rodziny naciskają, że ma być impreza na 300 osób ze wszystkimi wieśniackimi zabawami, ślub oczywiście kościelny, bo inaczej to wstyd. Stanowisko obu rodzin jest takie, że jeśli młodzi zrobią coś wbrew ich woli, to zrywają z nimi kontakt. I tak para jest razem 15 lat bez ślubu, bo rodzina postawiła im ultimatum i wolą mieć święty spokój. Wiem, że teraz większość z was napisałaby ,,to niech zrywają kontakt i tyle'', ale znając życie nikt z was nie był w takiej sytuacji. Bardzo im współczuję, bo naprawdę się kochają, ale kochają też swoich - ośmielę się tak to nazwać - toksycznych rodziców, którzy w dupie mają ich szczęście i obchodzi ich tylko to, co ludzie powiedzą.
Mam wrażenie (moje osobiste doświadczenie, więc ciekawa jestem zdania innych), że krwacowe, kaletnicy, szewcy itp sa zazwyczaj bardzo niemili i jakoś z góry traktują klientów. Razi mnie to do tego stopnia, że jak pomyślę, że mam iść do kaletnika z walizka, to zastanawiam się czy nie lepiej kupić nową 
Jak im tak trudno to niech zmienia branżeClarion pisze: ↑pn maja 25, 2026 3:36 pm A jak skomentujesz, że cena za wysoka to od razu się odpalają, że przedsiębiorcom w Polsce jest tak trudno, i trzeba za najem lokalu zapłacić, i za prąd, i minimalną na zleceniu pracownikom i to według nich usprawiedliwia dopłatę 14zł za PÓŁ awokado do sałatki (widziałam taki ewenement w menu ostatnio w Bułkę przez bibułkę w Warszawce).A jak wiesz, że awokado można kupić na promce 1+1 w Lidlu albo Biedrze i wychodzi 3.5 za sztukę to serio odechciewa się jeść w knajpie.
-
chleb_ze_smalcem
- ZdalnaFanka
- Posty: 465
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
Napiwki to dla mnie frustrujący temat - rzeka. W Europie to chyba zostało przekalkowane z Ameryki. Nie ma najmniejszego sensu żeby zostawiać napiwek w miejscach, gdzie wynagrodzenie jest conajmniej minimalne.
Niestety tu, gdzie mieszkam napiwki 20-25% są oczekiwane i nie da się ich pominąć. Legalnie można nie zostawić ale to ogromna ujma i wstyd. Najgorzej, że od kilku lat zaczęły się pojawiać nawet w fast foodach i kawiarniach, a tam nie ma przecież serwisu, to za co mam płacić ten napiwek?
Ale najgorzej jest w serwisach typu Amazon, napiwek za przywiezienie zakupów - przecież Amazon płaci powyżej minimalnej od dawna. Ciekawe kiedy mi ktoś zacznie dawać napiwki. To strasznie frustrujące…
Zapomniałam jeszcze o napiwkach dla fryzjerów, kosmetyczek i babek od pazurów - też 20% za usługę wątpliwej jakości. Dlatego już nie korzystam z ich usług.
Niestety tu, gdzie mieszkam napiwki 20-25% są oczekiwane i nie da się ich pominąć. Legalnie można nie zostawić ale to ogromna ujma i wstyd. Najgorzej, że od kilku lat zaczęły się pojawiać nawet w fast foodach i kawiarniach, a tam nie ma przecież serwisu, to za co mam płacić ten napiwek?
Ale najgorzej jest w serwisach typu Amazon, napiwek za przywiezienie zakupów - przecież Amazon płaci powyżej minimalnej od dawna. Ciekawe kiedy mi ktoś zacznie dawać napiwki. To strasznie frustrujące…
Zapomniałam jeszcze o napiwkach dla fryzjerów, kosmetyczek i babek od pazurów - też 20% za usługę wątpliwej jakości. Dlatego już nie korzystam z ich usług.
Tak mnie naszło na przemyślenia o tych cenach. Może to trochę jest tak, że dzisiaj po prostu każdy chce się nachapać?
Kiedyś taka fryzjerka nie zarabiała dużo, ale też wydaje mi się, że nie miała presji na to ani nie wyceniała swojej pracy jakoś super (nawet jak była dobra). To były tylko włosy. Tylko obcinanie, tylko czesanie. Zarobków to mogli się domagać lekarze czy prawnicy, a nie fryzjerzy. Nie ukrywajmy, że klienci takiej osiedlowej fryzjerki by się oburzyli, jakby podniosła ceny. Zapytajcie sobie jakiegoś faceta z małego miasta o ceny u fryzjera, to wam z mordą wyskoczy, że więcej jak 20 zł to on nie da. A już jakiś Rafałek z Warszawy zapłaci spokojnie 150-200. To samo dotyczy usług kosmetycznych. Po prostu każdy chce dużo zarabiać i ludzie w branży umieją się tak zgadać, żeby zachować zmowę cen, a kiedyś tego nie robili. W jednym salonie było za 100 zł, to nowy salon robił za 80, żeby przyciągnąć klientów. Teraz jest wręcz tak, że ludzie patrzą "tylko 80 zł? to pewnie słaba usługa" i idą tam gdzie jest 100.
Z drugiej strony też mnie wkurzają ludzie, co mówią np. "nowa rura kosztuje 100 zł, a on mi tu policzył 250!!!", jakby nie kumali, że w cenie jest 1) rura b) zakup rury, czas na to 3) wymiana rury 4) podatki. Jak chcesz mieć za 100 zł, to se jedź, kup i wymień sam.
Kiedyś taka fryzjerka nie zarabiała dużo, ale też wydaje mi się, że nie miała presji na to ani nie wyceniała swojej pracy jakoś super (nawet jak była dobra). To były tylko włosy. Tylko obcinanie, tylko czesanie. Zarobków to mogli się domagać lekarze czy prawnicy, a nie fryzjerzy. Nie ukrywajmy, że klienci takiej osiedlowej fryzjerki by się oburzyli, jakby podniosła ceny. Zapytajcie sobie jakiegoś faceta z małego miasta o ceny u fryzjera, to wam z mordą wyskoczy, że więcej jak 20 zł to on nie da. A już jakiś Rafałek z Warszawy zapłaci spokojnie 150-200. To samo dotyczy usług kosmetycznych. Po prostu każdy chce dużo zarabiać i ludzie w branży umieją się tak zgadać, żeby zachować zmowę cen, a kiedyś tego nie robili. W jednym salonie było za 100 zł, to nowy salon robił za 80, żeby przyciągnąć klientów. Teraz jest wręcz tak, że ludzie patrzą "tylko 80 zł? to pewnie słaba usługa" i idą tam gdzie jest 100.
Z drugiej strony też mnie wkurzają ludzie, co mówią np. "nowa rura kosztuje 100 zł, a on mi tu policzył 250!!!", jakby nie kumali, że w cenie jest 1) rura b) zakup rury, czas na to 3) wymiana rury 4) podatki. Jak chcesz mieć za 100 zł, to se jedź, kup i wymień sam.
Patrząc na to, jak żenująco niski poziom obsługi panuje w wielu polskich lokalach w dzisiejszych czasach, to ja nie wiem, jak ktokolwiek śmie być zdziwiony, że nie dostał napiwku. Jeszcze dziesięć lat temu idąc do restauracji - nawet niedrogiej, typu bar mleczny - byłam traktowana jak królowa, kelnerki biegały dookoła mnie, pytały kilkukrotnie, czy niczego mi nie brakuje, zawsze w uśmiechem, życzliwością. Dziś obrażona dziunia podchodzi, mamrocze pod nosem, na pytania o konkretne pozycje w menu albo nie wie, albo wywraca oczami i idzie zapytać na kuchni. I teraz ktoś pewnie powie ,,no ale to tylko kelnerka, może być zmęczona, może miała gorszy dzień, ona ma przynieść ci zamówienie, a nie robić za encyklopedię, a tak w ogóle to wygugluj sobie'' - spoko, tylko niech nie strzela później min, kiedy nie zostawiam napiwku. Tym bardziej, że ja nie pytam o to, z jakiego regionu Włoch pochodzi dany ser na pizzy, tylko o rodzaj orzechów w cieście (zważywszy na to, że alergia może być śmiertelna, takie pytanie nie powinno dziwić). Normalnie jak człowiek w pracy jest zmęczony, to nie dostaje za to premii, a i jeszcze otrzyma zjebkę od szefa. Durny zwyczaj, ponoć w Japonii chęć zostawienia napiwku traktowana jest jak obraza i sugestia, że niby kelner nie jest odpowiednio wynagradzany i uważam, że tak powinno być też u nas.
i am a god
-
chleb_ze_smalcem
- ZdalnaFanka
- Posty: 465
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
No nie wiem, fakt, to tylko kelnerka ale powinna umieć wykonywać swoją pracę a znajomość menu to podstawa. Ma znać menu, odebrać zamówienie i skasować rachunek. Tyle. Chyba nie ma nic prostszego. Tzn w mnie to tyle, bo od przynoszenia i zbierania talerzy, sprzątania stolika, nalewania wody i czasem też wyboru wina są inne osoby z obsługi. Mnie nikt nie usprawiedliwia jak zawalam coś w robocie. Kelnerzy to chyba najbardziej uciemiężona grupa zawodowa, zaraz po nauczycielach.Jennifer pisze: ↑pn maja 25, 2026 9:19 pm Patrząc na to, jak żenująco niski poziom obsługi panuje w wielu polskich lokalach w dzisiejszych czasach, to ja nie wiem, jak ktokolwiek śmie być zdziwiony, że nie dostał napiwku. Jeszcze dziesięć lat temu idąc do restauracji - nawet niedrogiej, typu bar mleczny - byłam traktowana jak królowa, kelnerki biegały dookoła mnie, pytały kilkukrotnie, czy niczego mi nie brakuje, zawsze w uśmiechem, życzliwością. Dziś obrażona dziunia podchodzi, mamrocze pod nosem, na pytania o konkretne pozycje w menu albo nie wie, albo wywraca oczami i idzie zapytać na kuchni. I teraz ktoś pewnie powie ,,no ale to tylko kelnerka, może być zmęczona, może miała gorszy dzień, ona ma przynieść ci zamówienie, a nie robić za encyklopedię, a tak w ogóle to wygugluj sobie'' - spoko, tylko niech nie strzela później min, kiedy nie zostawiam napiwku. Tym bardziej, że ja nie pytam o to, z jakiego regionu Włoch pochodzi dany ser na pizzy, tylko o rodzaj orzechów w cieście (zważywszy na to, że alergia może być śmiertelna, takie pytanie nie powinno dziwić). Normalnie jak człowiek w pracy jest zmęczony, to nie dostaje za to premii, a i jeszcze otrzyma zjebkę od szefa. Durny zwyczaj, ponoć w Japonii chęć zostawienia napiwku traktowana jest jak obraza i sugestia, że niby kelner nie jest odpowiednio wynagradzany i uważam, że tak powinno być też u nas.
Najbardziej uciemiężona to pracownicy handlu i ich praca w niedziele. Naprawdę ciężko mi dobrze myśleć o niektórych osobach jak czytam w internecie komentarze pracowników handlu - oni nawet nie rozumieją niektórzy, ze etat ma 40 godzin niezależnie gdzie pracujesz no i oczywiście tylko oni mają rodziny dla których chcą mieć niedzielę wolne.chleb_ze_smalcem pisze: ↑pn maja 25, 2026 10:51 pm No nie wiem, fakt, to tylko kelnerka ale powinna umieć wykonywać swoją pracę a znajomość menu to podstawa. Ma znać menu, odebrać zamówienie i skasować rachunek. Tyle. Chyba nie ma nic prostszego. Tzn w mnie to tyle, bo od przynoszenia i zbierania talerzy, sprzątania stolika, nalewania wody i czasem też wyboru wina są inne osoby z obsługi. Mnie nikt nie usprawiedliwia jak zawalam coś w robocie. Kelnerzy to chyba najbardziej uciemiężona grupa zawodowa, zaraz po nauczycielach.
- glottalstop
- FejkTiffany
- Posty: 658
- Rejestracja: wt lip 04, 2023 10:16 pm
Mam to samo z krawcowymi. Najczęściej zanoszę rzeczy do prostych przeróbek typu skrócenie nogawek czy zmniejszenie w pasie. Nie zliczę, ile razy nasłuchałam się, że się nie da (zwęzić dżinsów w talii, serio?), zawracam szanownej pani głowę ("a do tego to mi się nie opłaca zmieniać igły w maszynie"), a szczytem było obgadywanie poprzedniej klientki, która stała w kolejce przede mną. I dotyczyło to wszystkich krawcowych i krawców, starszych i młodszych. To po co pracują z klientem (z którego żyją!) skoro mają go tam bardzo gdzieś albo nie podejmują się zleceń?Avalon pisze: ↑pn maja 25, 2026 4:30 pm Mam wrażenie (moje osobiste doświadczenie, więc ciekawa jestem zdania innych), że krwacowe, kaletnicy, szewcy itp sa zazwyczaj bardzo niemili i jakoś z góry traktują klientów. Razi mnie to do tego stopnia, że jak pomyślę, że mam iść do kaletnika z walizka, to zastanawiam się czy nie lepiej kupić nową![]()
Generalnie mam wrażenie, że 99% tzw. krawcowych nie ma solidnego fachu w ręku, o artyzmie, fantazji, wiedzy o krojach (nie jakichś podstawowych) i jakimś szlachetnym wykończeniu nie wspominając. Dla nich zawsze "nie da się". Kiedyś miałam nietypowe zlecenie, to zanim kogoś w ogóle znalazłam, a jak znalazłam, to trwało to z 2 miesiące, bo pani się "bała podejść" do tematu. Ja bym się cieszyła, że dostałam wyzwanie i próbowała jak najszybciej rozwiązać to zadanie. Ostatecznie zrobiła, ale to było też z mojej strony też pójście na kompromis, bo pani też nie umiała tak, jak ja chciałam. Gdybym umiała dobrze szyć i miała cierpliwość do tego i odpowiedni sprzęt, to 100 razy szybciej bym sobie sama zrobiła.glottalstop pisze: ↑pn maja 25, 2026 10:58 pm Mam to samo z krawcowymi. Najczęściej zanoszę rzeczy do prostych przeróbek typu skrócenie nogawek czy zmniejszenie w pasie. Nie zliczę, ile razy nasłuchałam się, że się nie da (zwęzić dżinsów w talii, serio?), zawracam szanownej pani głowę ("a do tego to mi się nie opłaca zmieniać igły w maszynie"), a szczytem było obgadywanie poprzedniej klientki, która stała w kolejce przede mną. I dotyczyło to wszystkich krawcowych i krawców, starszych i młodszych. To po co pracują z klientem (z którego żyją!) skoro mają go tam bardzo gdzieś albo nie podejmują się zleceń?
A to co opisujesz odnośnie ich zachowania na szczęście mi się nie zdarzyło jeszcze, ale to już w ogóle jest szczyt szczytów.
No właśnie. A przecież lekarze czy ratownicy też mają pracę w święta, do tego muszą jeszcze skończyć długie i skomplikowane studia, są pod presją często decydującą o życiu czy śmierci. W handlu tego nie ma. A może chodzi o to, że praca w handlu jest po prostu zbyt nudna i wtedy z tych nudów już ludzie wymyślają.PEONIA pisze: ↑pn maja 25, 2026 10:54 pm Najbardziej uciemiężona to pracownicy handlu i ich praca w niedziele. Naprawdę ciężko mi dobrze myśleć o niektórych osobach jak czytam w internecie komentarze pracowników handlu - oni nawet nie rozumieją niektórzy, ze etat ma 40 godzin niezależnie gdzie pracujesz no i oczywiście tylko oni mają rodziny dla których chcą mieć niedzielę wolne.
- glottalstop
- FejkTiffany
- Posty: 658
- Rejestracja: wt lip 04, 2023 10:16 pm
Mnie najbardziej śmieszą argumenty zwolenników zakazu handlu w niedzielę, że przecież w handlu pracują same kobiety, które mają rodziny, więc absolutnie nie mogą pracować w niedziele!!! Dzień święty, trzeba spędzać z rodziną!!! A jednocześnie twierdzą, że spoko, w kinach i knajpach to pracują studenci, oni dzieci nie mają, więc niech siedzą. Każdy ma prawo do odpoczynku, i matka trojga dzieci i student zapierniczający po godzinach, żeby utrzymać się w dużym mieście. W czym osoba pracująca w handlu jest lepsza pod tym względem? Poza tym przecież nigdy nie jest tak, że pracuje się we wszystkie niedziele i siedem dni w tygodniu, no bez przesady.Verbena95 pisze: ↑pn maja 25, 2026 11:07 pm No właśnie. A przecież lekarze czy ratownicy też mają pracę w święta, do tego muszą jeszcze skończyć długie i skomplikowane studia, są pod presją często decydującą o życiu czy śmierci. W handlu tego nie ma. A może chodzi o to, że praca w handlu jest po prostu zbyt nudna i wtedy z tych nudów już ludzie wymyślają.