Nikt nikomu nic nie wmawia. To jest FORUM i na tym polega ze ludzie tutaj piszą co mysle i co według nich jest dobre. Co nie znaczy ze nagle jest przymus brania slubumaml pisze: ↑czw maja 21, 2026 8:53 am No wszystko spoko ale nadal: po co wmawiać ludziom co dla nich lepsze? Tak samo dużo problemów niesie bycie nieogarniętym i branie ślubu jak bycie nieogarniętym i nie branie go.
Krótko mówiąc: ogarnięty sam zdecyduje dobrze.
Tych, którzy wzięli ślub a później płaczą bo "oni nie wiedzieli że prawo tak wygląda" też jest dość sporo.
Niepopularne opinie o życiu
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry-
123wiosna123
- Luźny dzień ze mną
- Posty: 4760
- Rejestracja: śr mar 20, 2024 10:27 am
Re: Niepopularne opinie o życiu
-
123wiosna123
- Luźny dzień ze mną
- Posty: 4760
- Rejestracja: śr mar 20, 2024 10:27 am
Xddd
A niby dlaczego?
I zeby nie bylo, to wlasnie ja pisalam w tym watku ze skub dużo zmienia itd ale no nie widzę sensu jesli ktos nie chce go brać zeby kogokolwiek traktować mniej poważnie. Nie chce to nie i tyle.
Mysle ze dorośli ludzie w parze maja to centralnie w dupie czy ktokolwiek z ich rodziny bedzie ich traktował bardziej poważnie czy mniej z powodu statusu ich zwiazku
Podpisuję się pod tym. I są to nie tylko osoby ulegające presji na ślub, ale każdy kto chrzci dziecko, albo posyła do komunii tylko dlatego, że "co babcie powiedzą", a normalnie wiara i kościół w ich życiu nie istnieją.julygirl pisze: ↑czw maja 21, 2026 11:19 am Moja niepopularna opinia jest taka, że takie osoby to życiowe melepety. Nie wyobrażam sobie jako dorosły człowiek być tak zależnym od zdania rodziny. Jest szansa, ze jakby wzięli cichy skromny ślub to rodzice by i tak w koncu to jakoś zaakceptowali i zachowali kontakt. Jeżeli przez 15 lat zwiazku żyjesz pod dyktando rodziny to nie jesteś gotowy na samodzielne tworzenie swojej rodziny z parterem (ofc rodzina to tez dwoje partnerów, czy maja dzieci to niewazne)
-
fantasmagorie
- Bagietka z szarlott
- Posty: 165
- Rejestracja: wt sty 20, 2026 6:33 pm
Uważam, że wystawne wesela z budżetem wielkości wartości mieszkania w średnim mieście, zaplanowane ze skrajnie perfekcjonistycznym podejściem i koniecznie z wypuszczaniem gołębi to rekompensowanie sobie braków w związku i łudzenie się, że "ten wymarzony dzień wszystko zmieni".
Myślę, że tak też bywa
Ale z drugiej strony jest spor osób (moim daniem głownie kobiet), które mają wdrukowane w głowę, że ślub to najpiękniejszy i jednocześnie najważniejszy dzień życia itd. i naprawdę wierzą w to, że wybór odpowiednich serwetek ma wpływ na zabawę na weselu albo ich przyszłe życie.
A jednak ludzie się o takie rzeczy kłócą. Szczególnie jak kobiecie zależy na ślubie, to sytuacja gdy rodzina partnera nie traktuje jej jak kandydatkę na żonę, może boleć. I uważam nawet, że będzie boleć bardziej jak partner będzie miał do tego podejście "ja mam to w dupie".123wiosna123 pisze: ↑czw maja 21, 2026 1:31 pm Xddd
A niby dlaczego?
I zeby nie bylo, to wlasnie ja pisalam w tym watku ze skub dużo zmienia itd ale no nie widzę sensu jesli ktos nie chce go brać zeby kogokolwiek traktować mniej poważnie. Nie chce to nie i tyle.
Mysle ze dorośli ludzie w parze maja to centralnie w dupie czy ktokolwiek z ich rodziny bedzie ich traktował bardziej poważnie czy mniej z powodu statusu ich zwiazku
W idealnym świecie z wizji pop psychologii to oczywiście wszyscy maja wywalone na wszystkich, na rodzinę, znajomych, nikomu nie zazdroszczą, od nikogo nie są zależni, zawsze chcą tego samego i są tak dojrzali, że zaraz przekwitną. Ale życie tak nie wygląda. Czasem kogoś boli brak ślubu. Czasem boli to, że ktoś komentuje brak dziecka, nawet jak ktoś dziecka mieć nie chce.
Nie daję napiwków, nie znoszę tej obecnej napinki w tym temacie. Coraz częściej trafiam na kelnerów, którzy nawet się nie starają, na obsługę trzeba czekać nieskończoność, a potem strzelają miny, gdy nie dostają nic ekstra. Jak dla mnie to obsługa do stolika mogłaby nie istnieć, najlepiej funkcjonują miejsca, gdzie zamawia się przy okienku.
I o ile w Polsce jest jeszcze okej pod tym względem, tak w Niemczech to istna masakra. W mojej opinii podbudowała mnie kelenerka, która po zapłacie za dwa piwa (!) uciekła bez wydania reszty (2€ ale mimo wszystko - nie widziałam powodu żeby jej te pieniądze zostawiać).
Sama pracuję w gastro, sieciówce i u nas jest zakaz przyjmowania napiwków. Zarabiam lekko powyżej minimalnej i nikt mi nie wmówi, że nie da się wyżyć z samej stawki godzinowej.
I o ile w Polsce jest jeszcze okej pod tym względem, tak w Niemczech to istna masakra. W mojej opinii podbudowała mnie kelenerka, która po zapłacie za dwa piwa (!) uciekła bez wydania reszty (2€ ale mimo wszystko - nie widziałam powodu żeby jej te pieniądze zostawiać).
Sama pracuję w gastro, sieciówce i u nas jest zakaz przyjmowania napiwków. Zarabiam lekko powyżej minimalnej i nikt mi nie wmówi, że nie da się wyżyć z samej stawki godzinowej.
Ja to samo. W sensie daje ale coraz rzadziej bo obsługa. w wielu miejscach coraz częściej woła o pomstę do nieba a nie widzę powodu nagradzać dodatkowym wynagrodzeniem kogoś kto się nie przykłada i jawnie ma mnie gdzieś. Coraz rzadziej się trafiają ludzie, którym chce zostawić napiwek. Najbardziej mnie rozbawiła sutuacja jak czekałam pół godziny na kawę, z dalszego zamówienia zrezygnowałam bo mimo nawiązywania kontaktu wzrokowego Pan kelner mnie olewał i wolał gawędzić z kimś z obsługi. Za to szok w oczach jak nie było napiwku....wodnyklan pisze: ↑ndz maja 24, 2026 2:28 pm Nie daję napiwków, nie znoszę tej obecnej napinki w tym temacie. Coraz częściej trafiam na kelnerów, którzy nawet się nie starają, na obsługę trzeba czekać nieskończoność, a potem strzelają miny, gdy nie dostają nic ekstra. Jak dla mnie to obsługa do stolika mogłaby nie istnieć, najlepiej funkcjonują miejsca, gdzie zamawia się przy okienku.
I o ile w Polsce jest jeszcze okej pod tym względem, tak w Niemczech to istna masakra. W mojej opinii podbudowała mnie kelenerka, która po zapłacie za dwa piwa (!) uciekła bez wydania reszty (2€ ale mimo wszystko - nie widziałam powodu żeby jej te pieniądze zostawiać).
Sama pracuję w gastro, sieciówce i u nas jest zakaz przyjmowania napiwków. Zarabiam lekko powyżej minimalnej i nikt mi nie wmówi, że nie da się wyżyć z samej stawki godzinowej.
- berry blast
- Trening tenisa
- Posty: 2828
- Rejestracja: śr cze 11, 2025 3:48 pm
ja w ogóle nie rozumiem idei dawania napiwków.. przecież jak mi kelnerka przyniesie posiłek to nie z dobrej woli tylko to jest jej praca xD
ja jak w pracy wygeneruję albo przeanalizuję jakiś raport to mi nikt nie daje za to napiwków xD
ja jak w pracy wygeneruję albo przeanalizuję jakiś raport to mi nikt nie daje za to napiwków xD
Tylko że obsługa często zarabia 2 albo nawet 3 razy mniej niż kuchnia, a kucharze bardzo często są chamscy w stosunku do kelnerów i gdy taki kelner przyjdzie poprosić o nieoddanie cebuli do dania albo z inną prośbą od klientów to naraża się na narzekanie i wielką łaskę panów kucharzy
-
123wiosna123
- Luźny dzień ze mną
- Posty: 4760
- Rejestracja: śr mar 20, 2024 10:27 am
Ale co tak właściwie klienta restauracji ma obchodzić ile zarabia kelner albo ze kucharz jest chamski wobec tego kelnera? Xdg_girl pisze: ↑ndz maja 24, 2026 2:51 pm Tylko że obsługa często zarabia 2 albo nawet 3 razy mniej niż kuchnia, a kucharze bardzo często są chamscy w stosunku do kelnerów i gdy taki kelner przyjdzie poprosić o nieoddanie cebuli do dania albo z inną prośbą od klientów to naraża się na narzekanie i wielką łaskę panów kucharzybeen there done that
Ja przychodzę zjesc a nie przejmować sie biednym kelnerem obrazanym przez kucharza. Nikogo to nie obchodzi oprocz ludzi pracujących w gastro. Tak samo dlaczego mnie jako klienta ma obchodzić ze kelner zarabia mniej od kucharza? Nie rozumiem tych argumentów.
Wiecznie mnie bawi argument z tym ze kelnerzy malo zarabiają. No nie oni jedyni i co z tego. Moze nagle reszcie za najnizsza krajowa tez dawajmy napiwki bo tak malo zarabiają. Ale kogo to właściwie obchodzi
Ja się odniosłam tylko i wyłącznie do zarzutu że kelnerzy mieliby się dzielić z kuchnią napiwkami. Często oni muszą się z nimi wykłócać żeby zadowolić klienta (mówię o kelnerach którzy się rzeczywiście starają) więc dzielenie się z nimi napiwkami to byłoby jak naplucie im w twarz xd123wiosna123 pisze: ↑ndz maja 24, 2026 2:53 pm Ale co tak właściwie klienta restauracji ma obchodzić ile zarabia kelner albo ze kucharz jest chamski wobec tego kelnera? Xd
Ja przychodzę zjesc a nie przejmować sie biednym kelnerem obrazanym przez kucharza. Nikogo to nie obchodzi oprocz ludzi pracujących w gastro. Tak samo dlaczego mnie jako klienta ma obchodzić ze kelner zarabia mniej od kucharza? Nie rozumiem tych argumentów.
Na kuchni pracuje też pomoc kuchenna czy osoby na zmywaku, jeśli pracują przy kucharzach z nadętym ego to też nie mają łatwo.g_girl pisze: ↑ndz maja 24, 2026 2:51 pm Tylko że obsługa często zarabia 2 albo nawet 3 razy mniej niż kuchnia, a kucharze bardzo często są chamscy w stosunku do kelnerów i gdy taki kelner przyjdzie poprosić o nieoddanie cebuli do dania albo z inną prośbą od klientów to naraża się na narzekanie i wielką łaskę panów kucharzybeen there done that
Serio chciałabym, żeby w Polsce była jawność wynagrodzeń i aby obowiązywała od sprzątaczki po prezesa. Jestem też za jawnością premii. Wiem, że w mojej firmie dyrektor HR i kilka innych lizodupów zarządu wypłaca sobie ogromne premie. Fajnie, jakby ta informacja była jawna i można byłoby kręcić o to aferę, bo teraz wiem od kogoś z księgowości i nie mogę o tym mówić. Jeśli jest sytuacja, że zarząd mówi pracownikom "nie" dla małej podwyżki, a potem wypłacają sobie premie po 50k, to ludzie powinni wiedzieć o tym.
Dokladnie uważam tak samo. Jak ja pracowałam w sieciówce i robiłam metkowanie do nocy itp to też nie dostawałam napiwków.berry blast pisze: ↑ndz maja 24, 2026 2:50 pm ja w ogóle nie rozumiem idei dawania napiwków.. przecież jak mi kelnerka przyniesie posiłek to nie z dobrej woli tylko to jest jej praca xD
ja jak w pracy wygeneruję albo przeanalizuję jakiś raport to mi nikt nie daje za to napiwków xD
Zgadzam się z Wami w kwestii napiwków. Mam jedną koleżankę, która zawsze zostawia 10zł napiwku, bo pracowała jako studentka w gastro i twierdzi, że kelnerki_rzy obgadują osoby, które wychodzą bez zostawienia napiwku i ona nie chce być teraz obgadywana.
Plus chyba chce, by potem w knajpie uważano ją za taką oo, że ją stać na taki napiwek. Dla mnie to objaw warszawskiego zapalenia opon mózgowych. 
Wkurza ją, jak podczas wspólnych wyjść ja napiwków nie zostawiam. Jakby, na tym polega praca kelnera_ki, by przynieść mi tę sałatkę czy inną pizzę do stołu, łaski mi nie robią. A przy obecnych cenach, gdzie głupia kawa z ciastem kosztują prawie 100zł za dwie osoby, zostawianie dodatkowego napiwku uważam za poroniony pomysł.
Wkurza ją, jak podczas wspólnych wyjść ja napiwków nie zostawiam. Jakby, na tym polega praca kelnera_ki, by przynieść mi tę sałatkę czy inną pizzę do stołu, łaski mi nie robią. A przy obecnych cenach, gdzie głupia kawa z ciastem kosztują prawie 100zł za dwie osoby, zostawianie dodatkowego napiwku uważam za poroniony pomysł.
Zgadzam się w 100% z Wami. Pracowałam w sieciówce z butami i starałam się naprawdę dobrze obsługiwać klientów, skakałam wokół nich i co? Dlaczego nitkt nie pomyślał o napiwku dla mnie?
a tak serio. Dlaczego kelnerzy mają dostawać napiwki z defaultu a inni pracownicy pracujący również na najniższej nie? Bardzo często obsługa kelnerska ogranicza się do przyniesienia talerza i rachunku.
To obgadywanie albo reelsy typy "gdy klient ma rachunek na 49,90 i dając 50 mówi reszty nie trzeba" mnie już zupełnie odrzucają. Sam fakt, ze klienci przychodzą do danego miejsca daje tym pracownikom zarobek.Clarion pisze: ↑ndz maja 24, 2026 8:16 pm Zgadzam się z Wami w kwestii napiwków. Mam jedną koleżankę, która zawsze zostawia 10zł napiwku, bo pracowała jako studentka w gastro i twierdzi, że kelnerki_rzy obgadują osoby, które wychodzą bez zostawienia napiwku i ona nie chce być teraz obgadywana.Plus chyba chce, by potem w knajpie uważano ją za taką oo, że ją stać na taki napiwek. Dla mnie to objaw warszawskiego zapalenia opon mózgowych.
Wkurza ją, jak podczas wspólnych wyjść ja napiwków nie zostawiam. Jakby, na tym polega praca kelnera_ki, by przynieść mi tę sałatkę czy inną pizzę do stołu, łaski mi nie robią. A przy obecnych cenach, gdzie głupia kawa z ciastem kosztują prawie 100zł za dwie osoby, zostawianie dodatkowego napiwku uważam za poroniony pomysł.
Nie jesteś samawodnyklan pisze: ↑ndz maja 24, 2026 2:28 pm Nie daję napiwków, nie znoszę tej obecnej napinki w tym temacie. Coraz częściej trafiam na kelnerów, którzy nawet się nie starają, na obsługę trzeba czekać nieskończoność, a potem strzelają miny, gdy nie dostają nic ekstra. Jak dla mnie to obsługa do stolika mogłaby nie istnieć, najlepiej funkcjonują miejsca, gdzie zamawia się przy okienku.
I o ile w Polsce jest jeszcze okej pod tym względem, tak w Niemczech to istna masakra. W mojej opinii podbudowała mnie kelenerka, która po zapłacie za dwa piwa (!) uciekła bez wydania reszty (2€ ale mimo wszystko - nie widziałam powodu żeby jej te pieniądze zostawiać).
Sama pracuję w gastro, sieciówce i u nas jest zakaz przyjmowania napiwków. Zarabiam lekko powyżej minimalnej i nikt mi nie wmówi, że nie da się wyżyć z samej stawki godzinowej.
Natomiast co do wyżycia ze stawki godzinowej, w Polsce nie mamy na co narzekać. Nie wiem, jak jest w Niemczech, ale np. w UK niemożliwością jest utrzymanie się pracując tylko będąc obsługą w gastro. Ludzie mają często po 2-3 prace, żeby w ogóle wyżyć. Ceny są absolutnie kosmiczne - za absolutnie nic i niski standard np. mieszkania.
Co ją to obchodzi. Obgadujący ma problem, nie ona. Ona tego nie słyszy. Ale słyszy niepotrzebnie krytyczny wobec siebie głos w swojej głowie i z tym należałoby coś zrobić.Clarion pisze: ↑ndz maja 24, 2026 8:16 pm Zgadzam się z Wami w kwestii napiwków. Mam jedną koleżankę, która zawsze zostawia 10zł napiwku, bo pracowała jako studentka w gastro i twierdzi, że kelnerki_rzy obgadują osoby, które wychodzą bez zostawienia napiwku i ona nie chce być teraz obgadywana.Plus chyba chce, by potem w knajpie uważano ją za taką oo, że ją stać na taki napiwek. Dla mnie to objaw warszawskiego zapalenia opon mózgowych.
Wkurza ją, jak podczas wspólnych wyjść ja napiwków nie zostawiam. Jakby, na tym polega praca kelnera_ki, by przynieść mi tę sałatkę czy inną pizzę do stołu, łaski mi nie robią. A przy obecnych cenach, gdzie głupia kawa z ciastem kosztują prawie 100zł za dwie osoby, zostawianie dodatkowego napiwku uważam za poroniony pomysł.
A żeby się pokazać, że stać kogoś na napiwek, to też świadczy o kompleksach, co należy zrobić - jak wyżej.
A ile takich jest z nadętym ego. Znowu kwestia kompleksów - np. próbują robić jakiś fine dining, wychodzi im tania imitacja, bo totalnie przekombinują, bo zupełnie nie czują danej kuchni, która ma swoje tradycje i wychodzą takie kwiatki, jak polewanie wszystkiego sosem balsamico w kuchni włoskiej. Kiedyś w takiej kuchni fusion zwróciłam uwagę, nawet dałam pomysł, jak można to danie zrobić lepiej, ale wątpię, żeby moje zdanie było wzięte pod uwagę, tym bardziej, że oni ponoć "mają swój autorski pomysł". Jak już słyszę "autorski pomysł", to często kończy się na tym, że ktoś uważa siebie za "kreatora smaku" a la Magda Gessler, a tymczasem jest to dużo hałasu o nic.
Napiwki widzę tak, że do restauracji czy kawiarni przychodzę nie tylko skonsumować, ale i po to by zrobić to w odpowiedniej atmosferze (wystrój, prezentacja dania, muzyka, a także uprzejma i kompetentna obsługa). Właściciel czy manager nie jest w stanie kontrolować zachowania kelnera przy każdym stoliku, stąd napiwki jako narzędzie motywujące do utrzymania odpowiedniego poziomu obsługi. Nie daję napiwków jeśli obsługa jest na niskim poziomie, ale też nie wymagam nie wiadomo czego. Nawet jakaś pojedyncza pomyłka w zamówieniu nie wplywa na to, czy dam napiwek, a głównie bycie uprzejmym i pomocnym, sprawny odbiór zamówienia (a nie ostentacyjne ignorowanie stolika) itd. Zazwyczaj to są jakieś drobne, zaokrąglam rachunek do pełnej kwoty. No ale pomimo, że w 90% przypadków zostawiam ten napiwek, to doliczanie go z góry do rachunku strasznie mnie denerwuje. Akceptuję to w przypadku obslugi dużych grup, ale coraz częściej widzę albo uznawanie 4 os za dużą grupę albo w ogóle narzucanie dopłaty w wysokości 10% do każdego zamówienia.
Zgadzam się też z głosami, że ceny w gastro odjechały i są nierozsądne. To już wygląda jak takie testowanie ile maksymalnie klienci wytrzymają zanim przestaną przychodzić.
Zgadzam się też z głosami, że ceny w gastro odjechały i są nierozsądne. To już wygląda jak takie testowanie ile maksymalnie klienci wytrzymają zanim przestaną przychodzić.
Ja właśnie od tego roku podjęłam decyzję, by jak najmniej jeść na mieście, bo dobijają mnie te ceny. Jak widzę sałatkę cezar za 50zł to autumatycznie sobie przeliczam, że za ten hajs sałatkę zrobioną przez siebie miałabym na 3 dni. Jak bardzo nie chce mi się gotować / mam ochotę na coś na wynos to najczęśniej kupuję coś z kuponów z maka (regularne ceny też im odjechały) albo pizzę z promocji dominos. Dobrze, że Bolt Food ma często jakieś promocje, bez tego nie byłabym w stanie pokonać mentalnej bariery, bo po prostu nie akceptuję wydania więcej niż 50zł za pojedynczy posiłek. Żeby to jeszcze było jedzenie dobrej jakości, ale w miejscach, które lubię od lat, regularnie obserwuję spadek jakości, zmniejszanie porcji, zamianę składników na tańsze...
Ja też ograniczyłam wyjścia do restauracji. Korzystając z pory roku postanowiłam wybierać więcej dań na wynos i piknikować w parku - dobra pizza na kawałki, onigiri, kraftowy kebab itd. Mnie takie spontaniczne jedzenie w restauracji podczas weekendowego spaceru kosztuje już ze 150zl (2 dorosłych + dziecko). Trudno o danie poniżej 40zł, a napoje podchodzą pod 20zł (nawet głupia woda). Do tego coś z menu dziecięcego też 20zl+, a zwykle są to jakieś nudne i niezdrowe zapychacze. I o ile są miejsca, gdzie faktycznie warto wydać taką kwotę, to z większości restauracji wychodzę z refleksją, że co prawda jestem najedzona, ale niekoniecznie czerpałam jakąś szczególną przyjemność z posiłku i wizyty w lokalu. A jeśli tak jest, to może nie warto za to płacić?Clarion pisze: ↑pn maja 25, 2026 10:14 am Ja właśnie od tego roku podjęłam decyzję, by jak najmniej jeść na mieście, bo dobijają mnie te ceny. Jak widzę sałatkę cezar za 50zł to autumatycznie sobie przeliczam, że za ten hajs sałatkę zrobioną przez siebie miałabym na 3 dni. Jak bardzo nie chce mi się gotować / mam ochotę na coś na wynos to najczęśniej kupuję coś z kuponów z maka (regularne ceny też im odjechały) albo pizzę z promocji dominos. Dobrze, że Bolt Food ma często jakieś promocje, bez tego nie byłabym w stanie pokonać mentalnej bariery, bo po prostu nie akceptuję wydania więcej niż 50zł za pojedynczy posiłek. Żeby to jeszcze było jedzenie dobrej jakości, ale w miejscach, które lubię od lat, regularnie obserwuję spadek jakości, zmniejszanie porcji, zamianę składników na tańsze...