Start
Wiadomości
Ulubione
Mój profil

Niepopularne opinie o życiu

Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry
Awatar użytkownika
berry blast
Dieta 600 kcal
Posty: 2277
Rejestracja: śr cze 11, 2025 3:48 pm

Re: Niepopularne opinie o życiu

Post autor: berry blast »

jaskana pisze: pt kwie 17, 2026 5:22 pm ale wyszła wcześniej czy tak jak ma w umowie? bo jak o czasie to może po prostu was nie lubi/spieszyła się/cokolwiek
bardziej bym powiedziała, że zaobserwowałam u niektórych zetek totalny brak potrzeby integracji z grupą. przychodzi, cześć cześć robi swoje i wychodzi. i nie twierdzę czy to źle czy dobrze. po prostu jakoś inaczej w stosunku do millenialsów.
Alek88
LouiBag
Posty: 318
Rejestracja: sob wrz 30, 2023 5:01 pm

Post autor: Alek88 »

Mówienie "stary" o partnerze/mężu jest tak boomerskie i nieśmieszne, że może równać się z żartami pijanego wąsatego wujka na grillu.
EmEm
FlafLover
Posty: 1236
Rejestracja: pn lut 27, 2023 4:07 pm

Post autor: EmEm »

I teraz przyjdą zetki i inne alfy i omegi i będą słodzić sobie jacy to oni nie są przez 3 strony 🙃
chleb_ze_smalcem
MiamiBicz
Posty: 399
Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm

Post autor: chleb_ze_smalcem »

berry blast pisze: pt kwie 17, 2026 5:29 pm bardziej bym powiedziała, że zaobserwowałam u niektórych zetek totalny brak potrzeby integracji z grupą. przychodzi, cześć cześć robi swoje i wychodzi. i nie twierdzę czy to źle czy dobrze. po prostu jakoś inaczej w stosunku do millenialsów.
Potwierdzam. Nie chce mi się integrować z ludźmi z pracy ani trochę. Nic do nich nie mam. Po prostu nie jest mi to do niczego potrzebne. Praca jest od pracowania, zwykle część i zrobienie swojej roboty powinno być w pełni akceptowalne, bo od tego tam jesteśmy. Nie wiem po co mieliśmy przebierać się razem koniecznie razem pójść na przystanek.
Clarion
Currently:Top
Posty: 708
Rejestracja: ndz mar 17, 2024 12:41 pm

Post autor: Clarion »

Aż mi się przypomniało jak w jednych z byłych prac wychodziłam równo o czasie, tj. jak byłam w pracy do 16.00 to o 15:55 wstawałam od biurka, wyłączałam komputer, myłam kubek po kawie itd. i o 16.00 wychodziłam z budynku. I została mi zwrócona uwaga, że jestem bardzo zadaniowa "od do" i nigdy nie przychodzę wcześniej i nie wychodzę po czasie. A reszta zespołu jeszcze z 15min sobie porozmawia w drzwiach budynku i się zintegruje, a ja nie, bo idę do domu XD No to zapytałam, czy za stanie 15min na parkingu i dyskutowanie o pogodzie zostanie mi zapłacone w ramach nadgodzin i czy to mój obowiązek służbowy. Ale się wtedy typiarze naraziłam, oczywiście komentarz, że to młode pokolenie to nie ma kultury pracy.
Awatar użytkownika
agbmrctorakwin
GreckieWakacje
Posty: 283
Rejestracja: sob mar 16, 2024 3:27 pm

Post autor: agbmrctorakwin »

Proteinowe produkty w większości są paskudne, wszystkie które próbowałam miały ten okropny, mączny posmak. Nie wiem jak to można jeść na co dzień. I uważam, że na półkach sklepowych jest dostępnych tyle naturalnych wysokobiałkowych produktów, że nie trzeba sięgać po te chemiczne wersje. Zamiast kupować batony czy puddingi o smaku tektury, lepiej postawić na zwykły twaróg, jajka, chude mięso, ryby czy rośliny strączkowe, które mają lepszy skład i nie smakują jak proszek rozrobiony z wodą. Już pomijam fakt, że w większości ten wielki napis protein jest zwykłym chwytem marketingowym i ciągnięciem hajsu od nieświadomych konsumentów, dla przykładu:
serek wiejski high protein z Piątnicy 14 g białka/100g cena 4,65zl
serek wiejski z Piątnicy 11g białka/100g 2,99zł
(ceny obu serków brałam ze strony Carrefoura, wiadomo że w innych marketach ceny mogą się trochę różnić).
staratwoja
BlondDoczep
Posty: 132
Rejestracja: czw gru 12, 2024 1:32 pm

Post autor: staratwoja »

Clarion pisze: pt kwie 17, 2026 6:29 pm Aż mi się przypomniało jak w jednych z byłych prac wychodziłam równo o czasie, tj. jak byłam w pracy do 16.00 to o 15:55 wstawałam od biurka, wyłączałam komputer, myłam kubek po kawie itd. i o 16.00 wychodziłam z budynku. I została mi zwrócona uwaga, że jestem bardzo zadaniowa "od do" i nigdy nie przychodzę wcześniej i nie wychodzę po czasie. A reszta zespołu jeszcze z 15min sobie porozmawia w drzwiach budynku i się zintegruje, a ja nie, bo idę do domu XD No to zapytałam, czy za stanie 15min na parkingu i dyskutowanie o pogodzie zostanie mi zapłacone w ramach nadgodzin i czy to mój obowiązek służbowy. Ale się wtedy typiarze naraziłam, oczywiście komentarz, że to młode pokolenie to nie ma kultury pracy.
Jak pracowałam z ekipą ludzi w moim wieku i miałam wspólne zainteresowania z wieloma osobami to chodziliśmy na piwo i się integrowaliśmy naturalnie, nie wiem jaki sens miałoby wymuszanie czegoś takiego ze współpracownikami którzy np są 15 lat starsi ode mnie i zajmuje ich coś zupełnie innego w życiu, wolę wrócić do domu i wyjść ze swoimi prywatnymi znajomymi
terrible
Migocząca Świeczka
Posty: 363
Rejestracja: ndz wrz 07, 2025 7:51 pm

Post autor: terrible »

Z tymi zetkami i np. brakiem chęci integrowania się w grupie/wychodzenia do ludzi + kupowaniem na temu i hotdogów w żabce, to mimo wszystko (choć czasami sama mi się już gotuje jak np. mam kogoś takiego w pracy), to pamiętajmy że:

a) ich okres 'socjalizowania się' przypadł na sam środek pandemii. Kiedy my w ich wieku siedzieliśmy w gimbazie na piaskownicy i wagarowaliśmy albo graliśmy w siatę na wfie czy mieliśmy pierwsze zauroczenie kacprem w 2b, oni jedyne co mieli to ekran komputera, jak było szczęsliwie to chociaż w swoim pokoju i w miłej atmosferze, jak nie było to z bratem po drugiej stronie pokoju i z pijanym ojcem w gaciach który lada moment może wejść i zacząć się drzeć gdy masz lekcję na kamerze

b) czytałam gdzieś super artykuł, że ze względu na to, że te "dorosłe rzeczy' takie jak zakup mieszkania, wyjazd na studia (które nic nie dają obecnie), założenie rodziny, emerytura są tak niesamowicie drogie, niemal nieosiągalne i niepewne, że gen z by poczuć "możliwość sprawczości" i jakoś to sobie rekompensować kupują rzeczy, które są w ich zasięgu (a które też "kiedyś' były ultra drogie, a obecnie są osiągalne), typu ubrania z wielkim logo, manicure czy matcha na mieście. ktoś powie "ale dla millenialsów mieszkania też są drogie!". tak, ale był moment kiedy kosztowały "za naszej dorosłości' przynajmniej w Warszawie mniej niż 10k/m2, nie były aż takim narzędziem spekulacyjnym, byliśmy na fali wnoszącej gospodarki, rynek jeszcze nie był tak wysycony white collars, a i na szparagi do Niemiec można było na pół roku wyjechać i wrócić jak król. zetki mają pracę w żabce za 32zł/h na UZ, kawalerkę za 700k i brak gwarancji, że jak zaczną spoko zarabiać, to nie będzie drożej.

Spotkałam się też z określeniem ich jako 'pokolenie bez nadziei" i nie dziwię się, że wydajesz na matche na mieście skoro wierzysz, że nic cię nie czeka. strasznie mi ich szkoda jeśli chodzi o to zderzenie się z rzeczywistością, pamiętam że byli tymi, którzy kwestionują wszystko, obecnie mam wrażenie, że są dużo bardziej cyniczni i zmęczeni niż ja, millenials.

Z tego, co czytałam, to to się bierze z tego, że wcześniejsze pokolenia widziały "lepszy świat' i że może być lepiej (aka 'millenial optimism"), a oni zaczęli swoje życie od kryzysu w 2008 i od tego momentu tylko wojny, kryzysy, szaleńcy wybierani na władzę oraz tykający zegar katastrofy klimatycznej podsycany przez AI wchodzące wszędzie. Btw, to jest nie tylko w Polsce tylko na całym świecie.
Awatar użytkownika
iksde12345
LouiBag
Posty: 308
Rejestracja: pn mar 18, 2024 11:18 pm

Post autor: iksde12345 »

terrible pisze: pt kwie 17, 2026 9:42 pm Z tymi zetkami i np. brakiem chęci integrowania się w grupie/wychodzenia do ludzi + kupowaniem na temu i hotdogów w żabce, to mimo wszystko (choć czasami sama mi się już gotuje jak np. mam kogoś takiego w pracy), to pamiętajmy że:

a) ich okres 'socjalizowania się' przypadł na sam środek pandemii. Kiedy my w ich wieku siedzieliśmy w gimbazie na piaskownicy i wagarowaliśmy albo graliśmy w siatę na wfie czy mieliśmy pierwsze zauroczenie kacprem w 2b, oni jedyne co mieli to ekran komputera, jak było szczęsliwie to chociaż w swoim pokoju i w miłej atmosferze, jak nie było to z bratem po drugiej stronie pokoju i z pijanym ojcem w gaciach który lada moment może wejść i zacząć się drzeć gdy masz lekcję na kamerze

b) czytałam gdzieś super artykuł, że ze względu na to, że te "dorosłe rzeczy' takie jak zakup mieszkania, wyjazd na studia (które nic nie dają obecnie), założenie rodziny, emerytura są tak niesamowicie drogie, niemal nieosiągalne i niepewne, że gen z by poczuć "możliwość sprawczości" i jakoś to sobie rekompensować kupują rzeczy, które są w ich zasięgu (a które też "kiedyś' były ultra drogie, a obecnie są osiągalne), typu ubrania z wielkim logo, manicure czy matcha na mieście. ktoś powie "ale dla millenialsów mieszkania też są drogie!". tak, ale był moment kiedy kosztowały "za naszej dorosłości' przynajmniej w Warszawie mniej niż 10k/m2, nie były aż takim narzędziem spekulacyjnym, byliśmy na fali wnoszącej gospodarki, rynek jeszcze nie był tak wysycony white collars, a i na szparagi do Niemiec można było na pół roku wyjechać i wrócić jak król. zetki mają pracę w żabce za 32zł/h na UZ, kawalerkę za 700k i brak gwarancji, że jak zaczną spoko zarabiać, to nie będzie drożej.

Spotkałam się też z określeniem ich jako 'pokolenie bez nadziei" i nie dziwię się, że wydajesz na matche na mieście skoro wierzysz, że nic cię nie czeka. strasznie mi ich szkoda jeśli chodzi o to zderzenie się z rzeczywistością, pamiętam że byli tymi, którzy kwestionują wszystko, obecnie mam wrażenie, że są dużo bardziej cyniczni i zmęczeni niż ja, millenials.

Z tego, co czytałam, to to się bierze z tego, że wcześniejsze pokolenia widziały "lepszy świat' i że może być lepiej (aka 'millenial optimism"), a oni zaczęli swoje życie od kryzysu w 2008 i od tego momentu tylko wojny, kryzysy, szaleńcy wybierani na władzę oraz tykający zegar katastrofy klimatycznej podsycany przez AI wchodzące wszędzie. Btw, to jest nie tylko w Polsce tylko na całym świecie.
Ja się zaliczam do tych zetek (już nieco starszych, ja ćwierćwiecze) i jest dokładnie tak jak mówisz. Jak mam świadomość tego, że nic nie jest stabilne i że nic mnie ni czeka to się serio odechciewa wszystkiego
fantasmagorie
PsychoFanka
Posty: 92
Rejestracja: wt sty 20, 2026 6:33 pm

Post autor: fantasmagorie »

terrible pisze: pt kwie 17, 2026 9:42 pm Z tymi zetkami i np. brakiem chęci integrowania się w grupie/wychodzenia do ludzi + kupowaniem na temu i hotdogów w żabce, to mimo wszystko (choć czasami sama mi się już gotuje jak np. mam kogoś takiego w pracy), to pamiętajmy że:

a) ich okres 'socjalizowania się' przypadł na sam środek pandemii. Kiedy my w ich wieku siedzieliśmy w gimbazie na piaskownicy i wagarowaliśmy albo graliśmy w siatę na wfie czy mieliśmy pierwsze zauroczenie kacprem w 2b, oni jedyne co mieli to ekran komputera, jak było szczęsliwie to chociaż w swoim pokoju i w miłej atmosferze, jak nie było to z bratem po drugiej stronie pokoju i z pijanym ojcem w gaciach który lada moment może wejść i zacząć się drzeć gdy masz lekcję na kamerze

b) czytałam gdzieś super artykuł, że ze względu na to, że te "dorosłe rzeczy' takie jak zakup mieszkania, wyjazd na studia (które nic nie dają obecnie), założenie rodziny, emerytura są tak niesamowicie drogie, niemal nieosiągalne i niepewne, że gen z by poczuć "możliwość sprawczości" i jakoś to sobie rekompensować kupują rzeczy, które są w ich zasięgu (a które też "kiedyś' były ultra drogie, a obecnie są osiągalne), typu ubrania z wielkim logo, manicure czy matcha na mieście. ktoś powie "ale dla millenialsów mieszkania też są drogie!". tak, ale był moment kiedy kosztowały "za naszej dorosłości' przynajmniej w Warszawie mniej niż 10k/m2, nie były aż takim narzędziem spekulacyjnym, byliśmy na fali wnoszącej gospodarki, rynek jeszcze nie był tak wysycony white collars, a i na szparagi do Niemiec można było na pół roku wyjechać i wrócić jak król. zetki mają pracę w żabce za 32zł/h na UZ, kawalerkę za 700k i brak gwarancji, że jak zaczną spoko zarabiać, to nie będzie drożej.

Spotkałam się też z określeniem ich jako 'pokolenie bez nadziei" i nie dziwię się, że wydajesz na matche na mieście skoro wierzysz, że nic cię nie czeka. strasznie mi ich szkoda jeśli chodzi o to zderzenie się z rzeczywistością, pamiętam że byli tymi, którzy kwestionują wszystko, obecnie mam wrażenie, że są dużo bardziej cyniczni i zmęczeni niż ja, millenials.

Z tego, co czytałam, to to się bierze z tego, że wcześniejsze pokolenia widziały "lepszy świat' i że może być lepiej (aka 'millenial optimism"), a oni zaczęli swoje życie od kryzysu w 2008 i od tego momentu tylko wojny, kryzysy, szaleńcy wybierani na władzę oraz tykający zegar katastrofy klimatycznej podsycany przez AI wchodzące wszędzie. Btw, to jest nie tylko w Polsce tylko na całym świecie.
Ale to pięknie opisałaś, dziękuję <3
123wiosna123
Milion subskrypcji
Posty: 4306
Rejestracja: śr mar 20, 2024 10:27 am

Post autor: 123wiosna123 »

berry blast pisze: pt kwie 17, 2026 4:52 pm no i kurde niech mi ktoś powie, że to nie jet powód do wstydu. żeby młoda dziewczyna nie rozumiała prostego komunikatu. przecież spicy souse to pewnie nawet na tej butelce było napisane.
to nie chodzi o to, aby wszyscy biegle rozmawiali w języku angielskim o fizyce kwantowej czy budowie silnika statku kosmicznego, ale te podstawy ang. faktycznie się przydają, nawet jak pracujesz w żabce. bo może przyjść angol po hot-doga.

jak jechałam na urlop do niemiec czy holandii to też miałam obawy że kurde jak ja się dogadam, po niemiecku umiem tylko powiedzieć gehen nah hausen kinder machen, no może mi się nie przydać 😬 ale się okazało, że jak się zna angielski to absolutnie wszystko można załatwić.
Serio kobieta mieszkająca w Polsce ma sie wstydzic ze nie zna innego języka niz ten obowiazijacy w kraju w którym mieszka? Xd
Serio nie rozumiem waszego rozumowania
To ten człowiek nieznający polskiego będąc w Polsce ma sie dostosować i sobie poradzić a nie ta kasjerka.
No ale spoko, zaraz sie dowiem ze o nie nie kazdy musi znac angielski i najlepiej będąc Polakiem znac angielski a nie znac polskiego xd
123wiosna123
Milion subskrypcji
Posty: 4306
Rejestracja: śr mar 20, 2024 10:27 am

Post autor: 123wiosna123 »

berry blast pisze: pt kwie 17, 2026 5:29 pm bardziej bym powiedziała, że zaobserwowałam u niektórych zetek totalny brak potrzeby integracji z grupą. przychodzi, cześć cześć robi swoje i wychodzi. i nie twierdzę czy to źle czy dobrze. po prostu jakoś inaczej w stosunku do millenialsów.
Nie wiem czy tak maja tylko zetki. Ja jestem millenialsem i mam gdzieś te integrowanie sie np z ludźmi z pracy którzy jak bedzie tylko okazja to beda na mnie gadac kierownikowi. Praca to praca i nic więcej. Chodzę tak aby miec kase a nie szukać kolegów.
123wiosna123
Milion subskrypcji
Posty: 4306
Rejestracja: śr mar 20, 2024 10:27 am

Post autor: 123wiosna123 »

berry blast pisze: pt kwie 17, 2026 5:10 pm nie chodzi mi o to żeby robić za darmo nadgodziny, tylko o to że gdy my się przebierałyśmy aby wyjść razem i powiedzieć sobie cześć to zetka już stała na przystanku xD
Najgorsze co moze byc to czekanie aż ktos sie przebierze zeby wyjść razem i powiedzieć cześć. Niby po co tak właściwie?
Awatar użytkownika
Arzena
Trening tenisa
Posty: 2851
Rejestracja: sob sty 20, 2024 1:49 pm

Post autor: Arzena »

123wiosna123 pisze: pt kwie 17, 2026 10:44 pm Nie wiem czy tak maja tylko zetki. Ja jestem millenialsem i mam gdzieś te integrowanie sie np z ludźmi z pracy którzy jak bedzie tylko okazja to beda na mnie gadac kierownikowi. Praca to praca i nic więcej. Chodzę tak aby miec kase a nie szukać kolegów.
Dokladnie mam tak samo. I nie lubie tego nacisku,bo "coś trzeba". Nic nie trzeba,nie ma sie ochoty to się nie wychodzi. Ja wole swoj czas wolny spędzać inaczej niz znow z ludźmi z pracy
Awatar użytkownika
berry blast
Dieta 600 kcal
Posty: 2277
Rejestracja: śr cze 11, 2025 3:48 pm

Post autor: berry blast »

123wiosna123 pisze: pt kwie 17, 2026 10:46 pm Najgorsze co moze byc to czekanie aż ktos sie przebierze zeby wyjść razem i powiedzieć cześć. Niby po co tak właściwie?
tak właściwie po to że trwa to dwie minuty a jeśli ktoś w tym czasie zwiewa bez pożegnania to wygląda to dziwnie bosz skończmy temat xD
xoseraphina
ToTylkoHermes
Posty: 737
Rejestracja: pn maja 01, 2023 11:15 pm

Post autor: xoseraphina »

123wiosna123 pisze: pt kwie 17, 2026 10:42 pm Serio kobieta mieszkająca w Polsce ma sie wstydzic ze nie zna innego języka niz ten obowiazijacy w kraju w którym mieszka? Xd
Serio nie rozumiem waszego rozumowania
To ten człowiek nieznający polskiego będąc w Polsce ma sie dostosować i sobie poradzić a nie ta kasjerka.
No ale spoko, zaraz sie dowiem ze o nie nie kazdy musi znac angielski i najlepiej będąc Polakiem znac angielski a nie znac polskiego xd
No dokładnie, ja nie rozumiem co to za problem nauczyć się podstawowych zwrotów w języku, który obowiązuje w kraju do którego się jedzie albo chociażby wklepać do tłumacza i pokazać. Gdy jakiś Ukrainiec zaczepi Polaka i zacznie zaciągać po swojemu, to każdy oburzony, że tu jest Polsza, ale jakiś angol to już ma być traktowany jak pępek świata.
Aleksandra_18
Mokra Włoszka
Posty: 74
Rejestracja: pt sty 31, 2025 7:39 pm

Post autor: Aleksandra_18 »

Nie lubię imprez składkowych, na które trzeba przynieść coś innego niż picie czy sklepowe przekąski typu czipsy/paluszki. Raz, że w mojej grupce znajomych są dwie osoby posiadające wykluczające się ograniczenia żywieniowe i nigdy nie mam pomysłu co zrobić, a dwa, że gotuję raczej przeciętnie i boję się, że komuś coś wyraźnie nie posmakuje.
Jak już jest jakaś składkowa domówka, to zgłaszam się żeby przynieść coś sklepowego, ew. piekę ciastka.
jaskana
Naczelny Zapierdalacz
Posty: 503
Rejestracja: ndz mar 06, 2022 11:10 am

Post autor: jaskana »

123wiosna123 pisze: pt kwie 17, 2026 10:42 pm Serio kobieta mieszkająca w Polsce ma sie wstydzic ze nie zna innego języka niz ten obowiazijacy w kraju w którym mieszka? Xd
Serio nie rozumiem waszego rozumowania
To ten człowiek nieznający polskiego będąc w Polsce ma sie dostosować i sobie poradzić a nie ta kasjerka.
No ale spoko, zaraz sie dowiem ze o nie nie kazdy musi znac angielski i najlepiej będąc Polakiem znac angielski a nie znac polskiego xd
ale serio uczysz się np. podstawowych zwrotów po wietnamsku jadąc do wietnamu? bo ile w obrębie języków europejskich raczej łatwo nauczyć się absolutnych podstaw to w takich przypadkach robi się trudniej
chleb_ze_smalcem
MiamiBicz
Posty: 399
Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm

Post autor: chleb_ze_smalcem »

Naukowiec poniżej 40stki co nie zna angielskiego to jakiś żart. Ogrom wiedzy naukowej jest po angielsku, z różnych krajów świata, wiadomo, to najpopularniejszy język. Nie nauczyć się w stopniu wystarczającym żeby czytać prace innych to już trzeba się chyba starać.
Znajomość języków obcych dawniej świadczyła o dobrym wykształceniu i obyciu. Było powodem do dumy, gdy ktoś potrafił się dogadać z obcokrajowcem w kraju bądź zagranicą.
A obecnie ludzie się uwsteczniają. Awersja do nauki czegokolwiek i buntowanie się przed poszerzaniem horyzontów jest bardzo na topie. Można być nieukiem, nikt nikomu nie broni ale nie ma się czym chwalić.
Alek88
LouiBag
Posty: 318
Rejestracja: sob wrz 30, 2023 5:01 pm

Post autor: Alek88 »

Jeszcze w temacie Zetek - ja mam sporo młodych ludzi w pracy i naprawdę ten brak chęci integrowania się i izolowanie od reszty widzę u jednostek, większość Zetek które znam to fajni, konkretni ludzie, można z nimi pogadać i poważnie i pośmiać się, nieraz lepiej się z nimi dogaduje niż z ludźmi w moim wieku. Męczą mnie opowieści o cudzych bombelkach, problemach w szkole czy tam przedszkolu, o teściach i teściowych itp. czyli typowe tematy millenialsow, oczywiście tutaj generalizuje, ale często tak to wygląda. A to, że ktoś wychodzi z pracy o czasie to naprawdę żadna zbrodnia xd sama tak robię.
Awatar użytkownika
agbmrctorakwin
GreckieWakacje
Posty: 283
Rejestracja: sob mar 16, 2024 3:27 pm

Post autor: agbmrctorakwin »

xoseraphina pisze: pt kwie 17, 2026 11:40 pm No dokładnie, ja nie rozumiem co to za problem nauczyć się podstawowych zwrotów w języku, który obowiązuje w kraju do którego się jedzie albo chociażby wklepać do tłumacza i pokazać. Gdy jakiś Ukrainiec zaczepi Polaka i zacznie zaciągać po swojemu, to każdy oburzony, że tu jest Polsza, ale jakiś angol to już ma być traktowany jak pępek świata.
Różnica jest taka, że języka angielskiego większość osób uczyła się w szkole więc w teorii jakieś podstawy powinni znać. Do tego te osoby, które mówią po angielsku to często takie, które przyjechały do Polski na chwilę, w celach biznesowych czy turystycznych (więc tutaj brak znajomości polskiego można wybaczyć) jednak znaczna część Ukraińców mieszka tutaj już od jakiegoś czasu i niektórzy z nich nadal wolą posługiwać się swoim językiem oczekując, że Polacy ich zrozumieją. Pracowałam w sklepie odzieżowym i za każdym razem jak ktoś do mnie mówił po ukraińsku ja przestawialam się na angielski - i nie zlicze ile razy spotkałam się z oburzeniem, że ich nie rozumiem. Raz zostałam nawet zwyzywana XDD
Gdymniesenzmorzy
RealDiamond
Posty: 777
Rejestracja: sob maja 20, 2023 11:29 am

Post autor: Gdymniesenzmorzy »

Aleksandra_18 pisze: pt kwie 17, 2026 11:41 pm Nie lubię imprez składkowych, na które trzeba przynieść coś innego niż picie czy sklepowe przekąski typu czipsy/paluszki. Raz, że w mojej grupce znajomych są dwie osoby posiadające wykluczające się ograniczenia żywieniowe i nigdy nie mam pomysłu co zrobić, a dwa, że gotuję raczej przeciętnie i boję się, że komuś coś wyraźnie nie posmakuje.
Jak już jest jakaś składkowa domówka, to zgłaszam się żeby przynieść coś sklepowego, ew. piekę ciastka.
O,to ja też mam niepopularną opinię w podobnym klimacie.O ile rozumiem imprezę składkową na spotkanie typu sylwester,tak przynoszenie jedzenia np na urodziny jest słabe.Nie dość że przynosisz prezent to jeszcze masz targać ze sobą sałatkę czy inne ciasto?Miałam sytuację gdzie solenizantka zrobiła sobie dosłownie party z jedzenia od znajomych.Sama zrobiła tylko surówkę do grilla i przyniosła trochę piwa i🍷Ale wiem że to skrajny przypadek.
Awatar użytkownika
Saelith
KlasaBiznes
Posty: 564
Rejestracja: wt lut 24, 2026 9:50 am

Post autor: Saelith »

"Wzięli ślub, bo wpadli"
Lepiej, że ojciec się angażuje i chce byc przy dziecku, niz zeby rodzina byla rozbita :p
Clarion
Currently:Top
Posty: 708
Rejestracja: ndz mar 17, 2024 12:41 pm

Post autor: Clarion »

Gdymniesenzmorzy pisze: sob kwie 18, 2026 9:07 am O,to ja też mam niepopularną opinię w podobnym klimacie.O ile rozumiem imprezę składkową na spotkanie typu sylwester,tak przynoszenie jedzenia np na urodziny jest słabe.Nie dość że przynosisz prezent to jeszcze masz targać ze sobą sałatkę czy inne ciasto?Miałam sytuację gdzie solenizantka zrobiła sobie dosłownie party z jedzenia od znajomych.Sama zrobiła tylko surówkę do grilla i przyniosła trochę piwa i🍷Ale wiem że to skrajny przypadek.
Boże, tak. Miałam taką koleżankę na studiach. Zapraszała z 30 osób, a kupowała paczkę czipsów, jedną butelkę wina i jakiś hummus, każdy alko przynosił we własnym zakresie, żarcie też, a jeszcze do tego prezent dla niej. Zawsze się zastanawiałam, czy jestem jedyną osobą, która uważa, że typiara robi wielką imprezę na koszt gości i jeszcze kasuje do tego prezenty.
xoseraphina
ToTylkoHermes
Posty: 737
Rejestracja: pn maja 01, 2023 11:15 pm

Post autor: xoseraphina »

Saelith pisze: sob kwie 18, 2026 9:15 am "Wzięli ślub, bo wpadli"
Lepiej, że ojciec się angażuje i chce byc przy dziecku, niz zeby rodzina byla rozbita :p
Zależy jak ten tekst rozumieć i o jaką sytuację chodzi. Jeżeli ludzie biorą ślub dosłownie dlatego, że wpadli ale nie kochają się, to to nie jest dobry pomysł.