bardziej bym powiedziała, że zaobserwowałam u niektórych zetek totalny brak potrzeby integracji z grupą. przychodzi, cześć cześć robi swoje i wychodzi. i nie twierdzę czy to źle czy dobrze. po prostu jakoś inaczej w stosunku do millenialsów.
Niepopularne opinie o życiu
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry- berry blast
- Dieta 600 kcal
- Posty: 2278
- Rejestracja: śr cze 11, 2025 3:48 pm
Re: Niepopularne opinie o życiu
-
chleb_ze_smalcem
- MiamiBicz
- Posty: 399
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
Potwierdzam. Nie chce mi się integrować z ludźmi z pracy ani trochę. Nic do nich nie mam. Po prostu nie jest mi to do niczego potrzebne. Praca jest od pracowania, zwykle część i zrobienie swojej roboty powinno być w pełni akceptowalne, bo od tego tam jesteśmy. Nie wiem po co mieliśmy przebierać się razem koniecznie razem pójść na przystanek.berry blast pisze: ↑pt kwie 17, 2026 5:29 pm bardziej bym powiedziała, że zaobserwowałam u niektórych zetek totalny brak potrzeby integracji z grupą. przychodzi, cześć cześć robi swoje i wychodzi. i nie twierdzę czy to źle czy dobrze. po prostu jakoś inaczej w stosunku do millenialsów.
Aż mi się przypomniało jak w jednych z byłych prac wychodziłam równo o czasie, tj. jak byłam w pracy do 16.00 to o 15:55 wstawałam od biurka, wyłączałam komputer, myłam kubek po kawie itd. i o 16.00 wychodziłam z budynku. I została mi zwrócona uwaga, że jestem bardzo zadaniowa "od do" i nigdy nie przychodzę wcześniej i nie wychodzę po czasie. A reszta zespołu jeszcze z 15min sobie porozmawia w drzwiach budynku i się zintegruje, a ja nie, bo idę do domu
No to zapytałam, czy za stanie 15min na parkingu i dyskutowanie o pogodzie zostanie mi zapłacone w ramach nadgodzin i czy to mój obowiązek służbowy. Ale się wtedy typiarze naraziłam, oczywiście komentarz, że to młode pokolenie to nie ma kultury pracy.
- agbmrctorakwin
- GreckieWakacje
- Posty: 283
- Rejestracja: sob mar 16, 2024 3:27 pm
Proteinowe produkty w większości są paskudne, wszystkie które próbowałam miały ten okropny, mączny posmak. Nie wiem jak to można jeść na co dzień. I uważam, że na półkach sklepowych jest dostępnych tyle naturalnych wysokobiałkowych produktów, że nie trzeba sięgać po te chemiczne wersje. Zamiast kupować batony czy puddingi o smaku tektury, lepiej postawić na zwykły twaróg, jajka, chude mięso, ryby czy rośliny strączkowe, które mają lepszy skład i nie smakują jak proszek rozrobiony z wodą. Już pomijam fakt, że w większości ten wielki napis protein jest zwykłym chwytem marketingowym i ciągnięciem hajsu od nieświadomych konsumentów, dla przykładu:
serek wiejski high protein z Piątnicy 14 g białka/100g cena 4,65zl
serek wiejski z Piątnicy 11g białka/100g 2,99zł
(ceny obu serków brałam ze strony Carrefoura, wiadomo że w innych marketach ceny mogą się trochę różnić).
serek wiejski high protein z Piątnicy 14 g białka/100g cena 4,65zl
serek wiejski z Piątnicy 11g białka/100g 2,99zł
(ceny obu serków brałam ze strony Carrefoura, wiadomo że w innych marketach ceny mogą się trochę różnić).
-
staratwoja
- BlondDoczep
- Posty: 133
- Rejestracja: czw gru 12, 2024 1:32 pm
Jak pracowałam z ekipą ludzi w moim wieku i miałam wspólne zainteresowania z wieloma osobami to chodziliśmy na piwo i się integrowaliśmy naturalnie, nie wiem jaki sens miałoby wymuszanie czegoś takiego ze współpracownikami którzy np są 15 lat starsi ode mnie i zajmuje ich coś zupełnie innego w życiu, wolę wrócić do domu i wyjść ze swoimi prywatnymi znajomymiClarion pisze: ↑pt kwie 17, 2026 6:29 pm Aż mi się przypomniało jak w jednych z byłych prac wychodziłam równo o czasie, tj. jak byłam w pracy do 16.00 to o 15:55 wstawałam od biurka, wyłączałam komputer, myłam kubek po kawie itd. i o 16.00 wychodziłam z budynku. I została mi zwrócona uwaga, że jestem bardzo zadaniowa "od do" i nigdy nie przychodzę wcześniej i nie wychodzę po czasie. A reszta zespołu jeszcze z 15min sobie porozmawia w drzwiach budynku i się zintegruje, a ja nie, bo idę do domuNo to zapytałam, czy za stanie 15min na parkingu i dyskutowanie o pogodzie zostanie mi zapłacone w ramach nadgodzin i czy to mój obowiązek służbowy. Ale się wtedy typiarze naraziłam, oczywiście komentarz, że to młode pokolenie to nie ma kultury pracy.
Z tymi zetkami i np. brakiem chęci integrowania się w grupie/wychodzenia do ludzi + kupowaniem na temu i hotdogów w żabce, to mimo wszystko (choć czasami sama mi się już gotuje jak np. mam kogoś takiego w pracy), to pamiętajmy że:
a) ich okres 'socjalizowania się' przypadł na sam środek pandemii. Kiedy my w ich wieku siedzieliśmy w gimbazie na piaskownicy i wagarowaliśmy albo graliśmy w siatę na wfie czy mieliśmy pierwsze zauroczenie kacprem w 2b, oni jedyne co mieli to ekran komputera, jak było szczęsliwie to chociaż w swoim pokoju i w miłej atmosferze, jak nie było to z bratem po drugiej stronie pokoju i z pijanym ojcem w gaciach który lada moment może wejść i zacząć się drzeć gdy masz lekcję na kamerze
b) czytałam gdzieś super artykuł, że ze względu na to, że te "dorosłe rzeczy' takie jak zakup mieszkania, wyjazd na studia (które nic nie dają obecnie), założenie rodziny, emerytura są tak niesamowicie drogie, niemal nieosiągalne i niepewne, że gen z by poczuć "możliwość sprawczości" i jakoś to sobie rekompensować kupują rzeczy, które są w ich zasięgu (a które też "kiedyś' były ultra drogie, a obecnie są osiągalne), typu ubrania z wielkim logo, manicure czy matcha na mieście. ktoś powie "ale dla millenialsów mieszkania też są drogie!". tak, ale był moment kiedy kosztowały "za naszej dorosłości' przynajmniej w Warszawie mniej niż 10k/m2, nie były aż takim narzędziem spekulacyjnym, byliśmy na fali wnoszącej gospodarki, rynek jeszcze nie był tak wysycony white collars, a i na szparagi do Niemiec można było na pół roku wyjechać i wrócić jak król. zetki mają pracę w żabce za 32zł/h na UZ, kawalerkę za 700k i brak gwarancji, że jak zaczną spoko zarabiać, to nie będzie drożej.
Spotkałam się też z określeniem ich jako 'pokolenie bez nadziei" i nie dziwię się, że wydajesz na matche na mieście skoro wierzysz, że nic cię nie czeka. strasznie mi ich szkoda jeśli chodzi o to zderzenie się z rzeczywistością, pamiętam że byli tymi, którzy kwestionują wszystko, obecnie mam wrażenie, że są dużo bardziej cyniczni i zmęczeni niż ja, millenials.
Z tego, co czytałam, to to się bierze z tego, że wcześniejsze pokolenia widziały "lepszy świat' i że może być lepiej (aka 'millenial optimism"), a oni zaczęli swoje życie od kryzysu w 2008 i od tego momentu tylko wojny, kryzysy, szaleńcy wybierani na władzę oraz tykający zegar katastrofy klimatycznej podsycany przez AI wchodzące wszędzie. Btw, to jest nie tylko w Polsce tylko na całym świecie.
a) ich okres 'socjalizowania się' przypadł na sam środek pandemii. Kiedy my w ich wieku siedzieliśmy w gimbazie na piaskownicy i wagarowaliśmy albo graliśmy w siatę na wfie czy mieliśmy pierwsze zauroczenie kacprem w 2b, oni jedyne co mieli to ekran komputera, jak było szczęsliwie to chociaż w swoim pokoju i w miłej atmosferze, jak nie było to z bratem po drugiej stronie pokoju i z pijanym ojcem w gaciach który lada moment może wejść i zacząć się drzeć gdy masz lekcję na kamerze
b) czytałam gdzieś super artykuł, że ze względu na to, że te "dorosłe rzeczy' takie jak zakup mieszkania, wyjazd na studia (które nic nie dają obecnie), założenie rodziny, emerytura są tak niesamowicie drogie, niemal nieosiągalne i niepewne, że gen z by poczuć "możliwość sprawczości" i jakoś to sobie rekompensować kupują rzeczy, które są w ich zasięgu (a które też "kiedyś' były ultra drogie, a obecnie są osiągalne), typu ubrania z wielkim logo, manicure czy matcha na mieście. ktoś powie "ale dla millenialsów mieszkania też są drogie!". tak, ale był moment kiedy kosztowały "za naszej dorosłości' przynajmniej w Warszawie mniej niż 10k/m2, nie były aż takim narzędziem spekulacyjnym, byliśmy na fali wnoszącej gospodarki, rynek jeszcze nie był tak wysycony white collars, a i na szparagi do Niemiec można było na pół roku wyjechać i wrócić jak król. zetki mają pracę w żabce za 32zł/h na UZ, kawalerkę za 700k i brak gwarancji, że jak zaczną spoko zarabiać, to nie będzie drożej.
Spotkałam się też z określeniem ich jako 'pokolenie bez nadziei" i nie dziwię się, że wydajesz na matche na mieście skoro wierzysz, że nic cię nie czeka. strasznie mi ich szkoda jeśli chodzi o to zderzenie się z rzeczywistością, pamiętam że byli tymi, którzy kwestionują wszystko, obecnie mam wrażenie, że są dużo bardziej cyniczni i zmęczeni niż ja, millenials.
Z tego, co czytałam, to to się bierze z tego, że wcześniejsze pokolenia widziały "lepszy świat' i że może być lepiej (aka 'millenial optimism"), a oni zaczęli swoje życie od kryzysu w 2008 i od tego momentu tylko wojny, kryzysy, szaleńcy wybierani na władzę oraz tykający zegar katastrofy klimatycznej podsycany przez AI wchodzące wszędzie. Btw, to jest nie tylko w Polsce tylko na całym świecie.
- iksde12345
- LouiBag
- Posty: 308
- Rejestracja: pn mar 18, 2024 11:18 pm
Ja się zaliczam do tych zetek (już nieco starszych, ja ćwierćwiecze) i jest dokładnie tak jak mówisz. Jak mam świadomość tego, że nic nie jest stabilne i że nic mnie ni czeka to się serio odechciewa wszystkiegoterrible pisze: ↑pt kwie 17, 2026 9:42 pm Z tymi zetkami i np. brakiem chęci integrowania się w grupie/wychodzenia do ludzi + kupowaniem na temu i hotdogów w żabce, to mimo wszystko (choć czasami sama mi się już gotuje jak np. mam kogoś takiego w pracy), to pamiętajmy że:
a) ich okres 'socjalizowania się' przypadł na sam środek pandemii. Kiedy my w ich wieku siedzieliśmy w gimbazie na piaskownicy i wagarowaliśmy albo graliśmy w siatę na wfie czy mieliśmy pierwsze zauroczenie kacprem w 2b, oni jedyne co mieli to ekran komputera, jak było szczęsliwie to chociaż w swoim pokoju i w miłej atmosferze, jak nie było to z bratem po drugiej stronie pokoju i z pijanym ojcem w gaciach który lada moment może wejść i zacząć się drzeć gdy masz lekcję na kamerze
b) czytałam gdzieś super artykuł, że ze względu na to, że te "dorosłe rzeczy' takie jak zakup mieszkania, wyjazd na studia (które nic nie dają obecnie), założenie rodziny, emerytura są tak niesamowicie drogie, niemal nieosiągalne i niepewne, że gen z by poczuć "możliwość sprawczości" i jakoś to sobie rekompensować kupują rzeczy, które są w ich zasięgu (a które też "kiedyś' były ultra drogie, a obecnie są osiągalne), typu ubrania z wielkim logo, manicure czy matcha na mieście. ktoś powie "ale dla millenialsów mieszkania też są drogie!". tak, ale był moment kiedy kosztowały "za naszej dorosłości' przynajmniej w Warszawie mniej niż 10k/m2, nie były aż takim narzędziem spekulacyjnym, byliśmy na fali wnoszącej gospodarki, rynek jeszcze nie był tak wysycony white collars, a i na szparagi do Niemiec można było na pół roku wyjechać i wrócić jak król. zetki mają pracę w żabce za 32zł/h na UZ, kawalerkę za 700k i brak gwarancji, że jak zaczną spoko zarabiać, to nie będzie drożej.
Spotkałam się też z określeniem ich jako 'pokolenie bez nadziei" i nie dziwię się, że wydajesz na matche na mieście skoro wierzysz, że nic cię nie czeka. strasznie mi ich szkoda jeśli chodzi o to zderzenie się z rzeczywistością, pamiętam że byli tymi, którzy kwestionują wszystko, obecnie mam wrażenie, że są dużo bardziej cyniczni i zmęczeni niż ja, millenials.
Z tego, co czytałam, to to się bierze z tego, że wcześniejsze pokolenia widziały "lepszy świat' i że może być lepiej (aka 'millenial optimism"), a oni zaczęli swoje życie od kryzysu w 2008 i od tego momentu tylko wojny, kryzysy, szaleńcy wybierani na władzę oraz tykający zegar katastrofy klimatycznej podsycany przez AI wchodzące wszędzie. Btw, to jest nie tylko w Polsce tylko na całym świecie.
-
fantasmagorie
- PsychoFanka
- Posty: 92
- Rejestracja: wt sty 20, 2026 6:33 pm
Ale to pięknie opisałaś, dziękujęterrible pisze: ↑pt kwie 17, 2026 9:42 pm Z tymi zetkami i np. brakiem chęci integrowania się w grupie/wychodzenia do ludzi + kupowaniem na temu i hotdogów w żabce, to mimo wszystko (choć czasami sama mi się już gotuje jak np. mam kogoś takiego w pracy), to pamiętajmy że:
a) ich okres 'socjalizowania się' przypadł na sam środek pandemii. Kiedy my w ich wieku siedzieliśmy w gimbazie na piaskownicy i wagarowaliśmy albo graliśmy w siatę na wfie czy mieliśmy pierwsze zauroczenie kacprem w 2b, oni jedyne co mieli to ekran komputera, jak było szczęsliwie to chociaż w swoim pokoju i w miłej atmosferze, jak nie było to z bratem po drugiej stronie pokoju i z pijanym ojcem w gaciach który lada moment może wejść i zacząć się drzeć gdy masz lekcję na kamerze
b) czytałam gdzieś super artykuł, że ze względu na to, że te "dorosłe rzeczy' takie jak zakup mieszkania, wyjazd na studia (które nic nie dają obecnie), założenie rodziny, emerytura są tak niesamowicie drogie, niemal nieosiągalne i niepewne, że gen z by poczuć "możliwość sprawczości" i jakoś to sobie rekompensować kupują rzeczy, które są w ich zasięgu (a które też "kiedyś' były ultra drogie, a obecnie są osiągalne), typu ubrania z wielkim logo, manicure czy matcha na mieście. ktoś powie "ale dla millenialsów mieszkania też są drogie!". tak, ale był moment kiedy kosztowały "za naszej dorosłości' przynajmniej w Warszawie mniej niż 10k/m2, nie były aż takim narzędziem spekulacyjnym, byliśmy na fali wnoszącej gospodarki, rynek jeszcze nie był tak wysycony white collars, a i na szparagi do Niemiec można było na pół roku wyjechać i wrócić jak król. zetki mają pracę w żabce za 32zł/h na UZ, kawalerkę za 700k i brak gwarancji, że jak zaczną spoko zarabiać, to nie będzie drożej.
Spotkałam się też z określeniem ich jako 'pokolenie bez nadziei" i nie dziwię się, że wydajesz na matche na mieście skoro wierzysz, że nic cię nie czeka. strasznie mi ich szkoda jeśli chodzi o to zderzenie się z rzeczywistością, pamiętam że byli tymi, którzy kwestionują wszystko, obecnie mam wrażenie, że są dużo bardziej cyniczni i zmęczeni niż ja, millenials.
Z tego, co czytałam, to to się bierze z tego, że wcześniejsze pokolenia widziały "lepszy świat' i że może być lepiej (aka 'millenial optimism"), a oni zaczęli swoje życie od kryzysu w 2008 i od tego momentu tylko wojny, kryzysy, szaleńcy wybierani na władzę oraz tykający zegar katastrofy klimatycznej podsycany przez AI wchodzące wszędzie. Btw, to jest nie tylko w Polsce tylko na całym świecie.
-
123wiosna123
- Milion subskrypcji
- Posty: 4308
- Rejestracja: śr mar 20, 2024 10:27 am
Serio kobieta mieszkająca w Polsce ma sie wstydzic ze nie zna innego języka niz ten obowiazijacy w kraju w którym mieszka? Xdberry blast pisze: ↑pt kwie 17, 2026 4:52 pm no i kurde niech mi ktoś powie, że to nie jet powód do wstydu. żeby młoda dziewczyna nie rozumiała prostego komunikatu. przecież spicy souse to pewnie nawet na tej butelce było napisane.
to nie chodzi o to, aby wszyscy biegle rozmawiali w języku angielskim o fizyce kwantowej czy budowie silnika statku kosmicznego, ale te podstawy ang. faktycznie się przydają, nawet jak pracujesz w żabce. bo może przyjść angol po hot-doga.
jak jechałam na urlop do niemiec czy holandii to też miałam obawy że kurde jak ja się dogadam, po niemiecku umiem tylko powiedzieć gehen nah hausen kinder machen, no może mi się nie przydaćale się okazało, że jak się zna angielski to absolutnie wszystko można załatwić.
Serio nie rozumiem waszego rozumowania
To ten człowiek nieznający polskiego będąc w Polsce ma sie dostosować i sobie poradzić a nie ta kasjerka.
No ale spoko, zaraz sie dowiem ze o nie nie kazdy musi znac angielski i najlepiej będąc Polakiem znac angielski a nie znac polskiego xd
-
123wiosna123
- Milion subskrypcji
- Posty: 4308
- Rejestracja: śr mar 20, 2024 10:27 am
Nie wiem czy tak maja tylko zetki. Ja jestem millenialsem i mam gdzieś te integrowanie sie np z ludźmi z pracy którzy jak bedzie tylko okazja to beda na mnie gadac kierownikowi. Praca to praca i nic więcej. Chodzę tak aby miec kase a nie szukać kolegów.berry blast pisze: ↑pt kwie 17, 2026 5:29 pm bardziej bym powiedziała, że zaobserwowałam u niektórych zetek totalny brak potrzeby integracji z grupą. przychodzi, cześć cześć robi swoje i wychodzi. i nie twierdzę czy to źle czy dobrze. po prostu jakoś inaczej w stosunku do millenialsów.
-
123wiosna123
- Milion subskrypcji
- Posty: 4308
- Rejestracja: śr mar 20, 2024 10:27 am
Najgorsze co moze byc to czekanie aż ktos sie przebierze zeby wyjść razem i powiedzieć cześć. Niby po co tak właściwie?berry blast pisze: ↑pt kwie 17, 2026 5:10 pm nie chodzi mi o to żeby robić za darmo nadgodziny, tylko o to że gdy my się przebierałyśmy aby wyjść razem i powiedzieć sobie cześć to zetka już stała na przystanku xD
Dokladnie mam tak samo. I nie lubie tego nacisku,bo "coś trzeba". Nic nie trzeba,nie ma sie ochoty to się nie wychodzi. Ja wole swoj czas wolny spędzać inaczej niz znow z ludźmi z pracy123wiosna123 pisze: ↑pt kwie 17, 2026 10:44 pm Nie wiem czy tak maja tylko zetki. Ja jestem millenialsem i mam gdzieś te integrowanie sie np z ludźmi z pracy którzy jak bedzie tylko okazja to beda na mnie gadac kierownikowi. Praca to praca i nic więcej. Chodzę tak aby miec kase a nie szukać kolegów.
- berry blast
- Dieta 600 kcal
- Posty: 2278
- Rejestracja: śr cze 11, 2025 3:48 pm
tak właściwie po to że trwa to dwie minuty a jeśli ktoś w tym czasie zwiewa bez pożegnania to wygląda to dziwnie bosz skończmy temat xD123wiosna123 pisze: ↑pt kwie 17, 2026 10:46 pm Najgorsze co moze byc to czekanie aż ktos sie przebierze zeby wyjść razem i powiedzieć cześć. Niby po co tak właściwie?
-
xoseraphina
- ToTylkoHermes
- Posty: 737
- Rejestracja: pn maja 01, 2023 11:15 pm
No dokładnie, ja nie rozumiem co to za problem nauczyć się podstawowych zwrotów w języku, który obowiązuje w kraju do którego się jedzie albo chociażby wklepać do tłumacza i pokazać. Gdy jakiś Ukrainiec zaczepi Polaka i zacznie zaciągać po swojemu, to każdy oburzony, że tu jest Polsza, ale jakiś angol to już ma być traktowany jak pępek świata.123wiosna123 pisze: ↑pt kwie 17, 2026 10:42 pm Serio kobieta mieszkająca w Polsce ma sie wstydzic ze nie zna innego języka niz ten obowiazijacy w kraju w którym mieszka? Xd
Serio nie rozumiem waszego rozumowania
To ten człowiek nieznający polskiego będąc w Polsce ma sie dostosować i sobie poradzić a nie ta kasjerka.
No ale spoko, zaraz sie dowiem ze o nie nie kazdy musi znac angielski i najlepiej będąc Polakiem znac angielski a nie znac polskiego xd
-
Aleksandra_18
- Mokra Włoszka
- Posty: 74
- Rejestracja: pt sty 31, 2025 7:39 pm
Nie lubię imprez składkowych, na które trzeba przynieść coś innego niż picie czy sklepowe przekąski typu czipsy/paluszki. Raz, że w mojej grupce znajomych są dwie osoby posiadające wykluczające się ograniczenia żywieniowe i nigdy nie mam pomysłu co zrobić, a dwa, że gotuję raczej przeciętnie i boję się, że komuś coś wyraźnie nie posmakuje.
Jak już jest jakaś składkowa domówka, to zgłaszam się żeby przynieść coś sklepowego, ew. piekę ciastka.
Jak już jest jakaś składkowa domówka, to zgłaszam się żeby przynieść coś sklepowego, ew. piekę ciastka.
ale serio uczysz się np. podstawowych zwrotów po wietnamsku jadąc do wietnamu? bo ile w obrębie języków europejskich raczej łatwo nauczyć się absolutnych podstaw to w takich przypadkach robi się trudniej123wiosna123 pisze: ↑pt kwie 17, 2026 10:42 pm Serio kobieta mieszkająca w Polsce ma sie wstydzic ze nie zna innego języka niz ten obowiazijacy w kraju w którym mieszka? Xd
Serio nie rozumiem waszego rozumowania
To ten człowiek nieznający polskiego będąc w Polsce ma sie dostosować i sobie poradzić a nie ta kasjerka.
No ale spoko, zaraz sie dowiem ze o nie nie kazdy musi znac angielski i najlepiej będąc Polakiem znac angielski a nie znac polskiego xd
-
chleb_ze_smalcem
- MiamiBicz
- Posty: 399
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
Naukowiec poniżej 40stki co nie zna angielskiego to jakiś żart. Ogrom wiedzy naukowej jest po angielsku, z różnych krajów świata, wiadomo, to najpopularniejszy język. Nie nauczyć się w stopniu wystarczającym żeby czytać prace innych to już trzeba się chyba starać.
Znajomość języków obcych dawniej świadczyła o dobrym wykształceniu i obyciu. Było powodem do dumy, gdy ktoś potrafił się dogadać z obcokrajowcem w kraju bądź zagranicą.
A obecnie ludzie się uwsteczniają. Awersja do nauki czegokolwiek i buntowanie się przed poszerzaniem horyzontów jest bardzo na topie. Można być nieukiem, nikt nikomu nie broni ale nie ma się czym chwalić.
Znajomość języków obcych dawniej świadczyła o dobrym wykształceniu i obyciu. Było powodem do dumy, gdy ktoś potrafił się dogadać z obcokrajowcem w kraju bądź zagranicą.
A obecnie ludzie się uwsteczniają. Awersja do nauki czegokolwiek i buntowanie się przed poszerzaniem horyzontów jest bardzo na topie. Można być nieukiem, nikt nikomu nie broni ale nie ma się czym chwalić.
Jeszcze w temacie Zetek - ja mam sporo młodych ludzi w pracy i naprawdę ten brak chęci integrowania się i izolowanie od reszty widzę u jednostek, większość Zetek które znam to fajni, konkretni ludzie, można z nimi pogadać i poważnie i pośmiać się, nieraz lepiej się z nimi dogaduje niż z ludźmi w moim wieku. Męczą mnie opowieści o cudzych bombelkach, problemach w szkole czy tam przedszkolu, o teściach i teściowych itp. czyli typowe tematy millenialsow, oczywiście tutaj generalizuje, ale często tak to wygląda. A to, że ktoś wychodzi z pracy o czasie to naprawdę żadna zbrodnia xd sama tak robię.
- agbmrctorakwin
- GreckieWakacje
- Posty: 283
- Rejestracja: sob mar 16, 2024 3:27 pm
Różnica jest taka, że języka angielskiego większość osób uczyła się w szkole więc w teorii jakieś podstawy powinni znać. Do tego te osoby, które mówią po angielsku to często takie, które przyjechały do Polski na chwilę, w celach biznesowych czy turystycznych (więc tutaj brak znajomości polskiego można wybaczyć) jednak znaczna część Ukraińców mieszka tutaj już od jakiegoś czasu i niektórzy z nich nadal wolą posługiwać się swoim językiem oczekując, że Polacy ich zrozumieją. Pracowałam w sklepie odzieżowym i za każdym razem jak ktoś do mnie mówił po ukraińsku ja przestawialam się na angielski - i nie zlicze ile razy spotkałam się z oburzeniem, że ich nie rozumiem. Raz zostałam nawet zwyzywana XDDxoseraphina pisze: ↑pt kwie 17, 2026 11:40 pm No dokładnie, ja nie rozumiem co to za problem nauczyć się podstawowych zwrotów w języku, który obowiązuje w kraju do którego się jedzie albo chociażby wklepać do tłumacza i pokazać. Gdy jakiś Ukrainiec zaczepi Polaka i zacznie zaciągać po swojemu, to każdy oburzony, że tu jest Polsza, ale jakiś angol to już ma być traktowany jak pępek świata.
-
Gdymniesenzmorzy
- RealDiamond
- Posty: 777
- Rejestracja: sob maja 20, 2023 11:29 am
O,to ja też mam niepopularną opinię w podobnym klimacie.O ile rozumiem imprezę składkową na spotkanie typu sylwester,tak przynoszenie jedzenia np na urodziny jest słabe.Nie dość że przynosisz prezent to jeszcze masz targać ze sobą sałatkę czy inne ciasto?Miałam sytuację gdzie solenizantka zrobiła sobie dosłownie party z jedzenia od znajomych.Sama zrobiła tylko surówkę do grilla i przyniosła trochę piwa iAleksandra_18 pisze: ↑pt kwie 17, 2026 11:41 pm Nie lubię imprez składkowych, na które trzeba przynieść coś innego niż picie czy sklepowe przekąski typu czipsy/paluszki. Raz, że w mojej grupce znajomych są dwie osoby posiadające wykluczające się ograniczenia żywieniowe i nigdy nie mam pomysłu co zrobić, a dwa, że gotuję raczej przeciętnie i boję się, że komuś coś wyraźnie nie posmakuje.
Jak już jest jakaś składkowa domówka, to zgłaszam się żeby przynieść coś sklepowego, ew. piekę ciastka.
Boże, tak. Miałam taką koleżankę na studiach. Zapraszała z 30 osób, a kupowała paczkę czipsów, jedną butelkę wina i jakiś hummus, każdy alko przynosił we własnym zakresie, żarcie też, a jeszcze do tego prezent dla niej. Zawsze się zastanawiałam, czy jestem jedyną osobą, która uważa, że typiara robi wielką imprezę na koszt gości i jeszcze kasuje do tego prezenty.Gdymniesenzmorzy pisze: ↑sob kwie 18, 2026 9:07 am O,to ja też mam niepopularną opinię w podobnym klimacie.O ile rozumiem imprezę składkową na spotkanie typu sylwester,tak przynoszenie jedzenia np na urodziny jest słabe.Nie dość że przynosisz prezent to jeszcze masz targać ze sobą sałatkę czy inne ciasto?Miałam sytuację gdzie solenizantka zrobiła sobie dosłownie party z jedzenia od znajomych.Sama zrobiła tylko surówkę do grilla i przyniosła trochę piwa iAle wiem że to skrajny przypadek.
-
xoseraphina
- ToTylkoHermes
- Posty: 737
- Rejestracja: pn maja 01, 2023 11:15 pm
Zależy jak ten tekst rozumieć i o jaką sytuację chodzi. Jeżeli ludzie biorą ślub dosłownie dlatego, że wpadli ale nie kochają się, to to nie jest dobry pomysł.