Start
Wiadomości
Ulubione
Mój profil

Adopcja dziecka

Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry
lalisa
Trening tenisa
Posty: 2977
Rejestracja: śr lip 07, 2021 9:59 pm

Adopcja dziecka

Post autor: lalisa »

Do postu zainspirował mnie reportaż https://tvn24.pl/plus/programy/tvn24-or ... -vc8970929

W Polsce jest 2337 dzieci czekających na adopcję i 925 kandydatów. Co myślicie ogólnie o adopcji? Rozważaliście kiedykolwiek?
jaskana
Bransoletka50k
Posty: 554
Rejestracja: ndz mar 06, 2022 11:10 am

Post autor: jaskana »

rozważam, bo jest dość sporo prawdopodobieństwo, że nie będę miała problem z zajściem w ciążę. mam adoptowaną koleżankę na studiach
Awatar użytkownika
gunernialne
Parzucha
Posty: 2124
Rejestracja: sob maja 17, 2025 7:22 pm

Post autor: gunernialne »

Podziwiam wszystkich, którzy decydują się na adopcję. Sama jednak nie adoptowałabym dziecka. Myślę, że nie jestem odpowiednią do tego osobą skoro pojawiają się we mnie rozmyślania o tym czy byłabym w stanie traktować te adoptowane dziecko jako naprawdę "moje"
Przekazuję się w spadku ziemi, by wyrosnąć z trawy, którą kocham,
Jeśli zechcecie mnie znowu, szukajcie mnie pod podeszwą buta
Limonene
Currently:Italy
Posty: 1043
Rejestracja: ndz cze 30, 2024 2:41 pm

Post autor: Limonene »

Mam adoptowaną córkę, możecie zadawać pytania xd
Awatar użytkownika
gunernialne
Parzucha
Posty: 2124
Rejestracja: sob maja 17, 2025 7:22 pm

Post autor: gunernialne »

Limonene pisze: wt kwie 07, 2026 7:26 pm Mam adoptowaną córkę, możecie zadawać pytania xd
Były momenty, że żałowałaś?
Przekazuję się w spadku ziemi, by wyrosnąć z trawy, którą kocham,
Jeśli zechcecie mnie znowu, szukajcie mnie pod podeszwą buta
lalisa
Trening tenisa
Posty: 2977
Rejestracja: śr lip 07, 2021 9:59 pm

Post autor: lalisa »

Limonene pisze: wt kwie 07, 2026 7:26 pm Mam adoptowaną córkę, możecie zadawać pytania xd
Jak to jest z wyborem dziecka? Ktoś wybiera ciebie, że nadajesz się na rodzica akurat tego dziecka czy możesz przyjść gdzieś i porozmawiać z dziećmi, zobaczyć z którym masz jakaś więź? Sorry jak zadaję głupie pytania. Kiedyś byłam w domu dziecka z pracy, zawoziliśmy jakieś prezenty od firmy i pamietam, ze te dzieci mnie obskoczyły, walczyły o moją uwagę i innych osób. Ciężko mi sobie wyobrazic wygodne warunki do poznanian tych dzieci inaczej niż sam na sam. Ciężko w ogóle przebywać w takim miejscu widząc jak te dzieci lgną do każdego, a jednocześnie nie można im dawać nadziei.
Limonene
Currently:Italy
Posty: 1043
Rejestracja: ndz cze 30, 2024 2:41 pm

Post autor: Limonene »

gunernialne pisze: wt kwie 07, 2026 7:30 pm Były momenty, że żałowałaś?
Adopcji nie, ale pewnie jak u wszystkich rodziców czasem się pojawia tęsknota za tym co było jak byłam "wolna" i nie musiałam wszystkiego planować tak żeby mała miała opiekę na ten czas :D
lalisa pisze: wt kwie 07, 2026 7:34 pm Jak to jest z wyborem dziecka? Ktoś wybiera ciebie, że nadajesz się na rodzica akurat tego dziecka czy możesz przyjść gdzieś i porozmawiać z dziećmi, zobaczyć z którym masz jakaś więź? Sorry jak zadaję głupie pytania. Kiedyś byłam w domu dziecka z pracy, zawoziliśmy jakieś prezenty od firmy i pamietam, ze te dzieci mnie obskoczyły, walczyły o moją uwagę i innych osób. Ciężko mi sobie wyobrazic wygodne warunki do poznanian tych dzieci inaczej niż sam na sam. Ciężko w ogóle przebywać w takim miejscu widząc jak te dzieci lgną do każdego, a jednocześnie nie można im dawać nadziei.
Po zakończeniu kursu wypełniamy z psychologami kartę na co jesteśmy gotowi, oni podpowiadają. My np. chcieliśmy dziecko starsze niż 2 lata ale "namówili" nas na młodsze że względu na nasz młody wiek. Można tam określić właśnie wiek, płeć, liczbę dzieci, otwartość na kontakty z rodzeństwem jeśli już jakieś jest, pochodzenie dziecka, choroby, pewne rzeczy z historii itd.
Te dzieci już tyle przeszły, że ośrodek nie pozwoli na spotkanie zapoznawcze bez wstępnej deklaracji potencjalnych rodziców. Najpierw jest telefon z ośrodka, że jest dziecko dla którego moglibyśmy być dobrymi rodzicami. Później jest spotkanie z pracownikami ośrodka na którym opowiadają wszystko co wiedzą o tym dziecku, mają też tzw. kartę dziecka z informacjami oficjalnymi, te mniej oficjalne przekazują ustnie (typu w akcie urodzenia jest mąż ale cała wieś wie że ojcem jest Gienek spod sklepu). I wtedy rodzice decydują czy idą na spotkanie. Po tym pierwszym spotkaniu trzeba podjąć decyzję, to uruchamia machinę prawną, tj. złożenie papierów do sądu o przyznanie pieczy. W zależności od sytuacji następuje to szybko (niemowlaki pozostawione w szpitalu) albo po jakimś czasie (starsze dziecko mieszkające w rodzinie zastępczej, z którą ma już jakąś więź, nie można przecież tak po prostu tego dziecka stamtąd wyrwać i powiedzieć że od dzisiaj ma nową rodzinę). Ogólnie w domach dziecka wg prawa powinny przebywać dzieci powyżej 10. rż, a idealnie jakby wszystkie były w rodzinach zastępczych, bo stały opiekun jest najważniejszy, ale niestety jest jak jest.
mariaow
Zdalna_mama_nowe
Posty: 1015
Rejestracja: ndz lip 07, 2024 10:39 am

Post autor: mariaow »

Limonene pisze: wt kwie 07, 2026 7:26 pm Mam adoptowaną córkę, możecie zadawać pytania xd
Jak jest z tym traktowaniem dziecka jak „swoje”, czujesz to, czy nie ale np. nie masz z tym problemu? Oraz czy chcesz żeby dziecko od początku wiedziało, że jest adoptowane?
Limonene
Currently:Italy
Posty: 1043
Rejestracja: ndz cze 30, 2024 2:41 pm

Post autor: Limonene »

mariaow pisze: śr kwie 08, 2026 10:05 am Jak jest z tym traktowaniem dziecka jak „swoje”, czujesz to, czy nie ale np. nie masz z tym problemu? Oraz czy chcesz żeby dziecko od początku wiedziało, że jest adoptowane?
To jest coś czego się bałam, że nie będę umiała zaakceptować tego i będę się czuła jak obca baba. Mieliśmy to szczęście, że zakochaliśmy się w córce od razu na piewrszym spotkaniu, tj. ja musiałam trochę dojść do siebie i tak po 3 dniach od spotkania byłam pewna, ale mój mąż był sprzedany w pierwszej sekundzie. Szczerze mówiąc teraz, po ponad półtora roku czuję jakbym ją urodziła. Nie mam oczywiście porównania, no ale to jest moja córka i koniec. Czasem mam tylko wątpliwości co do imienia, ja chciałam zostawić to które miała, ale mąż bardzo chciał zmienić bo mu się nie podobało. I ostatecznie zmieniliśmy, zostawiliśmy to poprzednie jako drugie. To jest jedyna kwestia w jakiej mnie nachodzą czasem wątpliwości. Ale też nie wiemy nawet kto to oficjalne imię nadał – czy to byli rodzice biologiczni, pani w urzędzie czy położna ze szpitala.
Wiedzieć będzie od początku o wszystkim, to kwestia jej tożsamości i pochodzenia, no i nie chcę jej w niczym okłamywać. Jeśli nie bedzie wiedziała od początku to w którymś momencie musiałaby przyjść ta "wielka rozmowa" która by zburzyła cały świat. Chcemy żeby to było coś normalnego i naturalnego, więc mamy jakieś tam książeczki o adopcji, a na ścianie wisi jej zdjęcie z lekarzami i położnymi ze szpitala, jak pyta kto to to mówię, że to wujkowie i ciocie ze szpitala w którym mieszkała zanim poznała mamę i tatę. Tyle na razie jej chyba wystarczy jak na jej wiek (ma trochę ponad dwa latka) bo i tak wszystko koduje w głowie i na święta jak ktoś coś opowiadał o szpitalu to wykrzyknęła "o! A ja kiedyś mieszkałam w szpitalu" xD tak że tyle wie na razie, pewnie pojawi się więcej pytań z wiekiem jak zauważy, że ktoś jest w ciąży albo że jej kuzynka wygląda identycznie jak swoja mama, a ona nie jest do nas w ogóle podobna.
Awatar użytkownika
Roma555
Tritonotti
Posty: 188
Rejestracja: pt sty 31, 2025 10:39 am

Post autor: Roma555 »

Limonene pisze: śr kwie 08, 2026 11:43 am To jest coś czego się bałam, że nie będę umiała zaakceptować tego i będę się czuła jak obca baba. Mieliśmy to szczęście, że zakochaliśmy się w córce od razu na piewrszym spotkaniu, tj. ja musiałam trochę dojść do siebie i tak po 3 dniach od spotkania byłam pewna, ale mój mąż był sprzedany w pierwszej sekundzie. Szczerze mówiąc teraz, po ponad półtora roku czuję jakbym ją urodziła. Nie mam oczywiście porównania, no ale to jest moja córka i koniec. Czasem mam tylko wątpliwości co do imienia, ja chciałam zostawić to które miała, ale mąż bardzo chciał zmienić bo mu się nie podobało. I ostatecznie zmieniliśmy, zostawiliśmy to poprzednie jako drugie. To jest jedyna kwestia w jakiej mnie nachodzą czasem wątpliwości. Ale też nie wiemy nawet kto to oficjalne imię nadał – czy to byli rodzice biologiczni, pani w urzędzie czy położna ze szpitala.
Wiedzieć będzie od początku o wszystkim, to kwestia jej tożsamości i pochodzenia, no i nie chcę jej w niczym okłamywać. Jeśli nie bedzie wiedziała od początku to w którymś momencie musiałaby przyjść ta "wielka rozmowa" która by zburzyła cały świat. Chcemy żeby to było coś normalnego i naturalnego, więc mamy jakieś tam książeczki o adopcji, a na ścianie wisi jej zdjęcie z lekarzami i położnymi ze szpitala, jak pyta kto to to mówię, że to wujkowie i ciocie ze szpitala w którym mieszkała zanim poznała mamę i tatę. Tyle na razie jej chyba wystarczy jak na jej wiek (ma trochę ponad dwa latka) bo i tak wszystko koduje w głowie i na święta jak ktoś coś opowiadał o szpitalu to wykrzyknęła "o! A ja kiedyś mieszkałam w szpitalu" xD tak że tyle wie na razie, pewnie pojawi się więcej pytań z wiekiem jak zauważy, że ktoś jest w ciąży albo że jej kuzynka wygląda identycznie jak swoja mama, a ona nie jest do nas w ogóle podobna.
Jejku piękne, aż się wzruszyłam :'(

Sama myślę o dziecku, a swoje nie wiem czy będę mogła mieć ze względu na endometrioze.
Czasem myślę o adopcji, ale nie mam nawet ślubu z partnerem, a do tego chyba trzeba mieć dłuższy staż małżeński, czy to się zgadza? W ogóle jakie są wymagania?
Limonene
Currently:Italy
Posty: 1043
Rejestracja: ndz cze 30, 2024 2:41 pm

Post autor: Limonene »

Roma555 pisze: czw kwie 23, 2026 9:59 am Jejku piękne, aż się wzruszyłam :'(

Sama myślę o dziecku, a swoje nie wiem czy będę mogła mieć ze względu na endometrioze.
Czasem myślę o adopcji, ale nie mam nawet ślubu z partnerem, a do tego chyba trzeba mieć dłuższy staż małżeński, czy to się zgadza? W ogóle jakie są wymagania?
ślub trzeba mieć, ale stażu wg ustawy nie ma określonego. Ośrodki oczywiście podchodzą do wszystkich indywidualnie, ale też jest sporo par, które jest ze sobą 15,20 lat bez ślubu, a wzięli go tydzień przed złożeniem papierów do ośrodka tylko po to, żeby wszystko prawnie było ogarnięte. My byliśmy niecały rok po ślubie, 8 lat razem, dla ośrodka liczył się cały staż związku. Wymagań finansowych nie ma, ale wiadomo że jakieś dochody trzeba mieć, też się zwyczajowo mówi że tyle, żeby się nie łapać na zasiłek od MOPS. ALe to też nie jest w ustawie określone. Co do mieszkania/domu to może być wynajmowany, może być zamieszkiwanie przy rodzinie, ważne, żeby było gdzie mieszkać i zeby dziecko miało swój kącik - niekoniecznie pokój. Panie też są wyrozumiałe i same nam mówiły, że jesli przychodzi do nich para i chce adoptować 2 dzieci ale mieszka w kawalerce 30 metrów to przecież one nie są na tyle nieludzkie, żeby wymagać od nich żeby najpierw kupili mieszkanie z pokojami dla wszystkich dzieci a potem w ogóle zaczęli kurs. Tym bardziej, że na początku i tak zalecają spanie z dzieckiem w jednym łóżku, a na swój pokój przyjdzie czas.

Generalnie ja się staram trochę odczarować tę drogę :D było trochę wysiłku i poświęcenia, bo najpierw przez pół roku raz w miesiącu spotkania diagnostyczne, potem kwalifikacja na kurs, który miał 13 spotkań raz w tygodniu od 9 rano. Tak że urlopy w pracy, dojazdy itd. Niedawno też zmieniła się ustawa i przygotowanie pary do adopcji nie powinno trwać dłużej niż 4 miesiące, my nie mieliśmy ograniczeń czasowych i wyszedł prawie równy rok. Ale no przed pójściem do ośrodka byłam przerażona, naczytałaąm się jakie to są problemy z psychologami, że trzeba uważać na każde słowo, że będą maglować czemu nie ma się biologicznych dziec itd. Nic takiego nie było. Na każde spotkanie diagnostyczne szłam przerażona, a wychodziłam czując się jakby mnie ktoś przez godzinę przytulał, panie były przekochane, wyrozumiałe, dużo tłumaczyły, dużo zadawały pytań ale nie oceniały. Na kursie ju.ż było trochę inaczej, bo tu skupiali się na dziueciach, na tym co one mogą przeżyć, jaki jest bagaż doświadczeń, na co mamy być gotowi. Ale też bez oceniania, krzywych spojrzen. Jedno spotkanie mi najbardziej utkwiło w głowie, gdzie była mowa o dzieciach z domów alkoholowych. Mój ojciec jest alkoholikiem i bardzo się bałam o tym mówić, żeby nie dostać dyskwalifikacji (wszystko przez to co się naczytałam w internecie wcześniej...). A na tym spotkaniu były przedstawiane historie jakichś dzieci (oczywiście anonimowo) i na końcu prowadząca powiedziała coś w stylu "nie bójcie się dzieci z domów alkoholowych, to są kochane dzieciaki. Miały narzucone różne role w rodzinie, opiekuna, kozła ofiarnego, bywały niewidzialne, ale to wspaniałe dzieci i zasługują na dobrych rodziców. To nie ich wina, że rodzice piją". I to mnie tak uderzyło, że jaka ja głupia byłam starając się ukryć to z jakiej rodziny pochodzę, a tutaj jestem na kursie i ktoś stara się mnie przekonać, że dzieci takie jak ja są wartościowe i nie powinno się ich oceniać przez pryzmat rodzica. Zbeczałam się tam oczywiście, ale też sama potrzebowałam takich słów. Ogólnie kurs bardzo dużo nam dał wiedzy psychologicznej o rozwoju dziecka, u nas akurat ta część o krzywdach w domu biologicznym się nie przydała (na razie, planujemy więcej dzieci więc nigdy nic nie wiadomo) bo córka była zostawiona w szpitalu, ale było też sporo par 40/50+ którzy adoptowali starsze dzieci, które już sporo pamiętają.

Tak że dużo czasu i zaangażowania, trochę papierkowej roboty było, ale w mojej ocenie nie był to aż taki wysiłek jak się wszędzie stereotypowo określa. Jak komuś mówię, że adoptowaliśmy, to wszyscy patrzą z takjim współczuciem, ze pewnie musieliśmy się szarpać, walczyć, udowadniać że jesteśmy godni - nic takiego nie było. Oczywiście były diagnozy, pytania czasem niewygodne, ale to nie było tak, że byliśmy pod ostrzałem kogoś, kto się nad nami wywyższa.
Awatar użytkownika
Roma555
Tritonotti
Posty: 188
Rejestracja: pt sty 31, 2025 10:39 am

Post autor: Roma555 »

Limonene pisze: czw kwie 23, 2026 10:50 am ślub trzeba mieć, ale stażu wg ustawy nie ma określonego. Ośrodki oczywiście podchodzą do wszystkich indywidualnie, ale też jest sporo par, które jest ze sobą 15,20 lat bez ślubu, a wzięli go tydzień przed złożeniem papierów do ośrodka tylko po to, żeby wszystko prawnie było ogarnięte. My byliśmy niecały rok po ślubie, 8 lat razem, dla ośrodka liczył się cały staż związku. Wymagań finansowych nie ma, ale wiadomo że jakieś dochody trzeba mieć, też się zwyczajowo mówi że tyle, żeby się nie łapać na zasiłek od MOPS. ALe to też nie jest w ustawie określone. Co do mieszkania/domu to może być wynajmowany, może być zamieszkiwanie przy rodzinie, ważne, żeby było gdzie mieszkać i zeby dziecko miało swój kącik - niekoniecznie pokój. Panie też są wyrozumiałe i same nam mówiły, że jesli przychodzi do nich para i chce adoptować 2 dzieci ale mieszka w kawalerce 30 metrów to przecież one nie są na tyle nieludzkie, żeby wymagać od nich żeby najpierw kupili mieszkanie z pokojami dla wszystkich dzieci a potem w ogóle zaczęli kurs. Tym bardziej, że na początku i tak zalecają spanie z dzieckiem w jednym łóżku, a na swój pokój przyjdzie czas.

Generalnie ja się staram trochę odczarować tę drogę :D było trochę wysiłku i poświęcenia, bo najpierw przez pół roku raz w miesiącu spotkania diagnostyczne, potem kwalifikacja na kurs, który miał 13 spotkań raz w tygodniu od 9 rano. Tak że urlopy w pracy, dojazdy itd. Niedawno też zmieniła się ustawa i przygotowanie pary do adopcji nie powinno trwać dłużej niż 4 miesiące, my nie mieliśmy ograniczeń czasowych i wyszedł prawie równy rok. Ale no przed pójściem do ośrodka byłam przerażona, naczytałaąm się jakie to są problemy z psychologami, że trzeba uważać na każde słowo, że będą maglować czemu nie ma się biologicznych dziec itd. Nic takiego nie było. Na każde spotkanie diagnostyczne szłam przerażona, a wychodziłam czując się jakby mnie ktoś przez godzinę przytulał, panie były przekochane, wyrozumiałe, dużo tłumaczyły, dużo zadawały pytań ale nie oceniały. Na kursie ju.ż było trochę inaczej, bo tu skupiali się na dziueciach, na tym co one mogą przeżyć, jaki jest bagaż doświadczeń, na co mamy być gotowi. Ale też bez oceniania, krzywych spojrzen. Jedno spotkanie mi najbardziej utkwiło w głowie, gdzie była mowa o dzieciach z domów alkoholowych. Mój ojciec jest alkoholikiem i bardzo się bałam o tym mówić, żeby nie dostać dyskwalifikacji (wszystko przez to co się naczytałam w internecie wcześniej...). A na tym spotkaniu były przedstawiane historie jakichś dzieci (oczywiście anonimowo) i na końcu prowadząca powiedziała coś w stylu "nie bójcie się dzieci z domów alkoholowych, to są kochane dzieciaki. Miały narzucone różne role w rodzinie, opiekuna, kozła ofiarnego, bywały niewidzialne, ale to wspaniałe dzieci i zasługują na dobrych rodziców. To nie ich wina, że rodzice piją". I to mnie tak uderzyło, że jaka ja głupia byłam starając się ukryć to z jakiej rodziny pochodzę, a tutaj jestem na kursie i ktoś stara się mnie przekonać, że dzieci takie jak ja są wartościowe i nie powinno się ich oceniać przez pryzmat rodzica. Zbeczałam się tam oczywiście, ale też sama potrzebowałam takich słów. Ogólnie kurs bardzo dużo nam dał wiedzy psychologicznej o rozwoju dziecka, u nas akurat ta część o krzywdach w domu biologicznym się nie przydała (na razie, planujemy więcej dzieci więc nigdy nic nie wiadomo) bo córka była zostawiona w szpitalu, ale było też sporo par 40/50+ którzy adoptowali starsze dzieci, które już sporo pamiętają.

Tak że dużo czasu i zaangażowania, trochę papierkowej roboty było, ale w mojej ocenie nie był to aż taki wysiłek jak się wszędzie stereotypowo określa. Jak komuś mówię, że adoptowaliśmy <3 , to wszyscy patrzą z takjim współczuciem, ze pewnie musieliśmy się szarpać, walczyć, udowadniać że jesteśmy godni - nic takiego nie było. Oczywiście były diagnozy, pytania czasem niewygodne, ale to nie było tak, że byliśmy pod ostrzałem kogoś, kto się nad nami wywyższa.
Dziękuję za tak rozległą odpowiedź, naprawdę dałaś mi sporo nadzieji <3
Też się naczytałam jakie to trudne adoptować, że wymagania z kosmosu, a tu się okazuje, że nie jest aż tak źle. Cudownie to słyszeć :he:

To wspaniale co uslyszalas, też się zgadzam. Każde dziecko to jest potencjał, nie ważne z jakiego domu czy trudnościami, tylko dać poczucie bezpieczeństwa i bezwarunkowa miłość <3
MoniMal
Bransoletka50k
Posty: 558
Rejestracja: czw lut 06, 2025 12:42 pm

Post autor: MoniMal »

Ja bym się osobiście nie zdecydowała. Wydaje mi się, że po pierwsze trzeba być gotowym na wszystko bo nie ma dzieci zdrowych i zadbanych dostępnych do adopcji, trzeba się nastawić na terapię, problemy behawioralne itp. Po drugie myślę że mogłabym mieć problem żeby takie dziecko pokochać bezwarunkowo a po za tym kiedy by podroslo to mogloby mieć pretensje w stylu „nie jesteście moimi rodzicami, nie mówcie mi co mam robić”, chciałoby szukać rodziców biologicznych i swojej rodziny itp.

Na pewno to musi być decyzja w 100% podjęta świadomie.
Limonene
Currently:Italy
Posty: 1043
Rejestracja: ndz cze 30, 2024 2:41 pm

Post autor: Limonene »

No co do szukania rodziców biologicznych to chyba jest fundamentalne prawo każdego człowieka, żeby móc poznać swoje pochodzenie
TaaaJaaa
ŚpioszkiKenzo
Posty: 3
Rejestracja: śr mar 04, 2026 7:30 am

Post autor: TaaaJaaa »

Ile masz lat?bo nie znalazłam tego w tekście, a ciekawa jestem czy patrzą jakoś na wiek? Że im młodsi rodzice tym lepiej?
Czyli z Twojej perspektywy adopcja nie była trudna?ostatnio rzucił mi się w oczy post, w którym pary pisały, że rezygnują z adopcji bo to jest takie trudne i długie i mnóstwo było takich komentarzy.
Ja ostatnio dowiedziałam się jak działa rodzina zastępcza i jestem ciekawa jak to jest. Może jest tutaj ktoś kto był lub jest rodzina zastępcza i napisze trochę jak to wygląda?
Limonene
Currently:Italy
Posty: 1043
Rejestracja: ndz cze 30, 2024 2:41 pm

Post autor: Limonene »

TaaaJaaa pisze: pn maja 04, 2026 3:43 pm Ile masz lat?bo nie znalazłam tego w tekście, a ciekawa jestem czy patrzą jakoś na wiek? Że im młodsi rodzice tym lepiej?
Czyli z Twojej perspektywy adopcja nie była trudna?ostatnio rzucił mi się w oczy post, w którym pary pisały, że rezygnują z adopcji bo to jest takie trudne i długie i mnóstwo było takich komentarzy.
Ja ostatnio dowiedziałam się jak działa rodzina zastępcza i jestem ciekawa jak to jest. Może jest tutaj ktoś kto był lub jest rodzina zastępcza i napisze trochę jak to wygląda?
my mieliśmy 27/29 lat w momencie zaczęcia kursu, były na nim pary od 30 do 55 lat. Wiek nie wyklucza, ale starają się dobierać rodziny naturalnie, więc logiczne było że tej parze w której kobieta miała 55 lat raczej nie zaproponują niemowlaka. Ale jak ktoś ma te 40-45 to tak się zdarza, jedna para od nas po 40 zaadoptowała chłopca rocznego a po roku drugiego chłopca, sześciomiesięcznego.
A te komentarze to mnie triggerują jak nie wiem co xD wszyscy "ooo ja bym zaadoptował wszystkie dzieci świata gdyby mnie te straszne PROCEDURY". No straszne procedury, musisz się 4 razy spotkać z psychologiem w ośrodku, raz przyjadą do ciebie do domu, a potem musisz mieć kurs, który obecnie zazwyczaj ma 5 spotkań. Ludzie gadają takie głupoty o procedurach nie do przejścia, a zupełnie się nie orientują jak ten proces wygląda. Jeśli kogoś takie STRASZNE PROCEDURY przerażają to nie wiem jak on przejdzie procedurę rekrutacji do przedszkola czy zapisu dziecka do szpitala. Tak samo się naczytałam, że jesteśmy za młodzi na adopcję i na pewno ośrodek nam powie że mamy spróbować mieć dzieci biologiczne, bo w anszym wieku to się powinno udać.
My byliśmy rodziną zastępczą przez kilka miesięcy, bo córka nie była jeszcze wolna prawnie, więc w oczekiwaniu na odebranie praw rodzicielskich mogła u nas przebywać jako u rodziców zastępczych. Mieliśmy rozszerzone prawa, więc jakby byłą potrzeba to moglibyśmy ją zapisać do jakiejś placówki, normalnie podejmowaliśmy decyzje medyczne itd. Jedyna różnica to taka, że miała jeszcze stare dane (po adopcji dostaje sięnowy pesel i akt urodzenia z rodzicami adopcyjnymi) no i jakby jej biologiczni rodzice umarli to by coś po nich odziedziczyła. Ogólnie RZ istnieje jako "przystanek" dla dziecka zanim będzie mogło wrócić do rodziny biologicznej, albo zostać zaadoptowane (przez rodzinę zastępczą albo inną rodzinę).
TaaaJaaa
ŚpioszkiKenzo
Posty: 3
Rejestracja: śr mar 04, 2026 7:30 am

Post autor: TaaaJaaa »

Limonene pisze: wt maja 05, 2026 12:52 pm my mieliśmy 27/29 lat w momencie zaczęcia kursu, były na nim pary od 30 do 55 lat. Wiek nie wyklucza, ale starają się dobierać rodziny naturalnie, więc logiczne było że tej parze w której kobieta miała 55 lat raczej nie zaproponują niemowlaka. Ale jak ktoś ma te 40-45 to tak się zdarza, jedna para od nas po 40 zaadoptowała chłopca rocznego a po roku drugiego chłopca, sześciomiesięcznego.
A te komentarze to mnie triggerują jak nie wiem co xD wszyscy "ooo ja bym zaadoptował wszystkie dzieci świata gdyby mnie te straszne PROCEDURY". No straszne procedury, musisz się 4 razy spotkać z psychologiem w ośrodku, raz przyjadą do ciebie do domu, a potem musisz mieć kurs, który obecnie zazwyczaj ma 5 spotkań. Ludzie gadają takie głupoty o procedurach nie do przejścia, a zupełnie się nie orientują jak ten proces wygląda. Jeśli kogoś takie STRASZNE PROCEDURY przerażają to nie wiem jak on przejdzie procedurę rekrutacji do przedszkola czy zapisu dziecka do szpitala. Tak samo się naczytałam, że jesteśmy za młodzi na adopcję i na pewno ośrodek nam powie że mamy spróbować mieć dzieci biologiczne, bo w anszym wieku to się powinno udać.
My byliśmy rodziną zastępczą przez kilka miesięcy, bo córka nie była jeszcze wolna prawnie, więc w oczekiwaniu na odebranie praw rodzicielskich mogła u nas przebywać jako u rodziców zastępczych. Mieliśmy rozszerzone prawa, więc jakby byłą potrzeba to moglibyśmy ją zapisać do jakiejś placówki, normalnie podejmowaliśmy decyzje medyczne itd. Jedyna różnica to taka, że miała jeszcze stare dane (po adopcji dostaje sięnowy pesel i akt urodzenia z rodzicami adopcyjnymi) no i jakby jej biologiczni rodzice umarli to by coś po nich odziedziczyła. Ogólnie RZ istnieje jako "przystanek" dla dziecka zanim będzie mogło wrócić do rodziny biologicznej, albo zostać zaadoptowane (przez rodzinę zastępczą albo inną rodzinę).

Fajnie dziękuję za tak dokładne opisy i odpowiedzi, miło posłuchać perspektywy kogoś z takim pozytywnym podejściem i komu się udało, ja się przeraziłam trochę tymi opowieściami pod postem o tej adopcji, bo ludzie pisali że to trwa lata i dali sobie spokój, myślę że te opisy mogły zniechęcić sporo osób, a od Ciebie dostaje rzetelna i co najważniejsze pozytywną relacje i opisy. Bardzo szanuję Wasza decyzję i jestem pełna podziwu, fajnie że Wam się udało
Limonene
Currently:Italy
Posty: 1043
Rejestracja: ndz cze 30, 2024 2:41 pm

Post autor: Limonene »

TaaaJaaa pisze: wt maja 05, 2026 1:28 pm Fajnie dziękuję za tak dokładne opisy i odpowiedzi, miło posłuchać perspektywy kogoś z takim pozytywnym podejściem i komu się udało, ja się przeraziłam trochę tymi opowieściami pod postem o tej adopcji, bo ludzie pisali że to trwa lata i dali sobie spokój, myślę że te opisy mogły zniechęcić sporo osób, a od Ciebie dostaje rzetelna i co najważniejsze pozytywną relacje i opisy. Bardzo szanuję Wasza decyzję i jestem pełna podziwu, fajnie że Wam się udało
tak jeszcze w kwestii która powinna zamknąć dyskusję o tym, że procedury trwają latami - od lutego 2024 obowiązuje ustawa, która zobowiązuje ośrodki do tego, żeby od momentu złożenia pierwszych dokumentów przez parę do ukończenia kursu minęło nie więcej niż 4 miesiące. I ośrodki się do tego stosują, np. my złożyliśmy dokumenty jeszcze przed tą zmianą i faktycznie trochę trwało to długo, przez 4 miesiace spotkania z psychologami (1 w miesiącu), kurs trwał 10 tygodni (1 spotkanie w tygodniu) i się trochę czasu nazbierało, ale i tak uważam, że dość sprawnie szło. Teraz ośrodki musiały pozmieniać "strategie" i np. jest kurs przez tydzień od poniedziałku do piątku od 16 do 20 i to już koniec. Tak że naprawdę ustawa tutaj przyniosła skutek, w naszym ośrodku rok po jej wprowadzeniu kwalifikację na rodziców dostało prawie 2 razy więcej rodziców niż w roku poprzednim, o ile dobrze pamiętam to było 60 vs 108
TaaaJaaa
ŚpioszkiKenzo
Posty: 3
Rejestracja: śr mar 04, 2026 7:30 am

Post autor: TaaaJaaa »

Limonene pisze: wt maja 05, 2026 1:32 pm tak jeszcze w kwestii która powinna zamknąć dyskusję o tym, że procedury trwają latami - od lutego 2024 obowiązuje ustawa, która zobowiązuje ośrodki do tego, żeby od momentu złożenia pierwszych dokumentów przez parę do ukończenia kursu minęło nie więcej niż 4 miesiące. I ośrodki się do tego stosują, np. my złożyliśmy dokumenty jeszcze przed tą zmianą i faktycznie trochę trwało to długo, przez 4 miesiace spotkania z psychologami (1 w miesiącu), kurs trwał 10 tygodni (1 spotkanie w tygodniu) i się trochę czasu nazbierało, ale i tak uważam, że dość sprawnie szło. Teraz ośrodki musiały pozmieniać "strategie" i np. jest kurs przez tydzień od poniedziałku do piątku od 16 do 20 i to już koniec. Tak że naprawdę ustawa tutaj przyniosła skutek, w naszym ośrodku rok po jej wprowadzeniu kwalifikację na rodziców dostało prawie 2 razy więcej rodziców niż w roku poprzednim, o ile dobrze pamiętam to było 60 vs 108
Dziękuję Ci bardzo za tak dokładne odpowiedzi, dobrze poznać Twoja perspektywę