Start
Wiadomości
Ulubione
Mój profil

Poziom życia, doświadczenia które o nim świadczą

Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry
123wiosna123
Luźny dzień ze mną
Posty: 4760
Rejestracja: śr mar 20, 2024 10:27 am

Re: Poziom życia, doświadczenia które o nim świadczą

Post autor: 123wiosna123 »

Czytam wasze odpowiedzi i niestety ale w większości nie ma to nic z obycia ale z wywyższania sie. Ludzie sa gorsi bo nie czytają książek albo czytają te z listy najpopularniejszych albo nie chce ogladac opery zeby poszerzyć horyzonty. Czy ktos ma siedzieć w tej operze skoro to mu nie odpowiada zeby wyjść na osobe z wyższych sfer skoro tego nie chce?
Ogólnie takie osoby jakie opisujecie jako obyte to z mojego doświadczenia sa osoby wywyższające sie, uważające za lepsze bo wlasnie czytaja "lepsze" książki. Mam takie kuzyna ktory wiecznie obraza ludzi od wieśniaków bo nie sa oczytani, bo nie chodzą do teatru i maja według niego zaściankowe poglady. I to świadczy o obyciu? No chyba nie

Według mnie wlasnie o obyciu, poziomie zycia świadczy ze potrafisz z każdym sie dogadać, nawet z osobą ktora nie czyta albo czyta te "gorsze" książki mozna o czymś porozmawiać a nie automatycznie uznac za gorsze
chleb_ze_smalcem
FejkTiffany
Posty: 662
Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm

Post autor: chleb_ze_smalcem »

Odbieranie każdej opinii jako atak i krytykę oraz absolutny zamach na wolność wyborów. (W domyśle dotyczących pozostawania poniżej normy).
Projektowanie na innych swoich kompleksów i tego co tobie się wydaje bez próby choćby częściowego zrozumienia co chcą przekazać, bo tak cię triggeruja, że nie umiesz nad tym panować.
Swoista ułomność w rozumieniu przekazu bez poczucia bycia atakowanym i potrzeby natychmiastowego naszczekania na innych.
Aleksandra_18
PsychoFanka
Posty: 99
Rejestracja: pt sty 31, 2025 7:39 pm

Post autor: Aleksandra_18 »

Może mnie zjecie, ale ja naprawdę nie umiem "tak o" rozpoznać, kto ma jakie pochodzenie rodzinne (pomijając skrajności, typu człowiek tkwiący w rodzimej patologii a milioner). Często myślałam tak stereotypowo, że ooo ten to musi być z inteligenckiej rodziny, bo taki wykształcony, elokwentny itd. a okazywało się, że to osoba z bardzo przeciętnej rodziny. W drugą stronę to samo. Wiem, że to dowód anegdotyczny, ale moja bliska koleżanka pochodzi z niezamożnej, rozbitej rodziny, a jest świetnie wykształcona, ma bogaty zasób słownictwa, fajnie się ubiera. W towarzystwie też nie sprawia wrażenia zahukanej czy "nieobytej".
W rodzinie mojego narzeczonego jedni krewni są bardzo zamożni, a naprawdę ani tego nie widać ani nie słychać. Byłam w szoku, gdy narzeczony powiedział mi ile oni mają kasy, bo pomyślałam że to takie przeciętne polskie małżeństwo 50+ .
Rzeka.chaosu
PoranneKapuczino
Posty: 1792
Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm

Post autor: Rzeka.chaosu »

chleb_ze_smalcem pisze: pn kwie 06, 2026 12:22 pm Odbieranie każdej opinii jako atak i krytykę oraz absolutny zamach na wolność wyborów. (W domyśle dotyczących pozostawania poniżej normy).
Projektowanie na innych swoich kompleksów i tego co tobie się wydaje bez próby choćby częściowego zrozumienia co chcą przekazać, bo tak cię triggeruja, że nie umiesz nad tym panować.
Swoista ułomność w rozumieniu przekazu bez poczucia bycia atakowanym i potrzeby natychmiastowego naszczekania na innych.
Oj tak. To bardzo świadczy o poziomie. Takie przekonanie, że każdy cię obserwuje / komentuje / ocenia / arakuje. Brak luzu. Szczególnie w gronie osób, na których tle ktoś czuje się gorszy.
Rzeka.chaosu
PoranneKapuczino
Posty: 1792
Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm

Post autor: Rzeka.chaosu »

Aleksandra_18 pisze: pn kwie 06, 2026 9:48 pm Może mnie zjecie, ale ja naprawdę nie umiem "tak o" rozpoznać, kto ma jakie pochodzenie rodzinne (pomijając skrajności, typu człowiek tkwiący w rodzimej patologii a milioner). Często myślałam tak stereotypowo, że ooo ten to musi być z inteligenckiej rodziny, bo taki wykształcony, elokwentny itd. a okazywało się, że to osoba z bardzo przeciętnej rodziny. W drugą stronę to samo. Wiem, że to dowód anegdotyczny, ale moja bliska koleżanka pochodzi z niezamożnej, rozbitej rodziny, a jest świetnie wykształcona, ma bogaty zasób słownictwa, fajnie się ubiera. W towarzystwie też nie sprawia wrażenia zahukanej czy "nieobytej".
W rodzinie mojego narzeczonego jedni krewni są bardzo zamożni, a naprawdę ani tego nie widać ani nie słychać. Byłam w szoku, gdy narzeczony powiedział mi ile oni mają kasy, bo pomyślałam że to takie przeciętne polskie małżeństwo 50+ .
Tu chyba nie chodzi o samo pochodzenie, bo akurat w Polsce mamy wszystko wymieszane. Można mieć jednych dziadków / rodzica ze słabego domu, drugich z dobrego. Chodzo raczej o kapitał kulturowy, jaki się posiada lub nie na tle towarzystwa, do którego się aspiruje.

Ja bardzo długo miałam kompleksy z powodu np. nie braków finasowych, tylko dostępu do kultury, muzyki (kiedyś były płyty), nauki, zwiedzania, itp. Na tle osób, z którymi się zadawałam miałam braki, bo moi rodzice w latach 90. bardziej myśleli o tym, żebyśmy mieli zapewnione podstawowe rzeczy materialne, niż zwiedzanie świata, muzea i koncerty.
chleb_ze_smalcem
FejkTiffany
Posty: 662
Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm

Post autor: chleb_ze_smalcem »

Aleksandra_18 pisze: pn kwie 06, 2026 9:48 pm Może mnie zjecie, ale ja naprawdę nie umiem "tak o" rozpoznać, kto ma jakie pochodzenie rodzinne (pomijając skrajności, typu człowiek tkwiący w rodzimej patologii a milioner). Często myślałam tak stereotypowo, że ooo ten to musi być z inteligenckiej rodziny, bo taki wykształcony, elokwentny itd. a okazywało się, że to osoba z bardzo przeciętnej rodziny. W drugą stronę to samo. Wiem, że to dowód anegdotyczny, ale moja bliska koleżanka pochodzi z niezamożnej, rozbitej rodziny, a jest świetnie wykształcona, ma bogaty zasób słownictwa, fajnie się ubiera. W towarzystwie też nie sprawia wrażenia zahukanej czy "nieobytej".
W rodzinie mojego narzeczonego jedni krewni są bardzo zamożni, a naprawdę ani tego nie widać ani nie słychać. Byłam w szoku, gdy narzeczony powiedział mi ile oni mają kasy, bo pomyślałam że to takie przeciętne polskie małżeństwo 50+ .
Moim zdaniem to nie zależy od zasobności portfela. A przynajmniej to nie jest warunek konieczny. Też znam ludzi „obytych” ale nie z tzw wyższych sfer i na odwrót znam ludzi bogatych ale strasznych buców. Jak ktoś jest ciekawy świata np interesuje go sztuka ale nie ma funduszy na zwiedzanie zagranicznych muzeów, to będzie zwiedzał lokalne, znajdzie sobie promocje, wyszuka wirtualne wycieczki w necie, poogląda filmiki a w ostateczności pójdzie do biblioteki. Po prostu znajdzie sposób. Jak ktoś jest sobkiem, to choćby miał miliony na koncie pozostanie nim.
duppajasio
Tritonotti
Posty: 188
Rejestracja: pn cze 17, 2024 4:53 pm

Post autor: duppajasio »

Aleksandra_18 pisze: pn kwie 06, 2026 9:48 pm Może mnie zjecie, ale ja naprawdę nie umiem "tak o" rozpoznać, kto ma jakie pochodzenie rodzinne (pomijając skrajności, typu człowiek tkwiący w rodzimej patologii a milioner). Często myślałam tak stereotypowo, że ooo ten to musi być z inteligenckiej rodziny, bo taki wykształcony, elokwentny itd. a okazywało się, że to osoba z bardzo przeciętnej rodziny. W drugą stronę to samo. Wiem, że to dowód anegdotyczny, ale moja bliska koleżanka pochodzi z niezamożnej, rozbitej rodziny, a jest świetnie wykształcona, ma bogaty zasób słownictwa, fajnie się ubiera. W towarzystwie też nie sprawia wrażenia zahukanej czy "nieobytej".
W rodzinie mojego narzeczonego jedni krewni są bardzo zamożni, a naprawdę ani tego nie widać ani nie słychać. Byłam w szoku, gdy narzeczony powiedział mi ile oni mają kasy, bo pomyślałam że to takie przeciętne polskie małżeństwo 50+ .
Nie, to jest normalne i właśnie bardzo dobrze, że nie starasz się od razu przypisywać kogoś do jakiejś kategorii społecznej.
Mualla
LouiBag
Posty: 337
Rejestracja: wt mar 19, 2024 9:32 am

Post autor: Mualla »

Mualla pisze: pt kwie 03, 2026 12:57 pm Ja wiem, że ciężko jest się zachwycać Rubensem, Muchą czy innym malarzem, jeśli się tego po prostu nie czuje, ale uważam, że warto mieć chcociaż jakąś podstawową wiedzę w tym zakresie. Natomiast jeśli chodzi o czytanie książek, to ludzie nie zdają sobie sprawy, że książki dają coś więcej niż tylko samo czytanie. Mam na myśli poszerzenie słownictwa, horyzontów, wyobraźni, ćwiczenia skupienia uwagi, z którą obecnie mamy tak duży problem. Mówi się, że z filozofowania, czytania czy oglądania obrazów pieniędzy nie będzie. Może nie bezpośrednio, ale myślę, że interesowanie się takimi rzeczami wzbogaca nas nawet w oczach kontrahentów czy współpracowników kiedy widzą, że umiemy się elokwentnie wysłowić, posiadamy większy zasób słownictwa niż tylko "ok" i "mega" albo jesteśmy w stanie polecić im dobrą wystawę albo sztukę w naszym mieście kiedy o to zapytają.

Niestety spotykałam się z osobami, które twierdziły, że czytają, ale 50 Twarzy Greya, Pokolenie ikea, serię o Chyłce czy inne coachowe książki. Teraz nie wiem, czy dobrze, że czytają chociaż to, czy może lepiej by było gdyby wcale nie czytali.
Zacytuję swoją wypowiedź, bo parę osób do niej nawiązało a została chyba źle zrozumiana. Moim celem nie było ukazanie, że sztuka czy czytanie określonych książek czyni z nas kogoś ponadprzeciętnego. Bardziej nawiązywałam do wypowiedzi, którą zacytowałam, czyli, że ludzie chełpią się tym, że nie przeczytali żadnej książki. A w swojej wypowiedzi poszłam o krok dalej, że osoby, które tak uważają i krytykują interesowanie się sztuką czy innymi wydarzeniami kulturowymi nie doceniają korzysci, które mogą z tego płynąc. Niemniej, nie uważam, że to jest jakieś must have dla każdego. Są zainteresowania i sposób bycia, który może zainteresować odbiorcę bardziej niż cytowanie wyuczonej na pamięć interpretacji jakiegoś obrazu. Wszystko co robią osoby, które moim zdaniem pochodzą domu, w ktorym dbano o aspekty również te poza materialne, jest takie lekkie i pozbawione zadecia. Myślę, że łatwo jest poznać kto faktycznie ma obycie a kto tylko nieudolnie aspiruje by być tak postrzeganym (patrz infu takie jak A. Pakuła czy Rosaelle). Co do książek, nie uważam, że trzeba czytać, ale nie podzielam również opinii niektórych, że czytanie jest strata czasu albo jest czymś zbednym. Nie uważam też, ze tylko czytanie Olgi Tokarczuk
Albo Dostojewskiego wyniesie nas na wyższy poziom, bo jeśli ktoś nie czuje tego typu literatury, to spoko, ja też nie czuję i nie zamierzam się zmuszać. Znam wiele osób, które zamiast sięgać po książki sięgają po artykuły branżowe, geopolityczne czy inne felietony i to jest też właśnie dobry substytut książek.
Defreg56
Tritonotti
Posty: 184
Rejestracja: czw cze 13, 2024 10:44 am

Post autor: Defreg56 »

Rzeczy, które wg mnie mnie świadczą o biedzie (niskim poziomie życia), w tym tej mentalnej:
1. Taniodrogie marki, w stylu Guess, Karl Lagerfeld, Michael Kors, Boss, do tego złote łańcuchy, nadmiar biżuterii w stylu "tous" lub "pandora" i jednocześnie: braki w uzębieniu, niezadbane zęby, spalone/brzydko zrobione włosy, brak podstawowej higieny, zaniedbane auto i/lub dom
2. Brak konkretnego wykształcenia, nieznanie siebie, brak pomysłu na siebie, tylko takie łapanie się co popadnie - dzisiaj robię rzęsy, jutro pracuję w sklepie, a pojutrze będę aspirować do bycia influ, za tydzień zrobię kurs z pieczenia ciast, a w międzyczasie zrobię studia z zarządzania w wyższej szkole robienia hałasu
3. Głośny i wulgarny sposób bycia
4. Kolczyki na twarzy (nie mówię o delikatnym kolczyku np. w nosie) połączone z dużymi tatuażami, nierzadko brzydkimi (np. brzykie patusiarskie rękawy, imiona dzieci z datą urodzenia itd)
5. Tutaj mogę się narazić, ale jak wakacje, to tylko all inclusive w Egipcie lub Turcji
6. Bycie osobą poniżej 40 roku życia i nieznajomość języka angielskiego
7. Hurtowe zamawianie ubrań na shein, temu, alieexpress
Awatar użytkownika
PrzemoKondratowicz
RARY
Posty: 5697
Rejestracja: wt sty 07, 2025 8:47 pm

Post autor: PrzemoKondratowicz »

[email protected] pisze: czw kwie 02, 2026 6:26 am Jakie doświadczenia życiowe uważacie za minimum, które sprawia, że życie danej osoby można uznać za w miarę „poniżej normy” lub wskazujące na zaniedbanie? I przeciwnie, co jest takim must have żeby dzisiejsze społeczeństwo uznało cię za równego?
Jakie braki (np. w edukacji, relacjach, warunkach życia) według Was są sygnałem, że ktoś mógł mieć trudne lub zaniedbane dzieciństwo i dorastanie, że rodzina nie wykonała swojej pracy?
Zamknięty umysł na wszystko co inne. Osoba która głośno krytykuje wszystko czego nie zna i co jest nowe. Osoba która kompletnie nie jest ciekawa niczego i nie chce niczego nowego próbować. W ogóle wszytsko co nowe i nieznane traktowane jako zagrożenie zamiast z ciekawością. I nie chodzi mi „dziękuję nie chce spróbować tej sałatki” bo kogoś obrzydzają owoce morza. Raczej „jak można jest to gówno” „PO co jechać do tych dzikusów na wakacje” itp. Myślę wtedy że ktoś się wychował w jakimś zakonie gdzie można było tylko robić określone rzeczy a wszystko nowe było złe.
jak to kiedys ktos mądry powiedział: „🐠 tu 🐠 tam 🐠 bylo 🐠 jest i 🐠 będzie”.
Hunde
KlasaBiznes
Posty: 561
Rejestracja: czw lut 13, 2025 7:23 pm

Post autor: Hunde »

Defreg56 pisze: wt kwie 07, 2026 4:43 pm Rzeczy, które wg mnie mnie świadczą o biedzie (niskim poziomie życia), w tym tej mentalnej:
1. Taniodrogie marki, w stylu Guess, Karl Lagerfeld, Michael Kors, Boss, do tego złote łańcuchy, nadmiar biżuterii w stylu "tous" lub "pandora" i jednocześnie: braki w uzębieniu, niezadbane zęby, spalone/brzydko zrobione włosy, brak podstawowej higieny, zaniedbane auto i/lub dom
2. Brak konkretnego wykształcenia, nieznanie siebie, brak pomysłu na siebie, tylko takie łapanie się co popadnie - dzisiaj robię rzęsy, jutro pracuję w sklepie, a pojutrze będę aspirować do bycia influ, za tydzień zrobię kurs z pieczenia ciast, a w międzyczasie zrobię studia z zarządzania w wyższej szkole robienia hałasu
3. Głośny i wulgarny sposób bycia
4. Kolczyki na twarzy (nie mówię o delikatnym kolczyku np. w nosie) połączone z dużymi tatuażami, nierzadko brzydkimi (np. brzykie patusiarskie rękawy, imiona dzieci z datą urodzenia itd)
5. Tutaj mogę się narazić, ale jak wakacje, to tylko all inclusive w Egipcie lub Turcji
6. Bycie osobą poniżej 40 roku życia i nieznajomość języka angielskiego
7. Hurtowe zamawianie ubrań na shein, temu, alieexpress
Z prawie wszystkim się zgadzam, ale nie bardzo rozumiem punktu 2. Co jest w tym złego, że ktoś (szczególnie młoda osoba bez zobowiązań) próbuje wielu hobby lub aktywności? Moim zdaniem to poszerza horyzonty, a być może któraś z tych czynności zaskoczy i okaże się sposobem na życie? Nie każdy od przedszkola leczy misie marząc o zostaniu lekarzem, czy rysuje budynki i zostaje architektem. Myślę, że lepiej l w tę stronę niż zostać memicznym „Januszem, który nie ma co ze sobą zrobić, bo po 40 latach jego pracy zamknęli fabrykę garnków.”
Jeśli nawet te rzęsy nie zostaną sposobem na zarobek to można wykorzystać to na własny i rodzinny użytek. Każda umiejętność może okazać się przydatna.
Defreg56
Tritonotti
Posty: 184
Rejestracja: czw cze 13, 2024 10:44 am

Post autor: Defreg56 »

Hunde pisze: pn lip 27, 2026 2:06 pm Z prawie wszystkim się zgadzam, ale nie bardzo rozumiem punktu 2. Co jest w tym złego, że ktoś (szczególnie młoda osoba bez zobowiązań) próbuje wielu hobby lub aktywności? Moim zdaniem to poszerza horyzonty, a być może któraś z tych czynności zaskoczy i okaże się sposobem na życie? Nie każdy od przedszkola leczy misie marząc o zostaniu lekarzem, czy rysuje budynki i zostaje architektem. Myślę, że lepiej l w tę stronę niż zostać memicznym „Januszem, który nie ma co ze sobą zrobić, bo po 40 latach jego pracy zamknęli fabrykę garnków.”
Jeśli nawet te rzęsy nie zostaną sposobem na zarobek to można wykorzystać to na własny i rodzinny użytek. Każda umiejętność może okazać się przydatna.
Oczywiście, że tak, ale pozwól, że wytłumaczę z mojego doświadczenia skąd u mnie takie myślenie, otóż:
90% moich bogatych koleżanek lub kolegów (a chodziłam z takimi do liceum i też studiowałam) od początku miało wyznaczoną ścieżkę przez swoich rodziców, ich biznesy itd. Nie musieli pracować w sklepie, dorabiać na studiach, szukać hobby, które jednocześnie się zwróci.
Albo, jeśli nie mieli bogatych rodziców, to szli na całość w jedną dziedzinę i tam starali się dać z siebie wszystko i osiągali sukces.
I według mnie to świadczy o wysokim poziomie życia - tj. - Mam środowisko, które samo mnie prowadzi.

Dla kontrastu - ja jak możesz się domyślić nie należałam do tej grupy i dużo kombinowałam co mogę w życiu robić, żeby zarobić i długo szukałam w czym jestem na tyle dobra, żeby być zadowolona z poziomu życia.
Czy to poszerza horyzonty? Oczywiście, że tak, ALE mimo wszystko chciałabym mieć jedną porządną ścieżkę zawodową, wyznaczoną przez „bogatych rodziców” niż imać się wszystkiego po kolei i być w tyle za rówieśnikami.
Barasia
Koczkodan
Posty: 118
Rejestracja: sob lis 30, 2024 5:42 pm

Post autor: Barasia »

Defreg56 pisze: pn lip 27, 2026 8:35 pm Oczywiście, że tak, ale pozwól, że wytłumaczę z mojego doświadczenia skąd u mnie takie myślenie, otóż:
90% moich bogatych koleżanek lub kolegów (a chodziłam z takimi do liceum i też studiowałam) od początku miało wyznaczoną ścieżkę przez swoich rodziców, ich biznesy itd. Nie musieli pracować w sklepie, dorabiać na studiach, szukać hobby, które jednocześnie się zwróci.
Albo, jeśli nie mieli bogatych rodziców, to szli na całość w jedną dziedzinę i tam starali się dać z siebie wszystko i osiągali sukces.
I według mnie to świadczy o wysokim poziomie życia - tj. - Mam środowisko, które samo mnie prowadzi.

Dla kontrastu - ja jak możesz się domyślić nie należałam do tej grupy i dużo kombinowałam co mogę w życiu robić, żeby zarobić i długo szukałam w czym jestem na tyle dobra, żeby być zadowolona z poziomu życia.
Czy to poszerza horyzonty? Oczywiście, że tak, ALE mimo wszystko chciałabym mieć jedną porządną ścieżkę zawodową, wyznaczoną przez „bogatych rodziców” niż imać się wszystkiego po kolei i być w tyle za rówieśnikami.
Nooo, nie wiem.
Nie wiem jak takie wyznaczanie ścieżki przez bogatych rodziców się odbywa, ale jeśli miałoby wyglądać tak, że ktoś mi mówi na jaki profil w liceum mam iść, na jaki kierunek studiów, jednocześnie nie biorąc pod uwagę moich predyspozycji (wyobrażam sobie, że na przykład by mnie mogli posłać rodzice mat-fiz, a potem na jakąś informatykę, bo jak byłam na etapie wyboru liceum, to to było widzine jako prosta droga do dobrej pracy), to raczej skończyłaby z depresją i wypaleniem jeszcze przed zdaniem matury 😅.
Mi jedynie przed wyborem studiów ojciec prawo odradzał, a zachęcał do administracji. No i w sumie poszłam tą drogą, pracuję w administracji już prawie 10 lat i nie mam powodów do narzekania. Ale to chyba nie do końca o to chodzi z tym wyborem ścieżki. Bo profil w liceum i przedmioty na maturze wybierałam kierując się kluczem "do czego nauka będzie prostsza i co będzie mnie kosztowało mniej wysiłku"

Niestety, ale dzieci bogatych rodziców wydają mi się takie jakieś niesamodzielne czasem. Możliwe po prostu, że zazdrość przeze mnie przemawia. Bo czuję zażenowanie słysząc, jak niektórzy przez pół życia byli za rączkę prowadzeni. Mieszkanko na studia wynajęte, żeby czasem synuś z plebsem nie musiał mieć styczności, kaska na konto co miesiąc, wakacje ogarnięte, wyjazdy językowe, szkolenia, kursy opłacone, potem mieszkanie kupione, jeszcze nieraz pomoc z w znalezieniu pracy udzielona 😅.
Defreg56
Tritonotti
Posty: 184
Rejestracja: czw cze 13, 2024 10:44 am

Post autor: Defreg56 »

Barasia pisze: wt lip 28, 2026 12:41 pm
Niestety, ale dzieci bogatych rodziców wydają mi się takie jakieś niesamodzielne czasem. Możliwe po prostu, że zazdrość przeze mnie przemawia. Bo czuję zażenowanie słysząc, jak niektórzy przez pół życia byli za rączkę prowadzeni. Mieszkanko na studia wynajęte, żeby czasem synuś z plebsem nie musiał mieć styczności, kaska na konto co miesiąc, wakacje ogarnięte, wyjazdy językowe, szkolenia, kursy opłacone, potem mieszkanie kupione, jeszcze nieraz pomoc z w znalezieniu pracy udzielona 😅.
No tak, o tym właśnie jest mój komentarz, bo to jest coś, o czym świadczy wysoki poziom życia - mogę studiować bezrobocie, a mimo to, mam w życiu zapewnione wszystko