Start
Wiadomości
Ulubione
Mój profil

Poziom życia, doświadczenia które o nim świadczą

Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry
123wiosna123
Milion subskrypcji
Posty: 4311
Rejestracja: śr mar 20, 2024 10:27 am

Re: Poziom życia, doświadczenia które o nim świadczą

Post autor: 123wiosna123 »

Czytam wasze odpowiedzi i niestety ale w większości nie ma to nic z obycia ale z wywyższania sie. Ludzie sa gorsi bo nie czytają książek albo czytają te z listy najpopularniejszych albo nie chce ogladac opery zeby poszerzyć horyzonty. Czy ktos ma siedzieć w tej operze skoro to mu nie odpowiada zeby wyjść na osobe z wyższych sfer skoro tego nie chce?
Ogólnie takie osoby jakie opisujecie jako obyte to z mojego doświadczenia sa osoby wywyższające sie, uważające za lepsze bo wlasnie czytaja "lepsze" książki. Mam takie kuzyna ktory wiecznie obraza ludzi od wieśniaków bo nie sa oczytani, bo nie chodzą do teatru i maja według niego zaściankowe poglady. I to świadczy o obyciu? No chyba nie

Według mnie wlasnie o obyciu, poziomie zycia świadczy ze potrafisz z każdym sie dogadać, nawet z osobą ktora nie czyta albo czyta te "gorsze" książki mozna o czymś porozmawiać a nie automatycznie uznac za gorsze
chleb_ze_smalcem
MiamiBicz
Posty: 399
Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm

Post autor: chleb_ze_smalcem »

Odbieranie każdej opinii jako atak i krytykę oraz absolutny zamach na wolność wyborów. (W domyśle dotyczących pozostawania poniżej normy).
Projektowanie na innych swoich kompleksów i tego co tobie się wydaje bez próby choćby częściowego zrozumienia co chcą przekazać, bo tak cię triggeruja, że nie umiesz nad tym panować.
Swoista ułomność w rozumieniu przekazu bez poczucia bycia atakowanym i potrzeby natychmiastowego naszczekania na innych.
Aleksandra_18
Mokra Włoszka
Posty: 74
Rejestracja: pt sty 31, 2025 7:39 pm

Post autor: Aleksandra_18 »

Może mnie zjecie, ale ja naprawdę nie umiem "tak o" rozpoznać, kto ma jakie pochodzenie rodzinne (pomijając skrajności, typu człowiek tkwiący w rodzimej patologii a milioner). Często myślałam tak stereotypowo, że ooo ten to musi być z inteligenckiej rodziny, bo taki wykształcony, elokwentny itd. a okazywało się, że to osoba z bardzo przeciętnej rodziny. W drugą stronę to samo. Wiem, że to dowód anegdotyczny, ale moja bliska koleżanka pochodzi z niezamożnej, rozbitej rodziny, a jest świetnie wykształcona, ma bogaty zasób słownictwa, fajnie się ubiera. W towarzystwie też nie sprawia wrażenia zahukanej czy "nieobytej".
W rodzinie mojego narzeczonego jedni krewni są bardzo zamożni, a naprawdę ani tego nie widać ani nie słychać. Byłam w szoku, gdy narzeczony powiedział mi ile oni mają kasy, bo pomyślałam że to takie przeciętne polskie małżeństwo 50+ .
Rzeka.chaosu
PoranneKapuczino
Posty: 1794
Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm

Post autor: Rzeka.chaosu »

chleb_ze_smalcem pisze: pn kwie 06, 2026 12:22 pm Odbieranie każdej opinii jako atak i krytykę oraz absolutny zamach na wolność wyborów. (W domyśle dotyczących pozostawania poniżej normy).
Projektowanie na innych swoich kompleksów i tego co tobie się wydaje bez próby choćby częściowego zrozumienia co chcą przekazać, bo tak cię triggeruja, że nie umiesz nad tym panować.
Swoista ułomność w rozumieniu przekazu bez poczucia bycia atakowanym i potrzeby natychmiastowego naszczekania na innych.
Oj tak. To bardzo świadczy o poziomie. Takie przekonanie, że każdy cię obserwuje / komentuje / ocenia / arakuje. Brak luzu. Szczególnie w gronie osób, na których tle ktoś czuje się gorszy.
Rzeka.chaosu
PoranneKapuczino
Posty: 1794
Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm

Post autor: Rzeka.chaosu »

Aleksandra_18 pisze: pn kwie 06, 2026 9:48 pm Może mnie zjecie, ale ja naprawdę nie umiem "tak o" rozpoznać, kto ma jakie pochodzenie rodzinne (pomijając skrajności, typu człowiek tkwiący w rodzimej patologii a milioner). Często myślałam tak stereotypowo, że ooo ten to musi być z inteligenckiej rodziny, bo taki wykształcony, elokwentny itd. a okazywało się, że to osoba z bardzo przeciętnej rodziny. W drugą stronę to samo. Wiem, że to dowód anegdotyczny, ale moja bliska koleżanka pochodzi z niezamożnej, rozbitej rodziny, a jest świetnie wykształcona, ma bogaty zasób słownictwa, fajnie się ubiera. W towarzystwie też nie sprawia wrażenia zahukanej czy "nieobytej".
W rodzinie mojego narzeczonego jedni krewni są bardzo zamożni, a naprawdę ani tego nie widać ani nie słychać. Byłam w szoku, gdy narzeczony powiedział mi ile oni mają kasy, bo pomyślałam że to takie przeciętne polskie małżeństwo 50+ .
Tu chyba nie chodzi o samo pochodzenie, bo akurat w Polsce mamy wszystko wymieszane. Można mieć jednych dziadków / rodzica ze słabego domu, drugich z dobrego. Chodzo raczej o kapitał kulturowy, jaki się posiada lub nie na tle towarzystwa, do którego się aspiruje.

Ja bardzo długo miałam kompleksy z powodu np. nie braków finasowych, tylko dostępu do kultury, muzyki (kiedyś były płyty), nauki, zwiedzania, itp. Na tle osób, z którymi się zadawałam miałam braki, bo moi rodzice w latach 90. bardziej myśleli o tym, żebyśmy mieli zapewnione podstawowe rzeczy materialne, niż zwiedzanie świata, muzea i koncerty.
chleb_ze_smalcem
MiamiBicz
Posty: 399
Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm

Post autor: chleb_ze_smalcem »

Aleksandra_18 pisze: pn kwie 06, 2026 9:48 pm Może mnie zjecie, ale ja naprawdę nie umiem "tak o" rozpoznać, kto ma jakie pochodzenie rodzinne (pomijając skrajności, typu człowiek tkwiący w rodzimej patologii a milioner). Często myślałam tak stereotypowo, że ooo ten to musi być z inteligenckiej rodziny, bo taki wykształcony, elokwentny itd. a okazywało się, że to osoba z bardzo przeciętnej rodziny. W drugą stronę to samo. Wiem, że to dowód anegdotyczny, ale moja bliska koleżanka pochodzi z niezamożnej, rozbitej rodziny, a jest świetnie wykształcona, ma bogaty zasób słownictwa, fajnie się ubiera. W towarzystwie też nie sprawia wrażenia zahukanej czy "nieobytej".
W rodzinie mojego narzeczonego jedni krewni są bardzo zamożni, a naprawdę ani tego nie widać ani nie słychać. Byłam w szoku, gdy narzeczony powiedział mi ile oni mają kasy, bo pomyślałam że to takie przeciętne polskie małżeństwo 50+ .
Moim zdaniem to nie zależy od zasobności portfela. A przynajmniej to nie jest warunek konieczny. Też znam ludzi „obytych” ale nie z tzw wyższych sfer i na odwrót znam ludzi bogatych ale strasznych buców. Jak ktoś jest ciekawy świata np interesuje go sztuka ale nie ma funduszy na zwiedzanie zagranicznych muzeów, to będzie zwiedzał lokalne, znajdzie sobie promocje, wyszuka wirtualne wycieczki w necie, poogląda filmiki a w ostateczności pójdzie do biblioteki. Po prostu znajdzie sposób. Jak ktoś jest sobkiem, to choćby miał miliony na koncie pozostanie nim.
duppajasio
BlondDoczep
Posty: 139
Rejestracja: pn cze 17, 2024 4:53 pm

Post autor: duppajasio »

Aleksandra_18 pisze: pn kwie 06, 2026 9:48 pm Może mnie zjecie, ale ja naprawdę nie umiem "tak o" rozpoznać, kto ma jakie pochodzenie rodzinne (pomijając skrajności, typu człowiek tkwiący w rodzimej patologii a milioner). Często myślałam tak stereotypowo, że ooo ten to musi być z inteligenckiej rodziny, bo taki wykształcony, elokwentny itd. a okazywało się, że to osoba z bardzo przeciętnej rodziny. W drugą stronę to samo. Wiem, że to dowód anegdotyczny, ale moja bliska koleżanka pochodzi z niezamożnej, rozbitej rodziny, a jest świetnie wykształcona, ma bogaty zasób słownictwa, fajnie się ubiera. W towarzystwie też nie sprawia wrażenia zahukanej czy "nieobytej".
W rodzinie mojego narzeczonego jedni krewni są bardzo zamożni, a naprawdę ani tego nie widać ani nie słychać. Byłam w szoku, gdy narzeczony powiedział mi ile oni mają kasy, bo pomyślałam że to takie przeciętne polskie małżeństwo 50+ .
Nie, to jest normalne i właśnie bardzo dobrze, że nie starasz się od razu przypisywać kogoś do jakiejś kategorii społecznej.
Mualla
MoetGlass
Posty: 262
Rejestracja: wt mar 19, 2024 9:32 am

Post autor: Mualla »

Mualla pisze: pt kwie 03, 2026 12:57 pm Ja wiem, że ciężko jest się zachwycać Rubensem, Muchą czy innym malarzem, jeśli się tego po prostu nie czuje, ale uważam, że warto mieć chcociaż jakąś podstawową wiedzę w tym zakresie. Natomiast jeśli chodzi o czytanie książek, to ludzie nie zdają sobie sprawy, że książki dają coś więcej niż tylko samo czytanie. Mam na myśli poszerzenie słownictwa, horyzontów, wyobraźni, ćwiczenia skupienia uwagi, z którą obecnie mamy tak duży problem. Mówi się, że z filozofowania, czytania czy oglądania obrazów pieniędzy nie będzie. Może nie bezpośrednio, ale myślę, że interesowanie się takimi rzeczami wzbogaca nas nawet w oczach kontrahentów czy współpracowników kiedy widzą, że umiemy się elokwentnie wysłowić, posiadamy większy zasób słownictwa niż tylko "ok" i "mega" albo jesteśmy w stanie polecić im dobrą wystawę albo sztukę w naszym mieście kiedy o to zapytają.

Niestety spotykałam się z osobami, które twierdziły, że czytają, ale 50 Twarzy Greya, Pokolenie ikea, serię o Chyłce czy inne coachowe książki. Teraz nie wiem, czy dobrze, że czytają chociaż to, czy może lepiej by było gdyby wcale nie czytali.
Zacytuję swoją wypowiedź, bo parę osób do niej nawiązało a została chyba źle zrozumiana. Moim celem nie było ukazanie, że sztuka czy czytanie określonych książek czyni z nas kogoś ponadprzeciętnego. Bardziej nawiązywałam do wypowiedzi, którą zacytowałam, czyli, że ludzie chełpią się tym, że nie przeczytali żadnej książki. A w swojej wypowiedzi poszłam o krok dalej, że osoby, które tak uważają i krytykują interesowanie się sztuką czy innymi wydarzeniami kulturowymi nie doceniają korzysci, które mogą z tego płynąc. Niemniej, nie uważam, że to jest jakieś must have dla każdego. Są zainteresowania i sposób bycia, który może zainteresować odbiorcę bardziej niż cytowanie wyuczonej na pamięć interpretacji jakiegoś obrazu. Wszystko co robią osoby, które moim zdaniem pochodzą domu, w ktorym dbano o aspekty również te poza materialne, jest takie lekkie i pozbawione zadecia. Myślę, że łatwo jest poznać kto faktycznie ma obycie a kto tylko nieudolnie aspiruje by być tak postrzeganym (patrz infu takie jak A. Pakuła czy Rosaelle). Co do książek, nie uważam, że trzeba czytać, ale nie podzielam również opinii niektórych, że czytanie jest strata czasu albo jest czymś zbednym. Nie uważam też, ze tylko czytanie Olgi Tokarczuk
Albo Dostojewskiego wyniesie nas na wyższy poziom, bo jeśli ktoś nie czuje tego typu literatury, to spoko, ja też nie czuję i nie zamierzam się zmuszać. Znam wiele osób, które zamiast sięgać po książki sięgają po artykuły branżowe, geopolityczne czy inne felietony i to jest też właśnie dobry substytut książek.
Defreg56
Srebrna Kropeczka
Posty: 153
Rejestracja: czw cze 13, 2024 10:44 am

Post autor: Defreg56 »

Rzeczy, które wg mnie mnie świadczą o biedzie (niskim poziomie życia), w tym tej mentalnej:
1. Taniodrogie marki, w stylu Guess, Karl Lagerfeld, Michael Kors, Boss, do tego złote łańcuchy, nadmiar biżuterii w stylu "tous" lub "pandora" i jednocześnie: braki w uzębieniu, niezadbane zęby, spalone/brzydko zrobione włosy, brak podstawowej higieny, zaniedbane auto i/lub dom
2. Brak konkretnego wykształcenia, nieznanie siebie, brak pomysłu na siebie, tylko takie łapanie się co popadnie - dzisiaj robię rzęsy, jutro pracuję w sklepie, a pojutrze będę aspirować do bycia influ, za tydzień zrobię kurs z pieczenia ciast, a w międzyczasie zrobię studia z zarządzania w wyższej szkole robienia hałasu
3. Głośny i wulgarny sposób bycia
4. Kolczyki na twarzy (nie mówię o delikatnym kolczyku np. w nosie) połączone z dużymi tatuażami, nierzadko brzydkimi (np. brzykie patusiarskie rękawy, imiona dzieci z datą urodzenia itd)
5. Tutaj mogę się narazić, ale jak wakacje, to tylko all inclusive w Egipcie lub Turcji
6. Bycie osobą poniżej 40 roku życia i nieznajomość języka angielskiego
7. Hurtowe zamawianie ubrań na shein, temu, alieexpress