No ale nie patrzysz, jak te dzieci będą funkcjonowały w szerszym kontekście społecznym, wychodzisz z założenia że to bare minimum i że nie biją w dzisiejszym świecie wystarczy. Ot trochę dobrej woli a resztę jak dzieciak chce osiągnąć to tylko siła własnej woli, sam się musi postarać i „zaryzykować”. Tak to nie działa.Moje zatem powiedzieć że znam mniej lub bardziej wiele fajnych rodzin, gdzie brakuje pieniędzy, rodzina jest normalna, a dzieci zaopiekowane.
Ktoś wspomniał o pracy zdalnej, no ja pracuję w takiej branży która się tym zajmuje - praca zdalna jest na wymarciu i wszyscy chcą ją konsekwentnie uje…c, idą za tym różne pop-prawicowe przekonania i straszaki odnośnie technologii i przyszłości, brak wyobraźni. Rasowa prace zdalną z zadupia możesz robić albo jako przysłowiowy Hindus nie licząc na awans na ryjącym mózg stanowisku albo jako ceniony specjalista. Ale w sumie to najlepiej abyś i tak mieszkał blisko Warszawy albo w niej. Albo NFZ -NFZ ma w poważaniu kwestie takie jak estetyka, więc może wyleczy cię z jakiejś choroby, ale nie zbudujesz z NFZ statusu ani nie wyleczy cię z deformacji, krzywizny zgryzu. To jest wszystko takie gadanie, które uspokaja gadających.
Z tymi wycieczkami to trzeba oczywiście konsekwentnie, jeden wyjazd nie wystarczy. Ktoś raczej biedny do mnie kiedyś, że on to nie rozumie, po co oni się obnoszą tym jeżdżeniem za granicę, jak to teraz takie tanie, każdy może jeździć (oczywiście ta osoba nie i jej dzieci też nie, bo „nie potrzebuje”). To co ci ludzie chcą udowodnić, że są wyjątkowi. No to tłumaczę. Że nie chcą udowadniać wyjątkowości i bycia ponad innymi, tylko że utrzymanie takiego stylu życia daje im właśnie poczucie wspólnoty z resztą klasy średniej.